26 sierpnia 2010

Nieruchomości w Polsce - odcinek 3 czyli well well well

Chce się rzec "well well well" możba by powiedzieć. Osoby za kredytami walutowymi, nieskończonym wzrostem cen mieszkań dorośli ekonomicznie! Znany wszystkim aktywnym forumowiczom i blogerom Pan Marek Wielgo z GW, opublikował na swoim blogu wpis pt: Staję po stronie przeciwników kredytów walutowych gdzie jasno opisał jak widzi sprawę udzielania kredytów walutowych na zakup nieruchomości w Polsce. Jest to o tyle znaczące iż Pan Marek wielokrotnie, np przez uczestników forum Developerzy Warszawa, nazywany był swego czasu naganiaczem wzrostu cen mieszkań. Po pęknięciu bańki w stanach na rynku nieruchomości i nastaniu kryzysu, jego poglądy ekonomiczne mocno ewoluowały i stały się już bardziej przemyślane i umiarkowane.
Podobnie, wreszcie negatywnie, wyraził się Pan Emil Szweda z Open Finance (zwany również przez forumowiczów Open F***** z powodu wciskania tzw jelonkom (masom) kredytów na 120% wartości przewartościowanych nieruchomości w sławnym franciszku a obecnie ojro. Oczywiście praktycznie zawsze oferowano jak najmniejszy wkład własny i inwestycja w fundusze inwestycyjne. Co było od 2007 wiemy..... Pan Emil, chwała mu za to, opisał sprawę zagrożeń związanych z kredytami walutowymi pod wpisem Pana MW podpisując się jako yeates1, by zacytować:
yeates1 2010/08/26 13:31:37
witam listy zastawne nie są moim autorskim pomysłem. Sprawę dyskutowaliśmy dość długo z przedstawicielami banków (także hipotecznych, które już teraz mogą listy zastawne emitować) i ZBP na jednej z konferencji, gdzie prowadziłem panel, poświęcony m.in. temu zagadnieniu. Problemem nie jest waluta, lecz relacja wartości zabezpieczenia do kredytu. Czy kupiłby Pan kredyt w CHF - nawet dobrze spłacany - jeśli wysokość kredytu przekraczałaby o 50 proc. wartość kredytowanej nieruchomości? A w dodatku z przeświadczeniem, że relacja ta może się ciągle zmieniać? Listy zastawne i tak nie będą lekarstwem dla banków - nie ma się co łudzić. Tutaj bardzo dwuznaczna jest postawa KNF, która z jednej strony dusi kredyty walutowe, z drugiej zaś pozwala na wyprowadzenie z banków uniwersalnych (bo o nich teraz mówimy jako emitentach) najlepszych aktywów (kredytów hipotecznych). Szczerze mówiąc nie rozumiem tego rozdwojenia jaźni, ale też szczegóły dotyczące stanowiska KNF wobec idei listów zastawnych w bankach uniwersalnych nie są do końca znane. KNF po prostu milczy. Natomiast chciałbym Państwu zwrócić uwagę na końcowy akapit mojego komentarza, który jest podlinkowany w tekście p. Marka (za co jestem niezmiernie wdzięczny, uważam bowiem swój komentarz za jeden z najważniejszych, jakie do tej pory napisałem). Rekomendacja S kwadrat może sprawiać wrażenie ubezwłasnowolnienia klientów banków, którzy teoretycznie powinni mieć pełne prawo, do decydowania na ile chcą ryzykować "grą w trupa" (nawiasem mówiąc, argument jest tak absurdalny, że trudno mi uwierzyć, że w ogóle został wypowiedziany. Jak będzie wyglądała polska gospodarka po ewentualnym upadku strefy euro? Jesteśmy jako kraj zależni od jej koniunktury, i choćby od dotacji, które nagle miałyby się okazać nic nie warte. Zanim strefa euro upadłaby stopy procentowe w ECB wystrzeliłyby jak rakiety. A jak kredytobiorcy mają sobie poradzić nawet ze stosunkowo krótkim okresem - 6-12 miesięcy - oprocentowania kredytów na 15-20 proc.?). Jednak nieuświadomiony problem polega na tym, że oni podejmują to ryzyko także w moim imieniu i milionów innych ludzi, którzy w ogóle nie chcą mieć z kredytami do czynienia. Jeśli "się wywalą", to wywalą też gospodarkę i polski system finansowy. Co oznaczałoby m.in. także przepadek depozytów (BFG nie wyrówna przecież wszystkich strat). Dlatego o ile nie mam nic przeciwko gry w trupa przez pojedynczych inwestorów, to jeśli gra dotyczy miliona rodzin, jestem przeciw. Mogą sobie do woli ryzykować na foreksie - jeśli nie mylą się, co do notowań złotego, to i tak na tym zarobią. Jeśli się mylą, przynajmniej nie stracą swoich domów. Jest też kwestia swapów walutowych. Przecież w okresie kryzysu (koniec 2009 r.) swapy w ogóle nie były dostępne dla polskich banków, a pod stare trzeba było przedstawiać dodatkowe miliardy złotych zabezpieczeń. Stąd wojna depozytowa - to była wojna o przetrwanie banków, o ratunek przed utratą płynności. Jest tajemnicą poliszynela, że przynajmniej dwa duże banki uniwersalne okresowo zeszły poniżej 8 proc. wskaźnika wypłacalności i groził im zarząd komisaryczny. Gdyby w tamtym czasie ludzie rzucili się do bankomatów... To są właśnie skutki zbyt dużej wrażliwości na zmiany kursowe. A ona rośnie w miarę, jak kredytów walutowych jest więcej. Dlatego podzielam stanowisko KNF całym sercem i rozumem, a krótkoterminowe interesy pośredników, banków etc. marzących o zwiększeniu sprzedaży (PROWIZJE!!!) za wszelką cenę niewiele mnie obchodzą. Pozdrawiam Emil Szweda
- yeates1
2010/08/26 13:34:35
miało być "pod koniec 2008 r."
Obu Panom SZCZERZE gratuluję przebudzenia. Lepiej później niż wcale. Zainteresowanym tematem kredytów walutowych polecam moje poprzednie wpisy, w którym szeroko omawiałem sprawę. Nieruchomości w Polsce - odcinek 1 i dyskusję pod tym wpisem. drugi: Nieruchomości w Polsce - odcinek 2 Obecnie nie posiadam wiele wolnego czasu by opisać lepiej sytuację waluty euro. WRESZCIE, chcialoby sie rzec wiele osób przejrzało na oczy co wielu, oficjalnym " wariatom" i pesymistom, dawno wydawało się oczywiste - strefa euro jest przekreslona. W obecnej formie, twierdze, upadnie. Historia ludzka nie zna bowiem przypadku by unia momentarna przetrwala w takiej formie. Powtórzę NIE MA TAKIEGO PRZYPADKU. Kwestia czasu. My do strefy euro NIE WEJDZIEMY NIGDY, czas to zrozumieć. Będziemy co najwyżej jak Szwedzi z własną walutą, zakładając optymistycznie przetrwanie w tej czy innej formie EURO. I to nawet nie są tylko moje wnioski ale samego UBS (poogoglac proszę, o tym później kiedyś na blogu)

14 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie na krótki cytat: "My do strefy euro NIE WEJDZIEMY NIGDY..."
    Od kilku już lat o tym mówię (znajomym) i piszę (w sieci), ale dopiero teraz nieliczni zauważają jak to wszystko wygląda. Powtarzam - NIELICZNI (!)
    Wytłumacz mi SiP, bo ja nijak tego nie rozumiem, jak można nie dostrzegać rzeczy oczywistych? Kichać zwykłego Kowalskiego, ale poważni ekonomiści? No jak? Co za szmelc mamy u koryta?

    OdpowiedzUsuń
  2. > Co za szmelc mamy u koryta?

    to nie szmelc, to szmalec

    OdpowiedzUsuń
  3. W mojej opinii:
    a) doskonale wiedza co sie dzieje ale jadą pod publike, popularnosc, zgodnie z politycznym wiatrem.
    b) są niewyedukowani, nie potrafią myslec krytycznie, formulowac WŁASNYCH, powtarzam, WLASNYCH pogladów

    wg mnie to mix a i b daje wynik. nikt niczego nie kwestionowal, liczy sie wierszówka i dostarczenie czegos na czas. bycie europejskim pro euro bylo sexy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekonomiści, jak społeczeństwo, %-owo tyle samo myślacych samodzielnie (inaczej?), co nie myślących wcale (nie nauczyli?, a niby wykształcili), tzn. 1:4. Czy to tylko wpajane za młodu posłuszenwo i poddaństwo przechodzi z ojca na syna ?
    Poza tym, jak za PRL-u obowiazuje przecież jedynie słuszna linia i dostęp do mediów. Tu nic się nie zmieniło - od lat 40-tych XX w. Radio Wolna Europa została zastąpiona przez radio Ojca Dyrektora, a PZPR przez różne kombinacje UW/UD/KLD/PO/SLD itp, itd.
    P.S.
    Brawo SiP. Gratuluję bloga.
    LJ3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy w przypadku upadku euro nie ulegnie głębokiej deprecjacji?Może wtedy kredyty w eur będzie można spłacić za przysłowiowych kilka kóz?
    Przy okazji gratuluję bloga.
    bert76

    OdpowiedzUsuń
  6. @ bert76
    Słaba waluta oznacza wysoką inflcję i wysokie oprocentowanie. By zorientować się jak to się kończy dla szarego człowieka, wystarczy prześledzić tzw. reformy Balcerowicza z początku lat 90-tych. Zrozumiesz, że przegrywają ci co mają długi (raty rosną pod niebiosa) ale również ci co maja depozyty - ich wartość topnieje jak śnieg każdej wiosny.
    LJ3

    OdpowiedzUsuń
  7. "My do strefy euro NIE WEJDZIEMY NIGDY, czas to zrozumieć."

    nie byłbym taki pewny - możemy tam zostać wepchnięci na siłę. Nie należy zapominać, że euro to nie tylko ekonomia ale przede wszystkim polityka, o ile nie wręcz ideologia, a w takich przypadkach trzeźwy rachunek schodzi na dalszy plan.
    Poza tym wyraźnie już w tej chwili widać jak bardzo euro działa na korzyść Niemiec - oni tak łatwo tego odpuszczą, nam również.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny blog.
    Powinieneś zmienić ksywkę, bo na pewno patrzysz, ale nie stoisz tylko edukujesz ludność.
    A co by było gdyby, zabronić całkowicie kredytów walutowych??
    Kto poza mieszkaniówką z nich korzysta?
    Wyrazy uznania Mergiel

    OdpowiedzUsuń
  9. @Lj3
    Tylko,że kredyt w EUR ulegnie inflacji zaś depozyty w PLN niekoniecznie
    Bert76

    OdpowiedzUsuń
  10. @Bert76

    W mojej opinii wraz z poważniejszym kryzysem w strefie euro, będzie i mocniejszy spadek wartości PLN. Zresztą zobacz co się dotychczas działo. Dla mnie obecnie kredyt walutowy, czy to CHf, czy EUR, USD to małe szaleństwo. Ale to tylko moja mała uwaga, niewiedza jest tutaj błogosławieństwem....

    OdpowiedzUsuń
  11. @Mergiel
    "Powinieneś zmienić ksywkę, bo na pewno patrzysz, ale nie stoisz tylko edukujesz ludność.
    A co by było gdyby, zabronić całkowicie kredytów walutowych??
    Kto poza mieszkaniówką z nich korzysta?"

    Dzięki z miłe słowa
    . W sprawie kredytów walutowych to wszyscy z nich korzystają, począwszy od konsumentów z kredytami na samochód, a kończąc na firmach.

    Uważam że kredyty walutowe powinny być całkowicie zablokowane. Wszyscy już wiedzą na świecie że powodują one spotęgowanie trendów -> szybsze puchnięcie gospodarek a potem szybszy spadek. innymi słowy zwiekszają turbulencje w gospodarce co nie jest zdrowe i dobre.

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do samego EUR to całkiem możliwe że sama waluta nie upadnie tylko się "przekształci". Np część strefy pozostanie, a pozostała częśc albo będzie mieć inną wspólną walutę bądź wrócą do swoich. Potrafię sobie wyobrazić sytuację gdzie niemcy i kilka innych gospodarek ma wspólną walutę, ale na pewno nie cała europa.
    EUR pociągnie europe prosto w przepaść. To projekt zresztą czysto polityczny, będą go bronić do samego końca.

    OdpowiedzUsuń
  13. @SiP
    Może tak być.Tylko,że wtedy oprocentowanie kredytów w PLN (Wibor)też poszybuje.Swoją drogą jakiś rok temu wszyscy wieszczyli upadek llolara a teraz euro...

    OdpowiedzUsuń
  14. @SiP
    Odniosę się bardziej merytorycznie do Twojej odpowiedzi;z sytuacją kredytów w CHF i USD zgadzam się.Jednak w chwili słabości EUR każda waluta w stosunku do Eur będzie zyskiwać.Uważam,że trzeba rozróżnic hipotetycznie mocne waluty(CHF i USD)a słabe EUR
    Bert76

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP