14 kwietnia 2011

Polacy i ich sąsiedzi konsumentami drugiej kategorii

Z braku czasu krótko i na temat. Zbieram się od dłuższego czasu by opisać swoją opinię o produktach w Polsce, a szczególnie o produktach na których widnieją "z tyłu" na nich napisy jedynie w językach regionu europy środkowo wschodniej (CEE) czyli między inni po czesku, słowacku, polsku czy węgiersku. Zdarza mi się podróżować, więcej niż zwykły obywatel, przez co mam kontakt z produktami za granicą. Fakt jest taki - produkty serwowane na naszym rynku są gorsze niż w Niemczech, Francji cz Wielkiej Brytanii. Niestety płacimy tyle samo albo więcej, a jakość mamy gorszą. Zamiast opisywać swoją opinię przedstawiam trzy artykuły z czego ostatni mnie BARDZO zbulwersował przez co z żoną całkowicie zrezygnowaliśmy z produktów tego producenta. 1. Sieci spożywcze oszukują konsumentów z Europy Środkowej?
Jaka jest zawartość papryki w papryce? Okazuje się, że różna w zależności od tego, w jakim kraju jest sprzedawana. Międzynarodowe firmy spożywcze wysyłają lepsze produkty do Niemiec i Austrii, a mieszkańcy Europy Środkowej dostają gorsze jakościowo jedzenie - pisze portal Euractiv, powołując się na badania przeprowadzone przez słowackie Stowarzyszenie Konsumentów Ta sama kawa kupiona w sklepie w Berlinie i Warszawie smakuje inaczej? To całkiem prawdopodobne - czytamy na portalu Euractiv. Jak pokazały badania przeprowadzone przez słowackie stowarzyszenie konsumentów, te same produkty różnią się składem w zależności od tego, na jaki rynek są przeznaczone. Pod lupę słowackich inspektorów poszły napoje Coca-Coli, czekolada Milka, pieprz i papryka Kontanyi oraz kawy Nescafé Gold, Jacobs Kronung i Tchibo Espresso, kupione w ośmiu państwach: w Polsce, Czechach, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, Niemczech, Austrii oraz na Węgrzech. Co się okazało? Tylko czekolada Milka była taka sama w każdym kraju. Pozostałe produkty znacznie się od siebie różniły, także pod względem jakości. Czerwona papryka sprzedawana w Austrii zawierała 140g ekstraktu z czerwonej papryki na kilogram. Ta sama papryka kupiona w Bułgarii miała 109,9 g papryki w papryce.
Więcej (3 strony).. 2. Wandy już chcą Niemca
Gdy raz spróbujesz niemieckich proszków, do naszych już nie wrócisz Jest dostępna na Allegro i prawie każdym osiedlowym bazarku, wychwalana na internetowych forach i u cioci na imieninach, pożądana i tajemnicza - chemia z Niemiec. Ponoć, kto raz się z nią zetknie - pozostanie jej wierny. Dlaczego? [...] Ponadto niemiecka chemia, jak twierdzą jej fani, ma mocniejszy i trwalszy zapach.
więcej 3. Afera ze słoiczkami Gerbera. Po publikacjach prasowych firma zmienia recepturę
Wystarczyły dwa dni od publikacji w Gazecie Wyborczej, by głosy oburzonych internautów, lekarzy i posłów skłoniły firmę Gerber do deklaracji, że zmieni skład swoich obiadków z kurczakiem i indykiem. Zawierały one nie tylko czyste mięso, ale i tzw. MOM. Jak pisaliśmy niedawno w Nowinach, taki składnik dodaje się do kiepskich kiełbas i parówek. Po czwartkowej publikacji w Gazecie Wyborczej wiele osób z niedowierzaniem zaglądało na etykietki obiadków Gerbera z kurczakiem i indykiem od 6. miesiąca życia. I potwierdzały się słowa dziennikarzy: np. w obiadkach z indykiem mięsa z ud indyka było tam tyle samo co mięsa oddzielanego mechanicznie z indyka (tzw. MOM) – czyli po ok. 30 proc.
więcej

18 komentarzy:

  1. No to przynajmniej teraz wiem o co chodzi z tą Niemiecką chemią :)

    Co tu dużo ukrywać, żyjemy w semiperyferiach świata zachodniego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polacy murzynami europy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Powstrzymam się od komentarza bo tylko jednej kategorii słowa cisną mi się na usta #$$%$#$#@$!@@#$%%^^&!!!!!

    pozdrawiam,
    cypisek

    OdpowiedzUsuń
  4. @cypisek

    Pewnie wszystkim cisną się takie słowa ale dziękuję za dużą ilość dolarów w komentarzu;)

    Pytanie jak się zaczną cisnąć po przeczytaniu tego:
    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,9431492,Rewolucja_w_zlobkach__bogaci_placa_wiecej.html

    bo bogaczami nazwany tych co zarabiają brutto 2,8k pln

    OdpowiedzUsuń
  5. Pod tym ostatnim linkiem o żłobkach polecam komentarze. Wiele osób ma rację, ok zarabiasz więcej ale nie masz mieszkania socjalnego i płacisz np ratę kredytu 2400 pln a tego nikt nie uwzględni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze jak ktoś mówił że cola w Polsce jest inna niż na tzw "zachodzie" to się z tego śmiałem - do czasu aż w UK zamówiliśmy różne take away-e /ja wolałem chińszczyznę kto inny kebaby -nomen omen też sa inne niż u Nas ;)/i z jednego była cola w puszkach z Polski/choc opłacało im się ją od Nas sciągac?/druga z UK

    No i Angielska była słodsza, a Nasza bardziej wodnista ;/

    Można by długo wymieniac ale moja koleżanka która pracowała w Marksie&Spencer-ze w wakacje w Polsce oburzyła się bo za ceny wyższe niż w UK/standard/ znalazła kolekcję sprzed !2 lat, po przecenach, i pewnie jeszcze po pobycie TK maxie u Nas jako hit sezonu ;/

    Ja się kiedyś oburzałem że bogaci ludzie latają na zakupu do NY czy Londynu - teraz już wiem czmu: tam jest taniej niż u Nas i ubrania sa lepszej jakości.


    O żłobkach nie będę pisał bo nie jestem w temacie ale: bufetowa ma podwyższyc ceny biletów komunikacja i tak jedne z najdroższych w Polsce o 20/30% bo "paliwo zdrożało' - ciekawe czy jak spadnie to obniża ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wycięty na życzenie komentatora

    OdpowiedzUsuń
  9. @SiP

    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,9431492,Rewolucja_w_zlobkach__bogaci_placa_wiecej.html

    Zauwaz dwie rzeczy - Miejska władza buduje nasze dobre samopoczucie - zarabiasz 2800 na łeb w rodzinie - jestes bogacz. To buduje morale ;)


    Inna moim zdaniem ciekawsza rzecz. Jezeli masz dochód 2800 za zlobek płacić masz około 1200 czyli "całkowity koszt utrzymania" dziecka w zlobku, podczas gdy w tym samym artykule piszą ze żłobki prywatne kosztują od 800 zł. Jakos nie bardzo chce mi sie wierzyć ze standard w tych państwowych jest lepszy, wiec czemu jest o polowe wyższa? To jest ciekawe.


    Wynika z tego jeszcze jedno - niech bufetowa podniesie po prostu od razu cenę za państwowy zlobek do 1000 zł i problem braku miejsc zostanie rozwiązany od ręki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Proszki i chemię domową to już moja mama tylko z DE kupowała co stało się rodzinną tradycją.

    Sam gdy robię zakupy, trwa to niewiarygodnie długo. Zanim coś wyląduje w koszyku - czytam skład. W przeciągu kilku tygodni widziałem tylko jedną osobę studiującą etykiety.
    Można rzec że to strata czasu w przypadku znanych wcześniej produktów - nic bardziej błędnego. Już kilka razy udało mi się trafić na prod. których receptura się zmieniła a są sprzedawane wciąż pod tą samą nazwą!

    Generalnie do jedzenia nadaje się żywność w delikatesach importowana z krajów spoza byłego bloku (a i to nie każda), ta z małych sklepików (wybrane produkty) importujących indywidualnie z Niemiec i ta przygotowana czy wykonana samodzielnie. Szynki są tak ostrzykiwane, że ciekną jak Fukushima, sery są "typu" jakiegoś, pasztety wypełniane soją zamiast mięsem, kiełbasy - też masakra, polędwiczki przecudnego koloru wędzenia są wędzone i malowane chemicznie...

    Mamy rynek skrajnie nieświadomego konsumenta, zagonionego do roboty by odebrać czas na refleksję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak uświadamiam znajomych to twierdzą ... że obrzydzam im jedzenie. Nieświadomość jak widać zwalnia od myślenia

    OdpowiedzUsuń
  12. "Zawsze jak ktoś mówił że cola w Polsce jest inna niż na tzw "zachodzie" to się z tego śmiałem"

    coli to bym się akurat nie czepiał. W każdym kraju jest inna. Robią badania jaki poziom słodkości w danym kraju lubią konsumenci i dostosowują.

    OdpowiedzUsuń
  13. SiP - trafiłeś w mój konik - jedzenie.

    Ja zawsze czytam etykietkę tego co kupuję. Jedzenie ze słoiczków dla swojego bobasa ograniczamy i kupujemy tylko najlepsze z naljepszych. Nawet jak nie jest napisanem, że tam nie ma jakiegoś "szajsu" to i tak nie wierzę.

    Najlepsze jest to jedzenie, które sami mu zrobimy. Nie jakieś zmielone kości indyka tylko 100% najlepszego kurczaka. Zjedzenie łyżeczki powisłku domowej roboty daje więcej składników odżywczych potrzebnych małemu organizmowi niż taki słoiczek, w którym wszystko jest przerobione, zmielone, sterylne i pozbawione witamin i tego co najważniejsze.

    Sam mieszkam w UK i jakoś nie zauważyłem różnic w jakości jedzenia. Może dlatego, że głównie kupuję owoce, warzywa i mięso. Unikam słodyczy, używek i produktów przetworzonych. Wydaje mi się, że są tu produkty dużo wyższej jakości ale to dlatego, że konsumenci są bardziej świadomi i czytają etykietki. Wiedzą co to jest MOM (w Anglii to się nazywa MRM - mechanically recovered meat)

    OdpowiedzUsuń
  14. lluki - nie słyszałem żeby Polacy mając do wyboru słodka i esencjonalną colę pragneli miec wodnistą i mniej słodką - o tym że np waniliowej u Nas nie uświadczysz nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
  15. My ludzie ze wschodu mamy po prostu inne gusta smakowe i jakosciowe tak nam juz zostało z dawnej epoki.

    OdpowiedzUsuń
  16. "Najlepsze jest to jedzenie, które sami mu zrobimy. Nie jakieś zmielone kości indyka tylko 100% najlepszego kurczaka. Zjedzenie łyżeczki powisłku domowej roboty daje więcej składników odżywczych potrzebnych małemu organizmowi niż taki słoiczek, w którym wszystko jest przerobione, zmielone, sterylne i pozbawione witamin i tego co najważniejsze."

    Należy dodać że często prawdziwy posiłek zrobiony we własnym zakresie jest tańszy !!

    OdpowiedzUsuń
  17. "lluki pisze...
    "Zawsze jak ktoś mówił że cola w Polsce jest inna niż na tzw "zachodzie" to się z tego śmiałem"

    coli to bym się akurat nie czepiał. W każdym kraju jest inna. Robią badania jaki poziom słodkości w danym kraju lubią konsumenci i dostosowują."



    to prawda, dawno temu pracowałem z byłym kierownikiem coca-coli i mi to powiedział jako ciekawostkę - prawie na każdy rynek jest robiona trochę inna

    mi akurat polska smakuje a nie lubię pepsi bo jest właśnie za słodka :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bułgaria: Są żołądki lepsze i gorsze? Niech odpowie Komisja Europejska
    Bułgarski minister rolnictwa chce, aby Komisja Europejska zbadała, czy międzynarodowe koncerny wysyłają do krajów Europy Środkowej gorszą żywność - informuje serwis Euractiv.

    Mirosław Najdenow zwróci się o zbadanie sprawy do Komisji Europejskiej oraz Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności. - Byłoby nienormalne, gdyby rzeczywiście okazało się, że firmy stosują podwójne standardy dla żywności eksportowanej do krajów UE - powiedział. W ubiegłym tygodniu słowackie Stowarzyszenie Konsumentów opublikowało wyniki badań, z których wynika, że wielkie koncerny spożywcze wysyłają do Niemiec i Austrii lepsze produkty, a gorsze jakościowo jedzenie trafia do krajów Europy Środkowo-Wschodniej: Czech, Polski, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii.

    Jak pokazały badania, te same produkty różnią się składem w zależności od tego, na jaki rynek są przeznaczone. Pod lupę słowackich inspektorów poszły m.in.: Coca-Cola, Milka, pieprz i papryka Kotanyi oraz kawy Nescafé Gold, Jacobs i Tchibo Espresso. Sprawa będzie dyskutowana na majowym spotkaniu Komisji Rolnictwa.
    http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,9477924,Bulgaria__Sa_zoladki_lepsze_i_gorsze__Niech_odpowie.html

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP