13 grudnia 2011

Przeżyjmy to jeszcze raz - odcinek 1 - Grząbka - JW Construction

Z cyklu przeżyjmy to jeszcze raz....
Polska cenami nowych mieszkań wkrótce dogoni Madryt (oryginalny link martwy w Gazecie Wyborczej)
2008-01-15
Ceny nieruchomości będą iść w górę nawet o 10-15 proc. rocznie - przewiduje w "Dzienniku Zachodnim" Paweł Grząbka z CEE Property Group. Oznacza to, że za 5 lat średnie ceny metra kwadratowego będą na poziomie 14-15 tys. zł, czyli takie jak np. w Madrycie.
Oryginał z Dziennika Zachodniego (wgrywam tutaj bo linki padają a takie perełki warto zachować!)
Ruszyła sprzedaż apartamentów w sławnym już drapaczu chmur Sky Tower, który we Wrocławiu buduje miliarder Leszek Czarnecki. Za luksus życia w prestiżowym, 55-piętrowym szklanym budynku trzeba zapłacić ponad 14,5 tys. zł za metr kwadratowy - poinformowała wczoraj należąca do Leszka Czarneckiego spółka LC Corp.
To kwota szokująca. Jednak - jak podkreślają analitycy - tyle już niedługo będziemy płacić nie tylko za luksus, ale nawet za metr kwadratowy przeciętnego nowego mieszkania w większym mieście Polski.
- Ceny nieruchomości będą iść w górę nawet o 10-15 proc. rocznie - przewiduje Paweł Grząbka z CEE Property Group. Oznacza to, że za 5 lat średnie ceny metra kwadratowego będą na poziomie 14-15 tys. zł.
Obecnie wiele wskazywałoby na to, że mieszkania już nie będą drożeć.
W drugiej połowie ubiegłego roku doszło do zatrzymania wzrostu cen. W niektórych miastach, na przykład w Krakowie czy Łodzi, miała miejsce nawet kilkuprocentowa przecena. To jednak, jak podkreślają eksperci, tylko chwilowy trend.
Jeśli nie nastąpi poważne zahamowanie wzrostu gospodarczego, znacząco nie powiększy się inflacja - ceny będą rosnąć.
A wtedy mieszkania w Warszawie i innych dużych miastach mogą być tak drogie jak w Madrycie. Obecnie metr kwadratowy lokum w centrum stolicy Hiszpanii kosztuje średnio około 13 tys. zł., czyli zaledwie 20 proc. więcej niż w Warszawie.
- Najszybciej hiszpańskim stawkom za metr kwadratowy dorównają ceny w polskich apartamentach i nowych mieszkaniach o wyższym standardzie - mówi Paweł Majtkowski z Expandera.
Jest kilka powodów dalszego wzrostu cen naszych nieruchomości. Przede wszystkim w Polsce ciągle panuje ogromny głód mieszkań. Brakuje ich około 2 mln. W 2005 r. na jedno gospodarstwo domowe przypadało 0,93 mieszkania. Na przykład w Czechach czy na Węgrzech ten wskaźnik był dużo wyższy i wynosił średnio 1,7.
Nawet w ubiegłym, rekordowym pod względem liczby nowych budów, oddano w Polsce do użytku zaledwie 117 tys. lokali. Jeśli deweloperzy będą budować w takim tempie, to potrzeby mieszkaniowe Polaków zostaną zaspokojone dopiero za 30 lat.
To właśnie deficyt na rynku nieruchomości był główną przyczyną szalonego wzrostu cen w ostatnich dwóch latach. Zwłaszcza w Warszawie. Stolica stała się w tym czasie jednym z najdroższych miast w Europie Centralnej: metr kwadratowy mieszkania w centrum kosztuje obecnie średnio 11 tys. zł, podczas gdy w centrum Berlina czy Pragi tylko 7-8 tys. zł.
- W najbliższych latach deficyt mieszkań będzie jeszcze większy, bo w dorosłość wejdą osoby z wyżu demograficznego z przełomu lat 70. i 80. Jak wynika z danych GUS, będzie to około 20 tys. osób. Rosnący popyt i niska podaż nakręci spiralę wzrostów cen - mówi Paweł Grząbka. - Tym bardziej że większa jest siła nabywcza Polaków.
A to oznacza, że za kilka lat 15 tys. zł za metr kwadratowy dla wielu Polaków nie będzie już stawką szokującą. Już dziś nie jest: na rozmowę w biurze sprzedaży LC Corp w sprawie zakupu apartamentu w Sky Tower umówiło się kilkaset osób. Kilka dni temu, zanim podano stawki za metr kwadratowy, większość mieszkań na ostatnich trzech piętrach wrocławskiego drapacza chmur było już zarezerwowanych.
Tak mówił doktor Paweł Grząbka.
Za ceeproperty.pl:
Paweł Grząbka pełni funkcję Prezesa Zarządu. Zajmuje się współpracą partnerską i odpowiada za rozwój nowych przedsięwzięć. Nadzoruje też prace departamentu Raportów i Analiz.
Jest doktorem nauk ekonomicznych, obronił doktorat w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada również tytuł MBA, studiował na INSEAD oraz Wharton School. Stopień magistra uzyskał na AE w Poznaniu na kierunku Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze i Polityczne. W międzyczasie otrzymał stypendium na Uniwersytecie w Tilburgu w Holandii w zakresie biznesu miedzynarodowego.
W czasie pracy w światowych firmach doradztwa strategicznego współpracował z międzynarodowymi firmami budowlanymi.
Doktor stał się tak sławny, że powstały nawet nagrody z jego tytułem tj Nagrody Grząbki. Można je utożsamiać z Malinami, czy Nagrodami Darwina.
Wróćmy jednak do lat 2007-2008.
05.06.2007
Na sesji w dniu 4 czerwca 2007 zadebiutowała na rynku podstawowym Giełdy spółka J.W.Construction Holding SA. Spółka J.W.Construction to 303 spółka notowana na GPW i 24 debiutant w roku 2007. Spółka zakwalifikowana została do sektora "Budownictwo".
[..]
Cena emisyjna akcji wynosiła 71 zł. Kurs otwarcia dla akcji wyniósł w dniu debiutu 92,80 zł, kurs otwarcia praw do akcji: 92,00 zł.
[..]
Stopa redukcji w Transzy Indywidualnej wyniosła 98,1% (Przyp.SiP - ludzie byli nieźle nagrzani na nieruchomości!!!). Przydział dokonany został w dniu 30.05.2007 r. Emitent pozyskał środki w wysokości 245 mln zł.
Wykres JW Construction dzisiaj (idziemy w kierunku dna z 2009), kurs akcji 4,77 (kurs otwarcia w dniu debiutu 92,80).

35 komentarzy:

  1. Haha.14-15 za m2 . No co za bzdura !!! Ten "doktór" musiał się chyba czegoś nieźle naćpać. Przede wszystkim nieruchomości w Hiszpanii pełnią nieco inną rolę niż mieszkania w Polsce. Jeśli ktoś zechce kupić apartement w Sopocie lub bodajże we Władysławowie (nie pamiętam dokładnie, ale jakiś czas temu ruszyła budowa apartamentowca w jakiejś miejscowości nadmorskiej) to wiadomo, że musi zapłacić więcej bo płaci jak za dodatkową "wczasową chatę".
    Natomiast zupełnią osobną kwestią są zarobki w Polsce. Dlatego jeszcze długo ceny mieszkań nie wyjdą powyżej 10 tysięcy. No chyba, że nastąpi "szalejąca inflacja" co oczywiście nie jest wykluczone.
    To co wypisywał ten Grządka to zwykły PR i reklama aby dobrze spółka zadebiutowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Natychmiast zacząłem googlać co tym razem poleca ekspert Majtkowski. Niestety w 2010 zniknął prawie z eteru, ale całkiem niedawno polecał to:

    http://www.newseria.pl/news/zloty_wciaz_traci,p175929782

    cyt:
    " Złoty w ciągu ostatniego półrocza stracił odpowiednio 12 i 13 procent do franka i euro. Niepewność w strefie euro sprawia, że osłabianie się złotego może jeszcze trochę potrwać.

    Kredytobiorcy, którzy mają kredyt w obcej walucie - warto by było dzisiaj trochę pieniędzy sobie odłożyć na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że trzeba będzie te kolejne raty zapłacić trochę wyższej wysokości – radzi Paweł Matkowski, analityk Expandera.
    "

    Zatem eksperci przerzucili się z mieszkań na lokaty.. Ciekawe.

    A Grząbka dalej o Madrycie i nieruchomościach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu..

    W takich chwilach jak ta po przeczytaniu tego artykulu uswiadamiam sobie po raz kolejny jak dobrze budowac sobie swiatomosc na temat otaczajacego nas swiata czerpiac informacje z dobrych zrodel, m.in. tego bloga.

    dz sip

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jeśli nie nastąpi poważne zahamowanie wzrostu gospodarczego, znacząco nie powiększy się inflacja - ceny będą rosnąć"

    W sumie szczyptę racji miał ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Blofi

    A gdzie miał rację jak jesteśmy Zieloną Wyspą i mamy regularnie 4% PKB :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A może tak przypomnimy jak jakiś czas temu pojawiały się tak poważane tu raporty Nomury, gdzie jakiś analityk pisał, że przekroczymy 55% przy kursie złotówki 4.20 czy tam 4.30 i pisano tu, że im to można wierzyć a nie jakiejś tam rządowej propagandzie

    OdpowiedzUsuń
  7. @Goorge Soroz


    Jerzy, cytat z kursem pochodził w artykułu w WSJ.
    Dodałbym do tego kreatywną księgowość JVR (FX Swap itd)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mu moge zaplacic ale 15 tys w rublu - no sory jaka prognoza taka stawka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Grząbka miał rację, że ceny będą takie same jak w Madrycie bo tam spadło i wychodzi, że ceny sa takie same.

    OdpowiedzUsuń
  10. To jeszcze z historycznego punktu:
    http://www.pb.pl/2529729,36367

    A tu coś z bardziej przyszłościowego (ciekawe co na to doktor):
    http://nieruchomosci.pb.pl/2529623,51877,koniec-hipotek-w-2012-r

    OdpowiedzUsuń
  11. No proszę, na Bemowie koło mnie po 4,9k można wyrwać do remontu płytę:
    http://dom.gratka.pl/tresc/397-36299603-mazowieckie-warszawa-bemowo-wolfkego.html

    to już dalej ode mnie:
    http://dom.gratka.pl/tresc/397-36250441-mazowieckie-warszawa-bemowo-bemowolotnisko-seceminska.html

    Nie zmienia to faktu że w bańce (2007/2008) widziałem je po 8500-8900 od m2.

    OdpowiedzUsuń
  12. @aaron
    "Grząbka miał rację, że ceny będą takie same jak w Madrycie bo tam spadło i wychodzi, że ceny sa takie same."

    Zapomniałeś dodać na końcu znaku ironii czy uśmiechu bo jeszcze ktoś Cię na poważnie weźmie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest doktorem nauk ekonomicznych, obronił doktorat w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada również tytuł MBA, studiował na INSEAD oraz Wharton School. Stopień magistra uzyskał na AE w Poznaniu na kierunku Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze i Polityczne. W międzyczasie otrzymał stypendium na Uniwersytecie w Tilburgu w Holandii w zakresie biznesu miedzynarodowego.
    W czasie pracy w światowych firmach doradztwa strategicznego współpracował z międzynarodowymi firmami budowlanymi.

    nie sadzicie ze wie wiecej niz wy? jakie wy macie kwalifikacje?

    OdpowiedzUsuń
  14. @dragonx2x

    Gdyby bogactwo zależało od papierów to bym był miliarderem

    OdpowiedzUsuń
  15. @dragonx2x

    A co tu papiery maja do rzeczy?Zycie juz tego "mozgowca" zweryfikowalo.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dragon
    Tytuly tytulami a praca pod to i tamto i pisanie tego i tamtego pod to i tmato to inna para kaloszy. Nie tacy ludzie nie z takimi stopniami pisza bzdury dla okreslonych grup spoleczenstwa poprostu je wkrecajac a jak pojdzie nie po ich mysli to zwala to na stan gospodarki , ktora ogolnie rozczarowala itp. Takich jest na peczki. Zwykly prosty analityk powie ci szczera prawda niz takie gwiazki. Nie badz naiwny. Sprzedaz nie idzie to jak zwykle snucie wizji.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Marek

    Ten gośc to chyba trol, albo sprzedawca nieruchomosci z CEE. Nie wydaje mi się aby ktoś był tak niemądry.

    OdpowiedzUsuń
  18. @SIP
    na to wyglada ,ze ktos poczul sie urazony z tj branzy ( blisko lub mniej korzystajacy w tej branzy ) bo broni swojego interesu ok rozumie ale zeby az tak. Presja jednak jest potezna no i wychodzi nam blogowy trol!
    Powiem tak trzeba ukonczyc jednak wiele szkol po to aby wcisnac potem 98& tluszczy ,zeby sprzedac dobry shit opakowany w zlotko , bo komu uwierzy tluszcza ? takiemu z tytulami czy jakiemus chlopkowi dobremu obserwatorowi , ktory ma srednie i wyzsze ? przeciez takich z wyzszym jest na peczki i moga bredzic.

    OdpowiedzUsuń
  19. @ George Soroz
    Zajrzyj do danych Eurostatu (Tam nie kłamią tak nachalnie jak to robi min JVR czy GUS!), a zobaczysz prawdę. He,he, zieloną wyspę, która tonie w odmętach propagandy sukcesu od lat.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja myślę, że @ dragonx2x po prostu pociesza się i tyle..... Ma kredyt w CHF brany, gdy CHF kosztował 1,9 PLN, a za 1m2 zapłacił 9500 PLN.
    Ma kredyt do spłacenia i szacunek do tytułów naukowych, a bank jest właścicielem długu i .... mieszkania,

    OdpowiedzUsuń
  21. Zajrzycie tutaj:

    http://wyborcza.pl/1,75478,10813905,Przecena_mieszkan_2012.html

    Czyzby redaktor Wielgo zapomnial dla kogo pracuje ? :)

    OdpowiedzUsuń
  22. http://biznes.onet.pl/przecena-mieszkan-2012,18493,4966179,3062361,115,1,news-detal
    jednak taki spadek jest malo realny no bardzo malo realny - 0 . Przeciez nie moze spasc.

    OdpowiedzUsuń
  23. @chess

    Pan Marek Wielgo przemówił ludzkim głosem bo święta są:)

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,106,131540878,,Spadki_30_Marek_Wielgo_w_KZS_.html?v=2

    OdpowiedzUsuń
  24. 1/2
    Przecena mieszkań 2012. Analitycy: spadek nawet o 30 proc.
    Ceny mieszkań będą spadały także i w przyszłym roku - prognozuje PKO BP, największy gracz na rynku kredytów mieszkaniowych. Analitycy tego banku nie wykluczają czarnego scenariusza, czyli gwałtownej przeceny mieszkań
    Dotarliśmy do najnowszego raportu PKO BP, w którym czytamy, że co najmniej do połowy przyszłego roku najbardziej prawdopodobne jest "utrzymywanie niewielkiego trendu spadkowego cen". Co to oznacza? Że mieszkania potaniałyby co najwyżej o kilka procent, czyli mniej więcej tyle, ile w tym roku. Z systemu Analiz i Monitorowania Rynku Obrotu Nieruchomościami (AMRON) wynika, że np. w stolicy, która ma największy rynek mieszkaniowy, ceny transakcyjne obniżyły się z ok. 8,1 tys. do niespełna 7,8 tys. zł za m kw., czyli ok. 4 proc.

    Analitycy PKO BP przyznają jednak, że istnieje ryzyko, że w ciągu dwóch lat ceny mogą spaść nawet o ponad 30 proc.! Prawdopodobieństwo takiego scenariusza - wskutek "nawrotu zjawisk recesyjnych w gospodarce światowej" - wynosi jednak "mniej niż 25 proc.".

    Dodajmy, że w tarapaty wpadłoby wówczas wielu dotychczasowych kredytobiorców. Wzrost kursu franka sprawił, że już teraz nawet 150-200 tys. z nich ma mieszkanie obciążone długiem, który przewyższa jego wartość. Ci kredytobiorcy, gdyby stracili pracę, nie mogliby się ratować, sprzedając mieszkanie - uzyskane w ten sposób pieniądze nie wystarczyłyby na spłacenie kredytu.

    Zmiany cen na rynku nieruchomości analitycy PKO BP śledzą ze szczególną uwagą, bo niemal co piąta złotówka wszystkich udzielonych w naszym kraju kredytów hipotecznych pochodzi z tego banku. Bankowców niepokoi przede wszystkim duża nadpodaż mieszkań. I to zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Według firmy Reas na koniec września w Warszawie było ok. 4 tys. gotowych niesprzedanych mieszkań, a w Krakowie, we Wrocławiu, w Poznaniu, Trójmieście i Łodzi kolejne 5,5 tys. Łącznie w tych sześciu aglomeracjach w ofercie firm deweloperskich było ok. 48 tys. mieszkań.

    Tymczasem, jak ocenia PKO BP, wolniej rosną dochody Polaków, co w dłuższej perspektywie grozi spadkiem popytu na mieszkania. Ponadto już teraz ograniczy go spadek akcji kredytowej, m.in. wskutek stosowania przez banki "bardziej konserwatywnej oceny zdolności kredytowej potencjalnych klientów".

    Od przyszłego roku banki zaczną sprawdzać bowiem, czy klient jest w stanie spłacić kredyt w 25 lat. Jeśli nie, to kredytu nie dostanie albo będzie to mniejsza kwota. - Ta zmiana może utrudnić dostęp do finansowania niemal co piątemu zainteresowanemu - uważa Halina Kochalska z firmy Open Finance.

    OdpowiedzUsuń
  25. 2/2
    Obawy przed przykręceniem śruby kredytowej próbują wykorzystać marketingowo deweloperzy. Jak? Przekonując klientów, że po Nowym Roku trudniej im będzie kupić mieszkanie. Dodatkowo kuszą ich upustami w ramach promocji świątecznych. Np. firma Dolcan zachęca hasłem: "Kup mieszkanie pod choinkę".

    - Mieszkanie pod choinkę? Tak, ale raczej w przyszłym roku, bo wszystko wskazuje na to, że w 2012 r. mieszkania nadal będą tanieć - stwierdziła w rozmowie z PAP analityk serwisu Szybko.pl Marta Kosińska. - Tylko kto ten spadek cen będzie mógł świętować? - zastanawia się Kochalska. - Chyba tylko płacący gotówką.

    Według niej skazani na kredyt powinni pomyśleć, co jest dla nich lepsze: tańszy kredyt i droższe mieszkanie czy droższy, mniej dostępny kredyt i tańsze mieszkanie.

    Problemu nie widzą Maciej Brzozowski i Paweł Sawicki z Komisji Nadzoru Finansowego, autorzy rozwiązań ograniczających dostępność kredytów. Tłumaczą, że kredytobiorcy nie będą zaciągać kredytów o wartości przerastającej ich możliwości finansowe. I że kredytów nie dostaną tylko ci, którym banki nie powinny ich udzielić.

    Według tych specjalistów zaostrzenie sposobu badania zdolności kredytowej może się przełożyć na zakup mieszkania średnio o 3 m kw. mniejszego niż dziś. Ale spadek cen mógłby przynajmniej częściowo zniwelować tę stratę.

    - Wtedy nowi kredytobiorcy będą nawet w korzystniejszej sytuacji, bo lepiej przecież kupić mieszkania taniej, zaciągając jednocześnie mniejszy kredyt - mówi główny analityk Expander Advisors Paweł Majtkowski.
    http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,10813905,Przecena_mieszkan_2012.html

    OdpowiedzUsuń
  26. @nieruchomości

    [sonda=Drogi Zakredytowany! Na które z tych nośnych hasełek dałeś się złapać?]
    [*]mieszkanie z mamusią to obciach
    [*]ten pociąg już odjeżdża - kto nie wsiądzie przegra życie
    [*]na mieszkaniach nie można stracić
    [*]po co nabijać komuś kabzę - lepiej wziąć kredyt w banku
    [*]jak coś nie uda to zawsze możesz sprzedać mieszkanie
    [/sonda]

    OdpowiedzUsuń
  27. PROGNOZY: Od kiedy ceny będą rosnąć?
    Czwartek, 10 grudnia 2009
    Przez najbliższe kilkanaście miesięcy ceny mieszkań nie ulegną zmianie - uważa Kazimierz Kirejczyk, prezes firmy doradczej REAS. Jego zdaniem, w 2011 roku popyt na mieszkania znacznie przewyższy podaż i ceny mieszkań będą rosnąć.
    Zdaniem Kazimierza Kirejczyka przez najbliższe kilkanaście miesięcy ceny mieszkań nie ulegną zmianie
    Zdaniem Kazimierza Kirejczyka przez najbliższe kilkanaście miesięcy ceny mieszkań nie ulegną zmianie /AFP

    - Najbliższe kilkanaście miesięcy, a przynajmniej pół roku, nie przyniesie zmian cen mieszkań - powiedział w czwartek na konferencji prasowej Kirejczyk.

    - Za dwa lata popyt znowu przewyższy podaż, a ceny - po korekcie - znowu zaczną rosnąć - dodał.

    Jego zdaniem, skala podwyżek cen mieszkań w 2011 roku uzależniona będzie od sytuacji gospodarczej.

    - W 2011 roku do użytku oddanych zostanie bardzo mało mieszkań. Czeka nas teraz kilkanaście miesięcy niepewności w sytuacji gospodarczej. Jeśli nic dramatycznego w gospodarce się nie wydarzy i koniunktura będzie dobra, to będziemy mieli niedobór mieszkań - powiedział.

    Kirejczyk dodał, że w 2015 roku możliwy jest kolejny "boom mieszkaniowy".

    OdpowiedzUsuń
  28. @Nieruchomości
    1/2
    "Ceny mieszkań będą rosnąć w przyszłym roku"
    Rozmawiamy z PAWŁEM GRZĄBKĄ, dyrektorem zarządzającym CEE Property Group - W II połowie przyszłego roku zaczną rosnąć ceny zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym.

    Publikacja: 29 sierpnia 2008, 03:00


    • Od kilku miesięcy analitycy rynku nieruchomości ostrzegali, że w drugim półroczu tego roku ceny mieszkań będą spadać. Czy sytuacja na rynku nieruchomości już się ustabilizowała?

    - Nie. Obecnie mamy do czynienia ze sprzecznymi sygnałami dochodzącymi z rynku nieruchomości. Na rynkach zagranicznych w USA, Hiszpanii i Irlandii nadal trwa kryzys, co ma wpływ psychologiczny na polski rynek. Dodatkowo większość deweloperów ma problemy ze sprzedażą mieszkań chociaż nie tak duże, jak w I kwartale tego roku. To wszystko powoduje, że coraz więcej firm deweloperskich decyduje się na rozpoczęcie nowych inwestycji. Co warte podkreślenia, tylko niektórzy deweloperzy decydują się na obniżkę cen oferowanych mieszkań. Równocześnie w czerwcu tego roku banki udzieliły kredytów hipotecznych na rekordową kwotę 5 mld zł. Dodatkowo członkowie Rady Polityki Pieniężnej zapowiadają koniec podwyżek stóp procentowych.

    • Co dalej?

    - Do połowy następnego roku powinniśmy nadal mieć do czynienia z dosyć słabą sytuacją na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Standardowo okres dekoniunktury na rynku nieruchomości trwa około dwóch lat. Taka sytuacja ma miejsce również teraz, gdyż okres dekoniunktury rozpoczął się pod koniec pierwszej połowy 2007 roku. Jednocześnie konkurencją dla nowych lokali oferowanych przez deweloperów są lokale zakupione przez inwestorów w latach 2006-2007, lecz ich podaż powinna znacząco spaść do połowy przyszłego roku.

    • Czy to oznacza, że ceny mieszkań nie będą już spadać?

    - Tego nie powiedziałem. Ceny mieszkań tzw. popularnych w największych miastach mogą spaść o kilka procent przez najbliższe 10 miesięcy. Obniżka cen może doprowadzić do kilku bankructw mniejszych deweloperów, którzy kupowali grunty w ciągu ostatnich dwóch lat. Przy dalszym ograniczaniu inwestycji przez deweloperów oraz wyczerpaniu się podaży mieszkań kupionych w latach 2006-2007, dopiero na przełomie 2009/2010 roku może dojść do skokowego wzrostu cen. Ta sytuacja może również nie nastąpić, dużo zależy od zachowania deweloperów, którzy mogą przygotowywać projekty na najbliższą przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  29. 2/2

    • Warszawiacy w ostatnim okresie kupowali dużo mieszkań w miejscowościach turystycznych. Czy już mogą zacząć liczyć straty?

    - Nie. W odróżnieniu od mieszkań w stolicy na rynku mieszkań wakacyjnych. Szczególnie w okresie jesienno-zimowym powinny wzrosnąć ceny apartamentów, szczególnie w miejscowościach górskich. Poza tym wiele osób kupuje takie apartamenty na własny użytek, dodatkowo wynajmując je w czasie, kiedy nie korzystają z lokalu. Dzięki temu można też zarobić na posiadaniu takiego apartamentu.

    • Jakie mieszkanie powinny kupić osoby mające obecnie nadmiar gotówki lub mające zdolność kredytową?

    - Warto, aby inwestorzy długoterminowi rozważyli zakup mieszkania małego do 50 metrów kwadratowych, w dobrej lokalizacji, gwarantującej łatwość wynajmu. Ceny wynajmu powinny dalej wzrastać, a już obecnie koszt finansowania zakupu małego mieszkania kredytem w CHF jest niższy od kosztu wynajmu. Szczególnie warto rozważyć zakup mieszkania lub apartamentu w miejscowości turystycznej od dewelopera oferującego również zarządzanie wynajmem. Zwrot z wynajmu powinien kształtować się na poziomie wyższym niż wynajem mieszkań popularnych.

    • Jakich mieszkań nie należy obecnie kupować?

    - W dużych aglomeracjach miejskich rekomendujemy ostrożność w inwestycyjnym zakupie mieszkań na rynku pierwotnym do końca tego roku. Optymalnym okresem do zakupu mieszkań powinna być pierwsza połowa następnego roku. Sugerujemy selektywne poszukiwanie tzw. okazji. Dotyczy to przede wszystkim mieszkań kupionych dwa lata temu lub w 2007 roku jako inwestycje. Osoba kupująca taki lokal nie będzie stratna, jeśli w dniu zakupu cena mieszkania jest niższa o około 10 proc. od podobnych mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym. Inną, wartą rozważenia opcją, jest poszukiwanie deweloperów, którzy mają problemy z płynnością finansową i zakup nieruchomości na korzystnych warunkach.

    • Kiedy więc wróci hossa, aby można było taki lokal sprzedać?

    - Pod koniec 2009 roku, bowiem mieszkania nie mogą tylko tanieć. Tym bardziej że Polacy coraz więcej zarabiają i spada bezrobocie. To wszystko wskazuje, że załamanie rynku było tylko chwilowe.
    http://biznes.gazetaprawna.pl/wywiady/33025,ceny_mieszkan_beda_rosnac_w_przyszlym_roku.html

    OdpowiedzUsuń
  30. Sip może podwiesić temat to RNS zeby byl widoczny bo zaraz przejdzie do archiwum a przeciez
    prognoza naszego specjalisty ma trwac dlugo.
    Sonda jest dobra :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. http://forsal.pl/artykuly/576029,styczen_ceny_mieszkan_w_duzych_miastach_powinny_spasc.html

    "Deweloperzy przyzwyczaili się do wzmożonego popytu z lat 2007- 2009, kiedy wszystko sprzedawało się na pniu. Różnica polega na tym, że teraz muszą rezygnować z wysokich marż i szukać klientów. Aktualnie na rynku mieszkań mamy do czynienia z nadpodażą, więc ceny muszą jeszcze spaść, żeby to, co stanowi nadwyżkę lokali mieszkalnych, zostało sprzedane" - podkreślił.

    10-15% w dół...a jak co raz, bezczelnie podnoszono limit dopłat do zakupu mieszkań w ramach RnS, to "sz.p." Styczeń nie widział problemu dopłat rządowych [od nas wszystkich] do "wysokich marż" - z powyższej wypowiedzi wynika, że marż od cen mieszkań zawyżonych nawet o 15%!

    RnS - Developer na Swoim poziomie marży / Bank trzyma łapę na Rodzinie

    OdpowiedzUsuń
  32. @SiP,

    Najgorsze jest to, że ani "p.doktor" ani "sz.p." podsekretarz stanu, nie zostaną pociągnięci do absolutnie żadnej odpowiedzialności, za swoje poczynania.

    P.doktora, to możemy nie słuchać i przy każdej okazji piętnować za obłudę i tworzenie własnej rzeczywistości. Może dziennikarze wyciągną w końcu wnioski i przestaną zdyskredytowanego p.dr cytować.

    Ale, jeżeli człowiek, który jest współodpowiedzialny za rządowy program wspierania młodych małżeństw, przy zakupie pierwszego taniego mieszkania, przyznaje mimochodem, że mieszkania są przewartościowane o ok.10-15%, a limity za jego kadencji, w zasadzie bezpodstawnie podnoszono, właśnie na taki pułap cenowy, to ja się pytam: Gdzie jest NIK?! Czy to nie jest jawne działanie na szkodę (finansową) Państwa?

    Pewnie nigdy nie doczekamy się kontroli, przebiegu i zmian w programie RnS przez Najwyższą Izbę - pamiętam SiP, że w odpowiedzi na twojego e-mail'a, NIK wspomniał o planowanej kontroli.

    Ja widzę to tak: Ogrom pieniędzy, jaki przelał się przez rynek mieszkań, skala spekulacji na cenie, siła lobby developerskiego, raczej jasno pokazuje, że nasze "elity" rządzące, są bardzo mocno zaangażowane biznesowo w rynek mieszkań.
    Jedni podczepili się pod trend spekulacyjny, drudzy pomogli załatwić odpowiednie zapisy w ustawach, jeszcze inni opóźnili rekomendacje KNF.

    Jest ich pewnie tak wielu umoczonych, że na pewno nikt (żaden klub/partia parlamentarna), nigdy, nie podejmie krytycznie tematu sytuacji na rynku mieszkań w Polsce, w latach 2005-2011 w tym RnS.

    Psy już nawet nie szczekają...a karawana pojedzie dalej :(

    OdpowiedzUsuń
  33. 1/2
    Banki nie chcą już udzielać pożyczek w euro
    Oferta pożyczek walutowych staje się coraz uboższa. Banki wycofują się z nich z powodu rosnących kosztów finansowania i ryzyka kursowego

    W ostat­nich dniach z udzie­la­nia kre­dy­tów hi­po­tecz­nych w eu­ro wy­co­fał się PKO BP, a od po­cząt­ku stycz­nia zro­bi to tak­że Kre­dyt Bank.

    – Bank pod­jął tę de­cy­zję w związ­ku z utrzy­mu­ją­cą się nie­pew­no­ścią na ryn­kach fi­nan­so­wych oraz to­wa­rzy­szą­cy­mi jej znacz­ny­mi wa­ha­nia­mi kur­su tej wa­lu­ty, co prze­kła­da się na ro­sną­ce kosz­ty fi­nan­so­wa­nia ak­cji kre­dy­to­wej w eu­ro – tłu­ma­czy Agniesz­ka Na­chy­ła z de­par­ta­men­tu mar­ke­tin­gu kre­dy­tów hi­po­tecz­nych Kre­dyt Ban­ku. Do­da­je, że klien­ci, któ­rzy obec­nie roz­wa­ża­ją ofer­tę kre­dy­tu hi­po­tecz­ne­go w eu­ro i zło­żą w ban­ku kom­plet­ny wnio­sek kre­dy­to­wy do koń­ca ro­ku, bę­dą mo­gli go uzy­skać.

    Po­dob­nie swo­je de­cy­zje o re­zy­gna­cji z udzie­la­nia po­ży­czek w eu­ro uza­sad­nia­ją in­ne ban­ki.

    Taniej, ale ryzykownie

    – Sy­tu­acja ryn­ko­wa, z któ­rą ma­my do czy­nie­nia obec­nie, wska­zu­je na wy­so­kie ry­zy­ko fi­nan­so­wa­nia wa­lu­to­we­go, za­rów­no dla ban­ku, jak i dla kon­su­men­ta. Zde­cy­do­wa­nie bez­piecz­niej­sze są te kre­dy­ty, któ­re spła­ca się w wa­lu­cie, w ja­kiej się za­ra­bia – tłu­ma­czy Ma­riusz Dy­mow­ski, dy­rek­tor de­par­ta­men­tu fi­nan­so­wa­nia klien­tów in­dy­wi­du­al­nych PKO BP. Deut­sche Bank PBC, któ­ry ja­ko je­den z kil­ku na ryn­ku na­dal ofe­ru­je kre­dy­ty w eu­ro, wkrót­ce za­ostrzy jed­nak kry­te­ria ich udzie­la­nia.

    – Z uwa­gi na obec­ną sy­tu­ację na ryn­ku wy­mia­ny wa­lut oraz zgod­nie z re­ali­za­cją roz­po­czę­tej w ubie­głym ro­ku stra­te­gii zwięk­sza­nia udzia­łu kre­dy­tów zło­to­wych w port­fe­lu hi­po­tecz­nym na po­cząt­ku ro­ku wpro­wa­dzi­my czę­ścio­we ogra­ni­cze­nie do­stęp­no­ści tych kre­dy­tów w eu­ro – za­po­wia­da Sa­bi­na Sa­la­mon z DB PBC.

    Z ko­lei mBank i Mul­ti­Bank zde­cy­do­wa­ły, że bę­dą sprze­da­wać te kre­dy­ty tyl­ko we wła­snej sie­ci, re­zy­gnu­jąc z ofe­ro­wa­nia ich przez po­śred­ni­ków. W przy­pad­ku Kre­dyt Ban­ku, po­dob­nie jak mBan­ku i Mul­ti­ban­ku, kre­dy­ty w eu­ro sta­no­wi­ły oko­ło 50 proc. no­wo udzie­la­nych, na­to­miast w PKO BP ten udział był zde­cy­do­wa­nie mniej­szy i nie prze­kra­czał 10 proc.

    – Kre­dy­ty w eu­ro są ni­żej opro­cen­to­wa­ne niż te w zło­tych. Róż­ni­ca w ra­cie no­wo za­cią­ga­ne­go kre­dy­tu na kwo­tę 300 tys. wy­no­si śred­nio oko­ło 400 zło­tych mie­sięcz­nie na ko­rzyść kre­dy­tu w tej wa­lu­cie – wy­li­cza Ja­cek Ka­sper­czyk, ana­li­tyk po­rów­ny­war­ki fi­nan­so­wej Com­pe­ria.pl.

    Jed­no­cze­śnie kre­dy­to­bior­ca bie­rze na sie­bie ry­zy­ko wa­lu­to­we, któ­re po wy­bu­chu kry­zy­su fi­nan­so­we­go, wraz z osła­bie­niem zło­te­go, od­czu­ły ty­sią­ce osób za­dłu­żo­nych we fran­kach szwaj­car­skich i eu­ro. W za­sa­dzie wszyst­kie ban­ki wy­co­fa­ły już z ofer­ty kre­dy­ty w szwaj­car­skiej wa­lu­cie. Ma je tyl­ko Nor­dea Bank, ale udzie­la ich na bar­dzo wy­śru­bo­wa­nych wa­run­kach – mi­ni­mal­ny do­chód wy­no­si 15 tys. zł.

    Nowa rekomendacja

    Od przy­szłe­go ro­ku zmie­nia­ją się za­sa­dy udzie­la­nia kre­dy­tów hi­po­tecz­nych, tak­że zło­to­wych. Zgod­nie z za­le­ce­nia­mi Ko­mi­sji Nad­zo­ru Fi­nan­so­we­go ban­ki bę­dą li­czyć zdol­ność kre­dy­to­wą klien­tów mak­sy­mal­nie na 25 lat, na­wet je­śli kre­dyt bę­dzie za­cią­ga­ny na dłu­żej.

    Krót­szy okres spła­ty to wyż­sza ra­ta, a na co­mie­sięcz­ne spła­ty moż­na prze­zna­czyć nie wię­cej niż po­ło­wę do­cho­dów (w przy­pad­ku osób za­ra­bia­ją­cych nie wię­cej niż śred­nia kra­jo­wa) i 65 proc. dla uzy­sku­ją­cych wyż­szy do­chód. Ta­kie li­mi­ty wpro­wa­dzi­ła już wcze­śniej wy­da­na przez KNF re­ko­men­da­cja T.

    OdpowiedzUsuń
  34. Za­le­ce­nia, któ­re wcho­dzą w ży­cie od stycz­nia, wpro­wa­dza­ją do­dat­ko­wy li­mit dla kre­dy­tów wa­lu­to­wych, bo mie­sięcz­na ra­ta nie bę­dzie mo­gła prze­kro­czyć 42 proc. do­cho­dów. Jak wska­zu­ją sta­ty­sty­ki, bli­sko 2/3 kre­dy­tów hi­po­tecz­nych to zo­bo­wią­za­nia na 25 lat i wię­cej.

    Oferta pożyczek walutowych staje się coraz uboższa. Banki wycofują się z nich z powodu rosnących kosztów finansowania i ryzyka kursowego

    Z ostat­nich da­nych Związ­ku Ban­ków Pol­skich wy­ni­ka, że w port­fe­lu no­wych kre­dy­tów udzie­la­nych w III kw. 2011 r. 78,4 proc. war­to­ści sta­no­wi­ły po­życz­ki w zło­tych. W tym cza­sie od­no­to­wa­no mi­ni­mal­ny spa­dek udzia­łu kre­dy­tów de­no­mi­no­wa­nych w eu­ro (11,8 proc. w po­rów­na­niu z 14,1 proc. w po­przed­nim kwar­ta­le) oraz wzro­stu w CHF – do 9,8 proc. w po­rów­na­niu z 7,5 proc. w po­przed­nim kwar­ta­le. Cał­ko­wi­te za­dłu­że­nie Po­la­ków z ty­tu­łu kre­dy­tów miesz­ka­nio­wych prze­kro­czy­ło 312 mld zł.
    http://www.ekonomia24.pl/artykul/710047,775335-Ile-naprawde-kosztuje-kredyt.html

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP