12 maja 2011

Recenzja książki "Next Decade" - G. Friedman

Recenzję książki Next Decade przygotował Retepete. Dziękuję i zachęcam do zapoznania się recenzją poniżej.Link== W ostatnich miesiącach w księgarniach pojawiła się najnowsza pozycja znanego geopolityka i założyciela agencji wywiadu StratforGeorge’a Friedmana – „The Next Decade”. W porównaniu ze swoją wcześniejszą książką – „The Next 100 Years” – George Friedman zdecydował nieco skrócić ramy czasowe swoich prognoz ze 100 lat do 10 lat. W rezultacie możemy dowiedzieć się, jakie zagrożenia i jakie szanse stoją przed światem w najbliższych kilku latach. Sam autor podkreśla, że stawianie prognoz długoterminowych jest łatwiejsze niż krótkoterminowych, mimo tego, że na pierwszy rzut oka może się wydawać odwrotnie. Elementem, który przede wszystkim utrudnia prognozowanie krótkoterminowe to decyzje podejmowane przez polityków, które często bywają zaskakujące i emocjonalne, podczas, gdy w długim terminie waga tego czynnika maleje na korzyść zmian następujących w sferze demograficznej i postępu technologicznego, które są w większym stopniu do przewidzenia. W świecie, w którym przyszło nam żyć, dominującą rolę odgrywają i będą odgrywać Stany Zjednoczone i to właśnie od zachowania tego kraju zależą losy poszczególnych regionów, jak i ludzi zamieszkujących te obszary. Z kolei to, jakie kroki podejmie ten kraj zależą coraz bardziej od decyzji prezydenta USA. Tak więc, skoro w krótkim okresie na rozwój wydarzeń wpływają decyzje podejmowane przez ludzi sprawujących władzę, z których największą dzierży prezydent USA, G. Friedman napisał swoją książkę niejako w formie podręcznika i poradnika dla osoby, która będzie sprawować ów urząd w okresie najbliższych 10 lat. W każdym rozdziale znaleźć można wskazówki znanego geopolityka dla prezyden-ta USA – jak powinien się zachować i co powinien zrobić lub nie w obliczu określonych szans lub zagrożeń natury geopolitycznej. Udzielając swoich rad, G. Friedman posiłkuje się dziełem Machiavelliego, pt.:„Książę”. W szczególno-ści oznacza to, iż działania prezydenta Stanów Zjednoczonych powinny być skuteczne i czynione w celu zabezpieczenia interesu swojego narodu, bez względu na to jak nieetyczne w swojej naturze byłyby środki do tego prowadzące. Prezydent w razie konieczności musi łamać zasady moralne, naruszać prawo, w tym konstytucję, a nawet posuwać się do kłamstwa, jeśli wymaga tego interes ojczyzny. Przykładem prezydentów Stanów Zjednoczonych, którzy rządzili w duchu makiawelizmu byli: Abraham Lincoln - ocalił republikę, Franklin Roosevelt – zabezpieczył Stanom Zjednoczonym oceany świata, Ronald Reagan – pokonał Związek Radziecki i wyniósł kraj do statusu imperium. Jako „krótszą” wersję „The Next 100 Years”, „The Next Decade” można traktować jako wstęp do tego, co się będzie działo w całym obecnym stuleciu – G. Friedman nie wycofuje się ze swoich wcześniej postawionych prognoz. Książka zawiera opis poszczególnych punktów zapalnych na mapie geopolitycznej świata, zaczynając od sytuacji na Bliskim Wchodzie, poprzez Rosję, Europę, Azję, Amerykę Północną i Południową, a kończąc na Afryce. G. Friedman nie zapomniał również wspomnieć o Polsce, która będzie odgrywać rolę taką, jaką nakreślił w „The Next 100 Years”. Centrum dzisiejszego świata to Stany Zjednoczone. Wokół nich wszystko się obraca. Kraj ten wytwarza 25% dochodu światowego, a jego obecność jest odczuwalna nawet w najdalszych zakątkach globu. Stany Zjednoczone, aby być imperium, którym bezsprzecznie są, nie muszą kontrolować innych państw formalnie - wystarczą do tego więzi ekonomiczne. Koniunktura ogromnej ilości krajów zależy od koniunktury USA. Przed I Wojną Światową angielski dziennikarz (a później także parlamentarzysta) Norman Angell napisał bardzo wówczas popularną książkę „The Great Illusion”, w której twierdził, iż stopień uzależnienia ekonomicznego poszczególnych gospodarek krajów Europy jest tak duży, że prawdopodobieństwo wojny jest nikłe. Późniejsze wydarzenia dowiodły zupełnie czegoś innego. G. Friedman wskazuje, że w dzisiejszych czasach duża część świata w podobnych proporcjach jest uzależniona handlowo od USA, co zwiększa możliwość jakichś rozwiązań militarnych. Z drugiej jednak strony przewaga wojskowa Stanów Zjednoczonych jest tak ogromna, że trudno się spodziewać, aby jakikolwiek kraj próbował aktualnie podważyć dominację amerykańską. G. Friedman wskazuje, że Stany Zjednoczone w celu utrzymania swojej dominacji geopolitycznej nie powinny dopuścić do tego, aby w jakimś regionie świata powstało mocarstwo na tyle silne, żeby zagrozić pozycji USA i które swoją flotą wojenną mogłoby zdezorganizować szlaki handlowe kontrolowane przez flotę amerykańską. Taka powinna być długoterminowa strategia, która może być realizowana na kilka sposobów, z których każdy różni się kosztem. Najtańszym sposobem, aby w danym regionie utrzymała się równowaga sił pomiędzy krajami jest po prostu pozostawienie sytuacji samej sobie. Państwa, rywalizując między sobą, będą wykorzystywały swoje zasoby na budowę wojsk lądowych niż marynarki wojennej. Jeśli jednak okaże się, że pasywna postawa jest niewystarczająca, wówczas USA mogą zdecydować się na droższe rozwiązania: pomoc ekonomiczna, udostępnienie swoich rynków zbytu lub zawarcie sojuszu wojskowego z relatywnie słabszymi państwami i wysłanie niewielkiego kontyngentu wojskowego. Najbardziej kosztowna byłaby bezpośrednia interwencja militarna, którą powinno się traktować jako ostateczność. W tym kontekście Friedman krytykuje Stany Zjednoczone za to, iż przystąpiły do wojny w Afganistanie i Iraku pod szyldem „Wojny z terroryzmem”. Konflikt, oprócz tego, że jest najdroższym rozwiązaniem, zachwiał równowagę sił na Bliskim Wchodzie. W tej części świata Friedman wyróżnia trzy grupy krajów, których wzajemna siła powinna być zrównoważona: Izrael – kraje arabskie, Irak – Iran, Indie – Pakistan. Izrael jest przypadkiem szczególnym i trudnym. W trakcie Zimnej Wojny kraj ten służył Stanom Zjednoczonym jako sojusznik przeciwko Egiptowi i Syrii, które dryfowały w stronę ZSRR. Otrzymując pomoc ekonomiczną i militarną gospodarce Izraela udało się osiągnąć wysoki poziom rozwoju. Jednak wraz z rozpadem Związku Radzieckiego i zakończeniem Zimnej Wojny sytuacja uległa całkowitej zmianie. Dlatego Friedman zaleca, aby Stany Zjednoczone nabrały dystansu w stosunkach z Izraelem, co oczywiście nie oznacza zerwania stosunków z tym państwem. Dzisiejszy Izrael to kraj, który jest w stanie poradzić sobie sam z ewentualnym zagrożeniem ze strony krajów arabskich. Jak zauważa Friedman, historia pokazuje, że krajami, które podbijały Izrael, były odległe imperia, takie jak Babilon, Persja, Grecja za czasów Alexandra Wielkiego czy Rzym. W celu obrony przed takimi mocarstwami Izrael musi wykorzystywać wszystkie zasoby jakie posiada, podczas gdy imperia jedynie ułamek swojego potencjału, a dzisiaj jedynym mocarstwem o takiej randze jest USA. Wojna z Irakiem, którą Stany Zjednoczone rozpoczęły w 2003 r., sprawiła, że naruszona została równowaga między Irakiem a Iranem. Chaos, który zapanował w Iraku, jest jak najbardziej na rękę Iranowi, który stanął przed możliwością umocnienia swojej pozycji w regionie. Dlatego Stany Zjednoczone zdają sobie sprawę, że opuszczenie Iraku może doprowadzić do destabilizacji tego kraju przez Iran. Co więcej, silny Iran może poczuć się na tyle odważnie, żeby zaminować Cieśninę Ormuz i zablokować dostawy ropy do krajów uprzemysłowionych. Friedman wskazuje, że kraje Półwyspu Arabskiego działając wspólnie nie stanowią zagrożenia dla Iranu. Co więcej, nawet bez broni nuklearnej, Iran jest najsilniejszym graczem w regionie. Dlatego Friedman uważa, że Stany Zjednoczone powinny postąpić w sposób, który dla wszystkich będzie całkowitym zaskoczeniem. Podobnie jak Roosevelt wszedł w sojusz ze Stalinem podczas II Wojny Światowej i jak Nixon wznowił relacje USA z Chinami, tak prezydent Stanów Zjednoczonych w przyszłej dekadzie powinien doprowadzić do porozumienia z Iranem. Ten szokujący zwrot akcji może być korzystny dla obu stron. Stany Zjednoczone w ten sposób oddalają zagrożenie związane z możliwą blokadą Cieśniny Ormuz, podczas gdy Iran zyskuje pewność, że nie zostanie zaatakowany, a reżim utrzyma się przy władzy. Wzbudzi to niepokój nie tylko Arabii Saudyjskiej, ale również Izraela. Potencjalny atak na Iran przez Izrael w nowym układzie może doprowadzić do presji ze strony USA na kraj Lewantu. Friedman wskazuje, że bez względu na to jak potoczą się losy w tej części świata, awans Turcji do rangi mocarstwa jest nieunikniony. Proces ten będzie się dokonywał powoli w przyszłej dekadzie. Trzecim ważnym geopolitycznie regionem, obok wymienionych wyżej dwóch, jest region Indii i Pakistanu. Od momentu uzyskania niepodległości przez oba te kraje, stosunki między nimi zawsze były napięte. Wojny w Afganistanie doprowadziła do zachwiania równowagi sił między Indiami i Pakistanem. Z punktu widzenia USA sytuacja taka w dłuższym terminie jest niepożądana, ze względu na to, iż Indie, nie czując presji ze strony zdestabilizowanego Pakistanu mogą skoncentrować swoje zasoby na rozbudowie floty. Dlatego też Friedman zaleca, aby obecna dekada przyniosła rozwiązanie konfliktu w Afganistanie i zwrócenie całej uwagi Pakistanu z powrotem na Indie. W opinii Friedmana, Rosja w tej dekadzie nie będzie stanowić zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych, jednak powolne dryfowanie Rosji w stronę Niemiec, nie powinno umknąć uwadze USA. Rosja potrzebuje technologii i inwestycji Niemiec, podczas gdy Niemcy potrzebują surowców i zasobów ludzkich Rosji. Stany Zjednoczone nie mogą już wymagać od Niemiec, aby te odgrywały podobną rolę, jak w trakcie Zimnej Wojny – tym bardziej, że interesy obu krajów w kontekście światowym nie są już zbieżne. Tę rolę w przyszłości miałaby przejąć Polska oraz kraje Intermarium (Słowacja, Węgry i Rumunia), wszystkie położone na linii od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego, które wzmocnione przez USA stanęłyby pomiędzy tymi dwoma mocarstwami europejskimi. Strategią w stosunku do Europy powinno być więc ograniczenie siły Niemiec i jednocześnie powstrzymanie zbliżenia między Rosją a Niemcami. Pomocna w tym celu może być Wielka Brytania, która ma wiele wspólnych cech ze Stanami Zjednoczonymi i której historia obracała się wokół polityki utrzymywania równowagi między mocarstwami na kontynencie europejskim. Ważnymi krajami z punktu widzenia interesów USA są Dania oraz Norwegia. Pierwszy z nich kontroluje strategiczne cieśniny, przez które rosyjskie statki muszą przepłynąć, żeby wydostać się z Bałtyku na Atlantyk. Drugi kraj może służyć jako miejsce, gdzie mogą znaleźć się bazy militarne, a dodatkową zachętą są jego bogate złoża gazu. Stany Zjednoczone powinny również zacieśniać współpracę z Turcją, która nieodwołalnie stanie się potęgą gospodarczą i militarną w tym stuleciu. Friedman podkreśla fakt, iż Europa nie powinna być traktowana przez prezydenta Stanów Zjednoczonych w szczególny sposób, ponieważ straciła swoje znaczenie geopolityczne po II Wojnie Światowej. Europa w obecnym świecie jest już tylko jednym z wielu regionów, od którego nie zależą jego losy i wobec którego można prowadzić osobną politykę. W dodatku, po zakończeniu Zimnej Wojny, organizacje takie jak NATO, MFW, ONZ stały się przestarzałe i gdyby nadal miały mieć jakąś trwałą wartość to jedynie w kontekście innych, nowych instytucji. Azja w przyszłej dekadzie nie będzie stanowić żadnego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Tak więc USA mogą przyjąć pasywną postawę wobec tej części świata. W tym regionie liczą się dwa mocarstwa – Japonia i Chiny. Obydwa kraje zbyt wiele dzieli, aby mogłaby być możliwa między nimi jakakolwiek bliższa współpraca. Friedman twierdzi, że Japonia osiągnęła granice swojego cyklu gospodarczego i czasy, kiedy była cichym gigantem już się kończą. Mimo, że polityka Japonii nie będzie agresywna w najbliższych latach, to właśnie ten kraj powinien być bacznie obserwowany przez USA. Z kolei okres cudu gospodarczego Chin dobiega końca i Stany Zjednoczone muszą uważać, aby nie doszło do podziału Chin, ponieważ słabe Chin mogą stanowić cel ekspansji Japonii. W przypadku konfliktu zbrojnego z jakimkolwiek mocarstwem, możliwe, że z Japonią, Stany Zjednoczone powinny umacniać współpracę z Koreą, Australią i Singapurem. Korea, prawdopodobnie już połączona, powinna skupić się na rozbudowie floty. Australia może stanowić lokalizację baz wojskowych, podczas gdy Singapur powinien doprowadzić do modernizacji swoich sił zbrojnych, bo najgorsze jest, kiedy kraj jest bogaty, ale słaby. Ameryka Południowa nigdy nie stanowiła zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych i taka sama sytuacja będzie miała miejsce w obecnej dekadzie. Friedman wskazuje jednak na Brazylię, jako kraj o wielkim potencjale, który może przerodzić się w dominujące państwo w regionie. Ze względu na stosunkowo niewielką odległość oraz wspólny język portugalski, Brazylia może nawiązać współpracę z Angolą, a w dalszej perspektywie z innymi krajami Afryki. Będzie to wymagać od Brazylii zbudowania floty i kontroli nad południową częścią Atlantyku, co może wzbudzić obawy administracji amerykańskiej. Aby zneutralizować to zagrożenie, USA powinny wspierać ekonomicznie Argentynę i stworzyć przeciwwagę dla Brazylii. Kuba jest krajem położonym strategicznie tuż przy wejściu do Zatoki Meksykańskiej. Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych istotne jest, aby żadne mocarstwo wrogie USA nie miało wpływu na władze rządzące tą wyspą. Taki właśnie powinien być cel polityki Stanów Zjednoczonych wobec Kuby w okresie najbliższych kilku lat. Friedman nie zapomniał również o bezpośrednich sąsiadach Stanów Zjednoczonych: o Kanadzie i Meksyku. Kanada nie będzie w żaden sposób stanowiła zagrożenia, a więc stosunki między tym krajem, a USA nie będą się znacząco różnić od tych, które znamy. Z kolei w odniesieniu do Meksyku Friedman wskazuje na dwa obszary, które wzbudzają emocje po obydwu stronach granicy: narkotyki i imigracja. Meksyk, którego PKB przekracza 1 bilion USD, rocznie eksportuje do USA produkty o wartości 130 miliardów USD, importując jednocześnie produkty o wartości ok. 180 miliardów USD. Wymiana handlowa w takich wielkościach czyni z Meksyku drugiego partnera handlowego Stanów Zjednoczonych po Kanadzie. Jednakże te statystyki nie uwzględniają przychodów, jakie ten kraj czerpie ze sprzedaży narkotyków do USA. Szacunki mówią o kwotach wielkości od 25 miliardów do 40 miliardów USD rocznie zasilających gospodarkę meksykańską, a w szczególności kartele narkotykowe. Gdyby założyć, że marża Meksyku na legalnym eksporcie wynosi 10%, oznaczałoby to zysk w wysokości 13 miliardów USD (10% x 130 miliardów USD). Z kolei marża na sprzedawanych narkotykach może sięgać nawet 90%, co przekłada się na zysk w wysokości 36 miliardów USD (90% x 40 miliardów USD) – prawie trzy razy tyle, co zysk z legalnego eksportu. Przyjmując najniższe szacunki – 25 miliardów USD ze sprzedaży narkotyków i marżę 80% otrzymujemy zysk w kwocie 20 miliardów USD rocznie – wciąż wyższy niż z legalnego handlu. Co warte podkreślenia – przychody z tego źródła generują gotówkę, która trafia różnymi sposobami do sektora bankowego, co pozwoliło bankom meksykańskim udzielać kredyty na finansowanie nieruchomości po kryzysie z 2008 r. Oczywiście oprócz korzyści płynących dla Meksyku są również koszty – walki między kartelami narkotykowymi na granicy meksykańsko-amerykańskiej, które jednak odbywają się z daleka od najbardziej zaludnionej części Meksyku. W świetle powyższych rozważań, Friedman uważa, że w interesie rządu meksykańskiego jest stwarzanie pozorów, że dokłada on wszelkich starań, aby zablokować handel narkotykami, podczas gdy z drugiej strony robi wszystko, by nic się faktycznie nie zmieniło w tym zakresie. Takie zachowanie Meksyku będzie z jednej strony łagodzić stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, a z drugiej zapewni, że pieniądze będą nadal płynąć do gospodarki. Najprostszym rozwiązaniem problemu narkotyków byłaby ich legalizacja, jednak jak się wydaje ze względów politycznych i ideologicznych nie jest ona możliwa do wprowadzenia w życie. Podobne kontrowersje wzbudza problem imigracji. Imigranci meksykańscy, osiedlając się po stronie amerykańskiej, przede wszystkim w stanach graniczących z Meksykiem na tzw. pograniczu (ang. borderland), pozostają w stałym kontakcie z ojczyzną. To sprawia, że następuje stopniowe „rozwodnienie” etniczne południowej części USA i w rezultacie dochodzi do przesunięcia granicy kulturowej z południa na północ, pomimo, że granica administracyjna nie ulega zmianie. Friedman prognozuje, że w tym rejonie w przyszłości dojdzie do silnych napięć o charakterze etnicznym i w konsekwencji do rozwiązań militarnych. Jednak to odległa przyszłość. Friedman wskazuje, że korzyści, które odnoszą Stany Zjednoczone z napływającej z południa taniej siły roboczej przewyższają koszty. Dlatego prezydent USA powinien z jednej strony sprawiać wrażenie, że podejmuje działania w kierunku zahamowania imigracji, jednak z drugiej strony, pamiętając, że w długim terminie jest ona rozwiązaniem na problemu demograficzne Stanów Zjednoczonych, robić wszystko, aby te działania się nie powiodły – podobnie jak rząd meksykański z narkotykami. The Pew Hispanic Center szacuje liczbę nielegalnych imigrantów na 12 milionów, z kolei stopa bezrobocia w USA to 10%, co przekłada się na 15 milionów osób bez pracy. Gdyby faktycznie było tak, że jeden nielegalny imigrant zabiera jedno miejsce pracy Amerykaninowi, wówczas pozbycie się wszystkich imigrantów zmniejszyłoby liczbę bezrobotnych do 3 milionów, a stopę bezrobocia do 2%. Oczywiście to tylko zabawa liczbami. „The Next Decade” jest książką napisaną w prosty i przystępny sposób, przez co wydaje się być skierowana do szerokiego grona odbiorców, nawet tych, którzy nie są specjalistami w tematach geopolitycznych. Oprócz swoich prognoz, Friedman skrótowo opowiada o najważniejszych wydarzeniach historycznych, których konsekwencją jest obecny układ sił na świecie. Książka jest godna polecenia i warta przeczytania, nie wspominając już, że jest to obowiązkowa lektura dla każdego przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

6 komentarzy:

  1. @ Abraham Lincoln - ocalił republikę, Franklin Roosevelt – zabezpieczył Stanom Zjednoczonym oceany świata, Ronald Reagan – pokonał Związek Radziecki i wyniósł kraj do statusu imperium.
    ---
    To wyjątkowo fałszywe zdanie.
    Lincoln wywołał wojnę domową aby utrzymać swoją władzę, Roosevelt pomógł pokonać Niemcy i Japonię, a Związek Radziecki upadł pod własnym ciężarem.

    A w Meksyku rocznie ginie 40 tysięcy ludzi w wojnie narkotykowej. Jeśli strategia nic nie robienia jest optymalna to ja dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Pawel-l

    "A w Meksyku rocznie ginie 40 tysięcy ludzi w wojnie narkotykowej. Jeśli strategia nic nie robienia jest optymalna to ja dziękuję"

    Noe niestety "Książę" MAchiavelli. Swoją drogą polecam tą cieniutką lekturę. Ma niecałe 200 stron:
    http://merlin.pl/Ksiaze_Niccolo-Machiavelli/browse/product/1,672856.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do Turcji to wyrasta i wyrośnie na regionalna potęgę. Skończy się na tym że UE która jej nie chciała będzie o jej względy zabiegac.
    - Ropy, gazu surowców nie mają a gospodarkę, przemysł, myśl tech rozwijają.
    Dogadali z się z Koreą Płd na budowę własnego czołgu, teraz opracowali własne ppk, ewidentnie robią wszystko by się uniezależnic technologicznie od US i świata.
    - Prowadzą własną, niezależną korzystną dla nich politykę.Żadnych mrzonek o solidarności, wspólnym domu, europejskich wartościach homo, aborcji, etc - ważne żeby im było dobrze; można? można.

    Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Jak dla UK Churchill tak dla US Roosevelt to mężowie stanu, dla Nas sami kolesie którzy Nas sprzedali.
    Mam nadzieję że US się ogarną od gospodarki na polityce skończywszy. Ale czy tak będzie? W populacji przewaga jest latynosów i czarnych. Za 10-20 lat to oni będą decydowac kto będzie prez i kongresmenami. Siłą rzeczy bardziej będą zwracac uwagę na relacje z fatherland-ami. Afryka i Am pd.
    To że odpuszcza sobie Pakistany i inne banbuslandy wyjdzie im tylko na zdrowie. W sumie gdyby zaczeli prowadzic polityke izolacji wyszłoby im tylko na zdrowie - niech się Indie, Chiny, Rosja, Brazylia, Iran, Turcja wykrwawiają czy wojnami czy zbrojeniami i marnotrawieniem pieniędzy/srodków/surowców jak oni teraz w walce o splendor supermocarstw.
    Nie lepiej stac z boku i zarabiac na dostawach dla dla każdego z pretendentów?
    Za to perspektywy dla Nas nieciekawe. Oferta UE czyli gadu, gadu wartości skończą się jak bolek w Tunezji ;)

    A Nicolo M super gośc, książka godna polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. @pawel-l
    napisz mail do mnie na gmail.com bo Twoj mail na gmail masz chyba nie aktywny. Chcialem Ci coś przesłać.

    hej,
    SiP

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcza a'propo Turcji:
    http://www.altair.com.pl/start-6265
    U Nas oczywiście się tak nie da ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP