27 stycznia 2011

Cytat dnia - Lorenzo Bini Smaghi - ECB - inflacja

27 stycznia w Bolonii, Lorenzo Bini Smaghi wygłosił przemówienie, w którym wspomniał, iż inflacja importowana z gospodarek wschodzących nie może być dłużej ignorowana, a presja inflacyjna będzie w konsekwencji rosła. LBS twierdzi, iż ceny żywności pozostaną wysokie, a era "coraz tańszego telewizora" dobiega końca.
Unlike the previous decade, the process of reducing the prices of manufactured goods imported from developing countries seems to have ended, particularly in respect of products imported from China. The gradual appreciation of the exchange rates of these countries should further affect the prices of products imported from advanced countries.
LBS twierdzi (powyżej), iż proces coraz niższych cen produktów, w tym z krajów rozwijących się w tym Chin dobiegł końca. Muszę przy tym zaznaczyć, iż LBS ma sporo racji. Do tej pory kraje rozwinięte szczyciły się ograniczoną inflacją właśnie z powodu importowania deflacji w cenach produktów z Chin, Tajlandii, Meksyku. Społeczeństwa bogacą się, przy tym banki zachodnie drukują pieniądze, co razem powoduje, iż społeczeństwa zachodnie, będą mogły kupić coraz mniej produktów w gospodarkach EM za tą samą ilość pieniędzy. To też powinno być pokłosiem umacniających się walut rynków wschodzących.
Takie zachowanie ma jednak i swoje plusy. Oznacza to bowiem, iż fabryki, z powrotem zaczną wracać do gospodarek rozwiniętych. Może w końcu ruszy proces lepszego zrównoważenia globalnej gospodarki.

5 komentarzy:

  1. fabryki, z powrotem zaczną wracać do gospodarek rozwiniętych

    Tak same z siebie i gospodarki wschodzące je wypuszczą? Widziałbym tutaj raczej parcie na konflikt.

    OdpowiedzUsuń
  2. @HansKlos

    konflikt to już jest. Zobacz komunikaty prasowe instytucji czy osób prawnych, np z Brazylii. Zobacz co robią na całym świecie, np Turcji z polityką monetarną, rezerwami, podatkami itd. Wojna trwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może napiszesz coś o tym, " co robią na całym świecie, np Turcji z polityką monetarną, rezerwami, podatkami itd ".

    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. @M.

    Turcja:
    Turkey raises reserve requirements sharply
    Incentive realignment continues at the Central Bank of Turkey. Reserve requirements have been raised as signalled last week – though by more than many will have been expecting.

    Turkey is trying to lengthen the maturity of deposits flowing into the country, as it explained at the outset of its new strategy in December: “The fact that maturities of liabilities are shorter than those of assets in the Turkish banking sector exposes the sector to liquidity and interest rate risk, which increases the sensitivity of the banking system to shocks,” it said.
    http://blogs.ft.com/money-supply/files/2011/01/turkey-reserve-requirements1.png

    Israel introduces 10% reserve requirement
    Reserve requirements are so in vogue. Israel’s central bank is the latest to adjust their ratio, bringing in a 10 per cent requirement for non-residents dealing in foreign exchange derivatives, specifically FX swaps and forwards. The move will be effective January 27. The bank said:

    In the last few months the volume of foreign exchange derivative transactions by nonresidents has increased markedly. A significant part of the increase in nonresidents’ transactions is in short term instruments. This measure will strengthen the Bank of Israel’s ability to achieve the objectives of its monetary, foreign exchange and financial stability policies.

    Israel was one of the first central banks to begin raising rates after the financial crisis. As with many other rate-raisers, it has found capital inflows have increased significantly, particularly in short-term instruments which can be destabilising.

    naglowki

    Malaysia holds rates; may turn to reserve ratios
    Serbia raises reserve requirement to 30%

    i tak mozna by pisac i pisac..

    OdpowiedzUsuń
  5. A w Chinach zaczynają się wyczerpywac zasoby taniej siły roboczej ze wsi. Produkcja tekstyliów, obuwia a'la trampki/sandały z Chin wędruje do Wietnamu, Birmy, Sri Lanki...bo tam jest siła robocza tańsza niż w Chinach, a chińskich robotników można zatrudnic przy bardziej skomplikowanych produktach czy też wykorzystac w budownictwie.
    Rosną tam place, rośnie presja na ich wzrost - za przysłowiową miskę ryżu - już mało kto gotów jest pracowac. Zaczyna się tracic konkurencyjnośc

    Z drugiej strony taki Obama i jemu podobni mają masę bezrobotnych wyborców którzy już mają dosyc kitów o zmianie oraz czczego gadania wiec zacznie się parcie na powrót miejsc pracy i przemysłu - tak, tak ;) do USA i Europy zachodniej.

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP