14 maja 2011

Sytuacja na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce - Q1 2011

Wydaje się, z nagłówków i raportów, że polski rynek nieruchomości komercyjnych (np. biura, galerie handlowe) ma się lepiej od rynku nieruchomości niekomercyjnych (tzw mieszkaniówka). Zagraniczne fundusze kupują nasze biurowce
618 mln euro wydali u nas w I kwartale inwestorzy na nieruchomości komercyjne. To ponad dwa razy więcej niż przed rokiem. Szykuje się kilka dużych transakcji sprzedaży, biurowców o wartości ponad 100 mln euro – W porównaniu z innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej polski rynek nieruchomości komercyjnych wyszedł z kryzysu w najlepszej kondycji. Stąd zainteresowanie inwestorów naszym krajem – mówi Łukasz Lorencki z Grupy Rynków Kapitałowych w firmie doradczej Cushman & Wakefield (C&W) w Polsce Z niepublikowanych jeszcze badań tej firmy wynika, że wyraźnie zwiększyła się w tym roku aktywność funduszy na rynku europejskim. W I kwartale inwestycje w nieruchomości komercyjne w Europie wyniosły 28,5 mld euro. To wzrost o 45 proc. w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. Michael Rhydderch, dyrektor Grupy Rynków Kapitałowych C&W w Europie, uważa że, ten rok zakończy się bardzo dobrym wynikiem. – Zakładamy zawarcie transakcji wartości 135 mld euro, a może być jeszcze lepiej – przewiduje. Wartość transakcji na polskim rynku inwestycyjnym nieruchomości komercyjnych w I kwartale wyniosła ok. 618 mln euro. Tymczasem rok wcześniej było to tylko ponad 290 mln euro, podaje C&W. Obiektem pożądania inwestorów były biurowce. – Inwestycje w biura stanowiły prawie 80 proc. ogólnej wartości transakcji, do czego przyczyniło się przejęcie portfela pięciu warszawskich nieruchomości biurowych Europolis oraz trzech innych stołecznych biurowców – wyjaśnia Łukasz Lorencki. Fundusze poszukują okazji głównie w Warszawie. Powód? – Niska podaż atrakcyjnych budynków w miastach regionalnych oraz wyższy poziom ryzyka z nimi związany – tłumaczy Lorencki. – Biura rzeczywiście są bardzo intensywnie poszukiwane przez fundusze, tyle że podaż nowych budynków w Warszawie maleje. A to właśnie nowe inwestycje lub te z górnej półki są najbardziej atrakcyjne dla inwestorów – wyjaśnia Joanna Kowalska-Szymczak, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w firmie DTZ. Także z badań tej firmy wynika, że w naszym rejonie Europy Polska pozostaje liderem, jeśli chodzi o atrakcyjność inwestycyjną. – Fundusze przyciąga do Warszawy mniejsze ryzyko niż w innych stolicach regionu. Dobre wyniki gospodarcze Polski w czasach globalnego kryzysu, prognozy wzrostu czynszów za biura w Warszawie oraz stosunkowo wysoka płynność rynku przyciągają do nas inwestorów – tłumaczy Joanna Kowalska-Szymczak
więcej w Rzeczpospolita.pl Poniżej zamieszczam raport firmy DTZ, znanej na rynku nieruchomości komercyjnych, na temat rynku warszawskiego. Raport zawiera kilka interesujących wykresów. DTZ-Warsaw-Q1-2011 - Żeby było ciekawiej: DI BRE rekomenduje także przeważanie akcji deweloperów. - Liczymy na wzrost sprzedaży na rynku pierwotnym, spadek stóp kapitalizacji dla obiektów komercyjnych i dobre wyniki finansowe spółek w 2012 roku – uzasadnia Michał Marczak. (DIBRE)

19 komentarzy:

  1. zawsze to powtarzam wiec here goes: nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych... ale gdybym byl zagraniczna instytucja panstwowa, to bym pakowal kase w rynki takie jak Polska. Z bardzo prostego powodu jakim sa stopy procentowe. Mamy banke na zlocie, bo nikt nie wie gdzie sie podziac z wolna gotowka... czesc z niej laduje w wynkach wschodzacych.

    Polskie miasta takie jak Wroclaw, Poznan (a moze powinienem powiedziec niemieckie miasta?) oraz Trojmiasto, Krakow maja ogromny potencjal wzrostowy.

    Wystarczy ze zindeksujemy place minimalna poziomem inflacji, a bardzo szybko sie ten "wzrost" przelozy na inflacje nieruchomosci komercyjnych i voila.

    Warszawa jest przegrzana. Jak sie skonczy kasa z EU, to zaliczymy silny spadek i trzeba bedzie pare lat na zmiane profilu dzialalnosci.
    W tym momencie glazurnik zarabia 2x tyle co informatyk, bo kasa leci w nieruchomosci. Czy to jest stabilna sytuacja? na jak dlugo?

    OdpowiedzUsuń
  2. Centra handlowe tracą klientów
    Zaskakujący spadek obrotów w centrach handlowych
    W najgorszym miesiącu 2010 roku spadły nawet o 10,4 proc. w ujęciu rocznym. Trend spadkowy się utrzymuje. Mimo to branża się rozwija i rośnie powierzchnia centrów
    Z raportu Polskiej Rady Centrów Handlowych, monitorującej obroty w ponad 70 obiektach z 800 tys. mkw. powierzchni, wynika, że wbrew pozytywnym danym np. o wzroście sprzedaży detalicznej sytuacja galerii się pogorszyła.

    Najmocniejszy spadek obrotów widać w kwietniu 2010 r. – o 10,4 proc. wobec tego miesiąca rok wcześniej. Mimo to pierwsze trzy kwartały wyglądały nieźle. A najmocniejsze spadki widać w końcówce roku, ponownie o 6 – 8 proc. w ujęciu rocznym.

    więcej:
    http://www.rp.pl/artykul/658013_Centra_handlowe_traca_klientow.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie małe pytanko, na jaką stopę zwrotu liczą takie fundusze ? Znaczy się jaki jest stosunek dochodu z najmu do wartości lokalu ?

    OdpowiedzUsuń
  4. @KArol,
    nie wiem jaka jest rentowność i na ile liczą. Może ktoś inny wie.Zakładam że lepiej jak lokaty i pewnie bliżej 10%.

    OdpowiedzUsuń
  5. Polski rynek nieruchomości: początek nowego boomu budowlanego

    Gwałtownie rośnie zainteresowanie gruntami budowlanymi. Deweloperzy kupują je pod mieszkaniówkę, ale też by budować biurowce, hotele i centra handlowe. To początek nowego boomu budowlanego – twierdzą eksperci
    http://forsal.pl/artykuly/513411,polski_rynek_nieruchomosci_poczatek_nowego_boomu_budowlanego.html

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym ostatnim artykule o boomie jest fragment, który poddaje w wątpliwość znajomość rynku i podstaw ekonomii u autorki tekstu:

    "Powodów do zadowolenia nie mają jedynie ci, którzy jeszcze nie mają własnego mieszkania. Jeżeli boom nie jest chwilowy i w najbliższych kwartałach deweloperzy nadal będą wykupowali grunty i rozpoczynali budowy, to wkrótce czeka nas powtórka z rozrywki – ceny nieruchomości poszybują w górę do rekordowych poziomów z lat 2007 – 2008."

    w skrócie, gdy podaż rośnie, to ceny rosną :D

    OdpowiedzUsuń
  7. http://www.bankier.pl/wiadomosc/Wynajem-nie-przynosi-realnych-zyskow-2339215.html

    To też sprawi, że ceny mieszkań poszybują w górę?

    OdpowiedzUsuń
  8. @c64

    Pełna zgoda. Materiał zlinkowałem tylko z powodu wypowiedzi o rynku CRE (Commercial real estate). Opinia dziennikarki to jedna wielka bzdura.

    OdpowiedzUsuń
  9. tonacy brzytwy sie chwyta , wieksza podaz i ceny z kosmosu. Paradygmat polskiej developerki a ja od zaufanych inz. z branzy slysze zupelnie cos innego nie jest fatalnie anie super jest stagnacja z nasileniem na fatality. Mieszkaniowka ma poprostu zadyszke i z budowlanki ten sektor dostaje po ogonie ale poki propaganda sukcesu kwitnie i 90 % ludzi to lyka to jest jak jest ale od szczytu ja prywatnie obserwuje ,ze ludziki zmieniaja myslenie i podejscie do tej sprawy dlatego tez jest jak jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na rynku mieszkaniowym jest ogromna podaż. Idealnie widać to na Liczniku mieszkań Posziego:
    http://licznikmieszkan.atspace.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ludzie to by chcieli kupowac, gdyby mieli możliwości i perspektywy, ale:
    - są jazdy z kredytami, państwo i banki jak mogą starają się podobnie jak kierowcom uprzykrzyc życie potencjalnym kupujacym
    - rosną stopy% a to nie pomaga przy kredycie, głównym źródle finansowania zakupu mieszkania
    - wszystko drożeje, jest cienko z pieniędzmi, ludzie boja się o prace
    - i na koniec: ludzie zmądrzeli.Deweloperzy 'profesjonalisci i eksperci" zbłaźnili się tekstami że taniej nie będzie przy dziurach w ziemi po 10.000 za metr, żeby kupowac, już, zaraz, a tu się okazalo że nie dośc że jest taniej to jeszcze można spokojnie wymusic niższe ceny. To co się będą rzucac, mają czas, to oni będą płacic, oni sobie wezma garb 30-letniego kredytu wiec się nie spieszą, oni decydują i oni dyktują warunki, a developer jak będzie podskakiwac to słowo na W........ ;)
    Czasy gdy jakiś pismak czy "ekspert" coś na zlecenie napisali by naganiac i ludzie to kupowali na szczęście na jakiś czas minęły - ale wrócą, niech tylko dorośnie nowe pokolenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tego co wyczytałem w raportach deweloperów to stopy kapitalizacji biurowców i powierzchni handlowych wynoszą obecnie ok. 7-8%. Zejście do 6-7% i wzrost cen obiektów, byłby odczytany jako okazja do sprzedaży i inwestycji w budowę kolejnych.

    OdpowiedzUsuń
  13. http://www.gazetaprawna.pl/serwisy/moje_nieruchomosci/artykuly/514877,tansza_ziemia_tansze_mieszkania.html

    i już wiadomo, skąd pani redaktor z forsalu wziął się boom na działki. Po prostu teraz przecenione idą za półdarmo, bo bank pyda się inwestora o swoją kasę. BTW, ciekawe kiedy Sando pozbędzie się tej swojej gorącej działki na Solcu... oglądam ją codziennie z kładki nad Czerniakowską w drodze do pracy i od 5 lat nic się tam nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak developer przepłacił ale nie ma noża/banku na gardle może sobie czekac - będzie inwestorem długoterminowym ;).
    Hiszpanów i Irlandczyków mi nie żal. pamiętam ich najazd w 2007 i jak się wozili kim to oni nie są i co to nie oni.

    Ja to widzę tak; ceny nowych mieszkań w sensownych lokalizacjach to już jest 6700-7000m2. Z tego co wiem developerzy dalej trzymają marżę 50%.
    Tusk doprowadził kraj do katastrofy gosp i ekonomicznej. Czy oni/mam nadzieję że nie/ czy kto wygra wybory od 24 października zaczyna się rzeźnia, no chyba ze chcą zrobic Grecję2.
    Bessa&kryzys to minimum 2 lata.
    Ceny będa systematycznie iśc w dół. Wtórny tak samo. Gdzies w okolicach 2015-2016 powinien byc dołek 5000-6000m2. Potem boczniak aż nie upchną pustostanów i banki nie zaczną udzielac kredytów - przecież na hipotecznych zarabiają potworne pieniądze, i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  15. Coś ostatnio się spadkowo w prasie zrobiło..

    Mieszkania będą tanieć
    Ceny lokali mogą spaść, gdyż coraz mniej Polaków będzie stać na ich zakup
    – Zbieg wielu czynników wpłynie negatywnie na rynek mieszkaniowy. Wzrost stóp procentowych i nowe regulacje zmuszające banki do bardziej rygorystycznej oceny zdolności kredytowej klientów znacząco ograniczą dostęp do kredytów hipotecznych – ostrzega Andrzej Saniewski, doradca finansowy z firmy Ansan Consulting.

    Z jego wyliczeń wynika, że od 1 lipca, gdy wejdą nowe wytyczne nadzoru finansowego (rekomendacja S zaostrzająca warunki przyznawania kredytów), oraz z powodu wzrostu stawki WIBOR zdolność kredytowa rodzin spadnie o ponad 20 proc. wobec I kwartału. – Rodzina z dochodem netto 4 tys. zł na początku roku mogła liczyć na ok. 195 tys. zł kredytu na mieszkanie na 40 lat. Od lipca będzie to już tylko 153 tys. zł – mówi Saniewski.

    Szykują się też ograniczenia związane ze zmianami w programie „Rodzina na swoim". Już latem (a najpóźniej jesienią) ma wejść w życie nowelizacja ustawy o finansowym wsparciu rodzin przy kupnie mieszkania.

    Jej zapisy spowodują m.in., że limity w „Rodzinie" będą niższe nawet o 2 tys. zł na metr mieszkania. Np. dziś – jak wylicza Michał Krajkowski, analityk Domu Kredytowego Notus – w Warszawie na dopłaty do kredytu można liczyć, gdy mieszkanie kosztuje 9,8 tys. zł za mkw. Za kilka tygodni limity na rynku pierwotnym spadną do ok. 7 tys. zł, a na wtórnym – do 5,6 tys. zł za mkw.
    Podobnie limity obniżą się w innych miastach: np. w Gdańsku z 6,9 tys. zł za mkw. dziś do 4,9 tys. zł za mkw. na rynku pierwotnym i 3,9 tys. zł za mkw. na wtórnym. Z kolei w Poznaniu z 7,1 tys. zł za mkw. teraz spadną do odpowiednio 5,1 tys. zł i 4,1 tys. zł.

    Aby więc „Rodzina" po zmianach napędzała sprzedaż, i deweloperzy, i prywatni właściciele musieliby obniżyć ceny.

    – Można się spodziewać powolnego spadku cen, zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. Tym bardziej że w największych miastach od kilku miesięcy oferta mieszkaniowa deweloperów poszerza się – mówi Jacek Furga, wiceprezes Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

    Zdaniem deweloperów nowe mieszkania za 5 – 6 tys. zł za mkw., teraz trafiające na rynek, sprzedają się dobrze. Mają oni jednak problem z pozbyciem się starej oferty. Wszędzie są gotowe mieszkania czekające na chętnych od miesięcy, a czasem od 2008 r. Według firmy doradczej Reas w I kwartale w Warszawie były 4582 takie ukończone, a niesprzedane lokale, w Krakowie – 1757, we Wrocławiu – 1113, a w Poznaniu – 1189.
    http://www.rp.pl/artykul/676383_Trudniej_o_kredyt__latwiej_o_mieszkanie.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Kataster...
    Czy trzeba bać się katastru?
    Czy podatek katastralny może doprowadzić do tego, że wielu osób mieszkających dziś w centrum miast nie będzie stać na płacenie daniny od wartości nieruchomości, więc będą musiały się przenieść na przedmieścia?
    Tomasz Kurek, radca prawny, partner kierujący Departamentem Nieruchomości i Budownictwa w kancelarii CMS Cameron McKenna

    Rz: Kiedy możemy się spodziewać wejścia w życie podatku katastralnego?

    Tomasz Kurek: O potrzebie wprowadzenia podatku katastralnego dyskutuje się w Polsce od dawna, jak do tej pory bezskutecznie. Podstawą sprawnego wprowadzenia podatku katastralnego musi być uporządkowanie danych zawartych w ewidencji gruntów i budynków oraz księgach wieczystych, a także wprowadzenie powszechnego systemu okresowej wyceny nieruchomości.

    Ponieważ z założenia podatek katastralny miałby stanowić dochód budżetów gmin, wobec tego wydatki na wyceny nieruchomości musiałyby być finansowane z budżetów gmin, co mogłoby stanowić dużą barierę, zwłaszcza w okresie początkowym, zanim wyższe podatki katastralne zaczęłyby wpływać do kas gmin.

    Mimo obowiązywania przepisów o katastrze zawartych w ustawie o gospodarce nieruchomościami oraz rozporządzeniu Rady Ministrów z 2005 roku o powszechnej taksacji nieruchomości wciąż brakuje ustawy o podatku katastralnym. Strategia podatkowa Ministerstwa Finansów już w 2004 roku zapowiadała wprowadzenie kompleksowej ewidencji nieruchomości (katastru) i określała rok 2010 jako pierwszy możliwy termin zastosowania podatku katastralnego. Nie udało się tego planu zrealizować, a brak projektu ustawy oraz stan zaawansowania prac nad budową katastru i powszechną taksacją nieruchomości nie wróżą szybkiego zakończenia tego procesu.

    Czym różni się system opodatkowania nieruchomości od ich wartości – kataster – od systemu podatkowego obowiązującego dziś?

    Podstawą obowiązującego obecnie podatku od nieruchomości jest charakterystyka techniczna nieruchomości, a nie jej wartość. Jest to system przestarzały i odbiegający od większości systemów obowiązujących na świecie, gdzie już dawno odkryto, że najlepszą podstawą opodatkowania nieruchomości jest jej wartość.

    Obecnie w Polsce podatek naliczany jest według uchwalanych przez radę gminy stawek za jeden mkw. nieruchomości (w granicach określonych przez ustawę o podatkach i opłatach lokalnych), to jest gruntów, budynków i lokali. Choć taka konstrukcja pozwala na skuteczne wypełnianie funkcji fiskalnych, to jest oderwana od konkretnych uwarunkowań ekonomicznych i rynkowych danej nieruchomości.

    System podatku katastralnego zawiera wskaźniki, które różnicują wysokość podatku w zależności od konkretnych cech nieruchomości. Podstawą ustalenia podatku jest wartość katastralna. W myśl obowiązującej ustawy o gospodarce nieruchomościami wartość katastralną ustala się na podstawie oszacowania nieruchomości reprezentatywnych dla poszczególnych rodzajów nieruchomości, w sposób jednolity na obszarze danej gminy, za pomocą modelu powszechnej wyceny. Do cech charakterystycznych zalicza się takie atrybuty, jak m.in.: położenie względem centrum oraz miejsc uznanych powszechnie za atrakcyjne, stan zagospodarowania terenu, przeznaczenie ustalone w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego czy stan wyposażenia w urządzenia infrastruktury technicznej.

    więcej:

    http://www.rp.pl/artykul/8,676462_Co_zmieni_kataster_na_Polsce_.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Dom Development: Zdejmujemy nogę z gazu, nie chcemy przedobrzyć
    Z Jarosławem Szanajcą, prezesem Dom Development, o niepewnej sytuacji na rynku mieszkaniowym i planach spółki na najbliższe miesiące rozmawia Błażej Dowgielski
    Gdyby wnioski o kondycji branży mieszkaniowej budować w oparciu o wyniki sprzedaży Dom Development, można by uznać, że rynek jest na ścieżce trwałego wzrostu. W pierwszym półroczu spółka sprzedała ponad 820 mieszkań, o 25 proc. więcej niż przed rokiem. Pan nie popada jednak w hurraoptymizm.

    Nasze wyniki sprzedaży oceniam jako dobre, lepsze nawet od oczekiwanych. Wprowadzamy coraz to nowe projekty do oferty, starsze inwestycje cieszą się wciąż dużym zainteresowaniem klientów. Nie będę jednak ukrywał, że obecna kondycja rynku, nie tylko polskiego, ale i europejskiego, jak również perspektywy dla branży na najbliższe kwartały sprawiają, że ostrożniej patrzymy w przyszłość.

    Na tle innych krajów wypadamy chyba całkiem dobrze.

    Niedawno uczestniczyłem w roboczym spotkaniu kierownictwa Europejskiej Unii Deweloperów Nieruchomości. Nie ma co ukrywać, nastroje deweloperów działających na innych rynkach nie są najlepsze. Podczas gdy my narzekamy na niewielki wzrost całego rynku, inni cieszą się, gdy sprzedaż nie maleje. Na tym tle Polska jest zieloną wyspą, jednak wyspą ze swoimi problemami, które będą negatywnie wpływać, lub już wpływają, na koniunkturę na rynku mieszkań.

    Jakie są to problemy?

    Mamy do czynienia ze współwystępowaniem wielu zjawisk, z których każde z osobna nie powinno zachwiać zrównoważonym rynkiem, jednak ich nawarstwienie budzi mój niepokój. Pierwszym jest wysoka inflacja w Polsce i będące reakcją na nie podwyżki stóp procentowych. Droższy pieniądz zniechęca potencjalnych klientów do brania kredytów hipotecznych, rosną też koszty funkcjonowania firm deweloperskich i budowlanych, co przekłada się na zyskowność branży.

    Po wtóre, do brania kredytów hipotecznych nie zachęca zła prasa wokół zadłużenia hipotecznego denominowanego we frankach szwajcarskich. Opowieści o kredytowych zobowiązaniach, których dzisiejsza wysokość w wyniku osłabienia złotego znacznie przewyższa wartość kupionej na kredyt nieruchomości, zniechęcają nie tylko do brania kredytów walutowych, ale również tych denominowanych w złotych. Ponadto banki, za sugestią Komisji Nadzoru Finansowego wyrażaną rekomendacjami T i S, zaostrzają kryteria udzielania kredytów.

    Kolejny z elementów układanki to zmiany w programie „Rodzina na swoim”, zmierzające ku jego likwidacji. Liczymy się z tym, że już w drugim półroczu spadające limity cenowe dla mieszkań objętych programem zmniejszą jego korzystny wpływ na sprzedaż. Sytuacji dopełnia ogólna atmosfera niepokoju, związana chociażby z sytuacją Grecji. Nie należy również zapominać o rosnącej podaży mieszkań, coraz bardziej oderwanej od popytu na nie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydawać by się mogło, że deweloperzy uruchamiają inwestycje, ponieważ wierzą w lepsze jutro, widzą rosnący popyt.

    To zbytnie uproszczenie. Motywacja firm deweloperskich jest dużo bardziej skomplikowana. Dla części firm uruchomienie inwestycji to jedyny sposób na dopływ środków do spółki – sprzedając mieszkania, uwalniają kapitał zamrożony w gruncie, pozyskują pieniądze na pokrycie kosztów stałych. Spółki są gotowe sprzedawać mieszkania budowane na kupionych po wysokich cenach działkach nawet poniżej kosztów produkcji, byle tylko przepływy finansowe były dodatnie.

    Zagrożeń dla rynku, jak widać, nie brakuje. A jak wygląda druga, jasna strona medalu?

    Prognozy dla wzrostu gospodarczego Polski są optymistyczne, 3 proc. wzrostu PKB to niewątpliwie powód do zadowolenia. Cieszy wzrost gospodarczy Niemiec, napędzający koniunkturę nad Wisłą. Przede wszystkim jednak potrzeby mieszkaniowe Polaków jeszcze przez wiele lat nie zostaną zaspokojone, a potrzeba wzmaga w nas kreatywność, również co do pozyskiwania środków na zakup mieszkania.

    Widzimy, że spółka przeprowadziła analizę szans i zagrożeń dla rynku. Jakie wnioski z niej wyciągnięto?

    Uznaliśmy, że musimy zweryfikować nasze plany na najbliższe 12 miesięcy bez względu na bardzo dobre wyniki sprzedażowe spółki. Dokonaliśmy przeglądu planowanych inwestycji, start części, na kilkaset mieszkań, odłożyliśmy, na razie na dwa do sześciu miesięcy. Mamy dużą ofertę mieszkań, więc ta decyzja nie powinna wpłynąć na bieżącą sprzedaż. Tak długo, jak długo nie nabierzemy przekonania, że nasze obawy o przyszłość rynku są bezpodstawne, będziemy jedynie uzupełniać ofertę, a nie ją rozbudowywać. Nie chcemy znaleźć się na pierwszej linii frontu wojny cenowej, która może wybuchnąć, gdy podaż mieszkań będzie rosnąć przy stałym lub wręcz okresowo słabnącym popycie.

    A co z rozbijaniem skarbonki Dom Development i przeznaczeniem nawet 350 mln zł na zakupy gruntów w 2011 r.?

    Niewykluczone, że zweryfikujemy również te nasze plany. Większą część wspomnianej kwoty już wydaliśmy lub wydamy w ramach podpisanych umów, jednak nad każdym z kolejnych zakupów zastanowimy się dłużej. Mamy duży bank ziemi, przygotowane projekty pozwalające nam na utrzymywanie obecnej sprzedaży przez co najmniej cztery lata. Ponadto wbrew nadziejom właścicieli gruntów ich ceny nie tylko nie rosną, ale spadają, na rynku pojawiają się okazyjne działki, należące do bardziej zdesperowanych właścicieli czy banków, które zajęły grunt na poczet niespłaconych kredytów. Nie musimy się spieszyć z zakupami. Nie oznacza to oczywiście, że sprowadzimy naszą aktywność na rynku gruntów do zera. Cały czas go analizujemy – w Warszawie kusi nas Mokotów i Ursynów, myślimy o kolejnych gruntach we Wrocławiu, a pod kątem dalszej przyszłości śledzimy takie rynki jak Kraków, Poznań i Trójmiasto.

    Co spółka zrobi zatem z gotówką znajdującą się na kontach? Analitycy wytykają Dom Development nadpłynność, sugerując duże zakupy lub wypłatę pokaźnej dywidendy. Pierwsza opcja, jak słyszymy, nie ma dziś racji bytu.

    Drugiej również nie wybierzemy. Szanuję opinie analityków, co nie znaczy, że muszę się z nimi zgadzać. Rynek stoi na rozdrożu i w naszej ocenie Dom Development potrzebuje sporego buforu gotówkowego, by dostosowywać się do zmieniających się warunków. Dziś posiadane środki przeznaczamy na opłacenie kosztów budowy, w dużo mniejszym stopniu wykorzystujemy kredyty. Wolimy być krytykowani za nadmierną ostrożność, niż przeinwestować.

    Nie szkoda panu straconych szans? Spójrzmy na wyceny giełdowych deweloperów – wykorzystując posiadaną gotówkę Dom Development mógłby przejąć kontrolę nad kilkoma spółkami z branży wycenianymi dziś na połowę i mniej ich wartości księgowej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie szkoda panu straconych szans? Spójrzmy na wyceny giełdowych deweloperów – wykorzystując posiadaną gotówkę Dom Development mógłby przejąć kontrolę nad kilkoma spółkami z branży wycenianymi dziś na połowę i mniej ich wartości księgowej.

    Skoro rynek wycenia te spółki z tak dużym dyskontem, to być może ich aktywa są przeszacowane. Był czas, że zastanawialiśmy się nad przejęciami spółek deweloperskich, kilku przyglądaliśmy się wnikliwie. Potem nastał kryzys i nasze plany odłożyliśmy na półkę, z czego dziś bardzo się cieszymy. Wolimy rozwijać się organicznie, od początku do końca mieć kontrolę nad przygotowaniem inwestycji. Rynek nie znosi dziś pomyłek, nie toleruje niedoróbek.

    Wycena Dom Development, na tle rynku, jest dość dobra, znacznie wyższa od wartości księgowej. Czy mimo to akcjonariusze nie nalegają na spółkę, by część wolnych środków wydać na przeprowadzenie skupu akcji własnych?

    Nasi główni akcjonariusze traktują inwestycję długoterminowo, rozliczają nas z wyników operacyjnych, skutecznego pomnażania powierzonych pieniędzy, a nie z przełożenia naszych działań na kurs akcji. Nie mamy w planach skupu akcji, wierzę natomiast, że wyniki, którymi będziemy legitymować się w kolejnych kwartałach, przypadną do gustu akcjonariuszom, co nie powinno pozostać bez wpływu na naszą wycenę.

    Dziękuję za rozmowę.

    http://www.parkiet.com/artykul/1072887_Dom-Development--Zdejmujemy-noge-z-gazu---nie-chcemy-przedobrzyc-.html

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP