26 czerwca 2011

Fundusze Inwestycyjne - wstęp - mity i nie tylko

Na blogu powstaje nowa seria o funduszach inwestycyjnych. Prowadzić ją będzie Spinnaker01, który wielokrotnie komentował na tym blogu wpisy, w tym opisywał sytuację z punktu widzenia inwestora funduszy inwestycyjnych. Głównym motywem poruszania tej tematyki jest chęć zainicjowania merytorycznej dyskusji. Start serii TFI nie ma nic wspólnego ani z jakąkolwiek współpracą z jakąkolwiek instytucją finansową, ani nie ma nic wspólnego w zachęcaniu do inwestowania na rynkach finansowych w obecnej fazie. Data startu serii jest zupełnie przypadkowa. Przed wpisem autora dodam tylko, że każdy może opisać wybrany temat spójny z tematyką bloga. ===== Obalanie mitów - czyli zamiast wstępu Tak się składa że z wypowiadających się blogu SiP, osobą która aktywnie wykorzystuje Fundusze Inwestycyjne i ciut o tym pisze jestem Ja. Jako że Gospodarz tego bloga, którego bardzo cenię za wysiłek i bardzo pożyteczną pracę, otrzymywał zapytania odnośnie FI - bo takiego określenia będę dalej używał - to postanowił stworzyć odrębny dział właśnie im poświęcony (przyp.SiP - FI to skrót od Fundusz Inwestycyjny. W słownictwie wykorzystywanym przez praktyków i teoretyków rynków finansowych, skrót ten częściej wykorzystywany jest w kontekście Fixed Income). To co niżej czytelniku przeczytasz są to tylko i wyłącznie moje spostrzeżenia, mój punkt widzenia, rezultaty moich doświadczeń i moje wnioski. Każdego zachęcam gorąco do podzielenia się własnymi uwagami, przedstawienia własnego punktu widzenia w poruszonych zagadnieniach bo mylić się może każdy. Nikt nie ma monopolu na jedynie słuszne rozwiązania, a przecież dyskusja wzbogaca. Jest tylko jeden warunek - proszę o wypowiedzi merytoryczne, poparte argumentami wraz z uzasadnieniem. Zatem jeśli siedzisz czytelniku wygodnie, czy tez sobie leżysz, i jeśli kubek gorącej herbaty jest obok to zaczynamy ;) Czym nie jest FI? Nie jest cudownym czymś w co wkłada się pieniądze, a one w magiczny sposób będą się pomnażać bez naszego udziału, my o FI zapomnimy a za x lat wyjmiemy obiecany milion. Jeśli ktoś myśli że chce "inwestować" ale się na tym nie zna, nie ma czasu by się własnymi pieniędzmi zajmować to FI nie jest dla niego. To jest pierwszy mit jakim karmią nas wszelkiej maści "doradcy, specjaliści, profesjonaliści, agenci" którymi się zajmiemy na końcu. Jak mówi obrazowe giełdowe przysłowie "zdechły kot, wyrzucony z okna od ziemi też się odbije" to i Wasze pieniądze pozostawione samym sobie będą z lepszymi lub/najczęściej/ z gorszymi wynikami poruszać się w rytm ruchów giełd i rynków. Zarabiać będą wszyscy dookoła tylko nie Wy - czemu? Jako że jeden obraz wart tysiąca słów poniżej zamieszczam wykres: Na wykresie powyżej można zauważyć do czego może doprowadzic brak zainteresowania własnymi pieniędzmi. Tak oto zgrabnie przechodzimy do drugiego mitu TFI w dłuższym terminie bynajmniej nie zawsze zyskują i rosną - podobnie jak akcje. Oczywiście mógłbym przytoczyć ulubiony przykład głównego indeksu Japońskiej giełdy NIKKEI i odpowiadającemu mu FI. Nie zaprzeczy chyba nikt że 22 lata to jest długi termin? Ktoś kto w grudniu 1989 roku postanowił zainwestować i zapomnieć chyba po 22 latach nie takiego wyniku oczekiwał? Miał być milion, a w zamian jest 80% mniej niż zainwestował. Ja wolę ten przykład: Nasdaq Composite oraz SP500 czyli indeks technologiczny oraz skupiające największe spółki supermocarstwa. Indeksy giełdowe w 11 lat po swoich szczytach są niżej niż obecnie. Czy 11 lat to nie jest długi termin? Pytanie retoryczne. Na szczęście nie jest to reguła, a póki co raczej wyjątek ale jeśli nie znamy się, nie mamy czasu by zajmować się pieniędzmi, a sympatyczny "doradca" obiecuje Nam że wpłacając 200 złotych miesięcznie za 30 lat będziemy milionerami i zaproponuje Nam odpowiedniki w/w rynków to przecież nie mamy możliwości by po 11 i 22 lata później wsiąść do wehikułu czasu i cofnąć się by raz jeszcze sprawdzić czy aby na pewno w długim terminie zawsze się zarabia. Mit trzeci jest związany z drugim. Najczęściej spotkamy się z określeniem "Buy and Hold" czyli strategią Kup i Trzymaj, którą stanowczo odradzam (ale o tym szerzej we wpisie o strategiach) i jego rozszerzeniem uspokajającym mitem nazwijmy go 3a ;) pt."obecne spadki będą tylko ząbkiem na wykresie, za 30 lat/i naszym obiecanym milionie/ nawet nie będziemy o nim pamiętać". Czemu takie kity wciskają sprzedawcy funduszy, ups, "eksperci" to w micie ostatnim, dla Was ważne jest to że nawet jeśli monitorujecie swoje pieniądze, swoje FI i będziecie się trzymali tego mitu będziecie tracić - a przecież całe to zamieszanie jest po to by zarabiać. Nie zawsze spadki oznaczają 22 lata spadków w dół ;>. FI jako odzwierciedlenie tego co się dzieje na giełdzie będą rosnąć i spadać. Będą też bessy i hossy. Jeśli ktokolwiek zamierza trzymać pieniądze w FI dłużej niż 5 lat to ich powinien doświadczyć. Jeśli inwestor o tym wie, zdaje sobie z tego sprawę trzymanie się tego mitu będzie oznaczało zarówno konkretna stratę jak i stratę utraconych zysków. Poniżej tabela, która w lewej kolumnie zawiera % spadek, a następnie w prawej kolumnie następujący % zysk by suma była zerowa (tzw "wyjście na zero") Po pierwsze jeśli wiemy, że trend się odwrócił, a dowiemy się tego choćby na tym blogu czy innych wartościowych miejscach (których lista będzie zamieszczona) to jaki ma sens ma utrzymywanie FI akcji/obligacji/surowców które spadają? Jaki sens ma tracenie zysków na odrabianie strat? Już wiemy, że by odrobić 60-70% strat, a takie były podczas ostatniej bessy potrzebujemy od 150 do 233% wzrostów. Po drugie: w roku najczęściej są 2-3 większe korekty. Po prostu są i już, taka specyfika giełdy. Jeśli wiemy, że one nastąpią to czemu ich nie wykorzystać? Po co tracić jeśli są sytuacje na które mamy wpływ? A do tego prowadzi mit Buy and Hold, oraz "ząbków na wykresie" o których nie będziemy pamiętać. Mit czwarty nazywa się - uśrednianie - i jest powiązany z poprzedzającymi go mitami. Ja akurat wyżyję się na "uśrednianiu w dół" gdyż choć sam tego nie stosuję to tzw 'uśrednianie w górę" jakiś mniejszy lub większy sens ma. Otóż mamy najczęściej dwie sytuacje: - mamy spadki, widzicie jak topnieją Wam Wasze pieniądze, idziecie do "doradcy" i Szanowny Panie co jest, miało rosnąć, a spada i drugą - periodycznie co jakiś czas dopłacamy pieniądze kupując jednostki uczestnictwa tzw JU FI W obydwu sytuacjach słusznie interesujecie się Swoimi pieniędzmi - to dobrze, bardzo dobrze - czemu tylko poddajecie się mitowi "uśredniania w czasie"? "Profesjonalista" wmówił Wam że to super, że spada i Wy to kupujecie? Że Wasza średnia cena zakupu nie jest zła i super bo średnio wychodzi Wam że kupiliście taniej. Średnio - to można być zadowolonym z filmu w kinie. Najpóźniej po dwóch godzinach się z niego wyjdzie, a średnią cenę to "doradca" niech sobie ...../takie niedomówienie, wężykiem, wężykiem;) Taka mała symulacja; Wpłaty Q1 -10% Q2 –10% Q3 –10% Q4 –10% Q5 -10% Q6 -10% 10.000 9.000 10.000 17.100 10.000 24.390 10.000 30.951 10.000 36.855.9 10.000 42.170.3 60.000 42.170.3 Uśrednianie w dół – sukces wpłaciliśmy 60.000 spadki wyniosły 60% czyli powinniśmy mieć 24.000, a mamy 42.170.3!!!!!! Nasze straty to średnio tylko niecałe 20% 10.000 9.000 10.000 19.950 10.000 31.447.5 10.000 43.519.8 10.000 56.195.7 10.000 69.505.5 60.000 69.505.5 Nie kupiliśmy bajeczki „doradcy finansowego” o uśrednianiu. Po stratach 10% w 1Q wycofaliśmy się do TFI pieniężnych, gdzie rocznie uzyskaliśmy marne 5%. Zamiast wkładając pieniądze w FI Akcji i je tracić dopłacaliśmy do już posiadanych i czekaliśmy na koniec bessy. Bessa się skończyła, co prawda przez kolejny kwartał kiedy zaczęły się wzrosty z nich nie skorzystaliśmy, ale teraz wchodzimy w FI akcji z kapitałem 69.505.5 a nie 42.170.3. Odbicie było silne 50% w pierwszym przypadku gdy uśrednialiśmy mamy 63.255.45. W naszym pierwsze 10% wzrostu nas ominęło, zarobiliśmy 40% i mamy 97.307.7. Jeśli ktoś dalej chce wierzyć w mity „bezpłatnych doradców” i „profesjonalistów” proszę bardzo. Ja nikogo do mojego podejścia nie zmuszam. Skoro spada, i wiemy że spada, i wiemy że będzie spadać to co ma większy sens? Samemu dobrowolnie zanieść w zębach pieniądze po to tracić? Czy lepiej nie robić nic, trzymać pieniądze i czekać, względnie iść do banku i na lepszy lub gorszy % je tam włożyć na lokatę, czekając na koniec spadków?A gdy zaczną się wzrosty całą sumę, niejednokrotnie powiększoną o % wpłacić na full w FI akcyjne i zarabiać gdy rośnie? Albo chociaż sprzedać FI akcyjne i gdy już tak bardzo się chce/lub musi/ to wkładać je w FI pieniężne lub obligacyjne a nie tkwić w FI akcyjnych. Mit piąty brzmi jest krótki - nieważne ile spadło, póki nie sprzedam nic nie straciłem bo się odbije (wiadomo akcje/FI w długim okresie zawsze rosną ;) - kiedyś. W sumie można by i powiedzieć że nieważne ile zarobiłem, póki nie sprzedam nic nie zarobiłem ;) o ile nie spadnie ;> Coś w tym micie jest, bo fakt że jeśli dziś spadło 5% ale nie sprzedałem i fakt po tygodniu jestem 10% wyżej to nie straciłem, gdybym spanikował i sprzedał tak, ale Buy and Hold ;) trzymałem i mam więcej niż miałem. Takie teksty opowiadają "agenci" podobnie jak o uśrednianiu gdy przychodzi wściekły "inwestor" i trzeba go jakoś spławić. No ale ok, trzymajmy się przez chwilę takiego podejścia - mamy początek 2009 roku, spadło o 50% od 2007 roku kiedy wpłaciliśmy np milion złotych. Teraz mamy 500.000 i mamy "papierową stratę" To prawda że jeśli poczekamy do 2011 roku istnieje szansa że znów będziemy mieli nasz milion ale czy gdybyśmy w 2009 roku nagle mieli okazyjnie możliwość kupić dom wart 2 miliony za milion to czy nie kupienie go bo nie dysponujemy pieniędzmi które mieliśmy, i które teoretycznie mamy o ile nie sprzedamy TFI akcji oznacza że mamy stratę? czy nie? Lub wprost - straciliśmy czy nie jeśli nie możemy sobie kupić tego co moglibyśmy? Mit szósty - o "ekspertach, profesjonalistach i specjalistach" z TFI No tak, chcielibyśmy zainwestować pieniądze, pomnożyć je, zarobić więcej niż daje lokata ale się na tym nie znamy. Szukamy więc kogoś kto się na tym zna. Myślimy skądinąd słusznie że powinien to być człowiek wykształcony w tym kierunku, posiadający wiedzę i umiejętności jak np lekarz który leczy, piekarz który piecze chleb, pilot pilotujący samolot... . Ach naiwności żebyśmy wiedzieli jak jest naprawdę. Pierwsza wątpliwość pojawia się gdy są zyski - czemu ci w takich superlatywach mocarze, "zarządzający" w 95% regularnie osiągają gorsze wyniki niż indeksy? Wig20/40/80 Wig? Mamy TFI dużych spółek czyli odpowiadający Wig-owi 20 on wzrósł 10% a FI np 7,3%, 8% albo 6,8%? To akurat jest proste. W wycenie każdego TFI mieszczą się już koszty funduszu - prowizje maklerskie, rachunek za prąd, wynajem biura, komputery, wynagrodzenie naszych supermenów, zatem siłą rzeczy nawet jeśli udałoby im się odwzorować indeks to My i tak dostaniemy mniej - musimy im zapłacić. Poza tym praktycznie wszystkie TFI część środków pozostawiają w gotówce - z różnych powodów od czekania na jakieś ciekawe okazje inwestycyjne, IPO na prozaicznym posiadaniu pieniędzy na umorzenia ju bez sprzedawania rosnących akcji skończywszy Zatem obrazowo - wpłacamy 100 złotych z których pracuje 90 a z tego co te 90 złotych zarobi jeszcze trzeba odliczyć wynagrodzenie TFI. Ci "specjaliści, profesjonaliści, eksperci" tak naprawdę są zwykłymi ludźmi. Mają narzędzia i wiadomości o których My możemy tylko pomarzyć, ale widzą te same wykresy co My, znają te same figury AT co My i popełniają takie same błędy jak My. Wbrew pozorom wiekszość z nich nie zasługuje na miana którymi się ich określa - czemu? Ależ drogi funduszowcu ;) czy gdyby byli takimi super inwestorami to tracili by czas na Nas za marne 3-5% rocznie? czy też pomnażali własne pieniądze po 100 albo 1000% rocznie. A skąd TFI które biją indeks, te kilka funduszy które lepiej sobie radzą niż inne. Cóż to też jest proste. Na giełdzie są bardzo dobre spółki i te gorsze. Upraszczając, średnia z nich to wynik indeksu. To że kilka TFI wybrało akurat te dobre spółki do swojego portfela daje właśnie te lepsze rezultaty, a że znając życie przez przypadek ;) Mit siódmy jest wg mnie bardzo ważny - TFI zarobił (np 100%) czyli jak to jest z tym zarabianiem Mitu tego nie da się rozpatrywać bez mitów ósmego - "bezpłatni doradcy" dziewiątego - "instytucje finansowe" Na dzień dobry od tego co „zarobił” TFI trzeba odliczyć podatek. Czy się stoi czy się leży podatek odliczamy. Nawet jeśli jesteśmy pod parasolem, mimo złości że kosztów jakie ponosimy płacąc opłaty za zarządzanie, za ubezpieczenie, za wejście/wyjście, manipulacyjną, dystrybucyjną...nie możemy odliczyć to co zarobiliśmy pomniejszamy o podatek. Potem odliczamy inflację i dopiero możemy tak naprawdę zobaczyc ile zarobiliśmy. Czemu to ważne? Bo może się okazac że zamiast płacic ciężkie pieniądze „profesjonalistom” ktorzy zarobią dla nas 10% i jeszcze martwic się czy jakieś tsunami Was nie zmiecie może lepiej po prostu wpłacic pieniądze do banku – wyjdzie na to samo. Ja zawsze od tego co pokazuje fundusz odejmuję 1/3. To jest mniej więcej mój zysk. Mit ósmy - jestem pewien że żaden z tzw "doradców" za swoje "doradzanie" nie wziął bezpośrednio od Państwa ani grosza. Ani w czasie rozmowy, jednego czy drugiego spotkania, podpisywania umowy. Nul, zero. Ani grosika. Ba, przecież oni się nawet reklamują jako "bezpłatni'. Zaraz? Czy to Was nie zaniepokoiło? Nie widzicie w tym nic dziwnego? Przecież oni tracą czas. Użerają się z Wami chcą Wam zapewnić milion za 30 lat, przedstawiają różne "produkty finansowe" /że sprowadzające się do tego żebyście podpisali cyrograf i pod !!!groźbą konsekwencji!!! wpłacali przez te 30 lat co miesiąc przysłowiowe 200 złotych to inna sprawa/są na każde Wasze zawołanie, spotkają się o każdej porze dnia i nocy...tak za darmo? za nic? wolontariusze? To kłamstwo. Czyże, żywe, prosto w oczy kłamstwo. 2-3% od jednorazowej wpłaty lub roczna wartość wpłat przy tych wszystkich 30-letnich programach - tyle dostaje "bezpłatny doradca" po tym jak podpiszecie umowę. Tyle że dosteje je od "instytucji finansowej" o których za chwilę. Bezpłatny doradca to sprzedawca, często obwoźny. Zamiast cudownych odkurzaczy czy mikserów "sprzedaje" produkty finansowe, marzenia o milionie za 30 lat. Jak zacznie Was wypytywać o to jakie macie podejście do ryzyka, określać Wasz profil, mówić ile "dziesiąt" czy set TFI macie do wyboru zapytajcie go wprost: "Panie co mi tu pan gada. Jakie konkretnie TFI mam kupić? HSBC? BPH? ARKE? Kiedy mam sprzedać? Jakie mam kupić pieniężne? Kiedy obligacyjne? A kiedy znów akcyjne? I jakie? Konkretnie? Bo przecież to TFI a nie jakaś tam Skandia, Aegon czy Xelion zarabiają pieniądze. upsss? czyżby "bezpłatny doradca" nie potrafił tego "doradzić"? Mit dziewiątyinstytucje finansowe. Mam nadzieję że żaden z Was czytelnicy nie myśli że ten sympatyczny Pan/Pani uśmiechający się do Was, mieniący się „doradcą finansowym” zarządza Waszymi pieniędzmi – zarabia dla Was? Mam też nadzieję że żadne z Was nie myśli poważnie i na serio że ten ktoś cokolwiek Wam doradzi? Oni maja wam tylko sprzedać to co aktualnie chce sprzedać ich pracodawca lub z czego mają największą prowizję. To będzie plan, lub produkt, lub jakiś program – ale nigdy konkretnie ten TFI, który trzeba sprzedać po pół roku i kupić tamten, a następnie z niego wyjść na rzecz innego. Ci państwo pracują w tzw instytucjach finansowych które pośredniczą między Wami a konkretnymi TFI w których już się odbywa proces kupowania/sprzedawania. Mają stronę internetową, biuro, „doradców” ale sami konkretnie nic nie robią – no może przyślą Wam pod koniec miesiąca biuletyn opisujący co się działo miesiąc wcześniej. Są kolejną ręką wyciągająca swe paluszku po Wasze pieniądze. Nawet jeśli w np Noblu kupujecie TFI Nobla a w PKO TFI PKO to ma tam miejsce ten sam proces. Nie macie ani razu bezpośredniego kontaktu z tym kto obraca waszymi pieniędzmi. Podsumowując: pomiędzy Wami a akcjami, obligacjami, surowcami, kruszcami...na których chcecie zarobić stoją – makler, zarządzający TFI, instytucja finansowa, pośrednik, urząd skarbowy, inflacja. Każdy z nich wyciągą ręce po Wasze pieniądze: We wliczonej w codziennej wycenie JU TFI prowizji maklerskiej, kosztach TFI i jego zyskach (i zysku instytucji finansowej jeśli inwestujecie przez np m-bank bo on otrzymuje swoją działkę od TFI) opłacie za zarządzanie płaconej Instytucji Finansowej, ubezpieczeniu, karą za wcześniejsze wyjście/np Skandia, Aegon, Compensa/opłacie wstępnej jaką otrzymuje sprzedawca – doradca finansowy - i jego firma /Open Finance, Expander, etc/, urząd skarbowy i inflacja. Jest tego trochę? Mit dziesiąty – o zaklinaniu rzeczywistości i o tym do czego TFI się nie nadają. Wg „bezpłatnych doradców finansowych” ekspertów i profesjonalistów FI służą do „inwestowania długoterminowego”. Jak ktoś chce sobie „grać” to niech idzie bezpośrednio na giełdę. No cóż prawda jest że TFI jest zwinne jak cegła w powietrzu lub wodzie. Na flash crashe, czarne łabędzie i inne ciekawostki jakie ma rynek nadają się one jak pięść do nosa. Nie ma, bo nie leży to w interesie samych TFI żadnego automatyzmu, żadnych stop losów. O ile na 20% spadek w ciągu jednego dnia nie zareagujemy, nie wyrzuci nas na ABS-ie to na korektę, czy bessę mamy wpływ. Lepiej stracić 5-7% i wyjść by przeczekać kolejne 5-10% spadków niż zaliczyć 15% i patrzeć bezsilnie jak tracimy, zaklinając rzeczywistość, ze za chwilę jutro, pojutrze znów zacznie rosnąć. „Analitycy i profesjonaliści” mają takie powiedzenie że „aaaaaa nie zdarzylismy zareagowac, już spadło, nim sprzedamy to minie dużo czasu, i zacznie rosnąc, lepiej poczekać i nic nie robić” No dla nich pewnie że lepiej bo czy rośnie czy spada i tak biorą „za zarządzanie” ale dla Was już nie. Dyspozycja umorzenia jednostek w większości przypadków wykona się po cenie D+1 a czasem nawet tego samego dnia - po cenie z zamknięcia giełdy jeżeli zlecenie umorzenia JU dokonamy np. przed godziną 7 rano, niektóre TFI graniczną godzinę ustalają na 12 w południe. Zatem TFI to cegła, ale z opóźnieniem bo opóźnieniem ale sterować się nią da. W tym miejscu kończę moją rozprawę z mitami. Jest ich pewnie więcej zatem kiedyś ta lista zostanie uaktualniona. Są to oczywiście moje poglądy i jeśli ktoś jest innego zdania zachęcam do przestawiania argumentów za i przeciw. Teraz kilka słów na temat różnic pomiędzy kupowaniem FI poprzez Skandie, Aegony i inne Compensy a supermarketem TFI i pochodnymi. Przeciw tym pierwszym przemawiają przede wszystkim koszty. - na dzień dobry trzeba opłacić ‘bezpłatnego doradcę” a i pośrednik czyli ww firma/instytucja finansowa też chce dorwać się do czystej żywej gotówki. Zatem na samym początku traci się od 2,5 w górę do 5-7% wpłacanych pieniędzy. - przez cały czas kiedy będziemy korzystać z wątpliwej jakości usług tych firm trzeba im rok w rok płacić minimum 3% od całej zgromadzonej sumy pieniędzy, bez względu czy są zyski czy straty. Przy czym Państwo nie pozwala odliczyć tych kosztów od podatku który prędzej czy później trzeba będzie zapłacić. - nie dajcie się Państwo nabrać na hasełka typu „jest do wyboru kilkadziesiąt funduszy”. ¾ z nich i tak nigdy w życiu nie użyjecie bo są po prostu beznadziejne, albo totalnie nieprzydatne. Problem w tym że trafiają tam głównie te których zarządzający tym firmom płacą większą „działę” bo nie tylko ze swoich klientów czerpią one zyski. Nie ma kilku TFI dotyczących tego samego regionu np Rosji ale z różnych że tak powiem „stajni” HSBC, BlackRock czy Tempeltona tak by sobie móc wybrać. Afrykę np wszędzie reprezentuje ten sam Noble, dostępu do tego kontynentu poprzez inne fundusze nie ma. - zapomnijcie o jakimkolwiek wsparciu ze strony tych firemek. Nigdy nie zadzwonią by poinformować że są spadki i trzeba sprzedawać, albo że są wzrosty i trzeba kupować. Przyślą co najwyżej z opóźnieniem biuletyn na maila w którym jakiś analfabeta tzn „analityk” będzie płodził ogólniki i marketingowe hasełka. O hossie tak samo jak i bessie napisze po roku od ich początku. Za to bardzo chętnie opisze co się wydarzyło i dlaczego. Czemu nie jest tego w stanie zrobić przed tym nim dane wydarzenia wystąpią? No tego „profesjonalista&ekspert” raczej nie wyjaśni. Po prostu z chwilą gdy taka firma Was dopadnie i nie ma szans na to że wyciągnie od Was nowe pieniądze do „zainwestowania” traci wami zainteresowanie. Zgarnia jak długo się da swoje 3% za „zarządzanie” i tyle. - jest jeszcze element wg mnie totalnie je dezawuujący mianowicie tzw kary za rozwiązanie umowy. Wszystko ładnie pięknie, miliony mają być za 30 lat, super zyski i wakacje na Hawajach, a tu jak się rozmyślisz człowieku i będziesz chciał swoje własne pieniądze po prostu odebrać to musisz im zapłacić myto. Wyjaśnienie jest prozaiczne. Skoro przez 30 czy mniej lat firemka nie może zdzierać „za zarządzanie” to nim wypuści z rak wasze pieniądze to chce wyszarpać ile się da. Przy zaś tych wszystkich programach 30 lat po 200 złotych miesięcznie na samym początku musi wypłacić „bezpłatnemu doradcy” równowartość minimum rocznych wpłat, zatem gdyby ktoś się zorientował w jaką kupę wdepnął i chciał się się wydostać np po 3-ech miesiącach firemka byłaby czysta żywą gotówkę w plecy. No to jaka jest korzyść? Właściwie jedna – tylko jedna. Przy aktywnym mniej lub bardziej samodzielnym zarządzaniu własnymi pieniędzmi i „przerzucaniu” ich w reakcji na wydarzenia na rynku, lub próbie ich wyprzedzenia pomiędzy TFI - odraczacie zapłatę podatku i teoretycznie tym podatkiem obracacie zarabiając dodatkowe pieniądze tzw parasol tyle że nie pomiędzy FI jednej „stajni” tylko wszystkimi dostępnymi. - nie ponosicie kosztów związanych z opłatami wejście-wyjście pomiędzy FI jeżeli one istnieją Zaś kupując TFI w supermarkecie TFI, bezpośrednio w w banku lub firmie pośredniczącej w zakupach TFI bez żadnych „programów inwestycyjnych” - nie ponosicie kosztów które wymieniłem powyżej, nie macie żadnych ograniczeń w czasie trwania waszej inwestycji, żadnych kar, całe wpłacone przez Was pieniądze od razu pracują I to jest ewidentny i bezapelacyjny plus Minus jest bolesny - każde wyjście, sprzedaż FI oznacza konieczność zapłaty podatku jeżeli macie zyski. I tu już każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie co jest dla niego lepsze, korzystniejsze. Jestem pewien że dla kogoś kto nie ma czasu, a ma mniej lub bardziej mgliste pojęcie o inwestowaniu kupno na początku hossy jednego z historycznie dobrych FI i trzymanie go przez 2-3 lata do bessy, sprzedaż go, wyjęcie pieniędzy, włożenie do banku w przeczekaniu bessy i po jej zakończeniu powtórzenie jest lepsze od jakiegokolwiek programu. Dla kogoś zaś kto chce inwestować aktywnie, wie że będzie dokonywał wielu konwersji w roku, inwestował w Polsce, za granicą, w surowce, przeczekiwał korekty i bessę w FI pieniężnych, starał się wykorzystać FI obligacji... skorzystanie usług którejś z firemek i ich programów będzie w ogólnym rozrachunku korzystniejsze. Niewiele ale zawsze coś. Na koniec: TFI Zagraniczne. Odpuście sobie marketingowy bełkot „doradców finansowych, analityków, expertów” o tym że „dziesiątki funduszy w tym zagraniczne dzięki którym Twoje pieniądze mogą pracować w każdym zakątku świata, i tylko nasza firemka i jej produkt daje ta możliwość bla, bla, bla...” Bez TFI inwestującego za granica trudno by było skorzystać z zysków jakie dają Chiny, Meksyk czy RPA. Można oczywiście kupić sobie ETF-a albo kontrakty na DAX-a ale to inna bajka. Jeśli My rośniemy np 20% rocznie, a takie Indie 70% rocznie to dobrze jest mieć możliwość na tym zarobić. Dają ja Nam to TFI zagraniczne. Ale proszę sobie bardzo mocno zapamiętać: - są one bardzo, bardzo ryzykowne. Nie ma na polskim rynku dostępnych dobrych opracowań dotyczących tych rynków. Mogą się tam dziać rzeczy o których nie wiemy a powinniśmy. - są one wyceniane w USD lub EURO. Oznacza to że dochodzi Nam kolejny czynnik ryzyka. FI może rosnąc lub spadać/w uproszczeniu/ ale kurs USDPLN/EUROPLN też może rosnąc i spadać. Super jest jeśli TFI zarabia, i jeszcze złoty się osłabia – mamy wówczas dodatkowy bonus, niekiedy nawet zyski x2 ale może budzić Nasza irytację gdy TFI zarabia a złoty się umacnia i stoimy w miejscu. Ale to nic gdy FI spada, złoty się umacnia i wowczas mamy straty x2 – i już nie jest wesoło. Odradzam też stanowczo inwestowanie Polskie FI próbujące inwestować za granicą. Po prostu jeśli nasi rodzimi „profesjonaliści” nie są w stanie dać sobie rady w Polsce, i tutaj osiągają gorsze wyniki niż indeksy to jeszcze gorzej będzie za granicą. I to ma miejsce. Proszę sobie porównać wynik tych wszystkich Arek, Aviv, BPH-ów i innych Pionierów z wynikami Tempeltona, Schrodera, Meryll Lyncha w tych samych rejonach geograficznych. Podsumowując: Od wyboru i samodzielnego zarządzania konkretnymi T.F.I zależy ile zarobisz/stracisz czytający te słowa inwestorze ;). Nie ma zysków bez własnego udziału i wysiłku. Jeśli myślisz że wpłacisz, zapomnisz za 30 lat wyciągniesz milion to uwierzyłeś(aś) pijawce którą jedyne co interesuje to prowizja i opłata jaką z Ciebie wyssie. Ty masz tylko „długoterminowo inwestować” i dopłacać nowe kwoty. Myśl!, analizuj, czytaj, ucz się, bądź krytyczny i nieufny. Pamiętaj że traktowany jesteś jako tzw ulica – ostatnie ogniwo któremu należy sprzedać przewartościowany towar. Jest takie zdjęcie z bitwy pod Monte Cassino z napisem – „Nie bądź Głupi Nie Daj się Zabić”.

1 komentarz:

  1. http://samcik.blox.pl/2011/07/Chcial-wycofac-sie-z-funduszu-Na-realizacje.html

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP