05 marca 2011

Nomura - Richard Koo - chiński rynek pracy i jego wpływu na światowe ceny

Wpis od Retepete, który podjął się streszczenia jednego z ostatnich listów do inwestorów Richarda Koo z Nomury nt zmian na chińskim rynku pracy. Podobną tematykę miałem okazję już przedstawić na blogu we wpisie z 3 lutego 2011 - Koniec tanich Chin czyli Lewis Turning Point. Miłego czytania.
Retepete: Inflacja to dzisiaj temat numer jeden. Przyzwyczailiśmy się już, że media codziennie bombardują nas kolejnymi wiadomościami o rosnących cenach surowców, a tuż za nimi szykującymi się do wzrostu cenach produktów na półkach sklepowych. Jednakże zdaje się umykać uwadze mediów jeszcze jedno źródło potencjalnej inflacji – Chiny. Import chiński od niepamiętnych czasów był tani i trudno sobie wyobrazić, żeby to się zmieniło, ale czy aby rzeczywiście tak będzie zawsze? O tym, że nic nie trwa wiecznie i niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie przypomina Richard Koo w swoim raporcie nt. chińskiego rynku pracy i jego wpływu na światowe ceny. Podstawowym wnioskiem płynącym ze wspomnianego raportu jest to, że nieubłaganie postępujące zmiany demograficzno-strukturalne na chińskim rynku pracy doprowadzą do wzrostu płac, a te w rezultacie do wzrostu cen chińskich produktów na rynkach światowych. Pierwszym skojarzeniem na hasło „Chiny” przeważnie jest wielka populacja przekraczająca 1,3 miliarda ludzi. Ponieważ znaczna liczba Chińczyków mieszka na terenach wiejskich, wystarczyło, żeby fabryki zaoferowały im wyższe płace niż te, które otrzymywali parając się rolnictwem, aby wywołać falę migracyjną ze wsi do zindustrializowanych miast. Przez trzy dekady - od 1980 r. po dzień dzisiejszy – polityka ta przynosiła duże korzyści dla właścicieli fabryk, jednak jak się wydaje, zasoby owej taniej siły roboczej stopniowo się wyczerpują. Richard Koo wyróżnia dwa czynniki, które mają na to zasadniczy wpływ. Pierwszy z nich to sławna „polityka jednego dziecka”, zapoczątkowana w 1980 r. Regulacja ta po upływie 30 lat działa hamująco na przyrost siły roboczej. Potwierdzeniem tego są dane ONZ, które wskazują, iż liczba Chińczyków w wieku 15-59 lat osiągnęła swój szczyt (jako procent całej populacji) w 2010 r. i od tego roku weszła w trend spadkowy. Drugim czynnikiem jest intensywna industrializacja, która doprowadziła do eliminacji nadwyżki siły roboczej poprzez jej import z terenów wiejskich. Co ciekawe, mimo, iż oficjalne chińskie statystyki wskazują, że połowa Chińczyków mieszka w miastach, nieoficjalnie przedstawiciele rządu w Pekinie twierdzą, że w rzeczywistości liczba ta już sięga 70%. Rząd zajmuje się w tej chwili wdrażaniem reformy w systemie meldunkowym, który ułatwi ludziom aktualizację swojego miejsca zamieszkania. Kiedy owa reforma zostanie wprowadzona w życie, oficjalna liczba mieszkańców miast wzrośnie znacząco. Bezustannie dostępna wielka liczba rąk do pracy powodowała, że chińscy pracownicy nie byli w stanie wynegocjować takiej wysokości płac, która odpowiadałaby ich produktywności. Właściciele chińskich fabryk, korzystając z tego, mogli bez przeszkód powiększać swoje zyski kosztem stale napływającej rzeszy Chińczyków z terenów wiejskich. Sytuacja ta ma swoje odbicie w strukturze PKB, na którą w 35% procentach składają się wydatki konsumentów chińskich, a w ok. 44% wydatki firm na inwestycje. Udział firm na przestrzeni ostatnich lat stale wzrasta nie tylko w rezultacie coraz wyższych zysków osiąganych dzięki niskim płacom nieodzwierciedlającym wydajności pracy, ale także dlatego, że owe zyski były reinwestowane w Chinach w nadziei na kolejne zyski. Zachodzące zmiany na rynku pracy i ich wpływ na płace został obrazowo przedstawiony na poniższym wykresie. Na osi odciętych zaznaczona została liczba pracowników, z kolei oś rzędnych przedstawia poziom płac. Do niedawna „nieograniczona” liczba pracowników Chińskich powodowała, że płace pozostawały na stałym poziomie D, mimo stale wzrastającego popytu na pracowników (D1 i D2). W rezultacie, jeśli krzywa popytu na pracowników przesunęła się z D1 do D2, całkowite dochody pracowników zwiększyły się jedynie o pole GFHI, podczas, gdy zyski właścicieli fabryk zwiększyły się o pole ABGH. Dlatego też, struktura rynku pracy przyczynia się do powiększającej się luki pomiędzy bogatymi, a biednymi. Sytuacja radykalnie się zmieni, kiedy podaż pracowników osiągnie punkt K (ang. Lewisian Turning Point - wiki, wpis SiP). Oznaczać to będzie, że podaż rąk do pracy z terenów wiejskich, która dotychczas wydawała się być nieograniczona, zacznie się stopniowo wyczerpywać. Innymi słowy popyt na pracowników będzie zbyt duży, a podaż pracowników zbyt mała, żeby nie wywołało to koniecznego dostosowania w górę po stronie płac. Od tego momentu ulegnie zmianie także struktura PKB. Udział konsumpcji, zacznie się zwiększać, podczas gdy udział inwestycji ulegnie stopniowemu zmniejszeniu. Innymi słowy, zyski firm będą rosnąć tak długo, aż będzie istniała wystarczająco duża nadwyżka chętnych do pracy Chińczyków. Kiedy to tanie źródło podaży pracowników się wyczerpie, płace wzrosną, zmniejszając marże firm, a konsumpcja prywatna zwiększy się. Richard Koo zwraca uwagę, że popyt na pracowników pozostaje wciąż bardzo silny. Powołuje się przy tym na badanie przeprowadzone przez PriceWaterhouseCoopers, (PwC) w którym 84% ankietowanych CEO z krajów rozwiniętych przyznało, że w ciągu minionych dwóch lat zdecydowało się na inwestycje w Chinach i innych EM. Richard Koo przywołuje także przykład Japonii, która w okresie minionych ok. 150 lat przeżywała podobne zmiany strukturalne w swojej gospodarce. W okresie industrializacji, która trwała od Ery Meiji (1868-1912) do Ery Showa (1926-1989), wyłoniły się wielkie grupy przemysłowe, zwane zaibatsu, które zarabiały przede wszystkim na stosunkowo wielkiej liczbie ludności wiejskiej szukającej zatrudnienia w powstających fabrykach. Ta sytuacja zmieniła się ok. 1970 r., kiedy to źródło siły roboczej uległo wyczerpaniu. Spowodowało to wzrost płac, zmniejszenie dysproporcji między bogatymi, a biednymi, jak również wzrost udziału konsumpcji w PKB przy jednoczesnym relatywnym spadku inwestycji. Złote czasy dla producentów chińskich zdają się dobiegać końca. W najbliższych latach ich zyski ulegną zmniejszeniu w wyniku walki o pracowników, cieszących się z coraz wyższych płac, a z drugiej strony polityką rządu prowadzącą do umacniania juana. Te same czynniki z kolei będą wpływać na przyrost bogactwa po stronie konsumentów i powolną reorientację gospodarki w stronę konsumpcji. Firmy, które dotychczas opierały swój model na taniej sile roboczej, będą zmuszone albo do zwiększenia wydajności pracy albo do opuszczenia Chin. Wszystkie te wydarzenia będą konsekwencją zmian demograficznych społeczeństwa chińskiego i nie pozostaną bez wpływu na światową inflację. Pełny oryginalny list Richarda Koo poniżej: Nomura-R-Koo-2011-FEB-15.pdf

8 komentarzy:

  1. Dodam jeszcze, że niski udział wydatków konsumentów w PKB jest wzmacniany przez politykę utrzymywania niskich stóp procentowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. @ikti
    tak, to prawda co napisałeś. De facto konsumenci subsydiują eksporterów.

    Po wprowadzeniu dziesiątek różnych zabezpieczeń przed kupowanie kilku mieszkań (celem ochrony przed inflacją o wiele wiekszą niż w statystykach) Chińczycy zaczęli masowo kupować złoto. Goldbugi pieją z zachwytu.

    OdpowiedzUsuń
  3. OT:
    SNB (franek) też podniosą stopy:
    SNB's Jordan says rates have to rise in mid-term
    http://www.reuters.com/article/2011/03/04/swiss-snb-jordan-idUSLDE7230L820110304

    Currency loss forces Swiss bank into spotlight
    http://www.ft.com/cms/s/0/08c8c32c-45d1-11e0-acd8-00144feab49a.html

    ECB przedłużył o 3 kolejne miesiące do 12 lipca 2011 swoje operacje rynkowe, które nie ograniczają ilości pieniędzy jakie można pożyć z ECB
    http://www.ecb.int/press/pr/date/2011/html/pr110303_2.en.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie tylko złoto kupują Chińczycy,ale też mocno w ostatnim czasie wzrosła sprzedaż nowych Audi,BMW itd.Jeszcze 30-40$ za baryłkę więcej i Polski import rowerów z Chin też będzie bić rekordy. Adam

    OdpowiedzUsuń
  5. http://www.parkiet.com/artykul/1026757_Nowy-szczyt-zapowiada-kontynuacje-czy-bliski-koniec-ruhu-w-gore-.html

    facet nie zna się na ortografii a chce być analitycznym autorytetem:)?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak czytam wypowiedzi analityków z parkietu to dostaję sraczki.Co tydzien zmieniają zdanie.Po co komu potrzebne ich wypociny?

    OdpowiedzUsuń
  7. @anonimowy

    Jak masz biegunkę to kup sobie lek na biegunkę:)

    Poza tym w Parkiecie jest jeden dziennikarz, bodajże Hońdo czy jakoś tak. Patrzy tylko na pare wskaźników i chyba od dłuższego czasu jest bykiem i to podtrzymuje.

    hej

    OdpowiedzUsuń
  8. to sie dowiedzialem jaka slaba jest moja korpo

    buffet ostatnio powiedzial ze ocenia firmy po zdolnosci do podnoszenia cen, jak jest inflacja surowcow a firma nie moze podniesc cen produktow za wzgledu na konkurencje albo klientow (po podwyzce popyt siada) to jest to slaba firma.
    w tych firmach gdzie mozna spokojnie podniesc ceny zarzad nie musi byc nawet komeptentny bo wszelkie bledy zarzadu mozna pokryc zwiekszona marza sprzedazy.

    do sedna
    koledzy z mojej korpo obnizyli ceny jednemu z dwoch naszych najpwekszych klientow o 2%
    zamiast podwyzszac bo wszystko drozeje to oni ulegli klientowi ktory ich przyciasnal

    ciekawe jak teraz obniza koszty o 2% zeby zyski nie spadly
    juz to widze jak prezes obliczy ile pracownikow trzeba zwolnic tylko kto mu zrobi produckje , bo zamowienia nie spadaja

    tak to jest jak sie jest podwykonawcą, klient kichnie a podwykonawca juz robi w gacie

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP