17 lipca 2011

Konsekwencje tzw "ustawy spreadowej"

Ostatnimi dniami z uwagi na zbliżające się wybory parlamentarne mamy wysyp pomysłów pt "jak ograniczyć spread w w kredytach walutowych". Nie wnikając w pomysły nie mające poparcia w Sejmie napisze tylko, że poparcie zyskał pomysł projektu PO+PSL gdzie "kredytobiorcy uzyskaliby możliwość spłaty kredytu w walucie, w której został zaciągnięty, bez dodatkowych opłat i prowizji." Mały cytat z PAP:
Projekt dotyczyć będzie wszystkich kredytów walutowych, nie tylko kredytów hipotecznych. [...]przygotujemy jeden wspólny projekt, który będzie przedstawiony na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Zakłada on możliwość spłaty w walucie, w której ma się kredyt, bez dodatkowych opłat, bez dodatkowych prowizji - wszelkich kredytów, które się brało. Nie rozgraniczamy kredytów na konsumpcyjne, mieszkaniowe czy jakiekolwiek inne[..]

Neumann podkreślił, że projekt zmian w prawie nie ingeruje w kurs franka. "Ingerujemy tylko w przymusowy zakup waluty w danym banku po cenie, którą bank ustala arbitralnie" - zaznaczył polityk PO.

Platforma uzgodniła z PSL, że ludowcy odstępują od postulatu wprowadzenia możliwości spłaty kredytu według średniego kursu Narodowego Banku Polskiego - poinformował Neumann. "Rozmawiałem osobiście z premierem Pawlakiem, uzgodniliśmy, że z tego PSL w tej chwili rezygnuje. Jesteśmy po rozmowach, dogadani, tego nie będzie w tym projekcie" - zaznaczył poseł PO.

Neumann ocenił, że postulat ludowców był zbyt niebezpieczny w kontekście możliwości zaskarżenia ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Według PO, projektowane zmiany pozwolą kredytobiorcom zaoszczędzić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych w zależności od wielkości kredytu i banku, w którym mają kredyt. "Są dzisiaj banki, które spready walutowe traktują w sposób przyzwoity, to jest marża na poziomie 2, 3, góra 4 procent. Ale są banki, które mają kilkanaście procent tej marży. Jest to naszym zdaniem wykorzystywanie pozycji monopolistycznej w stosunku do klienta. Chcemy przywrócić proporcje" - zaznaczył Neumann.

więcej za PAP.

Pytanie jak wpłynie to na kredyty walutowe, zdolność kredytową czy końcową ratę? W kontekście kredytów już udzielonych myślę że banki znajdą nowy sposób pobierania opłaty np nowe ubezpieczenia czy opłaty za prowadzenie kont czy opłaty za kartę kredytową. Nie wierzę w to że banki zlikwidują tak po prostu ten obszar, którym rekompensowały sobie "wyższe ryzyko kredytowe" czy niższe marże. Co gorsza kosztem polepszenia warunków osób zadłużonych wzrosną koszty wszystkim klientom banków. Nie wierzę bowiem aby np koszt konta czy opłata za przelew krajowy czy za kartę debetową/kredytową była uzależniona od posiadania kredytu hipotecznego. To byłoby pewnie sprzeczne z projektem ustawy. Innymi słowy za polepszenie warunków nielicznej grupie, z czasem pogorszą się warunki wszystkim klientom banków.

Wrócę jednak do sedna sprawy - czemu niektóre banki mają wyższy spread, a niektóre niższe? Spójrzmy na pierwsze lepsze zestawienie spreadu dla CHF (franka szwajcarskiego):

za spred.pl

Osoby śledzące ofertę kredytową banków zauważą pewną zależność. Mianowicie banki które oferowały najniższe oficjalne prowizje czy marżę (np. DnB Nord), udzielały największego kredytu (duża ekspozycja na ryzyko w związku z wysokim LTV) czy udzielały kredytu osobom, które gdzie indziej nie dostałyby kredytu (np z uwagi na złą historię kredytową) obecnie oferują najwyższy spread.

Pisząc inaczej - wyższy spread wynika z przyjętego przez bank modelu biznesowego. Model ten zakładał apetyt na wyższe ryzyko (np wyższe LTV), czy niższą oficjalną marżę przy spłacie raty kredytu hipotecznego. Co ważne, wyższy spread nie jest oferowany przez dowolny bank a jedynie przez ich pewną grupę (!). Grupa ta najczęściej stosowała inny w/w model biznesowy. Coś za coś.

Ustawowe obniżenie spreadu skutkowałoby podwyższeniem marż i oficjalnych kosztów dla nowych kredytu. Całkiem możliwe, iż wpłynęłoby to negatywnie na całkowitą zdolność kredytową kredytobiorcy. Obecny projekt PO+PSL ułatwia jedynie spłatę raty w walucie w jakiej został/zostanie zaciągnięty kredyt. Gdyby zdecydowana większość osób skorzystała z takiego rozwiązania to skutek byłby ten sam - wyższe oficjalne marże czy prowizje. Jeśli jednak nieliczna grupa skorzysta z tego typu rozwiązania (np 10-20%) to całkiem możliwe że:

a ) oficjalny spread w banku zostanie taki sam

b ) nie wpłynie to znacząco na zwiększenie marży czy prowizji dla nowych kredytów

c) nie wzrosną koszty wszystkim klientom banków (nawet tym bez kredytów)

Innymi słowy wpływ ustawy może być znikomy - typowa kiełbasa wyborcza. Dopiero bowiem wprowadzenie ustawowego spreadu (po kursie NBP) zmieniłoby na pewno marże i prowizje, w tym opłaty za konto bankowe, koszty przelewów. Innymi słowy spread byłby niski ale całkowity koszt kredytu zostałby taki sam. Dodatkowo mogłaby spaść zdolność kredytowa nowych kredytobiorców. Z drugiej strony w mojej ocenie ustawowe ograniczenie spreadu mogłoby być bardziej korzystne dla klientów banków bez kredytów. Utrata przychodów z obniżonego spreadu zostałaby zapewne odzyskana w opłatach "okołokredytowych" (marża, prowizja itd) co nie wpłynęłoby na wzrost kosztów prowadzenia konta. Bez względu na wybrany wariant "ustawy spreadowej" jest to ingerencja w wolny rynek, przyjęty przez niektóre banki model biznesowy oraz zostanie dokonana w stosunkowo krótkim okresie czasu. To typowa ingerencja państwa w działalność biznesową przedsiębiorców i jest to wg mnie kolejny paszkwil ze strony panujących nam socjalistów.

15 komentarzy:

  1. @SiP
    Nie zgadzam się.
    Jeżeli w dniu X kredytobiorca ma zapewnić na koncie w banku kredytodawcy kwotę Y w CHF czy EUR, to nikogo nie powinno obchodzić, skąd on tę kwotę weźmie - byleby ona w terminie się tam znalazła. Dlaczego w innych sytuacjach krytykujecie stronę dominującą transakcji (którą w tym wypadku jest zawsze bank), a w kwestii spreadów nie?

    W umowach kredytowych nie ma zwykle ani słowa o obowiązku kupna waluty od banku kredytodawcy, nie ma ani słowa o zasadach ustalania wysokości spreadów, nie ma żadnych dróg odwoławczych, jeśli zarząd banku ustali spread np. nie na 40 groszy, tylko na 80, albo 1,20zł. Czemu nie? Czy wtedy też będzie wszystko OK, bo taki mają "model biznesowy"? Niektóre banki podwyższały celowo spread w tych dniach miesiąca, w których przypadała spłata rat większej ilości kredytów. Ponadto banki z dołu załączonego zestawienia (zwłaszcza Getin) miały tendencję do stałego ciągłego podnoszenia średnich spreadów w ostatnich miesiącach.

    Banki kwiczą, że im się krzywda dzieje, bo nie będą mogły doić na spreadach. Wiele razy już przy okazji innych niekorzystnych dla banków regulacji były "ostrzeżenia" ZBP, że to "bezprawne" i na niekorzyść klientów, którym pp. Wancer, Morawiecki et consortes gdyby mogli, nieba by przychylili, a jakoś nic się stało. Dlaczego wszyscy nagle wzięli się do obrony banksterów, a doświadczenie uczy, że można się po nich spodziewać każdej brudnej sztuczki, aby tylko osiągnąć maksymalny zysk.

    Teraz zasady gry będą czyste, przynajmniej dla nowych kredytów - wszystkie warunki umowy są wyłożone na stół i jak Ci się nie podoba wyższa marża lub inne opłaty, możesz kredytu nie brać, albo zapytać u konkurencji.
    Zresztą jeżeli nawet zmniejszy się nieco zdolność kredytowa niektórych potencjalnych klientów (czyli ci "na styk" odpadną i kredytu nie dostaną), z czasem pewnie można by się spodziewać stopniowych obniżek prowizji na skutek rywalizacji o mniejszą liczbę bardziej wiarygodnych kredytobiorców. Poza tym podniesienie wymagań może tylko wyjść na dobre, odsieje tych, których na kredyt nie stać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwię się, że tak rozsądny facet jak ty pisze takie cuda i jeszcze na dokładkę podpiera się pustymi frazesami o socjalistach ingerujących w wolny rynek...
    Problem polega na tym, że w relacji bank kredytobiorca nie ma symetrii, bank może narzucić klientowi, szczególnie w trudnej sytuacji niekorzystne rozwiązania bo ma większą płynność.
    Nie mam nic przeciwko różnym modelom biznesowym, ale spready nie są elementem umowy kredytowej tylko wynikiem decyzji rady i modyfikacji cennika usług banku. Rozumiem wahania na poziomie kilku %, ale 3/4-krotny wzrost?

    OdpowiedzUsuń
  3. Koszt kredytu powinien być jasny - zawarty w marży i prowizji. Pamiętajcie, że mówimy o usłudze finansowej dla każdego a nie o skomplikowanym wehikule czy produktach inżynierii finansowej. Uważam, że wszystkie elementy składowe kosztu kredytu powinny być zawarte w umowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panowie ;),

    Powiem prościej co napisał SiP; cześc banków dawała lepsze warunki zaciągania kredytu odbijąc sobie stratę na marży czy prowizji machlojami ze spredem. Ponieważ teraz pajace politycy chcą zdobyc trochę głosów części kredyciaży oberwą wszyscy, banki przerzuca swoje "straty" na wszystkich - odpowiedzialnośc zbiorowa.

    Oczywiście macie rację że zasady powinny byc jasne i klarowne ale chyba zapominacie że banki to święte krowy. Były, są i niestety wiele na to wskazuje że nimi dalej będą pod przykrywką bajeczek o "instytucjach zaufania" etc farmazonach.

    Najlepiej nie brac kredytów i stac po tej stronie po której to bank do Was przychodzi żebyście skorzystali z jego "produktów" - uwierzcie możliwośc powiedzenia im wprost żeby sobie je wsadzili w du bez przeproszenia pę - bezcenna

    OdpowiedzUsuń
  5. Miesięcznie w Polsce spłacane są raty w sumarycznej wysokości ok. 300 milionów CHF, dodatkowo dochodzi Euro, dla którego nie znam danych. Pytanie, jak autorzy mają zamiar wprowadzić tą ustawę w życie, biorąc pod uwagę warunki techniczne rynku kasowego? Myślą, że te 700 tyś ludzi poleci do kantorów albo do oddziałów banków i kupią dewizowo 300 milionów CHF w żywym papierze??? Haha, chciałbym to zobaczyć na żywo. No to w takim razie bądą próbować bezdewizowo, a tu może ich spotkać niespodzianka, bo ciekawe ile teraz będzie kosztowało prowadzenie konta walutowego, nie zdziwiłbym się jakby nagle opłaty za te konta "leciutko" wzrosły, np. uzależnienie wysokości opłaty w zależności od wielkości obrotów na koncie - im wyżej tym mniejsza opłata, zeby nie załatwić firm, a skubnąć kredytowych klientów, hehe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Żeby była jasność: ja nie uważam, że działania Pawlaka są słuszne, czy będą skuteczne - oczywiście takie chaotyczne sztukowanie "na kolanie" w gorączce przedwyborczej nie da pewnie dobrych efektów, ale to nie zmienia kwestii, że to co banki zrobiły ze spreadami to skandal. Zawyżanie spreadów to nie jest na miłość boską model biznesowy! Argumentacja, że gdy zabroni się bankom walenia w dupę fanciszkanów, to zaczną walić kogo innego, to jest zwykła sofistyka. Na marginesie dodam (choć pewnie nikogo to nie obchodzi), że nie mam kredytu we frankach. Jeżeli ktoś zdycha bo nie wziął pod uwagę ryzyka kursowego, wzrostu wysokości libor/wibor, zbyt optymistycznie oceniał swoją przyszłość finansową, nadwyżki z kredytu wkładał w przewartościowane FI - niech zdycha jak głupi! Ale zamienianie kosztu obrotu walutą w rdzeń rentowności kredytu - AYFSM?!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wg mnie stary portfel powinien być nie do ruszenia (dla zasady) i tak są obecnie możliwości przez aneksy umów. Więc jeżeli rynek wpuści jakimś sposobem tańsze franki to i tak obecni frank-owcy mogą na tym zarobić.
    Co do argumentu, że mogą wzrosnąć magicznie opłaty za rachunki walutowe, nie zgadzam się z tym myśleniem. Ułamek z 700tys frankowców to nie cały rynek wszystkich potencjalnych kont walutowych i w tym względzie panuje też osobna konkurencja między bankami. Poza tym są banki, które mają niewielką ekspozycję na kredyty we frankach i z chęcią "poświęcą się" i zarobią "mniej" by konkurencja straciła więcej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panowie dla jasności - obecnie jest możliwość spłaty kredytu w walucie. Problemem dla którego nie jest to stosowane jest opłata. Istnieją opłaty za anex, za przelew walutowy czy za prowadzenie konta w walucie. Wszystko razem powoduje, że nie opłaca się nic kombinować.

    Jeśli wprowadzą darmowe koszty spłaty kredytu, to zakładam że będą darmowe konta walutowe, darmowe przelewy walutowe i darmowe anexy na potrzeby spłaty kredytu.
    Dla mnie to jest dysrkyminacja - dlaczego np przedsiebiorca ma placic za przelew a juz franciszkanin nie?

    Nie widzę problemu by ograniczyć sam spread ustawowo - do max 5%. Tylko niech to zrobią np za 2 lata (wiadomość teraz) i tylko dla nowego portfolio kredytów.

    Zgadzam się że opłaty powinny byc przejrzyste. Nie zmienia to jednak faktu że nie ma w zyciu nic za darmo - jesli ktos dostał nizsza marze to musiał "dostac" oplatami gdzies indziej i tyle. Dobitnie pokazuje to czołówka najwikeszych zdzierców. Getin jest umoczony (najbardziej na rynku) w kredytach we frankach. Doradzał mu kiedys JP Morgan jak z tego wyjsc. W szczycie kryzysu mialem na to nawet ciekawe papiery. Skoro jest umoczony z LTV np 110% to ja sie nie dziwie takim spreadom. Tak samo sie nie dziwie wysokim spreadom w Nordei czy DnB Nord skoro jeden z nich dawał np zerową marżę przez pierwszy rokod umowy i pozniej chyba 0,5% a zdolnosc byla jak z gumy. Cos za cos.

    OdpowiedzUsuń
  9. A przy okazji - jakby ktoś myślał że wrócą kredyty walutowe, jak zniknie, czy pogorszy się RnS:
    http://stooq.pl/n/?f=485415&c=1&p=27

    OdpowiedzUsuń
  10. a dla kredytobiorcow... to moga przejsc sie do kantora i splacic rate... nie musza przewalutowywac w banku nikt im nie każe ... ale moim zdaniem zmowa bankow na tle spreadow jest oczywista, w kantorze nie moze byc takiej zmowy bo jest konkurencja... wiec niech ogranicza ta odgornie ustawa tylko skutecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. @slow2006
    na rynku NIE ma zadnej zmowy. byc tez nie moze bo jest wbrew pozorom strasznie duzo podmiotow. spojrz na spread tj od 4 do 13 %. gdzie tu zmowa? spread zawyza pare bankow co mialy inny model biznesowy.yc tez nie moze bo jest wbrew pozorom strasznie duzo podmiotow. spojrz na spread tj od 4 do 13 %. gdzie tu zmowa? spread zawyza pare bankow co mialy inny model biznesowy.

    OdpowiedzUsuń
  12. @SiP
    Dobiłeś mnie linkiem o kredytach w CHF. Dwa miesiące temu postawiłem sobie granicę CHF>3,50 = szukam kredytu (notabene nie spodziewałem się tego tak szybko). Niestety nie spełniam warunków zdolnościowych :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Mieszkania na wyprzedażach

    Stało się to, co zapowiadaliśmy już kilka miesięcy temu – deweloperzy ostro tną ceny mieszkań. W tym tygodniu rusza w Warszawie wręcz ich wyprzedaż.
    Tylko w ubiegłym tygodniu w Warszawie trzy duże firmy: Gant, Ronson i Breevast Development, zdecydowały się na obniżkę cen o 4 – 10 proc. Z cen schodzi też Scandinavian House, który daje nawet 15-20-proc. bonifikatę na swoje najlepsze mieszkania wybudowane w Miasteczku Wilanów. A to dopiero początek.

    W tym tygodniu kilka dużych spółek wspólnie z Home Brokerem zaczyna akcję „Mieszkanie dnia”. Będą one wystawiać na sprzedaż jeden lokal dziennie, ale po cenie nawet o kilkanaście, czasem kilkadziesiąt procent niższej niż rynkowa.

    Na przykład dwupokojowe mieszkanie na Osiedlu Centroom spółka Radius Project wystawi dziś za 299 tys. zł, czyli 20 proc. taniej niż do tej pory. Z kolei w środę będzie można kupić 43-metrowy lokal na Woli za 350 tys. zł, czyli o 10 proc. taniej.

    – Na razie akcja będzie prowadzona tylko w Warszawie, ale za kilka tygodni „Mieszkanie dnia” pojawi się w innych miastach – mówi Jerzy Węglarz z Home Brokera.

    Tendencja do obniżek widoczna jest w całej Polsce. W czerwcu średni spadek cen w 11 największych miastach wyniósł 0,3 proc., a największe cięcia zanotowano w Opolu (2,2 proc.) i we Wrocławiu (1,4 proc.).

    Reakcja deweloperów to efekt niewielkiego popytu na rynku nieruchomości i utrzymującej się od wielu miesięcy nadpodaży mieszkań. Obecnie tylko w Warszawie na klientów czeka ponad 5 tys. gotowych lokali. Ich liczba rośnie, bo spółki cały czas oddają do użytku nowe. Największego wzrostu podaży analitycy oczekują w przyszłym roku, bo wówczas na rynku zaczną się pojawiać lokale, których budowę deweloperzy zaczęli po kryzysie w 2010 r.

    I choć ostatnio liczba nowych inwestycji maleje, to i tak sporo czasu upłynie, zanim firmy sprzedadzą to, co wybudowały. Zwłaszcza że nic nie zapowiada, aby popyt na mieszkania mógł rosnąć. Wręcz przeciwnie, analitycy spodziewają się nawet jego spadku o 5 – 10 proc. po wejściu w życie nowych zasad programu „Rodzina na swoim”. Ustawę w piątek przyjął Senat i w tym tygodniu trafi ona na biurko prezydenta.

    Kolejnym czynnikiem hamującym będzie nowelizacja wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego rekomendacji S, która jeszcze bardziej ograniczy dostępność kredytów w walutach obcych. Mniej dostępne stają się także kredyty w złotych, bo ostatnie podwyżki stóp procentowych sprawiły, że Polakom coraz trudniej spełnić warunki zdolności kredytowej.

    Do tej pory deweloperzy ostrożnie schodzili z cen. W ciągu ostatnich dwóch lat spadły one o kilkanaście procent, ale pole do obniżek jest znacznie większe. Z opublikowanych danych NBP wynika, że średnia marża deweloperów w Polsce stanowi dziś 30 proc. i jest o połowę wyższa niż np. w Niemczech, Danii czy we Francji.

    Co ciekawe, najwięcej mogłyby spuścić z ceny firmy budujące w Warszawie – średnia marża w stolicy wynosi prawie 50 proc. ceny jednego metra kwadratowego. Mniej zarabiają spółki stawiające budynki w Krakowie (25 proc.), Gdańsku (21 proc.), we Wrocławiu (20 proc.) albo w Łodzi (12 proc.).

    Według Adama Łaszka, analityka z NBP, w ciągu najbliższych 2 – 3 lat ceny mieszkań i domów powinny się obniżyć od kilku do kilkunastu procent. Poziom korekty będzie zależeć od tempa rozwoju gospodarczego, naszych płac i inflacji.

    https://picasaweb.google.com/lh/photo/yzug3JXw_J0zH6kYaDFxDg?feat=directlink

    Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/531766,mieszkania_na_wyprzedazach.html

    OdpowiedzUsuń
  14. moim skromnym zdaniem Panstwo winno stanąć na wysokości zadania i wykorzystać prawo regulowania rynku. Czy ktoś to lubi czy nie. Zasłanianie się wolnością zawierania umów i ograniczaniem zysków bankom jest niewystarczające. Bo czy biorący kredyty mają/mieli możliwość wpływania na tabelę kursów banku i wysokości spreadów - NIE!! Zadna umowa ani OWU nie zawierały informacji o maksymalnej wielkości spreadu ani gdzie jest środek spreadu vs rynek (spready nie są symetryczne rozłożone względem międzybankwego spota). Chyba nikt nie ma za złe komisji europejskiej że narzuciła telekomom maksymalne stawki w roamingu na obszarze EU, korzyści są oczywiste, sprawdźcie ile kosztuje (regulowana) minuta rozmowy tel (nieregulowana) a jaka jest stawka za ściąganie danych w roamingu u swoich operatorów?! Inny przykład to ustawa antylichwiarska, która ogranicza wysokość oprocentowania kredytów do 4krotności stopy lombardowej NBPu. Myślę, że nikt nie ucierpi jeśli ograniczy się pazerność banków, nomen omen będących w rękach zagranicy. A zaoszczędzone na spreadzie złotówki większość dłużników wyda na dziecięce pieluszki. Wynik debaty politycznej w temacie pokaże, kto ma kogo w kieszeni. Będę wdzięczny za opinie do powyższych argumentów.

    OdpowiedzUsuń
  15. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu że sprawa spreadów dotyczy jedynie paru banków....

    Banki znów podwyższyły spready. Ale niektóre promują zakupy tanich franków!
    http://samcik.blox.pl/2011/07/Banki-znow-podwyzszyly-spready-Ale-niektore.html

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP