21 lutego 2011

Demografia - "Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu"

Na początek zajawka by dobrze wczuć się w klimat:
a wpis będzie właśnie o demografii, a właściwie o katastrofie, jaka się powoli dzieje w tle w Polsce. Z tą katastrofą nikt sobie nic nie robi, szczególnie rząd i KPRM. Nie raz w dyskusji o cenach nieruchomości podnosiłem argument, iż "nas Polaków, jest coraz mniej". Potwierdzają to kolejne nagłówki wiadomości w mass mediach, poniżej kilka na temat zmian w ilości uczniów i studentów w Polsce:
Studenci znikają z uczelni
Za dziewięć lat będzie o jedną trzecią słuchaczy mniej. Szansą dla szkół wyższych będą młodzi Ukraińcy i Białorusini? W 2020 r. liczba wszystkich studentów będzie wynosiła tyle, ile obecnie kształci się na ponad 130 uczelniach publicznych, czyli ok. 1,2 mln – prognozują autorzy raportu na temat wpływu zmian demograficznych na szkolnictwo wyższe do 2020 r. „Demograficzne tsunami”, do którego dotarła „Rz”. Liczba studentów spadnie o 0,6 mln – tyle, ile obecnie kształci się na 325 uczelniach prywatnych. – Kształcenie w takiej skali jak obecnie, gdy mamy 1,9 mln studentów, już nie nastąpi – zauważają Dominik Antonowicz, socjolog z UMK, oraz Bartłomiej Gorlewski, ekonomista z SGH, autorzy opracowania. Skąd takie prognozy? Grupa osób 19 – 24 lata w najbliższych latach będzie stale malała. W 2020 r. osiągnie poziom 2,32 mln osób, podczas gdy w 2010 r. było ich 3,37 mln. – O jedną trzecią spadnie zatem grupa potencjalnych studentów. To pociągnie za sobą zmiany w działaniu całego systemu szkolnictwa wyższego – przewidują autorzy raportu. Niż najbardziej zauważalny będzie w województwach, w których liczba studentów w 2020 r. spadnie poniżej obecnej liczby studentów uczelni publicznych. – Co teoretycznie oznacza, że wszyscy studenci w tych województwach mogą znaleźć miejsce na uczelniach publicznych na studiach bezpłatnych i płatnych. Stawia to pod znakiem zapytania przyszłość uczelni niepublicznych na tych terenach – zauważają badacze.
za RP.PL
Kryzys zagląda na uczelnie Płatne studia to zabijanie uczelni – protestowali studenci przed uniwerkiem. Ale płatne szkoły też się boją. Zaczął się niż demograficzny. Aby pozyskać studentów, trzeba obniżać czesne. [...] Niezadowoleni są także właściciele prywatnych szkół wyższych. Statystyki pokazują, że spada liczba studentów. W 2008 r. było ich w stolicy 305 tys., rok później o trzy tysiące mniej, a na koniec 2009 roku ta liczba wynosiła 294 tys. [...] A prognozy demograficzne nie są optymistyczne. Na Mazowszu jest 359 tys. osób w wieku 20 – 25 lat. Za dziesięć lat będzie ich o 90 tys. mniej. [...] Ratunek z zagranicy? Statystyki pokazują, że cudzoziemcy mogą pomóc przeczekać kryzys. W 2008 r. było ich w stolicy 3,7 tys., a na koniec 2009 r. już 4,4 tys. Najwięcej Białorusinów, Ukraińców, Rosjan. Studia w Warszawie cieszą się też popularnością wśród Wietnamczyków, Norwegów i Szwedów.
za ZW.com.pl Ostatnio głośniej o szkołach podstawowych i gimnazjach, które są likwidowane w Polsce:
Bytom zamyka szkoły – 300 osób straci pracę
Nawet 300 osób może stracić pracę w wyniku planów władz Bytomia, które zamierzają zlikwidować pięć miejskich szkół, argumentując to niżem demograficznym i oszczędnościami rzędu ok. 2 mln zł. Rodzice i działające w oświacie związki są zbulwersowani.
za TVP.Info
Cebula w taczce dla burmistrza PROTESTY PRZECIWKO LIKWIDACJI SZKÓŁ Kilkadziesiąt osób protestuje przed urzędem miasta w Krośnie Odrzańskim przeciwko likwidacji trzech wiejskich szkół. Na zamknięcie szkoły nie zgadzają się też rodzice dzieci uczących się się w łódzkiej szkole podstawowej nr 203. Rano blokowali drogę wylotową z miasta w kierunku Warszawy.
za TVN24.pl Całej sprawie przygląda się ZNP i komentuje: List ZNP do premiera w sprawie zamykania szkół przez samorządy
ZNP jest zaniepokojone informacjami "o masowej likwidacji bądź przekazywaniu przez gminy prowadzenia szkół innym podmiotom". Związkowcy napisali w tej sprawie list do premiera. Problem dostrzega też MEN, które chce zmienić prawo oświatowe i wprowadzić grupowanie placówek. W swoim liście do premiera Donalda Tuska, udostępnionym PAP w środę, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz pisząc o masowej likwidacji placówek powołuje się na informacje napływające z ogniw ZNP z całego kraju. Przypomina, że w wielu małych miejscowościach placówki oświatowe odgrywają dla społeczności lokalnej niezwykle ważną rolę społeczną i kulturową. "Szanujemy prawo lokalnych samorządów do kształtowania sieci szkolnej na swoim terenie, jednak niepokojące jest, że w bardzo wielu przypadkach samorządy przyjmują uchwały o likwidacji bądź przekazaniu szkoły z naruszeniem obowiązującego prawa lub wbrew żywotnemu interesowi lokalnej społeczności, kierując się wyłącznie rachunkiem ekonomicznym, nie zważając na protesty rodziców czy kadry pedagogicznej" - napisał Broniarz. [...] "Kuratorzy oświaty nie mogą skutecznie zapobiec likwidacjom, których jedynym powodem są przyczyny ekonomiczne, natomiast nadzór wojewodów ogranicza się tylko do kwestii proceduralnych. W ten sposób rachunek ekonomiczny +wygrywa+ z interesem społecznym" - ocenił prezes ZNP. [...] Zdaniem Broniarza, istnieje pilna potrzeba zmian w prawie oświatowym prowadzących do wzmocnienia roli organu nadzoru pedagogicznego w zakresie kształtowania sieci szkolnej, w tym przywrócenia obowiązku uzyskania jego pozytywnej opinii przy likwidacji szkół. [..] Poinformował, że w związku z niżem demograficznym w ciągu ostatnich pięciu lat szkolnych, z samych tylko szkół podstawowych ubyło 411 tys. uczniów, czyli więcej niż liczy rocznik obecnych pierwszoklasistów (tych jest około 370 tys.). Zmniejszaniu się w ostatnich latach liczby uczniów towarzyszy zmniejszanie się liczby szkół. Z danych MEN wynika, że w roku szkolnym 2005/2006 w 14,5 tys. szkół podstawowych uczyło się 2 mln 602 tys. uczniów, a w obecnym 2010/2011 w 13,9 tys. szkół podstawowych uczy się 2 mln 190 tys. Utrzymanie szkół jest zadaniem ich organu prowadzącego. W przypadku szkół publicznych są nimi samorządy (gmina prowadzi szkoły podstawowe i gimnazja, powiat - ponadgimnazjalne). Działalność bieżąca szkół finansowana jest przez samorządy z dochodów własnych, w szczególności z subwencji oświatowej z budżetu państwa. Jak zaznaczył Żurawski, obecny rząd zwiększył w ostatnich latach subwencję o prawie 10 miliardów złotych. W ciągu ostatnich pięciu lat subwencja wzrosła o prawie 12 mld zł, czyli o jedną trzecią.
za gazeta.pl
Spróbuję podsumować to co powyżej podałem w skrócie: studentów i uczniów jest coraz mniej. Jednym słowem wyż, mamy właśnie za sobą. ZNP i pedagodzy złoszczą się na podejście czysto ekonomiczne i będą się starali jak mogli by utrudnić ich zamykanie, pomimo że placówki są coraz bardziej nierentowne. Innymi słowy ZNP chce coraz większych subwencji. Co gorsza, o czym mało napisano w tych artykułach, obecny system emerytalny oparty jest na PAYG (taki prepaid) tj wpłaty do systemu emerytalnego od osób obecnie pracujących są od razu wypłacane osobom na emeryturze i rentach. Nie ma tutaj zatem oszczędności, wręcz są dopłaty do FUS. Innymi słowy wraz z narastającym problemem demograficznym w Polsce tj wraz z coraz mniejszą liczą osób pracujących, studentów i uczniów (mam tu na myśli tendencje bo Ci ostatni oczywiście nie płacą podatków) nasilać się będzie problem niedofinansowania systemu emerytalnego tj prowadzić to będzie do coraz większego długu. Obecny rząd, nie tylko skorzystał już praktycznie z wszystkich zaskórniaków ( o których pisałem np tutaj - Cytat dnia - Min. Fin. J V Rostowski to polityczny kłamca, a nie ekonomista) wskazując na przejadanie pieniędzy Funduszu Rezerwy Demograficznej (kiedy dopiero mijamy szczyt demograficzny a fala niżu nadchodzi!!!), czy prywatyzując już ostatnie resztki z naszej gospodarki (niebawem zostanie zlikwidowane Min. Skarbu bo nie jest już potrzebne). Nie mamy przy tym porządnej polityki prorodzinnej, mamy jedynie jej zalążki (ostatnie zmiany w sprawie żłobków). Dzietność plasuje nas obecnie na 190 pozycji na 195 możliwych wg Wikipedii tj na prawie ostatnim!. To wszystko prowadzi nas do katastrofy demograficzno-finansowej. Obecny rząd stara się przy tym jedynie zamieść obecnie ukazany problem galopującego długu państwowego pod dywan ale również stosuje różne sztuczki w ramach kreatywnej księgowości Kucharza Roku (patrz tag/etykietę Kucharz Roku). Polecam też zapoznać się i z tym artykułem na temat naszego regionu: Wschód Europy się wyludnia
Za 40 lat najludniejszym krajem Unii będzie Wielka Brytania. Polska ma liczyć 31,8 mln mieszkańców. Europa to jedynym region, gdzie utrzyma się liczba ludności. [...] Dodatni przyrost naturalny w większości krajów Europy Zachodniej zostanie zrównoważony przez spadek populacji w nowych krajach członkowskich. Te tendencje będą najbardziej widoczne w Wielkiej Brytanii i w Polsce. [...] Jego zdaniem większe powody do niepokoju ma na przykład Polska, której grozi wyludnienie. Raport Population Reference Bureau wskazuje bowiem, że w naszym kraju dojdzie do znaczącego spadku populacji, jednego z największych w UE. Jeśli obecne trendy się utrzymają, to w ciągu czterech dekad liczba Polaków zmniejszy się z 38 milionów do 31,8 miliona.

Jak tak dalej pójdzie, to wyginiemy jak dinozaury. Sytuacja jest dramatyczna we wszystkich nowych państwach członkowskich. Kobiety rodzą za mało dzieci, a młodzi ludzie wyjeżdżają. W efekcie obserwujemy gwałtowne starzenie się społeczeństw – mówi prof. Krystyna Iglicka, demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Dziś na jednego emeryta w Europie przypadają cztery osoby w wieku produkcyjnym. W 2050 roku będzie ich dwa razy mniej. Aby zapobiec załamaniu się systemów emerytalnych, trzeba będzie wprowadzić dodatkowe obciążenia podatkowe dla osób aktywnych zawodowo i pracodawców. To może wyhamować wzrost gospodarczy.

[...] – Skuteczne będą dopiero równoczesne działania na trzech polach: mądra polityka prorodzinna, aktywizacja zawodowa osób starszych i absolwentów uczelni, wreszcie polityka imigracyjna polegająca na stałym przyjmowaniu i zachęcaniu ludzi z całego świata do przyjeżdżania do Polski – wylicza prof. Iglicka.
za RP.PL Na koniec zamieszczam parę wykresów ukazujących czekający nas dramat, przygotowane na podstawie GUS przez p. Urbasia.
Liczba Polaków do 2070 r. (mln) Liczba Polaków w wieku produkcyjnym (mln) Liczba Polaków w wieku poprodukcyjnym (mln) Liczba osób w wieku produkcyjnym na 1 osobę w wieku poprodukcyjnym Liczba Polaków przy płodności kobiet równej 64 (mln)

66 komentarzy:

  1. Studentów i tak mamy za dużo. O wiele lepiej byśmy wszyscy na tym wyszli gdyby ilość studentów "dla papierka" spadła o połowę - wówczas przy 50% redukcji wydatków na edukację można by podnieść jakość wykształcenia tych, którym faktycznie się to przyda (i którym zależy).

    Pozostali - zamiast do 25-26 roku życia obciążać finansowo rodziców mogliby generować PKB - zapewne z korzyścią dla siebie większą niż na uczelni - brakuje nam ludzi z doświadczeniem, a nie z wykształceniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam:
    http://wyborcza.pl/1,76842,8942048,Fetysz_dzieciorobstwa.html

    Podzielam ten pogląd.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Paweł
    Tutaj się zgodzę - obecnie tytuł mgr został mocno zdewaluowany, jednak głównie przez prywatne uczelnie, ktore dawały dyplom każdemu, kto tylko zapłaci za czesne. Prawdziwe uczelnie jak UW, PW, AGH, PWrocł, UJ trzyma poziom chociaż oczywiście nie jest dostosowana do obecnych realiów biznesowych (stary system kształcenia, zbyt mały kontakt świata nauki z biznesem).

    Te dane ukazałem jednak po to by pokazać, iż ogólnie nas będzie mniej, a jak mniej to rośnie problem związany z niedofinansowaniem obecnego systemu emerytalnego (ZUS to dziura bez dna), oraz niżu demograficznego (który w mojej ocenie przełoży się tez na rynek nieruchomości)

    OdpowiedzUsuń
  4. @anonimowy

    Bardzo ciekawy pogląd i uważam że działania te powinny być dwutorowe - tj takie aby jednak dbać o politykę prorodzinną, ale również dbać o innowacyjność.
    Autor wywodu jakby pomija sprawę że obecny system jest po prostu niewypłacalny. Zdaje się funkcjonować w etapie docelowym. To nie jest możliwe, niestety. Jest to fikcja.

    OdpowiedzUsuń
  5. @anonimowy
    jeszcze jedna uwaga - zwróć na obecny poziom emerytur z OFE - śmiech na sali.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałem wywód Rybińskiego na temat demografii i jedynym jego zmartwieniem była spadająca liczba studentów w jego uczelni.Jeżeli wzrost populacji ma być korzyścią dala uczelni Rybińskiego to widać cel i kierunek rozwoju który ten pseudo-ekonomista preferuje-na pohybel takim profesorom i ich uczelniom. HAYEK

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyciąłem komentarz o cyklonie - cenię sobie dyskusję merytoryczne a nie bełkot i tanie zagrywki.

    @HAYEK
    Wprowadzasz dużo przekłamań we własnym przekazanie.
    Skąd wyciągasz wnioski w sprawie korzyści dla prof., to po pierwsze.Po drugie, to nie jest jego uczelnia. Po trzecie, nie życz nikomu źle i nie używaj słów na pohybel bo w mojej ocenie się ośmieszasz. Po czwarte nic nie napisałeś nic konstruktywnego w sprawie, oprócz wygłoszenia tyrad i pseudoargumentów. Postaraj się proszę o więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świat jest i tak przeludniony a do zarządzania cyborgami - bo myślę że takie zostaną skonstruowane do 2070 roku nie potrzeba zbyt wielu ludzi.
    A reszta, w krajach cywilizowanych będzie zajmować się sportem i muzykom, sztukom itp.
    Ludzie w krajach biednych będą klepać biedę i lepiej żeby urodziło się ich jak najmniej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję naprawdę dobrego bloga.
    Tematy, których skuteczne „dotykasz” dają dopiero pełny obraz tego, co naprawdę dzieje się w tym zaklętym kręgu niemocy, w który wepchnął Polskę układ okrągło - stołowy i potem naiwne realizowanie polityki bezwarunkowego liberalizmu i o dziwo z jednoczesnym ślepym hołubieniem socjalnych zdobyczy socrealizmu, ku uciesze bańkierów, bo to gwałtowny wzrost zobowiązań - długu.
    Masz rację, że stary system kształcenia, to zbyt mały kontakt świata nauki z biznesem. Ale czy można to zmienić? Twierdzę, że nie, gdyż nie ma już takiej potrzeby.
    Istotne jest jednak to, że nawet nie możemy tego dokonać, gdyż nie jesteśmy realnie w stanie przyjąć modelu ścisłej współpracy przemysłu i nauki. Nie mamy po prostu w tej chwili ani jednego ani drugiego. Przemysł to głównie montownie i wytwarzanie półproduktów i surowców, a ten który mógł się opierać na współpracy z nauką i jednocześnie ją finansować znikł z Polski na naszych oczach, teraz zniknie nauka, gdyż na pewno nie otrzyma wsparcia rządu, podobnie jak tego nie otrzymał nasz przemysł, przemył, który niejednokrotne jednak był w swej dziedzinie bezkonkurencyjny, nieraz nawet w skali globalnej. To po prostu ślepota elit, które zapatrzone w jedynie słuszne doktryny nawet nie bardzo obejmują, nie mają wręcz pojęcia o problemach współczesnego zarządzania gospodarką państwa, która zagwarantuje rozwój.
    Kapitał spekulacyjny, na którym oparli ten tu i teraz „rozwój”, z którym mamy do czynienia od 20 lat, ma jedną podstawową cechę. Taki Kapitał jest jak woda. Ładnie tu pasują słowa Komoroskiego (Komoroski bo to tak, jak niedawno powiedział on sam na Litwie – liteski problem”):
    „Woda ma to do siebie, że przypływa i odpływa.”
    Płynący kapitał nie inwestuje w rozwój państw, jego przemysłu, czy nauki, tylko dla szybkiego zysku.
    Tak samo postępują polskie „elity” ekonomiczne, polityczne i intelektualne.
    Po prostu nie da się wykrzesać energii (ognia rozwoju) z wody, która w dodatku szybko spływa.
    Tylko kto to rozumie? Kogo to tak naprawdę obchodzi?

    OdpowiedzUsuń
  10. SiP. Tak to prawda, w makroekonomicznej długoterminowej perspektywie sytuacja rysuje się dla Nas jako Polski tragicznie. Wątpliwym "pocieszeniem" jest to że w takiej Rosji proporcjonalnie wygląda to podobnie a w takich krajach nadbałtyckich jest jeszcze gorzej bo tam już wyemigrowało około 20% populacji.
    Ale wracając do Nas:
    przedsmakiem tego co się będzie działo z systemem emerytalnym, konsekwencjami dla rynku nieruchomości, sektorów motoryzacyjnego, telekomunikacyjnego, wszelkiej maści usług /z wyłączeniem opieki nad osobami starszymi, niepełnosprawnymi, paliatywnej etc/produkcji jest to co się teraz będzie działo w szkolnictwie
    -brak uczniów studentów który spowoduje zamykanie szkół, bezrobocie nauczycieli to późniejszy brak pracowników, brak klientów, spadek sprzedaży...ok jesteśmy duzi chłopcy i dziewczynki, "bawimy" się w spekulacje wiemy co jest grane
    Ale spójrzmy na to z drugiej strony - czemu Polacy emigrują? Czemu rodzi się mniej dzieci?

    Nie ma pracy, a jak jest praca to za jakie wobec cen zarobki? Przecież te kilka milionów ludzi które wyjechało to nie dlatego że mieli taki kaprys tylko nie mieli pracy, nie mieli perspektyw - gdzie mieli pracowac? W Żabce? Biedronce? Call Centre? Za ile? 1200? 1800? 2200? miesięcznie? Kupic mieszkanie w kredycie na 30-45 lat po Berlińskich, Wiedeńskich cenach?
    Laptopa z Wrocławskiego Dell-a który w Dublinie kosztował mniej niż we Wrocławiu w którym go wyprodukowano?
    Nie łudzmy się że przyjadą jacyś "imigranci" do Nas - za ww pensje?

    Nikt w tym kraju przez ostatnie 20 lat nie zrobił nic by zatrzymac ludzi w Polsce.

    Dlaczego miast zastanawiac się nad sciągnieciem imigrantów nie stworzono warunków dla ludzi którzy tutaj się urodzili, nie zrobiono nic by tu zostali, tu pracowali, tu płacili podatki i tutaj rodzili dzieci - kształcili je, wychowali i patrzyli na rodzące się tutaj, żyjące i bogacace się ich wnuki.

    Byłem w UK i pracowałem tam i widziałem Polaków którzy potrafią i chcą ciężko pracowac. Naprawdę niewiele ustępujemy Chinczykom w pracowistości -jak to się dzieje że z własnej ojczyzny wyjeżdzamy i tam ciężko pracujemy tam płacąc na angielskich, irlandzkich, niemieckich, francuskich emerytów

    - czemu w Polsce nie możemy?

    To nie chodzi o to by tutaj wprowadzac tak kretyński system benefitów jak w UK gdzie oplaca się "robic" dzieci bo za pieniądze z gminy ma sie dom, nową plazmę i wycieczki do hiszpanii, a jak brakuje to się "robi" nowego dzieciaka tylko o to że tam pracujac, czy np USA jest się w stanie utrzymac, kupic dom i jeszcze coś odłozyc.

    Po prostu to co jest w Polsce jest chore, i ludzie stąd uciekają i będą uciekac. I Będzie Nas coraz mniej, i będzie się tutaj rodzic coraz mniej dzieci.

    Po prostu nie ma w Polsce Mężów Stanu z prawdziwego zdarzenia którzy zadbaliby o interes tego kraju i jego obywateli, ktorzy przestaliby się ogladac na to co "powie europa", przestali bredzic o "solidarnosci europejskiej" tylko walneli piąchą w stół powiedzieli że musza w tym kraju byc stocznie, fabryki, politechniki, uczelnie kształcące inżynierów, biotechnologów, wysokiej klasy specjalistów od medycyny i farmacji do technologii i informatyki

    Przecież budowaliśmy samoloty i śmigłowce
    Komputery /to na naszej odrze działał system OPL który zestrzelił F 117 w Jugosławii/
    Budowaliśmy i konstruowaliśmy samochody /nawet w Rumunii Dacia zdołała się podniesc i działa/
    Przecież mieliśmy fabryki chemiczne, produkowaliśmy nawozy
    Kto w Iraku i Libii wybudował autostrady? Rafinerie?
    ...długo można by wymieniac - Pomyślcie jakim bylibyśmy krajem i gdzie byśmy byli gdyby pieniądze roztrwonione i rozkradzione w ciągu ostatnich 20 lat mądrze wykorzystac.

    Wówczas naprawdę nie mielibyśmy problemów demograficznych bo te trzy miliony ludzi które wyjechały byłyby tutaj i ich spokojnie trzy miliony dzieci też

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tylko dodam w temacie UK, że ich dzietnością bym się jednak nie podniecał. Za 20 lat to będzie kraj trzeciego świata chyba...

    OdpowiedzUsuń
  12. "Byłem w UK i pracowałem tam i widziałem Polaków którzy potrafią i chcą ciężko pracowac. Naprawdę niewiele ustępujemy Chinczykom w pracowistości -jak to się dzieje że z własnej ojczyzny wyjeżdzamy i tam ciężko pracujemy tam płacąc na angielskich, irlandzkich, niemieckich, francuskich emerytów"

    Bo tam masz cos ze swojej pracy. W polsce praca nie zapewnia godnego zycia.
    Wielu polakow ktorych spotkalem w UK nie wie dokad zmierza, nie maja celu. Sa tez obok nich ludzie ktorzy swoja ciezka praca lub inteligancja dorobili sie pieniedzy i odniesli sukces. Polska nie jest krajem dla ludzi obrotnych i nie nadaje sie do zamieszkiwania. Zmienilem moja opinie diametralnie po prawie dekadzie przebywania na emigracji, nie tylko w UK. Mentalnosc jest inna, a zycie latwiejsze. Poprostu mowiac, dlaczego mam zyc w kraju w ktorym podkladada mi sie ciagle nogi i panstwo kaze mi brac na moje barki wiecej stresu ? Prosze sie nie obrazac, szczegolnie Ci ktorzy odniesli sukces w polsce, jestem pewien ze w UK odnieslibyscie jeszcze wiekszy, jest poprostu latwiej.
    Naszym narodowym problemem jest nieuzasadniona duma, brak dystansu do samych siebie i ignorancja, niestety, dlatego odwiedzam Polske coraz mniej, a zaczynam udawac sie coraz bardziej na daleki wschod, poprostu jak w domu tania sila robocza :) (oczywiscie to zart)
    W rozmowach na forach widze ze wiemy ze mamy problem ale nie wiemy jak go rozwiazac. Nie ma jakichkolwiek propozycji. A trzeba by zmienic konstytucje, prawo(przejrzyste i nowe, przystosowane do nowoczesnego swiata) , wywalic starych betonow ze sadow i posadek, zmniejszyc administracje, ulatwic zycie malemu i sredniemu biznesowi. Polsce potrzebne sa reformy, prawdziwe reformy, a nie obiecanki. Niestety od ponad 20-tu lat ludzie sie do tego przyzwyczaili i dali sobie wmowic ze tak musi byc. Czy my stracilismy instynkt samozachowawczy?
    Zaczynam sie zastanawiac czy warto w ogole o tym pisac bo to jest lista na nowy kraj.

    "Ja tylko dodam w temacie UK, że ich dzietnością bym się jednak nie podniecał. Za 20 lat to będzie kraj trzeciego świata chyba..."

    Jakim krajem bedzie wtedy Polska?

    OdpowiedzUsuń
  13. Za zastaną rzeczywistością stoi zwykle czyjś interes. W relacjach społ-polit-gosp praktycznie nie ma miejsca na samorzutne procesy i jeśli coś się dzieje, to dlatego że silniejszy i sprytniejszy realizuje swój plan. Problemem nie jest to co pisze choćby @looser. Prawdziwym problemem jest fakt, że od co najmniej trzystu lat Polska de facto nie istnieje. Oczywiście gdy choćby teraz spojrzymy na mapę, Polska nadal będzie w zamalowana innym kolorem. Ale to tylko złudzenie i wyrafinowana dezinformacja.
    Kraj, który nie ma zdefiniowanej (za to realizuje podstawioną) racji stanu, co więcej, nie ma siły by jej bronić bo z roku na rok jest metodycznie osłabiany przez chciwe i służalcze względem cichych okupantów „elity”, trafia na ścieżkę zniewolenia, w zasadzie bez odwrotu. Wciąż można jedynie mówić o Polsce jako o celu i pewnym marzeniu czy wyobrażeniu o kraju a nie wolnym i samodzielnym państwie.
    Nie można więc w odniesieniu do kolonii stosować logiki takiej samej jak dla wolnego kraju. Jeśli się zastanowicie, to dostrzeżecie, że w Polsce dzieje się wszystko zgodnie z zasadami panującymi w koloniach. Drenaż, drenaż i jeszcze raz drenaż. Ludzie snują się szarymi ulicami pomiędzy nędzną pracą a snem, nienawidząc się wzajemnie za niezasłużone upokorzenia i rozbudzane pragnienia niemożliwe do zrealizowania. Stanowią po prostu takie samo zaplecze surowcowe jak węgiel czy miedź, „emigrują”, co jest zręcznym słówkiem skrywającym faktyczną ucieczkę tych, którzy stracili wiarę w „lepsze jutro” czy nawet pojutrze.
    Zacząć należy od odzyskania kontroli nad Polską a nie od dupy strony zajmować się dzietnością, stadionami czy budową autostrad. Przez dwadzieścia lat „wolnej Polski” zbudowano zaledwie kilkaset kilometrów (tu wyobraźmy sobie reakcję przeciętnego Niemca) – jak to wróży na przyszłość? Ludzie są trochę jak bakterie – jeśli jest pożywka i odpowiednie warunki, rozmnażają się i prosperują. Nie ma sposobu, żeby bakterie się rozmnażały w niesprzyjających warunkach z deficytem (finansów publicznych ;)) pożywienia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dobry wpis i rzeczowe komentarze.

    http://praca.wp.pl/strona,1,title,Jak-dlugo-szukaja-pracy-Absolwent-architekt-sprzedawca-i-rybak,wid,13144799,wiadomosc.html

    W trakcie kryzysu sam straciłem pracę i pomimo tego, że wykształcenie miałem dobre + doświadczenie w branży informatycznej, to pracy za normalne pieniądze szukałem 6 miesięcy. Teraz zarabiam całkiem dobre pieniądze jak na polskie warunki, ale jak patrzę co ja za to mogę sobie kupić po odliczeniu podstawowych kosztów utrzymania... to ogarnia mnie współczucie dla tych którzy zarabiają np. średnią krajową i muszą się utrzymać bez pomocy rodziców.

    Niestety coraz częściej zastanawiam się czy stąd nie wyjechać... (większość moich znajomych, którzy byli ambitni i mieli szanse na dobrą pracę tutaj, wyjechało za granicę lub chociaż do stolicy).

    Pozdrawiam,
    kecaj84

    OdpowiedzUsuń
  15. @Spinnaker01
    Po prostu nie ma w Polsce Mężów Stanu z prawdziwego zdarzenia którzy zadbaliby o interes tego kraju i jego obywateli, ktorzy przestaliby się ogladac na to co "powie europa", przestali bredzic o "solidarnosci europejskiej" tylko walneli piąchą w stół powiedzieli że musza w tym kraju byc stocznie, fabryki, politechniki, uczelnie kształcące inżynierów, biotechnologów, wysokiej klasy specjalistów od medycyny i farmacji do technologii i informatyki

    Święta prawda, ale do tego potrzeba, aby młodzi ludzie zrozumieli, że głosowanie na sprzedajnych polityków to szkodzenie sobie i swoim dzieciom. Do tego jednak telewizor zamiast głowy i taniec z gwiazdami po robocie nie wystarczy - potrzebna jest rewolucja moralna i faktyczna, każdego dnia.

    @looser
    A trzeba by zmienic konstytucje, prawo(przejrzyste i nowe, przystosowane do nowoczesnego swiata) , wywalic starych betonow ze sadow i posadek, zmniejszyc administracje, ulatwic zycie malemu i sredniemu biznesowi. Polsce potrzebne sa reformy, prawdziwe reformy, a nie obiecanki.

    Wg mnie obecne pokolenie 20-30 latków będzie musiało wcześniej, czy później postawić kosy na sztorc. Sensowny zespół kilku ludzi jest w stanie przygotować w ciągu roku WSZYSTKIE potrzebne zmiany prawne. Jednakże ich wprowadzenie wymaga rewolucji, a rewolucja wymaga stosownego czasu. W mojej ocenie ten czas jeszcze nie nadszedł, ale za kilka lat nadejdzie nieuchronnie. najprawdopodobniej bunt zostanie odpalony skokowym zwiększeniem cen ropy naftowej, wywołanej dewaluacja. W tak zwanym międzyczasie można typować polityków i ćwiczyć wiązanie sznurów;-)

    Jak mawiał Ghandi, wszystkie tyranie upadają, nawet te demokratycznie wybrane;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Się napisałem i znikó, aghhhhh!!

    W skrócie mój poemat - zgadzam się z Wami. Jesteśmy kolonią. Pełna zgoda co do przyczyn, oraz tego co się dzieje oraz skutków.

    OdpowiedzUsuń
  17. a może po prostu działa selekcja naturalna Darwina w skali globalnej :)))
    Słabsze grupy etniczne odpadną na korzyść silniejszych i nie ma co biadolić, bo w efekcie przyniesie to więcej korzyści niż strat dla cywilizacji ludzkiej. Żadne rządy i inne wynalazki tu nie pomogą, bo w końcu z czego finansuje się rząd? :))

    A ten Ghandi to gdyby nie to, że UK prawie zbankrutowało po WWII to nic by nie osiągnął.

    Trzeźwy

    OdpowiedzUsuń
  18. @Trzeźwy
    prowokator,proponuję abyś na taką ksywę zmienił nick:)

    OdpowiedzUsuń
  19. ja to bym się tak strasznie tego niżu nie bał
    ~~mniej ludzi, to mniejsze bezrobocie, a bezrobotni wiadomo: sceptyczni, do zadym skorzy, źle wpływaja na otoczenie; wiem, bo sam jestem taki;-( - to raz
    ~~mniej ludzi to więcej dóbr przypadnie na pozostałych, np. mieszkań, a to znaczy że młodzi ludzie (spora ich część) nie będą musieli się zadłużac w takim stopniu na wiele lat - to dwa
    ~~w tej chwili jest nadprodukcja ludzi z wyższym wykształceniem tak jak 20 lat wstecz było ich zbyt mało, w efekcie czego w kasach supermarketów spotykamy nierzadko licencjatki, które nota bene do niewiele czego sie nadają (na rynku pracy)- to trzy
    ~~poziom wielu prywatnych szkół (njczęściej filii!) tudzież choćby podyplomowych państwowych, jest tak mierny (wiem, bo byłem), że przeraża nawet laika, a zaliczenie uzyskuje się entuzjazmem i regularnymi wpłatami czesnego
    w efekcie czego ci co nie mogli zdać matury teraz po latach, kiedy umysł już tak dobrze nie pracuje bez problemu i poprawek uzyskują ich dyplomy; dodam, ze nierzadko nie spełniają określonych przez MEN limitu wykładowców ze stopniami naukowymi -to cztery
    ~~coraz więcej ludzi to coraz więcej problemów, a nie odwrotnie!, takie naciąganie koniunktury prędzej sie zemści na społeczeństwie niż zaprocentuje, a gdy jednak znormalnieje wszystko to sie okaże, ze jednak zyć sie jakoś da i kto wie czy nie znacznie lepiej dla znaczniej wielu - to pięć
    ~~warto pamiętać, że cykle demograficzne nastepuja tak jak cykle ekonomiczne, czy menstruacyjne; tak po prostu jest i walka z tym niewiele zmieni -to tyle

    pozdrawiam autora/ów bo naprad trafiłem na ciekawą rzecz w zalewie tego co rzuca sie w oczy
    do kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  20. Gratuluję bloga i dziękuję za włożoną w niego pracę - obserwacje autora i komentatorów rozjaśniają mocno zaciemniony umysł.

    Przepraszam za off topic, ale informacje z załączonego linka wbijają w ziemię:
    http://www.gazetawroclawska.pl/fakty24/370467,sejm-zignorowal-obywateli,id,t.html

    Jakby ktoś wiedział coś więcej - będę wdzięczny za szczegóły.

    Carbon

    OdpowiedzUsuń
  21. @needle
    "warto pamiętać, że cykle demograficzne nastepuja tak jak cykle ekonomiczne, czy menstruacyjne; tak po prostu jest i walka z tym niewiele zmieni -to tyle"

    dokładnie! Umysł ludzki ma to do siebie, że lubi wszystko upraszczać. To samo próbuje robić z cyklami - walczy z nimi, stosując różne wynalazki, żeby ulinearyzować cykl - z cyklu zrobić linię, żeby wszystkim się lepiej żyło :)

    "The Fourth Turning" - William Strauss, Neil Howe (str.10):
    "More recently, the West began using technology to flatten the very physical evidence of natural cycles. With artificial light, we believe we defeat the sleep-wake cycle; with climate control, the seasonal cycle; with refrigeration, the agricultural cycle; and with high-tech medicine, the rest-recovery cycle."

    Rząd też jest takim wynalazkiem - żeby walczyć z cyklami demograficznymi i innymi zmorami :) Tylko problem w tym, że każdy wynalazek potrzebuje jakiegoś paliwa, żeby działał. Kiedy paliwo się kończy przestaje działać i cykl powraca.

    Trzeźwy

    OdpowiedzUsuń
  22. @trzeźwy
    "Rząd też jest takim wynalazkiem - żeby walczyć z cyklami demograficznymi i innymi zmorami :) Tylko problem w tym, że każdy wynalazek potrzebuje jakiegoś paliwa, żeby działał. Kiedy paliwo się kończy przestaje działać i cykl powraca."

    Paliwo się znajdzie. Pokładam wielkie nadzieje w nowej generacji reaktory opracowywane we Francji i energię elektryczną. Energii nie zabraknie dla każdego.

    OdpowiedzUsuń
  23. @ Hans, Looser, all

    o "mezach stanu" - kiedys Mojsze w Londynie powiedzial mi "Leny when time comes leaders will occur". spoleczesntwo "musi" dojrzec do tego aby powiedziec NIE aby do tego doszlo musi dotrzec do sciany...kazda inna droga nie zakonczy sie sukcesem.

    o "koloniach" - to teza kreowana przez RAZa. ma tyle samo arguemntow "za" jak i "przeciw".

    o Polsce jako "zapyzialej dziurze bez przyszlosci i perspektyw" - wydawalo mi ze jestem najwiekszym znanym mi malkontentem w kwestii "szans i perspektyw" jadnak z tego co tutaj dzis widze to wyglada na to ze jestem optymista. Majac w pamieci roznorodne rzeczywsitosci, ktore widzialem w najrozniejszych miejscach na swiecie nie uwazam RP za "dno den" z ktorego trzeba "uciec" aby godnie zaczac zyc. wedlug mnie Polska z racji swego polozenia, warunkow naturalnych, demografii i zapoznienia w wielu kwestiach to wymarzone miejsce dla przeroznych biznesow. to kraj gdzie nie ma jeszcze takiej koncentracji konkurencji i gdzie kazda branza ma mase nieobsadzonych nisz.

    pozdro,
    leny

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedyś napisałbym że trzeba zakasać rękawy i robić bo nie ma nic za darmo, ale dziś już tego nie napiszę ponieważ straciłem tę niegdysiejszą wiarę. Musze się zgodzić z tym co napisali przedmówcy, w szczególności spinnaker i looser.
    - pracowałem za granicą i potwierdzam w całej rozciągłości powód wyjazdów i pozostawanie na stałe na emigracji
    - prowadziłem w Polsce firmę 7 lat i potwierdzam że jest to zadanie dla marzycieli i szalonych
    - szukałem pracy co pozostawiło mnie w przekonaniu że jako były przedsiębiorca byłem obibokiem i człowiekiem bez żadnego doświadczenia
    Gdyby nie rodzina dawno by mnie tu nie było. Polskę uważnie obserwuję od 20 lat i widzę jak niewiele się w niej zmienia na lepsze w sferze instytucjonalnej i prawnej i ciągle zachodzę w głowę dlaczego tak jest. Jedyne co przychodzi mi do głowy to konkluzja: zawsze ktoś ma interes w tym by pozostało po staremu i robi wszystko by stan bieżący był permanentnym. Obojętne czy chodzi o reformę finansów, systemu emerytalnego, służby zdrowia, sądownictwa. Zawsze znajdują się odpowiednio silne grupy stawiające latami opór zmianom, aż w końcu wszystko walnie i nie będzie czego zbierać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja się akurat nie zgadzam z prognozami GUS, który bazuje na danych z lat 2007-2008, kiedy był akurat obserwowany spadek ludności.

    Najnowsze dane (http://www.egospodarka.pl/61651,Rozwoj-demograficzny-Polski-2000-2010,1,39,1.html) pokazują, że w najbliższych latach może pojawić się odwrócenie trendu spadkowego (wyż rodzi wyż).

    Negatywny wpływ może mieć natomiast brak mieszkań dla młodych małżeństw w przystępnej dla nich cenie (pierwszy wykres na http://mieszkaniowy.blox.pl/2009/07/Najpierw-mieszkanie-potem-dzieci.html).

    pootzek

    OdpowiedzUsuń
  26. Agresor profesorów, a szczególnie jednego (ten sam co wczoraj od gazu) wycięty. sio.

    OdpowiedzUsuń
  27. Zgadzam się z ww. tezami. Dodam jedynie, że po dojściu do ściany pojawi się kilka alternatyw. Trzeba już teraz zadbać, żeby już po wyjściu ludzi na ulicę POWAŻNĄ alternatywą byli ludzie podobni do nas. Ja to wiążę ze środowiskiem Korwina. Nie samego Korwina, gdyż jest on osobą z olbrzymim elektoratem negatywnym, ale z tym środowiskiem. Jeżeli potem ma być lepiej, to władza musi pójść do prawdziwych patriotów wolnościowców. Inaczej miną kolejne lata...
    Pytanie co możemy zrobić żeby wesprzeć już dziś ten ruch. Ja wspieram go na tyle na ile mogę. Propaguję idee wolnościowe wśród znajomych. Nie jestem w strukturach, gdyż czas mi na to nie pozwala. Ale warto przekonywać ludzi i tłumaczyć im... Najpierw musimy mieć przyczółek w następnej kadencji. To za tej kadencji powinno dojść do rzeczy najważniejszych i wtedy nasz głos musi być WYRAŹNIE słyszalny - dziś jest całkowicie zmarginalizowany.Przemo.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przemo...
    Moim zdaniem źle lokujesz swoje nadzieje - dlaczego ?
    Dlatego, że Polska jest kompletnie zniszczonym krajem - co poprzednicy trafnie zauważają w poprzednich postach. I nie ma bata na najdroższe w Europie autostrady, na sędziów i i ch dzieci z poprzedniej epoki, na dyspozycyjną prokuraturę, na administrację, która doprowadziła do ściana p. Romana Kluskę. Zezwolenia, koncesje, pozwolenia, promesy etc. Brak MPZP bezkarne przez lata, POZADŁUŻANE SAMORZĄDY, które pożyczają kasę na idiotyczne fontanny czy odnowienie elewacji ( a gdzie mieszkania socjalne dla młodych ubogich ? ). Jak Korwin sobie wyobraża system bankowy w POlsce ? Z rezerwą 100 procent od depozytów na żądanie ( przydałoby się ) - czy banki mają pozostać po staremu ? Co temu spauperyzowanemu społeczeństwu proponuje Korwin w kwestii służby zdrowia ? Rynkowe ubezpieczenie w prywatnej służbie zdrowia ? Absurd - nie przy takiej biedzie i kosztach procedur medycznych. Skąd Korwin będzie brał pieniądze na spłatę zadłużenia ? Pogłówne ca 10 procent raczej zdecydowanie nie wystarczy - a sprzedawać ( bo "prywatne jest lepsze od państwowego" - ćwiczymy już od 20 lat; i po pierwsze gołym okiem widać, że to była skrajnie głupia doktryna ( przy globalizacji )a po drugie - Korwin już za wiele kasy z tego tytułu nie uzyska ).
    A jak ja to widzę ? Trzeba faceta z jajami, który najpierw stworzy silne państwo ( jak "dziadek" Piłsudski ) - aparat państwowy wydolny, sprawiedliwy i z jasnymi przepisami i procedurami, zrozumiałymi dla obywatela. Dopiero na tym zapleczu możliwa jest uczciwa konkurencja i budowa sensownej gospodarki - już bez ( albo ze znacznie ograniczoną liczbą ) Mirów i Zdzichów - dopiero po tym okresie ( takie polskie GOP - bo jak najbardziej nie wykluczam zaangażowania państwa w budowę przemysłu - nie jestem liberalnym purystą a dostrzegam taką potrzebę - a w szczególności w przemysł wydobywczy. On powinien być odskocznią do odbudowy innych gałęzi przemysłu. A i jeszcze jedno - jak sprywatyzujemy wydobycie - odbudowa Polski już raczej jest nierealna ) - dopiero po tym okresie można myśleć o ROZSĄDNYM wkroczeniu KAPITAŁU POLSKIEGO do nowo powstałych przedsiębiorstw państwowych.
    Niestety taka droga wymaga zakwestionowania umów międzynarodowych, stanowiących podstawę UE ( i innych ). Ale bez tego - moim zdaniem kaplica.
    Pozdrawiam - Hehe

    OdpowiedzUsuń
  29. A - popieram PIS :):) Od zawsze ( odkąd powstał - wcześniej ROP ).

    Jeszcze raz pozdrawiam uczestników szacownego bloga ( i autora - tytana pracy organicznej u podstaw ) - Hehe

    OdpowiedzUsuń
  30. kazdy system ma swoich obroncow ktorzy z niego zyja
    kazdy kraj ma patriotow ale jeszcze wiecej tych ktorzy z tego zyja

    system zostanie dopoero obalony kiedy bedzie bardzo zle bo tylko wtedy ludzie wychodz na ulice i rzopoczynaja walke o zmiany

    zeby bylo lepiej najpierw musi byc najgorzej

    zbierac tanie akcje na dnie, zamiast samemu meczyc swoj biznes mozesz kupujac akcje firmy zarobic na ich mozole,
    inaczej to cale zycie bedziecie musieli szukac roboty a zycie krotkie jest szczegolnie gdy jest sie biednym

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo ciekawy blog, chylę czoła za wkład pracy autora w jego prowadzenie.
    Zaczęło się od demografii a dyskusja zeszła na potencjalnych przyszłych liderów. Powyższa dyskusja dowodzi że mamy w kraju wielu myślących ludzi potrafiących chłodnym wzrokiem ocenić rzeczywistość i mających dobre pomysły. Dlaczego takich ludzi nie ma na stanowiskach decyzyjnych? Otóż odpowiedź jest prosta i część argumentów została już przytoczona. Tacy ludzie nie mają szans przebić się ze swoimi poglądami przez partyjne szeregi sępów którym nie zależy na rozwoju państwa a na własnym dorobku. Przed wyborami znajdzie się na listach kilak cenionych nazwisk osób którym się wydaje że są w stanie coś zmienić, ale albo nie maja dość zaplecza i siły przebicia albo ucina się ich pomysły w zarodku.
    Wracając do meritum, tak się składa że jestem doktorantem na jednej z państwowych uczelni i mam pewien pogląd "od kuchni". Uczelnie państwowe (bez wyjątku) walczą o studenta wszelkimi metodami, choć nie dotyczy to wszystkich kierunków. 10 lat temu kiedy zdawałem egzamin na studia limit przyjęcia wynosił 80% już w tej chwili WYDZWANIA się do osób uzyskujących 24% na teście wyboru z 1 poprawna odp i 4 możliwościami wyboru (!) z możliwością studiowania przy drugim naborze. I niestety nie przekłada się to na późniejszy "odsiew", Profesorowie starej daty próbujący utrzymać standardy osiągają efekty egzaminu gdzie zdają 2 osoby na 90 i wtedy nacisk w postaci dziekana i rektora doprowadza do obniżenia wymagań. Wykształcenie przestało mieć znaczenia, liczy się jedynie papier, a na studia przyjmowani są ludzie, którzy się zwyczajnie do tego nie nadają ale przyjęci być muszą żeby pracownicy mieli wyrobione pensum, bo inaczej trzeba będzie ich zwolnić i błędne koło się nakręca bo około połowa pracowników funkcjonuje dzięki koneksjom, a druga połowa jest naukowcami z krwi i kości z dorobkiem naukowym, który nie pozwala ich usunąć.

    Na nieszczęście z kraju wyjeżdżają głównie ci, którzy mogliby coś zmienić na lepsze, a do takich zmian przy obecnej strukturze władzy potrzeba by zorganizowanego stowarzyszenia ludzi, przepraszam za określenie, rozumnych, co wydaje mnie się awykonalne i możliwe jedynie w przypadku jakiegoś przewrotu.

    OdpowiedzUsuń
  32. @DDT
    Bardzo dobry opis sytuacji. Mam podobną opinię. Wyjeżdzają często Ci bardziej zaradni. Zgadzam się co do uczelni. Gdzie te czasy, w których dostanie się na UW, PW na dzienne itd było szczęściem?

    OdpowiedzUsuń
  33. http://finanse.wp.pl/kat,104596,title,Polskie-firmy-znikaja-Co-nam-zostanie,wid,13159536,wiadomosc.html?ticaid=1bd62

    ad. Naszej dyskusji

    OdpowiedzUsuń
  34. @spinnaker01
    wiem wiem o tym w poniedzialek o tym było w zyciu warszawy, ktore czytam codziennie a fabryka jak by nie bylo jest w wawie.

    tak czy siak dzieki za link. niestety sporo racji jest w tym ze to miejsce nie nadaje sie na fabryke. nie jest w centrum ale powiedzymy nie tak daleko. I mają rację Ci którzy uważają że najwięcej warta jest działka - 3mld pln na oko.

    OdpowiedzUsuń
  35. Do tego linka o FSO itd dodał bym energetykę, banki i telekomunikację. Właściwie w każdym z nich polski udział zanikł, a w niektórych (telekomunikacja) za moment całkowicie zaniknie (wszyscy operatorzy będą zagraniczni)

    OdpowiedzUsuń
  36. @ Hehe
    Odniosę się do służby zdrowia. Prywatna służba zdrowia, z prywatnymi ubezpieczycielami jest najwydajniejsza gdyż to rynek reguluje ceny. Niepotrzebny jest aparat NFZ-etu W OGÓLE. Jak to działa? Ty jako ubezpieczony jesteś w jakimś prywatnym zakładzie ubezpieczeniowym, który dba o to, żeby mieć wynegocjowane możliwie niskie ceny za jak najlepsze usługi lub jak najniższe ceny za przyzwoite usługi. Ty wybierasz gdzie się ubezpieczysz. Z kolei ubezpieczyciel dba o to żeby mieć atrakcyjną ofertę. A szpitale? Też konkurują. Optymalizują koszty, działania itp. itd. Już dziś pełna obsługa w zakresie opieki zdrowotnej u prywaciarza (np. Medicover) kosztuje w granicach 300 zł. Te ceny jak dla mnie spadną bardzo. Dlaczego? Oprócz konkurencji zadziała jeszcze bardzo ważny efekt – efekt skali. Dziś leczy się tam kilka-kilkanaście tysięcy ludzi. Jeśli zaczną się leczyć setki tysięcy-miliony to wszystkie koszty stałe przestaną stanowić takie obciążenia (a w medycynie koszty stałe są olbrzymie – sprzęt kosztuje miliony). W związku z tym obciążenie dot. szarego człowieka spadnie ISTOTNIE – oceniam, że miesięcznie to może być koszt 100 zł na członka rodziny. Natomiast pracę stracą tysiące biurokratów, ministrowie, sekretarze, wszystkie te kur… pasące się naszym kosztem. Co do kretyńskiego argumentu, że nikt nie będzie prowadził oddziałów ratunkowych bo są one nieopłacalne, to napiszę jednym zdaniem: a ile wynoszą przeciętne koszty całkowite, a ile zmienne takiej usługi, bo cena może wynosić koszty zmienne + 25% albo całkowite + 5%. Ale socjaliści tego i tak nie pojmą. Pozdrawiam,
    Przemo.

    OdpowiedzUsuń
  37. Dodam jeszcze, że proponuję Tobie jak i wszystkim taką krótką intelektualną przygodę. Wyobraźcie sobie publiczny system żywienia. Z wypłaty co miesiąc pociągają Wam 350 zł, a potem możecie zjeść śniadanie, obiad i kolację na stołówkach gminnych. Zobaczcie jak wzrosłoby PKB, a spadło bezrobocie. Powstałoby nowe ministerstwo, trzeba by opracować normy, plany, byłyby uzgodnienia międzyresortowe, a wszystko musiałby zatwierdzić minister zdrowia. Na końcu nasze dzielne koło gospodyń gotowałoby wszystkim smaczne? zdrowe? indywidualnie dostosowane? jedzenie :) Przemyślcie to - to może być przyszłość :) Przemo.

    OdpowiedzUsuń
  38. Likwidacja szkół niezgodna z prawem
    Do zamknięcia placówki potrzebna opinia związków. NSA potwierdził 23 lutego wiążącą wykładnię. Gminy nie mogą podejmować pochopnych decyzji
    Naczelny Sąd Administracyjny uznał 23 lutego 2011 r. (sygnatura akt: I OSK 2027/10, I OSK 2028/10) uznał, że uchwały Rady Miejskiej w Bytomiu o zamiarze likwidacji oraz o likwidacji trzech szkół są niezgodne z prawem, gdyż nie były opiniowane przez związki zawodowe.
    Tymczasem właśnie wczoraj miała się odbyć w Bytomiu sesja RM poświęcona likwidacji kilku kolejnych placówek. Miejskie władze, które tłumaczą to niżem demograficznym i wysokimi kosztami utrzymania szkół, po wyroku NSA będą musiały jeszcze raz rzetelnie przemyśleć wszystkie „za" i „przeciw". Argumenty samorządowców będą też musiały przeanalizować Związek Nauczycielstwa Polskiego i nauczycielska „Solidarność". Skoro to właśnie do nich należy opiniowanie samorządowych uchwał o likwidacji oraz o zamiarze likwidacji szkoły, na nich też będzie spoczywać współodpowiedzialność za podjęte decyzje i ich skutki.

    Protesty przeciw zamykaniu szkół rozlewają się i na inne miasta: Radom, Głubczyce, Wodzisław Śląski, Krosno Odrzańskie. – Skala likwidacji jest ogromna – mówi „Rz" Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

    Obok argumentów demograficznych i finansowych istotna staje się więc również zgodność samorządowych aktów z prawem. W Bytomiu żadnej ze wspomnianych uchwał nie przedstawiono do zaopiniowania związkom, choć art. 19 ustawy o związkach zawodowych uprawnia reprezentatywne organizacje związkowe do opiniowania założeń i projektów, również samorządowych, aktów prawnych. A WSA w Gliwicach oddalił skargi obu organizacji.

    NSA uchylił oba orzeczenia WSA. Ogłaszając wyroki, sędzia Janina Antosiewicz przypomniała, że wiążącą wykładnią w takich sprawach jest uchwała siedmiu sędziów NSAz 29 listopada 2010 r. mówiąca, że zarówno zamiar likwidacji, jak i sama likwidacja szkoły wymagają zasięgnięcia opinii związków zawodowych.
    http://www.rp.pl/artykul/4,1025947_Likwidacja-szkol-niezgodna-z-prawem--.html

    OdpowiedzUsuń
  39. Humor w temacie:
    http://www.bankfotek.pl/image/900365.jpeg

    OdpowiedzUsuń
  40. Przemo...
    Jakoś tego nie widzę - dlaczego ?
    Czy prywatne ubezpieczenia obejmują obecnie choroby przewlekłe, wymagające długiego procesu hospitalizacji - o ile wiem - nie. I to jest klu problemu - najlepiej coś szybkiego i łatwego, nie wymagającego długich i dużych nakładów. Zobacz co się dzieje z OC - podwyższają ( oczywiście prywatni ubezpieczyciele ) - argumentując, że już nie mogą kosić za składki, ale dopłacają bo wysokie szkody ( taki "rak" tyle że na polu komunikacyjnym ).
    I końcu coś, co nie jest gdybaniem - a doświadczeniem - nie pamiętam, chyba u Doxy wyczytałem, iż w USA ( gdzie jest taki system, jaki postulujesz ) zupełny brak ubezpieczenia zdrowotnego to kilkadziesiąt milionów ludzi. A jest jeszcze kwestia - co obejmuje takie ubezpieczenie ( czyli za co zapłaci ubezpieczyciel ).
    Dlatego właśnie twierdzę, że nie tędy droga.

    Hehe

    OdpowiedzUsuń
  41. I byłbym zapomniał - Polacy to nie Amerykanie - i zarabiają "trochę mniej" - a medycyna to dziś dosyć kosztowna dziedzina życia.

    Hehe

    OdpowiedzUsuń
  42. Kolega Hehe jak zdecydowana większość myli skutek z przyczyną. To, że jest tak drogo, czy też to, że część tych bardziej kapitałochłonnych usług nie jest jeszcze oferowanych przez prywatnych usługodawców jest właśnie wynikiem mechanizmów rządzących w tej branży. Państwowy system nie wymusza konkurencji, masz zabetonowane ceny jak w hossie marża u deweloperów i nikt nie jest w stanie obniżyć cen, gdyż są z góry ustalane z pominięciem jakichkolwiek warunków rynkowych. Jeśli kapitał nie wybiera na rynku produktów, tylko zmuszany jest do wykupu po odgórnie ustalonych stawkach wszystko zawsze będzie drogie. Przemo opisał Ci mechanizm jak to działa, gdy kapitał sam wybiera sobie produkt czy usługę za którą idzie jakość i tylko potrzeba efektu skali, aby również m.in. te wspomniane przez Ciebie choroby przewlekłe objąć zasięgiem na zasadzie powiększenia spektrum produktów. Oczywiście, przypuszczalnie ubezpieczenie prywatne obejmujące tego typu ofertę będzie droższe, ale zdążysz z tego skorzystać zanim umrzesz czekając na swoją kolejkę w państwówce.

    Koledze Przemo nie musisz podawać przykładu z blogu Doxy, bo przypuszczam, że to jedna i ta sama osoba, swoją drogą przykład zupełnie chybiony, gdyż system opieki w USA, który opisujesz, z systemem opieki czysto prywatnej nie ma za wiele wspólnego.

    A co do OC i potrzeby jego powiększania przypomina mi się niedawno taka scena, jak to wysoki przedstawiciel PZU tłumaczył potrzebę podniesienia stawek, jak to firma cierpi z tego powodu, że są za niskie, po czym w tym samym dniu Prezez PZU chwalił się w TV, że w związku z samym podniesiem stawek OC firma zyska w skali roku ok. 400 mln zł. Tu masz rzeczywistą potrzebę i przyczynę. Jakoś nie tłumaczył co należy zrobić aby ukrócić patologie w tym systemie, aby nie musieć podnosić składki a czerpać z tego większy zysk. A dlaczego? Bo składka jest obowiązkowa i Państwo-tyran nakłada na Ciebie obowiązek pod groźbą reperkusji (nie wchodzę tu w dyskusję, czy OC ma być dobrowolne i przymusowe) nabijając kiesy firmom ubezpieczeniowym.

    Pozdrawiam
    KW

    OdpowiedzUsuń
  43. Dodam dla ścisłości, że zwrot "firma zyska w skali roku ok. 400 mln zł" należało rozumieć jako, że "firma osiągnie w skali roku zysk netto w wysokości ok. 400 mln zł".

    KW

    OdpowiedzUsuń
  44. KW...
    Z całym szacunkiem... Ale -
    Mr ( Ms ? ) KW - apropo OC względem ubezpieczeń zdrowotnych... Nie jest tak "ze wszystkim" ? Stosownie do doktryny ( bo inaczej nie da się tego nazwać ) liberalnej - prywatne jest "cool" a państwowe "beeee" ( i to jak be... - słuchamy od 20 lat; i co... I jajco - gospodarka ledwo ciągnie ). KW... Mamy obecnie to, co mamy... Podobno "rynek"... Jest GS, JP Morgans, są Chińczycy z nadwyżkami płynności... A my mamy - gównianą gospodarkę, gównianą produkcję, gówniane zarobki, gówniane w końcu państwo... Od czego byś zaczął ? Od SILNEGO PAŃSTWA i JASNEGO PRAWA - czy od kolejnych "koncesji" ( nie w sensie prawnym ) dla prywatnego kapitału wielkich korporacji ( bo nawet jak zacznie "doktor G." to za moment jego prawa w rynku w Polsce przejmie medyczne "Monsanto" ).
    Ps Sam zastanawiałem się, czy "Przemo" i Doxa to jedno - ale... Moim zdaniem w swojej wypowiedzi nijak nie zaprzeczyłeś mojemu "gdybaniu" - jak to jest, iż w USA, ze społeczeństwem zdecydowanie bogatszym, miliony Amerykanów nie mają ŻADNEJ opieki medycznej ( a co do reszty śmiem wątpić o jej zakresie )...
    Powiedz to szczerze KW... Godzisz się na eutanazję ???
    JA POWIEM TAK - NO WAY !!!!! Prędzej komunizm.

    Hehe

    OdpowiedzUsuń
  45. Jeżeli służba zdrowia w USA nie jest prywatna, to w ZSRR nigdy nie było komunizmu. Zawsze możemy sobie wyobrażać, że system idealny pracowałby świetnie. Idealny wolny rynek pewnie jest tak samo dobry jak idealny komunizm.
    Ja jednak sądzę, z własnych doświadczeń, że służba zdrowia w USA jest zdecydowanie prywatna. Dla emerytów jest MediCare, ale większość pracujących Amerykanów ma albo ubezpieczenie prywatne albo od pracodawcy. koszt takiego ubezpieczenia jest na tyle duży, że wielu ludzi zwyczajnie na to nie stać. Ci, którzy je mają, bardzo często znajdują się w krytycznej sytuacji, w której za rachunki medyczne muszą zapłacić i albo sprzedadzą dom, albo ogłoszą bankructwo. Większość bankructw w USA jest z powodu nieopłaconych rachunków medycznych przez ludzi, którzy mają ubezpieczenie. Jak to działa? Masz przewlekłą chorobę, polisy Twój ubezpieczyciel nie odnowi i zostajesz "na lodzie" bez ubezpieczenia. Nowego nie dostaniesz, bo przecież mamy wolny rynek nie? której instytucji opłaca się ubezpieczać chorego człowieka który przyniesie straty? A rachunki są kosmiczne. Mój syn miał operację wycięcia ropnia w szpitalu za który szpital wystawił rachunek 17 tysięcy dolarów. Dwa dni w szpitalu. Z ubezpieczeniem wystarczyło zapłacić $2000. To są realia wolnego rynku.
    Dodatkowo proszę sobie sprawdzić na google co to jest "preexisting conditions" i dlaczego jeżeli się miało jakąś poważną chorobę w przeszłości można mieć duże problemy z ubezpieczeniem. Znowu wolny rynek - opłaca się ubezpieczać ludzi, którzy nie chorują. W końcu chcemy zarabiać na nich pieniądze a nie tracić na ich leczenie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  46. No...
    I co... Korwin jest równie "gówniany" jak Balcerowicz... Zrozumieliście - "Przemo" i "KW"... Kujawianin chyba nieco rozjaśnił...
    WASZ "WOLNY RYNEK" - to rynek, który nigdzie w istocie nie zaistniał... NAJPIERW więc SILNE PAŃSTWO - dopiero później zabawy z "koncesjami gospodarczymi" - które - oczywiście może państwo w każdej chwili cofnąć ( jak "prywatny będzie chciał "dymać obywatel" - sper...aj ).
    I to jest właśnie moje widzenie państwa - "kujawianin" - dziękuję za "przykłady z życia" ( a nie gówno warte teorie ).
    Hehe

    OdpowiedzUsuń
  47. I... Gdybyście nie zauważyli - a moim zdaniem tak jest - takim SILNYM PAŃSTWEM są Niemcy...
    Nadal zachowują wystarczającą kontrolę nad BMW, Audi, Krupp, BASF etc. Niemcy ciągle mogą... USA coraz mniej może ( kongresmeni na "liście płac" Shell, Monsanto etc. )... A GDZIE OBYWATELE ?????
    Odpowiedź znajdziecie w relacjach z Tunezji, Egiptu, Libii, Bahrajnu, Grecji, United Kingdom... A to dopiero początek.

    Hehe

    OdpowiedzUsuń
  48. Co do służby zdrowia czy opieki medycznej to było z tysiąc dyskuji u Piotra Kuczyńskiego na blogu - możńa poszukać. Są takie tematy, jak własnie ten, ktore wzniecają taki ferment i walkę obu stron, że doprowadza ona tylko i wyłącznie do podniesienia cisnienia obu dyskutantom.
    W zwiazku z powyzszym proponuje zmienic temat albo go zakonczyc. Sluzba jaka jest kazdy widzi, widzi tez jaka jest w kanadzie, i widzi tez gdzie i jak daje sobie radę Szwecja, Norwegia czy Finalndia (jedne z ostatnich wpisów Trystero). Walki poglądowe (kapitlalizm, komunizm, wolny rynek) nie mają tutaj zatem sensu. Teoria, teorią, rzeczywistość rzeczywistością - najwięcej zależy bowiem od człowieka. U nas system szwedzki by sie nie sprawdzil bo co drugi by chcial jak tylko mogloszukac panstwo. U nich sie sprawdza bo ludzie są uczciwi.Czynniki ludzki.

    @Kujawianin
    Wiem sporo o medycynie w US bo mam rodzine, wiec wiem o czym piszesz. Co do tych "warunków wstepnych" to mieli je chyba znieść, ale nie wiem czy to zrobili.

    OdpowiedzUsuń
  49. SIP-ie...
    Jeśli nie wpływa to na "Twój portfel" - daj się wygadać dyskunantom ( prośba taka ). W mediach takiej dysusji musimy czekać latami - a jeśli w końcu zaistnieje - my, uczestnicy blogów mamy cyniczny uśmiech na twarzy... :). SIPie - nie likwiduj "agory obywateli RP" - racz myśleć dalej, szerzej i "do przodu"... Jak zawsze pozdrawiam SIP ( RnS i nie tylko ) - bądź KAGANKIEM OŚWIATY... Nie myśl tylko o sobie. A nie zostanie zapomniane...

    Hehe

    OdpowiedzUsuń
  50. SiP - nie ma za co, po prostu trafiłem na ten link i pomyślałem że niestety pasuje jak ulał do Naszej dyskusji.

    Gdy budowano FSO Żerań był heeeeeen daleko, teraz tak naprawdę to jest wew "pierścień" miasta, cały Targówek, Bródno o Białołęce nie mówiac jest dalej, poza tym po drugiej stronie Wisły odpowiadają mu Bielany, przez metro ostatnimi czasy ostro idace w atrakcyjności.

    Ale to jest nic w porównaniu z terenami po stoczniach! ;(

    Wyliczanka jest niestety długa - farmaceutyka - ile było tych Polf, ułamek pieniędzy już nawet nie ukradzionych ale bezsensownie zmarnowanych, utopionych w jakiś chorych inwestycjach typu stadiony, przyjecie amerykańskich fregat, leasing embrarów, misja w czadzie, etc i bylibyśmy liczącym się graczem na rynku leków. Z trójki moich znajomych po biotechnologii troje wyjechało za granicę ;/ fizyk ze specjalizacja od laserów /kolejna dziedzina w której mieliśmy osiągnięcia/ siedzi w Camebrige, matematyk wyjechał do stanów, bardzo dobra lekarz weterynarii w Canadzie...ech

    OdpowiedzUsuń
  51. @all
    Skoro mówimy o służbie zdrowia w USA polecam spędzić małą godzinkę przed niezwykle interesującym materiałem o chorowaniu w USA. Potem proponuję przystąpić do rozmowy jeszcze raz. Aha i ja nie jestem żaden Dox, czy jak tam.Pozdr Przemo.
    http://www.youtube.com/watch?v=LEsS19Rg3Mw&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  52. Wypaczenia w systemie amerykańskim mogą spokojnie posłużyć jako dobre wyznaczniki czego unikać. Np. w systemie "ubezpiecza mnie pracodawca" rzeczywiście przy zmianach pracy itp mogło dojść do dramatycznych przypadków jak na filmie.Jednakże z łatwością mogę sobie wyobrazić kilka prostych zapisów chroniących ubezpieczonych przed sytuacją, w której płacą regularnie składki, a potem w przypadku pojawienia się przewlekłej choroby są traktowani jak śmiecie. Istotnym momentem, w którym ubezpieczyciel musiałby być chroniony byłby moment przyjęcia ubezpieczonego. Musiałby mieć prawo do szczegółowej diagnozy takiego nowego ubezpieczonego. Ale po przyjęciu takiego ubezpieczonego w poczet swoich klientów - już pełna ochrona ubezpieczonego. Szczegóły można doprecyzować i dopracować, niemniej jednak idea ta jest jedyną słuszną. SiP: nie interesuje mnie ideologia tylko życie w bardziej przyjaznym Państwie. Dzisiejsze w ogóle nie jest przyjazne i próbuję nieść jak już pisałem kaganek oświaty. Nie mam zamiaru się kłócić tylko posługiwać argumentami, które jak sądzę mam baaardzo silne.Przemo.

    OdpowiedzUsuń
  53. @przemo:

    Zatem musisz wprowadzić inne przepisy, które zabezpieczają przed wykończeniem "chronionego" ubezpieczonego przed wysoką składką w przypadku choroby. Tak czy inaczej, wygląda na to, że regulacje są potrzebne. Czyli to, czego ortodoksyjni wolnorynkowcy nie znoszą z przyczyn ideologicznych.

    Można sobie wyobrazić inne sytuacje, pracujesz np. w Wal-Mart i masz ubezpieczenie od firmy. Chorujesz chronicznie. Po jakimś czasie ci przechodzi. Rezygnujesz z pracy w Wal-Mart i pracujesz u kogoś, kto nie oferuje ubezpieczenia grupowego. Z tego w Wal-Mart automatycznie jesteś wypisany. A nowego nie dostaniesz, bo masz kiepską historię. W ubezpieczeniach zrobiło się jak w kredytach. Możesz mieć kiepski score, nikt Ci kredytu nie da. Jeżeli Twoje zdrowie ma kiepski score, to masz kłopot z ubezpieczeniem.
    Generalnie sądzę, że w prywatnych ubezpieczeniach to jest zabawa w kotka i myszkę. Wprowadzisz przepis, a ubezpieczyciele poszukają innej furtki. Celem istnienia prywatnych ubezpieczycieli jest zysk, a nie Twoje zdrowie. Jak każda firma, musi być rentowna. Im większa marża tym lepiej. Leczenie pacjentów to niechciane koszty. Wielu ludzi musi się zmagać z chorobą i sądami w podobnym czasie, bo ubezpieczyciel nie chciał zapłacić. A szpitali to nie obchodzi. Data na rachunku jest taka a nie inna, jak ubezpieczyciel nie płaci na czas, to pacjent jest w 100% odpowiedzialny. Choruj na raka, miej chemię i ciągaj się po sądach. Toż to najlepszy czas na takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  54. @kujawianin
    Na filmie, który zamieściłem jest krytyka systemu funkcjonującego w USA przed Obamą. Jeszcze raz powtórzę - cała lista argumentów znajduje się w filmie. Do tego wystarczy minimum dobrej woli, żeby zrozumieć, że można uregulować to prawem w taki sposób, żeby po wykryciu choroby ubezpieczony objęty dotychczasowym ubezpieczeniem musiał je mieć przedłużone po stawce np. 1,5 raza dotychczasowej. Ja nie jestem ortodoksem, który proponuje wszystko na żywioł puścić. Przecież napisałem, że ubezpieczony powinien być mocno chroniony po zawarciu umowy ubezpieczeniowej co oznacza, że nie ma możliwości zerwać z nim umowy już po wykryciu choroby. Dlatego proponuję też dać ubezpieczycielom możliwość pełnego przebadania takiego kandydata i na odpowiedzialność ubezpieczyciela włączenie ubezpieczonego do systemu. Potem już PEŁNA możliwa i rozsądna ochrona ubezpieczonego.
    Co do różnicy do obecnego systemu to właśnie rano usłyszałem że pod Wrocławiem zmarł 42-latek, dla którego nie było łóżka w żadnym szpitalu. Obecny system to pełna katastrofa i prędzej czy później się wywali. Naprawdę polecam obejrzenie tego filmu i rozwiązania zaproponowanego w ostatniej części filmu. Wraz z zapisami, które tu poczyniłem tworzy to zamknięty, prosty system, który jest przyjazny dla ubezpieczonych i ubezpieczycieli. Przemo.

    OdpowiedzUsuń
  55. @przemo
    Ale taki system nie powstanie w Polsce ponieważ zbyt wielu ludzi czerpie korzyści z obecnego bagna. Tak jak przez 20 lat wprowadzano kasy fiskalne dla prywatnych praktyk lekarskich. W Polsce każda rzecz istotna dla obywateli musi walnąć na pysk aby rządzący zostali zmuszeni do zajęcia się problemem.
    bronco

    OdpowiedzUsuń
  56. Pomijając ogrom patologii w "dzieleniu" pieniędzy NFZ i potem ich wykorzytaniu, to przy naszych niskich nakładach na system opieki zdrowotnej, jakiekolwiek nowe przepisy nie są w stanie nic istotnego zmienić na lepsze. Generalne pikujemy jak samolot w dół: coraz więcej starszych,schorowanych ludzi, najniższy w europie współczynnik, coraz starszych lekarzy w stosunku do liczby ludność, narastająca działalność firm "obsługujących " branże medyczną żerujących na różnych bzdurnych wymogach, akredytacjach i nowych, często absurdalnych i nierealnych przepisach ( różnego typu ISO, systemy zarządzania, kontroli jakości itd. - w rzeczywistości sprowadza to się do drogiej kwitomanii i tragifarsy). Jedne z najdroższych cen leków w europie i to głównie z powodu ich dotowania przez państwo - podobna patologia jak z zasiłkami pogrzebowymi. Można by pisać wiele. Jednym słowem bagno, jak całe nasze państwo.
    Zgadzam się w pełni s SIP-em : jako społeczeństwo jesteśmy zbyt nieuczciwi by mieć tani i zadowalający system opieki zdrowotno-emerytalnej.

    OdpowiedzUsuń
  57. Podsumowując dyskusję... Jeśli JKM chce głosów ( a to nie takie oczywiste... W końcu od wielu lat udowadnia, iż "głos głosowi nierówny" )... To może Pan JKM w swojej "wersji wyborczej" wytłumaczy, jak zabawi się z systemem zdrowia, podatkami etc. Na dzień dzisiejszy.

    JKM- realnie ( bez idiotyzmów )

    OdpowiedzUsuń
  58. Znowu wykonałeś kawał ciężkiej, nikomu niepotrzebnej roboty.

    OdpowiedzUsuń
  59. @Anonimowy pisze...

    " Znowu wykonałeś kawał ciężkiej, nikomu niepotrzebnej roboty."

    Piszesz głupoty.

    OdpowiedzUsuń
  60. http://www.rp.pl/artykul/2,626662_Gdzie-sie-rodza-Polacy-.html

    http://www.rp.pl/artykul/2,626665-Marszowym-krokiem-w-demograficzna-przepasc-.html

    http://www.rp.pl/artykul/2,626770-Puste-wsie--a-w-miastach-2-1.html

    OdpowiedzUsuń
  61. Żłobki i szopki
    Za ustawę żłobkową zapłacą rodzice. Gminy, by zdobyć pieniądze na nowe miejsca opieki dla najmłodszych, podnoszą opłaty za żłobki. Warszawa planuje podwyżkę z 200 zł do nawet 1170!
    Prezydent podpisał ustawę żłobkową 23 lutego. Rząd liczył na to, że dzięki niej zaczną powstawać instytucje, które zajmą się maluchami. To konieczne, bo Polska jest na ostatnim miejscu państw UE, jeśli chodzi o liczbę miejsc opieki nad dziećmi do trzech lat.

    Do publicznych żłobków chodzi zaledwie 2,6 proc. dzieci. W Warszawie na listach oczekujących jest ich ponad 6 tys. W Krakowie żłobki są w stanie pomieścić tylko 1,8 tys. z 20 tys. dzieci.

    Ustawa ma to zmienić. To zadanie głównie spadło na gminy, a te kombinują, jak zdobyć na to pieniądze.

    Jednym z nowych zadań jest tzw. opiekun dzienny. To osoba, która we własnym mieszkaniu ma się zajmować nawet piątką maluchów. Gmina wyłoni opiekunów w konkursie i zatrudni na umowę-zlecenie. Dyrektor biura polityki społecznej w Warszawie Bogdan Jaskołd mówi jasno, jak miasto chce to finansować: - Podniesiemy opłaty za żłobki.

    A czy zamiast podwyższać opłaty za żłobki nie lepiej ustalić wyższe opłaty za dziennych opiekunów? To nie jest wyjście, bo gmina i tak musi dopłacać do tego rodzaju.

    Podwyżka za żłobek w Warszawie ma być drastyczna. Teraz publiczny kosztuje ok. 200 zł, a od września - nawet 1170 zł! Władze stolicy chcą, by tyle płacili rodzice z dochodem powyżej 2,8 tys. zł brutto na osobę. Biedniejsi zapłacą od 200 do 800 zł (najmniej ci z dochodem 700 zł na osobę). Stawki radni będą głosować w maju.

    Jaskołd podkreśla, że publiczny żłobek wciąż będzie się rodzicom opłacał, bo nianie i prywatne żłobki są jeszcze droższe (nawet 2 tys. miesięcznie).

    Ale rodzice już protestują. Na forach internetowych roi się od komentarzy matek, że odkładają decyzję o ślubie z partnerem w obawie, że zwiększą im się średnie zarobki. Anna pisze: "Ludzie, ogarnijcie się! To, że zarabiam z mężem ponad średnią krajową, nie znaczy, że śpię na kasie. Wypłata męża cała idzie na rachunki (w tym żłobek), a trzy czwarte mojej na kredyt hipoteczny".

    Jaskołd: - Na radzie miasta może być ostro, ale skądś pieniądze na miejsca brać trzeba.

    Opłaty podnoszą też inne miasta. Łódź już zdecydowała: od lipca zamiast 70 zł rodzice zapłacą 139 zł. Kraków chce podwyżki z 180 do 300 zł, Poznań - z 350 do 525 zł.

    Z innymi założeniami ustawy nie jest lepiej? Gminy raczej nie planują tworzenia klubików dziecięcych (wykwalifikowana opieka przez pięć godzin). Powód: brak pieniędzy.

    Samorządy mogą co prawda starać się o dotacje z rządowego programu "Maluch". Tyle że "Maluch" może przyznać 2,5 mln zł na całe województwo. Na gminy wypada niewiele. W Małopolsce np. po 100 tys. zł.

    Zdaniem Michała Marszałka, dyrektora biura ochrony zdrowia w Krakowie, za tyle można stworzyć klub dla zaledwie dziesięciorga dzieci. Dlatego Kraków woli wyciągnąć z "Malucha" pieniądze na stworzenie nowych 30 miejsc w istniejących już publicznych żłobkach. Tak samo chce zrobić Łódź i uzyskać 50 miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  62. Choć ustawa zmniejszyła wymaganą powierzchnię przypadającą na dziecko z 3 do 2 m kw. i teoretycznie żłobki mogą przyjąć więcej dzieci, miasta nie kwapią się, by korzystać i z tej możliwości. - I tak zapisujemy więcej dzieci, niż powinniśmy. Bo maluchy chorują i kompletu nigdy nie ma - tłumaczy Halina Mazur, dyrektor miejskiego zespołu żłobków w Łodzi.

    W Krakowie słyszymy, że więcej dzieci pociąga za sobą nowe etaty, a na to też nie ma pieniędzy.

    Nadzieję na nowe miejsca dla dzieci eksperci wiązali z uproszczeniami przepisów przy zakładaniu żłobków. Dzięki ustawie przestały być zakładami opieki zdrowotnej - nie muszą już spełniać wyśrubowanych wymagań sanitarnych i budowlanych. To one powodowały, że prywatnych żłobków brakowało.

    Ale na razie chętnych do ich zakładania brak. Chęci prowadzenia takiej działalności nie zgłosił nikt ani w Warszawie, ani w Łodzi, ani w Krakowie. - Od wejścia ustawy w życie nie upłynął nawet miesiąc - uspokaja jednak Marszałek.

    - Kosztów tworzenia nowych miejsc opieki nad dziećmi nie można zrzucać na barki rodziców - komentuje Teresa Ogrodzińska z Fundacji Rozwoju Dzieci. - Ustawa zakłada tworzenie przez rząd pilotażowych programów dla gmin. Są potrzebne do opracowania właściwej polityki. Gminy powinny się tych programów domagać. Podwyższenie opłat może spowodować, że wielu rodziców zabierze dzieci.

    - Większe opłaty to decyzje gmin i nic na to nie poradzę. 1170 zł, które najbogatsi mają płacić w Warszawie, to wciąż mniej niż koszt opiekunki czy żłobka prywatnego - mówi Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej. - Według moich informacji rodzin z małymi dziećmi i dochodem powyżej 2,8 tys. zł brutto na osobę jest zaledwie 5 proc. Tak więc najwyższą kwotę zapłaci niewielu.

    Zdaniem Fedak samo uzależnienie wysokości opłat od dochodów wydaje się słuszne. - Podstawową przyczyną wzrostu odpłatności za żłobki nie jest ustawa, ale wzrost cen towarów i usług - dodaje minister.
    http://wyborcza.pl/1,76842,9498808,Zlobki_i_szopki.html

    OdpowiedzUsuń
  63. Fedak Fedak Ty.... eh....powstrzymam się...
    "Zawsze to jest i tak niżej niż koszt opiekunki, którą najmują pracujący rodzice. O ile pamiętam, to ta drastyczna podwyżka dotyczyć ma tylko tych rodzin, które najwyżej zarabiają. Kwota 2,8 tys. zł na osobę brutto w rodzinie to jest stosunkowo wysoki dochód nawet jak na Warszawę" - skomentowała to Fedak w TVP1.

    To nie ona, to wzrost cen hahah
    Minister Fedak: opłata za żłobki to efekt wzrostu cen
    PAP - Kraj
    27 Kwi 2011, 10:11


    27.04. Warszawa (PAP) - Wzrost opłat za żłobki to efekt m.in. wzrostu cen towarów i usług - oceniła w środę minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak. Jak dodała, podwyżki ją martwią, ponieważ dla wielu rodzin żłobki są pomocą "absolutnie niezbędną".

    Według środowej "Gazety Wyborczej" samorządy, na które zgodnie z podpisaną w lutym br. roku ustawą spadła odpowiedzialność za rozwiązanie problemu zbyt małej liczby żłobków, zamierzają zwiększyć za nie opłaty. W Warszawie - twierdzi "GW" - opłata za żłobki może we wrześniu wzrosnąć z 200 zł do nawet 1170 zł. Najwięcej - jak planuje miasto - mieliby płacić rodzice z dochodem od 2,8 tys. na osobę (brutto).

    "Zawsze to jest i tak niżej niż koszt opiekunki, którą najmują pracujący rodzice. O ile pamiętam, to ta drastyczna podwyżka dotyczyć ma tylko tych rodzin, które najwyżej zarabiają. Kwota 2,8 tys. zł na osobę brutto w rodzinie to jest stosunkowo wysoki dochód nawet jak na Warszawę" - skomentowała to Fedak w TVP1.

    Dodała jednak, że ją "oczywiście martwią podwyżki cen żłobków". "Dla wielu rodzin pomoc tego typu, która pozwala lepiej połączyć obowiązki zawodowe i rodzinne, jest absolutnie niezbędna". U nas (w Polsce - PAP) tylko dwa procent dzieci chodzi do żłobków. Dlatego mamy przed sobą ogromne zadanie do wykonania, zarówno jeśli chodzi o samorząd, jak i rząd" - dodała.

    Zaznaczyła również, że wzrost opłat za żłobki to efekt m.in. wzrostu cen towarów i usług.

    Według "GW" opłaty za żłobki już podnoszą inne miasta - Łódź z 70 do 139 zł, Legnica za 100 do 363 zł. Takie plany są też w Krakowie, ceny mają tam wzrosnąć ze 180 do 300 zł.

    Tzw. ustawa żłobkowa zakłada, że żłobki przestają być zakładami opieki zdrowotnej, co było istotną barierą rozwoju tej formy opieki. Wprowadziła nowe formy opieki nad maluchami: klubik dziecięcy - dla dzieci od roku do 3 lat i opiekuna dziennego, którym może zostać rodzic przebywający na urlopie wychowawczym. (PAP)
    http://stooq.pl/n/?f=452319

    OdpowiedzUsuń
  64. It's a bad time to be young and Polish
    The state paid a lot to educate Poland's youth, but can only offer them low-grade work. In reality, it's happy for them to emigrate
    Polish women living in Britain have on average more children than their young compatriots back in their home country. When the largest Polish daily Gazeta Wyborcza broke this story a few months ago, it was a huge – but not entirely unexpected – surprise.

    A lot of comments reflected a deep chasm between the Polish public discourse and our social reality. The "west" was supposed to be liberal, even libertine, and because of that very dangerous and corrupting place for young people. But children? They don't fit this narrative. Every few weeks, some conservative politician sounds the alarm about the disastrous demographic situation of the nation. Polish women have only 1.23 children on average: this is very bad news for the future of the country.

    The explanations offered for the low birth rate have largely been ideological. It has been blamed on the young generation's hedonism, permissive and oversexualised popular culture, and their lack of patriotism. So when it turned out that the real reasons might be much more prosaic – substandard social services, poor and often unavailable medical care, lack of jobs for parents and nurseries for children, expensive housing – the commentariat was uncomfortable. Suddenly, the fact that UK-based Polish women had more children than immigrants from Bangladesh was an example of dismal failure of social policy at home.

    The uncomfortable truth is that the most educated generation in Poland's history – almost half of 25-year-olds are university graduates – has to make do with a terrible job market. This is not solely due to the global economic crisis: Poland only experienced a period of slower growth, not GDP decline. Despite this, the future for most young Poles is far from bright – the nation that paid a lot to educate them does not need them on the job market, and has no idea what to do with them: the official unemployment rate for university graduates hovers around 20%. Those who manage to get a job are equally frustrated – they feel they are working below their qualifications, often in "McJobs" with no career path, and very often have to earn a large part of their salary unofficially to avoid taxes – which makes, for example, getting a mortgage difficult. There is virtually no job security; employers feel it is a buyers' market and think they can always find a better (read: more "malleable") employee. They are slow to hire, and eager to fire.

    OdpowiedzUsuń
  65. 2/2
    For most western Europeans, this is a well-known picture. In Spain, the graduate unemployment rate is twice as high as in Poland. What makes Poland different is the high levels of emigration, and the complete absence of a protest movement – which makes it easy for politicians to be silent on the issue, or give phony ideological explanations.

    Part of the problem is structural. In the low-tech Polish economy, which is dominated by small, family-owned firms, there is precious little work for educated people at all. In recent weeks, the newspaper I work for published a letter from a young law graduate working on her PhD. She couldn't get a job that made use of her degree. When she tried to become an office assistant, the would-be boss wrote to her explaining that he expected her to become his lover, adding, "if you don't accept that, don't reply to my email – I don't care what you think". Now try to imagine 50,000 humanities graduates – we produce that many every year – in this kind of job market.

    Perhaps the most important issue is our inefficient state and its greying, disconnected political class. Two of the largest political parties are led by men in their 50s and 60s, who grew up fighting communism. They pay lip service to the problems of the youth, but not much more. The solutions that the state can offer – some tax cuts for employers giving jobs to graduates – are also woefully inadequate. The state apparatus is both bloated and famously ineffective: the government recently admitted that paying 50 zlotys in social security costs about 100 zlotys in administrative expenses. Little wonder there is no money for youth-oriented social programmes . No wonder they are leaving Poland. According to recent research, in 2009, 1.8 to 2.4 million Poles, most of them young, were working abroad. Despite the crisis in the west, they don't seem to come back.

    Our politicians may say "we don't want our youth in London, we want them in Poland". In reality, every time they say so, they breathe a sigh of relief. They are happy that young people are gone: no protests, no crime, no problem. Some of them are even sending money home.
    http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2011/may/31/poland-youth-low-grade-work

    OdpowiedzUsuń
  66. Kolaps demograficzny Polski

    Post ten zasadniczo jest powtórzeniem czegoś, co pisałem na innym forum. Wpadłem na niego szukając dyskusji nt awarii hydrauliki i pomyślałem, że może by warto go powtórzyć tutaj:

    Proszę zobaczyć, jak będzie wyglądać struktura wiekowa Polski za 50 lat i ile będziemy mieli ludności.

    kmsid.ue.poznan.pl/dokumenty/prognozy_ludnosci.pdf
    W najbardizej optymistycznym wariancie (nagle kobiety zaczną rodzić więcej), liczba ludności spadnie do 36 milionów. Nie uwzględnia to migracji (głównie migrują młodzi, a Polska nie jest celem migracji). W wariancie pesymistycznym poniżej 30 milionów. Mediana wieku w 2050 roku to będzie 57 lat (obecnie 36). To jest po prostu demograficzna katastrofa. Kupa staruszków na emeryturze, których nie będzie miał kto przewijać. Gigantyczny wzrost kosztów służby zdrowia. Gigantyczny spadek dochodów z podatków. Spadek wydatków na przedszkola i szkoły nie zrównoważy tych kosztów. To jest jeden z dwóch największych problemów Polski (drugi to gigantyczny dług publiczny), którymi praktycznie mówiąc nikt się nie chce zająć - żadna partia poza kompletnie niszowymi. Nasi ukochani przywódcy wolą oba ukrywać, np. księgowymi sztuczkami przerzucając wydatki z jednego miejsca w drugie, by na papierze zmniejszyć deficyt.

    Biorąc pod uwagę to wszystko, młodzi będą na jeszcze większą skalę uciekać, co jeszcze zwiększy problemy kraju. Polskę czeka po prostu kolaps.

    No chyba, że zdarzy się cud i a) nagle czeka mas zalew migrantów (potrzeba ich około ośmiu milionów w ciagu 40 lat) b) nagle wszystkie kobiety zaczną mieć po 10 dzieci.

    Jednym słowem, jesteśmy w tej chwili na równi pochyłej prowadzącej prosto do bagna. Problem zostanie zauważony przez polityków dopiero, kiedy się go już nie da uniknąć (właściwie, JUŻ się nie da go uniknąć). Konsekwencje tego są po prostu dramatyczne: spadek znaczenia Polski (wbrew hurraoptymistycznym prognozom pseudoanalityków, którym się nie chce przeczytać prognoz demograficznych). Wszelkie długoterminowe plany, które tego nie uwzględniają, należy po prostu wyrzucić do kosza. Zamiast tego należy się zastanowić, jak zapewnić _biologiczne przetrwanie_ naszego narodu.

    A nawiasem mówiąc, jest to znakomity także przykład na to, że kiedy wszyscy podejmują decyzje na swoją korzyść, prowadzi to ogółem do strat dla wszystkich.

    Frusto, PiG

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP