30 września 2011

Prowizja pośrednika finansowego

Z ostatniej prezentacji wyników Open Finance: Pełna prezentacja tutaj - klik.

SGM - Zmiany na lepsze?

Materiał nadesłany przez MP: == W połowie września Ministerstwo Infrastruktury przekazało do konsultacji miedzy-resortowych nową wersję projektu założeń do ustawy o Społecznych Grupach Mieszkaniowych, czyli państwowej koncepcji rozwoju budownictwa mieszkaniowego poprzez wsparcie rynku najmu nową formą prawną Społecznej Grupy Mieszkaniowej. Samo rozwinięcie skrótu SGM, brzmi zachęcająco i pozytywnie dla odbiorców, ile w tym korzyści to pokaże rzeczywistość być może już z początkiem 2013r. Ustawodawca jak naukowiec zawsze znajdzie dowód na swoje dobre intencje. Tutaj intencje ustawodawcy głównie skierowane są do podmiotów z udziałem publicznym, czyli Spółdzielni Mieszkaniowych, TBS-ów, Spółek z udziałem samorządów, które mają nie być nastawione na zysk, a rzeczywiste rozwiązywanie lokalnych problemów mieszkaniowych. Tylko i wyłącznie otwartość i uniwersalność formuły "Inwestora" ma dopuścić do skorzystania z tej formuły przez deweloperów. Nie znaczy to, że plany ustawy nie dają szans na sowity zysk przedsięwzięcia, a właściwie pozwalają na dość swobodną formułę umowy pomiędzy inwestorem, a najmującym, a więc zawsze Inwestor może przygotować takie zapisy tej umowy, które niekoniecznie muszą być tanią wersją rozwiązywania problemów mieszkaniowych. Dlatego też jak w życiu o "Misyjnym" charakterze idei SGM świadczyć będą rzeczywiste zapisy tychże umów. Zresztą podobnie było z RnS - odsetki miały być niższe, ale że marże okazały się wyższe od tych bez RnS to już każdemu tutaj znana sprawa pod tytułem "Bank na Swoim". Główne założenia zawarte w projekcie założeń do ustawy: - Najmujący otrzymuje odnotowaną w KW gwarancję otrzymania pełnej własności lokalu maksymalnie do 3 miesięcy po spełnieniu warunku: spłacenia całości kredytu inwestorowi. Czyli jest to czego wielu brakuje obecnie w TBS-ach (chociaż tu idą zmiany) - Partycypacja określona w umowie przedwstępnej nie może przekroczyć 50% i jest zabezpieczona ww. roszczeniem wpisanym do KW. - Z umowy zawsze można się wycofać i otrzymać z powrotem wkład (partycypacja + spłacony kapitał rat) maksymalnie do 12 miesięcy, lub do miesiąca od momentu znalezienia przez SGM kupca nieruchomości bądź nowego najemcy chcącego wpłacić partycypację i przystać na warunki Inwestora. - Zwrot teoretycznie ma być wyliczany jako odsetek aktualnej wartości odtworzeniowej lokalu równy udziałowi wniesionej przez najemcę kwoty partycypacji i spłaconych kapitałów kredytów w całej pierwotnej wartości lokalu, jednak nie może przekroczyć rzeczywiście wpłaconych wkładów. Nie rozumiem jak dane rozwiązanie ma być korzystne dla klienta, a jako takie jest określone. Z reguły wartości rynkowe podlegają rynkowi i tym samym inflacji, która jest zawarta w wskaźniku odtworzeniowym, zatem inwestor spłacając 50% wkładu z 2004r np 150 kpln otrzymałby w 2008 roku 50% mieszkania wartego 500kpn, czyli wszelkie hossy i hiperinflacje zachęcały by do robienia wszystkiego by ludzie rezygnowali, z drugiej strony ta sytuacja zawsze zachęca drugą stronę do wzięcia kredytu i spłacenia zadłużenia, tylko ten kredyt trzeba dostać. To rozwiązanie rzeczywiście chroni przed chwilowym znacznym spadkiem wartości, gdyż wskaźnik odtworzeniowy raczej nigdy nie poleci tak dynamicznie w dół jak wartości nieruchomości w Stanach podczas ostatniego kryzysu. - Zwrot zawsze może być pomniejszony o aktualne zobowiązania. - SGM - nie jest osobowością prawną, nie może zaciągać kredytów, podejmować zobowiązań, podlegać orzeczeniom sądowym, jeżeli dobrze rozumie jest tylko formą działalności Inwestora. - Kredyt względem inwestora nie może być spłacony wcześniej niż po 5 latach najmu, tzn. te 5 lat ma być przestrzenią powetowania sobie niskiej marży. - Brak kryteriów dochodowych w przeciwieństwie do TBS - Inwestycja objęta SGM musi mieć minimum 3 lokale, ale wystarczy 1 lokal do założenia SGM, Czyli Bliźniaki NIE, Czworaki: TAK, przy czym istotne jest tutaj złagodzenie (względem pierwotnej wersji) prawa do zarządzania przez SGM całą nieruchomością pomimo posiadania tylko ułamka prawa własności. Otóż właściciele wykupionych na własność mieszkań będą mogli podjąć stosowną uchwałę w formie aktu notarialnego o przekazaniu zarządzania innemu podmiotowi pod warunkiem podjęcia tej uchwały głosami reprezentującymi właścicieli posiadających większą cześć udziału w nieruchomości wspólnej. - Marża inwestora ma być ograniczona w przypadku otrzymania wsparcia z strony publicznej w postaci: a) gruntu przekazanego w trybie bezprzetargowym b) otrzymania grantu od ministerstwa infr. - Dalej brak ścisłego określenia na co może być nałożona marża. (koszty budowy czy koszty również wszystkie pozostałe koszty bieżącego użytkowania i zarządzania nieruchomością), choć ujęto stwierdzenie, iż najemca spłaca rzeczywiste koszty budowy, a nie wartość nieruchomości. - Granty są do 20% inwestycji i są zwrotne (bez odsetek, czyli w wartości nominalnej) w momencie przekazania własności lokalu - Zasady przyznawania Grantów w konkursach będą określone w akcie wykonawczym ustawy w postaci osobnego rozporządzenia. - Granty ograniczają maksymalne dopuszczalną powierzchnię mieszkań do 75m2, - Inwestor w formie działalności SGM będzie mógł skorzystać z dowolnej formy opodatkowania najmu: 8,5% od przychodu bądź 19% od dochodu - to jest ciekawe, gdyż propozycja trochę uchyla rąbka, albo pazerności pomysłu na ustawę, albo dużej dozy niekompetencji. Jak wynika z uwag MF, aby propozycja opodatkowania od przychodu miała być opłacalna dla inwestora to musiałby mieć mniej niż 55-groszy kosztów na każdej złotówce czynszu (przychodu), czyli nie byłby to "misyjny" zysk. Bardzo dobrze, że do konsultacji projektu założeń włączył się UOKIK i wyłapał wiele potencjalnych miejsc naruszenia praw konsumenta. To bardzo ważna kwestia, gdyż życie z takim Inwestorem może być znacznie bardziej mniej miłe niż życie z kredytem, szczególnie, że taki "rozwód" może być znacznie trudniejszy niż nie jedno refinansowanie kredytu. Również uwagi Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że założenia wymagają jeszcze dużego dopracowania, a czas płynie, a im mniej go będzie tym coraz bardziej grozi niebezpieczeństwo przedłużenia RNS. Zainteresowanym polecam śledzić: http://bip.mi.gov.pl/pl/bip/projekty_aktow_prawnych/projekty_ustaw/ustawy_mieszkalnictwo_i_gospodarka_komunalna/zalsgm

Wykres dnia - zakupy amerykańskich obligacji przez banki centralne

Dzisiejszy wykres od IB Nomura. Pokazuje spadającą ilość zakupów obligacji amerykańskich. Niektórzy komentatorzy twierdzą, iż obecne tempo zakupów jest najniższe od 10 lat:

28 września 2011

Liczba dnia - 57%

W opublikowanym przez Ministerstwo Finansów zaktualizowanym dokumencie (STRATEGIA ZARZĄDZANIA DŁUGIEM sektora finansów publicznych w latach 2012-15) relacja długu publicznego do PKB wg metodologii UE (tzw General Government) na koniec 2011 osiągnie 57%. Jednym słowem porzucając kucharzenie i upychanie długów poza statystyką przez Min. Finansów dług publiczny przekroczyłby drugi próg ostrożnościowy zapisany ustawie o finansach publicznych (art 86 - klik). Wg pobożnych życzeń Min.Fin. ma spadać w kolejnych latach, a złotówka zawsze umacniać (po osiągnięciu 4.35 eurpln na koniec tego roku)
P.S Ustawa o finansach publicznych z 2009 roku, określa zadania Min. Fin. w zakresie zachowania konstytucyjnego limitu zadłużenia, poprzez sprawowanie kontroli nad sektorem finansów publicznych, a także stanem długu Skarbu Państwa. Ustawa o finansach publicznych, zawiera trzy limity zadłużenia publicznego (tzw progi ostrożnościowe), których przekroczenie wiąże się z zastosowaniem tak zwanych procedur oszczędnościowych i sanacyjnych. 1) Pierwszy przedział przedstawia relację długu do produktu krajowego brutto większą niż 50 % lecz mniej niż 55 %. 2) Drugi przedział, to wartość relacji większa od 55%, a mniejsza od 60 %. 3) Trzeci limit określa relację długu do PKB większą niż 60 % Należy zaznaczyć iż w/w wyliczenia są dokonywane na bazie metodologi krajowej liczenia długu publicznego, a nie np. unijnej (ESA95 - general government). Pozwala to Kucharzowi Roku wypychać dług poza oficjalną krajową statystykę i oficjalnie zaniżać prawdziwe zadłużenie kraju.

27 września 2011

Sprawa RnS - nowy wskaźnik przeliczeniowy

Zaczynają się pojawiać decyzje poszczególnych Urzędów Wojewódzkich. Dzisiaj Wojewoda Mazowiecki opublikował dane dla Mazowsza -klik. Wskaźnik od 1 października 2011 do 31 marca 2012 wyniesie 5907 na m2. Innymi słowy nowy przelicznik dla RnS od 1 października 2011 wyniesie [5907+6963 (wskaźnik z poprzedniego okresu) ]/ 2 = 6435 pln dla rynku pierwotnego i (*0,8) wtórnego 5148 pln w Warszawie. Oznacza to spadek z poprzedniego ~7000 pln dla rynku pierwotnego.. Przy okazji przypominam, że na ogłoszony wskaźnik 5907 pln dla Warszawy wpływa: a) przeciętny koszt budowy w powiecie warszawskim 1 m2 powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych - źródło GUS ale brak publikacji wskaźnika na stronie GUS b) wartość robót wykończeniowych - stanowi około 5% 10% tego wskaźnika wg widzimisię UW c) wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych w danym województwie - źródło GUS Na tej podstawie można sądzić, iż zaraportowane koszty przez GUS to około 5000-5300 pln. EDIT: Ten sa wskaźnik dla RNS dla Województwa Mazowieckiego, z wyłączeniem m.st. Warszawy wyniósł 3636 pln dla rynku pierwotnego i 2909 dla rynku wtórnego. P.S. Ukłony dla Iwony za info.

26 września 2011

Kryzys z powodu odwlekania problemów z lat 90tych

Dwa ciekawe raporty z Natixis na temat źródeł kryzysu. Swoje możliwości gospodarki rozwinięte osiągnęły w latach 90, by dalej finansować się długiem na masową skalę... 1. Since the mid-1990s, governments, parliaments and central banks in many OECD countries have simply postponed the problems
Since the mid-1990s, governments, parliaments and central banks in many countries have time after time chosen to implement short-term policies aimed at stimulating activity, either as permanent measures, or in a crisis situation, instead of trying to determine which structural policies and institutional reforms would be needed to improve and stabilise the economic situation and to increase long-term growth. Whether the issue was fiscal or monetary policies, the implementation of the policies and the required in-depth reforms as well as the costs generated by these policies (excessive public debts, abnormally abundant global liquidity) were postponed until some time in the future, while the situation of the economies in the short term was improved. The "young" will therefore have to put up with structurally poor economies in the absence of any corrective policy and institutional reforms, and also, in the future, pay the costs related to the stimulatory policies continuously implemented: fiscal austerity measures, all kinds of bubbles linked to the excess liquidity. We will take three examples: the private-sector borrowing policies from 1996 to 2007 in the United States, the United Kingdom and the Southern euro-zone countries; the massive fiscal deficits in the period 2007-2011, and the inability of countries to implement policies other than those which would enable them to run up even more debt in the United States and in the peripheral euro-zone countries, either with loan mechanisms, or with central bank interventions; and the current implementation of extremely complicated mechanisms in the euro zone (EFSF, monetisation by the ECB), while it is well-known that only federalism can ensure stability in the euro zone in the medium term. W języku polskim: Od połowy lat 90. rządy i banki centralne wielu krajów nieustannie wybierały krótkoterminowe rozwiązania, mające na celu stymulowanie gospodarczej aktywności. Czyniły tak zarówno w spokojnych czasach, jak i podczas kryzysów. Nie starano się natomiast dociec, które rozwiązania strukturalne i instytucjonalne reformy są potrzebne, by ustabilizować sytuację gospodarczą i zapewnić długoterminowy wzrost. Implementowanie rozwiązań z zakresu polityki fiskalnej i monetarnej, które wymagałyby głębokich reform, ale i koszty wprowadzania obecnych rozwiązań (narastające zadłużenie publiczne, nadmierna płynność o zasięgu światowym) odkładane były na później. W tym czasie gospodarki państw doświadczały krótkoterminowego wzrostu. W efekcie, młodzi obywatele będą musieli zmagać się z strukturalnie niedomagającymi i niereformowanymi gospodarkami, a w przyszłości będą musieli także zapłacić za ten krótkoterminowy wzrost fiskalną wstrzemięźliwością i borykać się z bańkami spekulacyjnymi na różnych aktywach, wynikającymi z nadmiernej płynności. Zajmiemy się trzema przykładami: - polityką zadłużania się sektora prywatnego od 1996 do 2007 r. w USA, UK i południowych krajach strefy euro; - olbrzymimi deficytami w latach 2007-11 i niezdolnością krajów do zapewnienia innych rozwiązań politycznych, nie związanych z dalszym zadłużaniem lub interwencjami banków centralnych; - wprowadzaniem niezwykle skomplikowanych mechanizmów wewnątrz strefy euro (np. EFSF, monetyzacja długu przez ECB), chociaż wiadomo, że tylko bardziej zjednoczona Europa może zapewnić stabilność strefy euro w średnim terminie. Wzrost zadłużenia w sektorze prywatnym w latach 1996 – 2007 W USA, UK i „południowych” krajach (Francja, Hiszpania, Włochy, Portugalia, Grecja) wzrost powinien ulec spowolnieniu w końcówce lat 90. Wynikałoby to ze zmiany struktury produkcji w tych krajach. Przeszły one proces szybkiej deindustrializacji (wykres 1A i B) i wyspecjalizowały się w usługach, sprzedaży oraz budownictwie (wykres 2A i B). Powinno to doprowadzić do ostrego zmniejszenia wzrostu gospodarczego, spowodowanego niemożnością wygenerowania znaczącego eksportu do krajów o wysokiej stopie wzrostu (kraje z kategorii emerging, eksporterzy ropy – wykres 3) oraz faktem zamiany specjalistycznych i produkcyjnych miejsc pracy na niespecjalistyczne, zlokalizowane w usługach, sprzedaży i budownictwie. Już w późnych latach 90. przywódcy tych państw mogli zastanowić się nad przyczynami deindustrializacji i postępującemu zanikowi wyspecjalizowanych miejsc pracy. Były to, w zależności od kraju: - nieefektywny system edukacji (południowe kraje strefy euro, tabela 1); - źle dopasowany system podatkowy (wykres 4); - organizacja rynku pracy (strefa euro, tabela 2); - koszty pracy niesprzyjające zatrudnianiu (wykres 5); - brak innowacyjności (południowe kraje strefy euro, tabela 3A i B); - nie sprzyjanie przedsiębiorcom. Rozwiązania, których użyto w tamtym okresie, nie polegały na strukturalnych reformach, ale na stymulacji zadłużenia przez sektor prywatny (wykres 6A i B), systematycznemu utrzymywaniu niskich stóp procentowych w porównaniu do stopy wzrostu (wykres 7A, B i C) oraz całkowitym braku reakcji na bańki spekulacyjne (akcje, nieruchomości, wykres 8A i B) i rosnące zadłużenie. Dynamiczny wzrost zadłużenia wspomógł rynek nieruchomości (wykres 9A), konsumpcję oraz wpłynął na obniżanie stopy oszczędności aż do 2007 r. (wykres 9B). Efektem tego jest: - konieczność delewarowania przez gospodarstwa domowe i firmy; - olbrzymi deficyt zewnętrzny (wykres 10A i B). Ponieważ popyt wewnętrzny był stymulowany do 2007 r. (wykres 11), zaś wewnętrzna podaż nie mogła nadążyć za wzrastającym popytem; - deindustrializacja, doprowadzona przy ogólnej obojętności do punktu, w którym odwrócenie jej skutków jest praktycznie niemożliwe. Zadłużenie publiczne od 2007 r. Prowadzenie antycyklicznej polityki fiskalnej jest oczywiste, jednak nie występuje od 2007 r. Kryzys, który wybuchł w 2007 r. nie był kryzysem cyklicznym, lecz wynikał z nadmiernego zadłużenia gospodarstw i przedsiębiorstw. Efektem tego była konieczność długoletniego delewarowania, wzrost wskaźnika bankructw (wykres 12A i B) oraz załamanie się wartości wszystkich instrumentów finansowych związanych z pożyczkami dla gospodarstw domowych, co doprowadziło do kryzysu bankowego. Kiedy w rozpatrywanych krajach (przypomnijmy: USA, UK i południowe kraje strefy euro) spojrzano w oczy nadchodzącemu okresowi słabego wzrostu, przy niechęci sektora prywatnego do dalszego zadłużania, zareagowano tak, jakby miał to być tymczasowy (czyli cykliczny) spadek aktywności gospodarczej. Czyli zastosowano politykę rozległego deficytowego finansowania (wykres 14). Obecnie możemy doceniać efekty tej krótkowzrocznej polityki. Przy słabym wzroście (wykres 15) wynikającym ze strukturalnych, a przez to trwałych, powodów (delewarowanie, deindustrializacja, spadek realnych płac, wykres 16), jest niezwykle trudno redukować deficyty fiskalne. To jest przyczyną kryzysu zadłużenia (wykres 17). Inwestorzy odkryli, że stan finansów publicznych części państw czyni je niewypłacalnymi. Ponieważ średnioterminowe perspektywy wzrostu tych podmiotów są bardzo słabe, inwestorzy całkowicie logicznie stwierdzili, że nie będą im już pożyczać. Rządy tracą czas na krytykowanie „spekulantów” i agencji ratingowych. Ich jedyną winą jest wyciągnięcie wniosku, że wysokie zadłużenie (wykres 18) i słabe średnioterminowe perspektywy wzrostu prowadzą do niewypłacalności. Co w tej sytuacji robią rządy i banki centralne? Upewniają się, że zagrożone państwa zaciągają jeszcze więcej długów. Czy chodzi tu o podniesienie limitu zadłużenia w USA, europejskie bailouty (pożyczki z EFSF), czy też akcje kupowania długu przez ECB – mechanizm działania jest ten sam. Polityka podnoszenia limitu zadłużenia, utrzymywania niskich stóp procentowych (wykres 19), pożyczki z UE i IMF, zakup długu przez ECB – wszystko to umożliwia dalsze zadłużanie się. Nikt nie wie kiedy USA, z powodu zaimplementowanych polityk, ustabilizują poziom zadłużenia (2020 r.?). Południowe kraje strefy euro mogą to osiągnąć najwcześniej po 2014-15 r. Zatem młode pokolenie odziedziczy ogromy dług (w najlepszym przypadku wynoszący po ustabilizowaniu 120% PKB USA, 175% PKB Grecji, 125% PKB Włoch, 90% PKB Francji i Hiszpani). Będzie ono musiało także zmierzyć się z konsekwencjami ekspansywnej polityki monetarnej, czyli z nadmierną płynnością (wykres 20), zaburzeniami cen aktywów, poszukiwaniem przez inwestorów bezpiecznych przystani (złoto, frank szwajcarski, itd., wykres 21). Bailout euro Główny problem strefy euro jest znany: wzrastająca różnorodność krajów członkowskich. Część owej różnorodności jest konsekwencją różnych rozwiązań ekonomicznych stosowanych w poszczególnych krajach (polityka płacowa, fiskalna czy wspieranie innowacji), część za wynika z zaniku ryzyka kursowego, co umożliwiło krajom strefy euro rozwój, zgodnie ze swoimi naturalnymi przewagami w czynnikach produkcji. W rezultacie, północne kraje (Niemcy, Holandia, Belgia, Austria, Finlandia, itp.), gdzie rozwijała się innowacja, stopa oszczędności była wysoka, zaś pracownicy wyszkoleni, wyspecjalizowały się w przemyśle wytwórczym oraz eksportowalnych usługach. Kraje południowe (Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Grecja, itp.) wyspecjalizowały się w usługach na rynek wewnętrzny i aż do kryzysu, w budownictwie. Wszystko to przy niskim poziomie innowacji i dzięki mało wyszkolonej sile roboczej. Jak już pokazano powyżej, kraje południa ukrywały te strukturalne problemy poprzez politykę zwiększania zadłużenia. Od niedawna, problemów tych nie da się już zamiatać pod dywan, więc konsekwencje rozbieżności specjalizacji poszczególnych krajów stają się coraz bardziej widoczne (wyższy wzrost w krajach północy, chroniczny deficyt zewnętrzny krajów południa wynikający z deindustrializacji). Jeżeli nic się nie zmieni, rozpad strefy euro jest pewny. Od 2007 r., kiedy skala zadłużenia przestała wzrastać, mamy do czynienia z utrzymującą się rozbieżnością dochodów per capita pomiędzy krajami północy i południa (wykres 22). Południe z bieżącym deficytem zewnętrznym musi pożyczać by go sfinansować (wykres 23). Jednak zarówno prywatny jaki i publiczny sektor są już aż nadto zadłużone, więc ich możliwości dalszego zadłużania są okrojone. Przez to kraje południa muszą albo bankrutować albo redukować popyt wewnętrzny na tyle, by zniwelować deficyt zewnętrzny. Udało się to w Irlandii a Portugalia właśnie próbuje to osiągnąć (wykres 24A i B). Jedyną skuteczną i długotrwałą odpowiedzią na tę różnorodność jest federalizacja. Polegać ma ona na transferze bogactwa z bogatszych krajów (z nadwyżką handlową) do biedniejszych (z deficytem handlowym). Federalizacja, poprzez mechanizm transferu dochodów umożliwia krajom z ujemnym saldem handlowym uniknięcia deficytu na rachunku bieżącym, a w konsekwencji nadmiernego zadłużenia. Jednakże federalizacja europy jest odrzucana przez północne kraje strefy euro. Zamiast tego, stosują one środki, które są w sposób oczywisty niewystarczające (EFSF – który może co najwyżej służyć do wspomagania małych krajów, takich jak Irlandia, Grecja czy Portugalia, ale nie da sobie rady z Hiszpanią czy Włochami, wykres 25), lub też odraczają nieuniknione, przy zwiększaniu przyszłego ryzyka (kupowanie długu przez ECB, umożliwiające dalsze zadłużanie oraz zwiększające płynność). Wniosek: Co zostawiają w spadku liderzy wielu krajów OECD swoim potomkom? Politykom łatwo jest krytykować banki, agencje ratingowe i „rynki finansowe”. Trzeba przyznać, że w sytuacji kryzysowej (zagrożenie bankructwami banków i zapaścią rynków finansowych) rozwiązanie krótkoterminowe (ekspansja kredytowa, deficyt, zerowe stopy procentowe, itd.) są lepsze niż brak rozwiązań. Jednakże, od połowy lat 90., rządy i banki centralne USA, UK, Francja, Hiszpania, Włochy, Grecja, Portugalia, itd., za każdym razem wolały wybierać łatwe rozwiązania zamiast głębszych reform. Co zatem odziedziczy młode pokolenie? - gospodarkę obciążoną strukturalnym niskim wzrostem, wysokim bezrobociem, oraz brakiem możliwości dalszego zadłużania; - wysokie wskaźniki zadłużenia sektora prywatnego i publicznego, skutkujące latami słabego popytu, wynikającego z konieczności delewarowania; - olbrzymią nadwyżkę płynności, wraz z bogactwem inwentarza: bąble spekulacyjne oraz utrata zaufania do waluty.
2. The underlying source and the causes of the across-the-board financial asset crisis
We have now arrived at a situation where savers consider virtually all financial assets noncredible and dangerous: - many public debt securities due to the excess public debt; - bank debts, given the amount of government securities held by the banks; - assets issued by companies, due to the prospect of sluggish growth and the risk of a credit crunch; - and even money, in view of the impressive growth in the size of central banks' balance sheets. This situation is dramatic: conventional financial assets can no longer be used as savings vehicles or value reserves, and savings are being channelled into unproductive safe-haven assets (gold, currencies of countries deemed to be risk-free). The result may be growth disappearing in OECD countries. How did we arrive at such a situation, while in the early 1990s, with the fall of the Wall and emerging countries opening up, it was believed that a long period of vigorous growth was starting? - from the second half of the 1990s, growth in many OECD countries (United States, United Kingdom, Southern euro-zone countries) should have plummeted due to the distortion of income sharing to the detriment of employees (due to the increase in demand for return on equity), due to the growing competition from emerging countries with low wage costs and deindustrialisation; - to prevent a shortfall in growth, an increase in private sector indebtedness (companies, then households) was used to boost demand, which explains the stock market crisis in 2000-2001, and then the first banking crisis in 2007-2008, when household indebtedness - and as a result the refinancing and the size of the banks' balance sheet - became too large; - to offset the shift to a dynamics of private sector deleveraging, public borrowing was then used; this quite rapidly led to excess public debt and to the crisis in certain sovereign debts, and therefore to the second banking crisis, due to the massive amount of government securities held by European banks; - when private investors no longer wanted to finance these countries, it was central banks that had to step in (United States, Southern euro-zone countries); given the reaction to the crisis, this contributes to extremely rapid liquidity growth (in the size of central banks' balance sheets), and hence to a loss of quality for money (dollar, euro). How is it possible to end this situation where there is a lack of confidence in virtually all financial assets? - by a long period of deleveraging, and therefore anaemic growth and efforts to increase potential growth, like in Germany from 1998-2005; - by a default, either a real default, or the use of strong wage inflation - although we fail to see where such inflation could come from.

25 września 2011

Złoto - ciężko być pesymistą w długim terminie pomimo oznak przegrzania

Na blogu nie raz już pisałem o złocie - przyczynach wzrostu czy źródłach popytu (klik). Ostatnimi czasy mieliśmy wysyp pozytywnych rekomendacji z ceną docelową nawet 5000 USD za uncję, niektórzy nie spodziewali się żadnej korekty cenowej, a w związku z wysokimi cenami ruszyły projekty mające na celu jego wydobycie, które nigdy nie były rentowne i poszukiwani są poszukiwacze złota. Żeby było ciekawiej to na świecie zabrakło miejsca w sejfach, w których swoje złoto mogą składować inwestorzy i spekulanci z uwagi na popyt, a zarazem napływ do produktów strukturyzowanych inwestujących w złoto znacznie spadł. Również ostatnio kapitalizacja ETF na złoto (SPDR Gold Trust) przewyższyła kapitalizację jego odpowiednika dla rynków akcji (SPDR S&P 500 ETF Trust). W między czasie w kolejnych miejscach na świecie stawiane są "colomanty" służące do sprzedaży złota, powstają seriale o przybranych zbieraczach złota, jak i programy skupu złota za gotówkę. Wisienką na torcie jest Jim Cramer, prezenter CNBC programu Mad Money, który stwierdza, że portfolio żadnego inwestora nie jest pełne jeśli nie zawiera złota. Ciężko się jednak dziwić aby było inaczej skoro na rynku złota od ponad 10 lat trwa hossa, a do kolejki z zakupami ustawiają się Azjaci i banki centrale (klik, klik, klik i klik). Ba, nawet w Polsce ostatnio mamy wysyp "dilerów/sklepów" oferujących kruszce. Są zatem oznaki znaczącego rozgrzania rynku i sugestie o szczycie na tym instrumencie. Obecnie doświadczamy skurczu kredytowego i wzrostu notowań dolara, który tak jak w 2008, w epicentrum kryzysu, jest królem. Przymusowa likwidacja pozycji spekulacyjnych z uwagi na panikę na rynkach, a pamiętajmy, że na rynku metali szlachetnych dominowali gracze nastawienie na zwyżki, powoduje znaczącą korektę na rynku. Bazując na jednej, powtórzę jednej analogii tj z roku 2008, należałoby oczekiwać nawet poziomów 1200 za uncję. Tylko to by również oznaczało większą wyprzedaż na rynkach kapitałowych (np. SP500 na poziomie 950). Bardziej realne jest zapewne standardowy test SMA 144 na 1580 lub test linii trendu i realizacja podwójnego szczytu z zasięgiem 1520 USD za uncję. Czy tak będzie to się okaże, przy czym banki centralne starają się jak mogą by nie dopuścić do powtórki z jesieni 2008 i upadku Lehman Brothers, chociażby za wczasu aktywując dolarowe linie swapowe. Jakie są jednak argumenty za docelowymi zwyżkami cen złota? CIB Natixis wskazuje te same powody i przyczyny co teraz:
  • nieprzerwany wzrost rezerw walutowych banków centralnych gospodarek wschodzących, z powodu zaniżania notowań własnych lokalnych walut poprzez skup walut obcych (patrz chociażby Chiny);
  • zbyt niskie realne stopy procentowe na świecie
  • kolejne programy druku pieniądza przez banki centralne (BoJ, BoE, ECB, FED, PBoC)
  • nierozwiązane problemy długów publicznych gospodarek rozwiniętych
Kluczem jest płynność, a wręcz jej nadmiar dla zrozumienia zwyżek cen złota. Gdy tylko wróci na rynki, to powinny wrócić zwyżki cen złota. Również na odwrót - uspokojenie czy rozwiązanie problemów eurostrefy (np poprzez rozbudowę kapitału EFSF), umocnienie dolara czy aprecjacja walut gospodarek wschodzących z mniejszą inflacją spowoduje spadek cen złota. Poniżej kilka wybranych wykresów z raportu Natixis, po resztę odsyłam do raportu:

24 września 2011

Michael Pettis - Ameryka musi zrezygnować z dolara jako waluty rezerwowej świata

Ten wpis dotyczy zdarzeń makroekonomicznych i globalnych. Jest on dla mnie znaczący. Jest parę osób, których komentarzy czy opinii staram się nie przegapić. Taką osoba jest M. Pettis, który pisze rewelacyjnie o Chinach, bilansie płatniczym, deficytach czy euro. To on starał się obalić: Jakiś czas temu wypowiadał się o dolarze i wskazywał, wbrew obiegowej opinii, iż USA bardzo dużo traci jako kraj, którego waluta jest wykorzystywana do przechowywania rezerw walutowych. Wiem, to dosyć kontrowersyjna teza, ale tak to bywa w przypadku łamania mitów. Osobiście zgadzam się z Michałem, który m.in. twierdzi, iż US pozwalając na deindustrializację ("odprzemysłownienie" gospodarki) i deficyt na rachunku bieżącym miała prosty wybór - albo pozwolić na strukturalne wysokie bezrobocie w kraju, albo zacząć zaciągać długi, wraz z jego obywatelami. Oprócz tekstu poniżej polecam i ten tekst w FT - America must give up on the dollar. Samego tekst poniżej z Foreign Policy niestety nie mam czasu przetłumaczyć dlatego zachęcam do jego przetłumaczenia w całości lub we fragmentach na język polski. An Exorbitant Burden (Nadmierny ciężar) Why keeping the dollar as the world's reserve currency is a massive drag on the struggling U.S. economy.
France, Germany, China, and Russia are actively promoting the replacement of the U.S. dollar with an International Monetary Fund basket of currencies -- known as the Special Drawing Rights (SDRs) -- as the global reserve currency. The United States is resisting. Both sides have their arguments backward. The SDR should indeed replace the dollar as the dominant reserve currency if we want to eliminate the tremendous global trade and capital imbalances that have characterized the world for much of the past 100 years. This will not happen, however, until the United States forces the issue -- which it seems unwilling to do, perhaps for fear that it would signal a relative decline in the power of the U.S. economy. But the United States should, in fact, support doing away with the dollar. For all the excited talk of politicians, journalists, and generals, a world without the dollar would mean faster growth and less debt for the United States, though at the expense of slower growth for parts of the rest of the world, especially Asia. A French economist once told me that too often when policymakers think they are talking about economics they are actually talking about politics. A case in point, perhaps, is the claim first made in 1965 by Valéry Giscard d'Estaing, then France's finance minister, that the dollar's dominance as the global reserve currency gave the United States an "exorbitant privilege." Giscard may have thought he was discussing economic privilege, but while during the Cold War there may well have been political advantages to the use of the dollar as the dominant reserve currency, economically it held little benefits to the United States. If anything, it forced upon the United States an exorbitant cost. According to most political commentators, there are two main privileges accruing to the United States as a function of the dollar's reserve status. First, it allows the United States to consume and borrow beyond its means as foreigners acquire U.S. dollars. Second, because foreign governments must buy U.S. government bonds to hold as reserves, this additional source of demand for Treasury bonds lowers U.S. interest rates. Both claims are muddled. Take the first. It may be correct to say that the role of the dollar allows Americans to consume beyond their means, but it is just as correct, and probably more so, to say that foreign accumulations of dollars force Americans to consume beyond their means. Can foreign governments really do this? It is easy to dismiss the argument with a snappish "No one puts a gun to the American consumer's head and forces him to consume!" This is, indeed, the standard rejoinder. But this absurd argument only indicates how confused most people, even economists, are about balance-of -payments constraints. The external account is not simply a residual of domestic activity, even for a large economy like that of the United States. It is determined partly by domestic policies and conditions, but also by foreign policies and conditions, which in the latter case directly affects the relationship between domestic American consumption and savings. How so? When foreigner central banks intervene in their currencies -- and otherwise repress their domestic financial systems -- they automatically increase their savings rate by forcing down household consumption. As their savings rise, the excess must be exported, often in the form of central bank purchases of U.S. government bonds. If there is no change in the total amount of global investment, and since savings must always equal investment, by exporting their savings to the rest of the world, the savings rate of the rest of the world (i.e. their trading partners) must decline, whether or not they like it. The only way their trading partners can prevent this is by themselves intervening. This is why when commentators insist that only an internally generated increase in the U.S. savings rate can reduce the trade deficit (and thus it is useless to look abroad for solutions), it is because they do not understand the global balance-of-payments mechanism. But U.S. savings -- like that of any open economy -- must automatically respond to changes in the global balance of savings and investment. This may seem counterintuitive, but it automatically follows from the way the global balance of payments works. If foreign governments intervene in their currencies and accumulate U.S. dollars, they push down the value of their currency and will run current-account surpluses exactly equal to their net purchases. Purchasing excess amounts of dollars is a policy, in other words, aimed at generating trade surpluses and higher domestic employment. The reverse is true as well: Because its trade partners are accumulating dollars, the United States must run the corresponding current-account deficit, which means that total demand must exceed total production. In this case, it is a tautology that Americans are consuming beyond their means. But being able to take on debt is not a privilege. When foreigners actively buy dollar assets they force down the value of their currency against the dollar. U.S. manufacturers are thus penalized by the overvalued dollar and so must reduce production and fire American workers. The only way to prevent unemployment from rising then is for the United States to increase domestic demand -- and with it domestic employment -- by running up public or private debt. But, of course, an increase in debt is the same as a reduction in savings. If a rise in foreign savings is passed on to the United States by foreign accumulation of dollar assets, in other words, U.S. savings must decline. There is no other possibility. So where is the privilege in all this? Ask any economist to describe the greatest weaknesses in the U.S. economy, and almost certainly the list will include the gaping trade deficit, the low level of savings, and high levels of private and public debt. But it is foreign accumulation of U.S. dollar assets that, at best, permits these three conditions (which, by the way, really are manifestations of the same condition) and, at worst, causes them to deteriorate. Oddly enough, it seems the whole world realizes this state of play -- except the United States. Recently, certain Latin American and Asian central banks began diversifying out of the U.S. dollar and increasing their purchases of Japanese government bonds. But did Japan think itself lucky that it was finally going to be able to share in the exorbitant privilege dominated by the United States? That foreign purchases of bonds would force up the yen, force down the Japanese trade surplus, and allow Japanese consumption to rise relative to production? Japanese authorities failed to see this as a positive. They began intervening heavily, buying U.S. dollar assets as a way of pushing down the value of the yen -- which effectively converted foreign purchases of yen into foreign purchases of dollars. They refused to accept any part of the privilege and insisted on handing it back to the United States. Consuming beyond your means, in other words, is considered a curse for other countries even as they insist that it is a privilege for the United States. They are half-right. It is an economic curse because it forces the reserve-currency country to choose between rising unemployment and rising debt. Must foreigners fund the U.S. government? What about the second exorbitant privilege -- doesn't the huge amount of foreign purchases of U.S. government bonds at least cause interest rates to be lower than they otherwise would have been? After all, any increase in demand for bonds (assuming no change in supply) should cause bond prices to rise and, with it, interest rates to fall. But of course this assumes there is no concomitant rise in supply; and here is where the argument falls apart. Remember that foreign purchases of the dollar force up the value of the dollar, and so undermine U.S. manufacturers. This should cause a rise in unemployment -- and the only way for the United States to attempt to reduce this level of joblessness is to increase its private consumer financing or public borrowing. (Technically, it can also increase business borrowing for investment purposes, but this is unlikely when the manufacturing sector is being undermined by a strong dollar). To maintain full employment, the supply of U.S. dollar bonds must rise with the increased foreign demand for U.S. dollar bonds. Purchases by foreigners of U.S. debt, in other words, are matched by additional debt issued by Americans. But in this case, interest rates will not decline. The domestic supply of bonds rises as fast as foreign demand for bonds. What if you believe, as most economists do, that trade is a more efficient way to create jobs than government spending or consumer financing? Well, then, the amount of additional American debt issued will actually exceed net foreign purchases, in which case increased foreign purchases of U.S. dollar debt may actually cause U.S. interest rates to rise. Confused? There's an easier way of thinking about it. By definition, any increase in net foreign purchases of U.S. dollar assets must be accompanied by an equivalent increase in the U.S. current account deficit. This is a well-known accounting identity found in every macroeconomics textbook. So if foreign central banks increase their currency intervention by buying more dollars, their trade surpluses necessarily rise along with the U.S. trade deficit. But if foreign purchases of dollar assets really result in lower U.S. interest rates, then it should hold that the higher a country's current account deficit, the lower its interest rate should be. Why? Because of the balancing effect: The net amount of foreign purchases of U.S. government bonds and other U.S. dollar assets is exactly equal to the current account deficit. More net foreign purchases is exactly the same as a wider trade deficit (or, more technically, a wider current account deficit). So do bigger trade deficits really mean lower interest rates? Clearly not. The opposite is in fact far more likely to be true. Countries with balanced trade or trade surpluses tend to enjoy lower interest rates on average than countries with large current account deficits -- which are handicapped by slower growth and higher debt. The United States, it turns out, does not need foreign purchases of government bonds to keep interest rates low any more than it needs a large trade deficit to keep interest rates low. Unless the United States were starved for capital, savings and investment would balance just as easily without a trade deficit as with one. Rebalancing the scales The fact that the world has a widely available and very liquid reserve and trade currency is a common good, but like all common goods, it can be gamed. When countries use the dollar's reserve status to gain trade advantage, the United States suffers economically -- without the benefit of exorbitant privilege. What's worse, the greater the subsequent trade imbalances, the more fragile the global financial system will be and the likelier a financial collapse. If the world is to address these global imbalances, it cannot do so without addressing the part that currency intervention and accumulation play. Some 70 years ago, John Maynard Keynes tried to get the world to understand this when he argued in favor of Bancor, a supranational currency to be used in international trade as a unit of account within a multilateral barter clearing system. He failed, of course, and we have been living ever since with the consequences. Perhaps things are improving. On the surface, it looks like the world is starting to understand the reserve currency mess, but still too much muddled thinking dominates. For example, government officials in many countries talk about promoting SDRs as an alternative to the dollar, but much of the reasoning behind it is bureaucratic thinking. The world doesn't hold more SDRs, their argument goes, largely because there isn't a better formal mechanism to create more SDRs. Fix the latter and the former will be resolved. But this is not why the world's central banks don't hold SDRs. If any large central bank, like that of China, Japan, Russia, or Brazil, wanted to buy SDRs, it's not hard for it to do so. All a central banker would need to do is check Wikipedia for the formula that sets the currency components of the SDR and then mimic the formula in its own reserve accumulation. The recipe is no secret. But most of the world's largest holders of U.S. dollars as reserves will never do this, because of trade constraints. By buying SDRs the central banks are implicitly spreading their reserve accumulation away from dollars and into those other currencies. In doing so, any country that tries to generate large trade surpluses by accumulating reserves would be forcing the corresponding deficit not just onto the U.S. economy, but onto other countries (according to the currency's component in the SDR). But Europe, Japan, and others have made it very clear, that they oppose these kinds of trade practices and will not allow their currencies to rise because of foreign accumulation. The world accumulates dollars, in other words, for one very simple reason. Only the U.S. economy and financial system are large enough, open enough, and flexible enough to accommodate large trade deficits. But that badge of honor comes at a real cost to the long-term growth of the domestic economy and its ability to manage debt levels. Without a significant reform in the way countries are permitted to hold U.S. dollar assets, there cannot be a meaningful reform of the global economy. If the SDR is truly to replace the dollar as the dominant reserve currency, it will not happen simply because there is a more robust institutional framework around the existence of the SDR. It will only happen because the world, or more likely the United States, creates rules that prevent countries from accumulating U.S. dollars. Will this happen anytime soon? Probably not. Washington is mysteriously opposed to any reduction in the role of the dollar as the world's reserve currency, and countries like China, Japan, South Korea, Russia, and perhaps even Brazil will never voluntarily give up the trade advantages of hoarding dollars. But at the very least, economists might want to clear a few things up -- and let's start by abolishing the phrase "exorbitant privilege."

Komentowanie na blogu - przypomnienie

Przypominam, że związku ze zmianą modelu komentowani w kwietniu 2011 roku komentować mogą jedynie użytkownicy zalogowani - zachęcam zatem do stworzenia "loginu" w jednym z systemów który umożliwia komentowanie w systemie blogger.com (obecnie przejęty przez Google) By komentować można założyć konto m.in w : 1. Google (np. gmail.com) 2. Openid (www.myopenid.com) 3. Typepad (klik) 4. Livejournal (klik) W mojej ocenie najłatwiej stworzyć konto w openid (opcja 2) bądź polegać na google (opcja 1). W sprawie dawnego openid to miała nastapić zmiana (patrz tutaj jeśli posiadasz konto) dlatego też polecam myopenid.com. Mały FAQ: 1. Załóż konto, np w myopenid.com. Konto będzie wyglądało np. tak stojeipatrze.myopenid.com. 2. Pod wybrany wpisem na blogu kliknij komentarz jako i wybierz twój profil, tutaj Openid: 3. Następnie w nowym wyskakującym okienku wpisz swoje openid np dla mnie to "stojeipatrze.myopenid.com" i kliknij Dalej 4. Wpisz testową czy docelową treść komentarza i kliknij "zamieść komentarz". Zostaniesz przekierowany np. do myopenid.com gdzie musisz się uwierzytelnić (podać hasło). Następnie oddasz komentarz. 5. Kolejnych komentarzy dokonasz na pewno szybciej.
Zachęcam do komentowania wpisów i dzielenia się wiedzą oraz własnymi przemyśleniami.

Podsumowanie - pierwszy rok ETF dla WIG20 na GPW

Minął właśnie rok od momentu debiutu ETF na WIG20. W dodatku do "Rz" przeczytałem małe podsumowanie jakie z tej okazji napisał p. Tomasz Miziołek. Bardzo krótki wstęp: Co to jest ETF (wikipedia)? ETF (Exchange-traded fund) to fundusz inwestycyjny wiernie odwzorowujący wskazany indeks (np. akcji, papierów dłużnych, towarowych). Tytuły uczestnictwa ETF notowane są na giełdzie. Są to tytuły uczestnictwa w zagranicznym funduszu inwestycyjnym otwartym. Pierwszy w Polsce ETF to Lyxor ETF WIG20. Dodam, że ETF pobierają zdecydowanie mniejsze prowizje od tradycyjnych TFI i innych wehikułów inwestycyjnych. Tego typu funduszy nie polecają jednak sprzedawcy i doradcy finansowi, gdyż nie mają prowizji od sprzedaży - tak jak jest np w przypadku sprzedaży produktów z portfolio Skandia. Poniżej wybrane obszerne fragmenty artykułu z ETF.COM.PL. Uczulam jednak, że materiał może być promocyjny więc w razie wykrycia nieścisłości, przekłamań itp proszę o komentarz pod wpisem. ===
Mija rok od debiutu na GPW w Warszawie pierwszego funduszu ETF – Lyxor ETF WIG20. Przez minione 12 miesięcy na warszawskim parkiecie pojawiły się dwa kolejne ETF-y: Lyxor ETF S&P 500 oraz Lyxor ETF DAX. Zarówno liczba notowanych funduszy ETF, jak i generowane na nich obroty przedstawiają się na tle rynku europejskiego bardzo skromnie, mimo to wydaje się że pierwszy rok obecności tego nowego instrumentu finansowego na giełdzie w Warszawie można uznać za udany. Łączna wartość obrotów ETF-ami w ostatnich 12 miesiącach (do 14 września włącznie) wyniosła 317,1 mln zł, co oznacza że średni dzienny obrót sesyjny wyniósł 1,28 mln zł. Choć wartość ta na pierwszy rzut oka może wydawać się bardzo niska (zwłaszcza jeśli będziemy odnosić ją do danych z rynku akcji), to jednak bliższe spojrzenie na inne statystyki warszawskiego parkietu oraz dane z wybranych giełd europejskich pokazuje, iż pierwszy rok obecności funduszy ETF na WGPW należy uznać za obiecujący. Według danych GPW w Warszawie suma obrotów tytułami uczestnictwa funduszy ETF od października 2010 r. do sierpnia br. była bowiem o 11,5% wyższa niż na rynku instrumentów strukturyzowanych oraz aż o 121,9% wyższa od obrotów certyfikatami inwestycyjnymi funduszy zamkniętych (mimo iż przecież w obu przypadkach liczba tych instrumentów notowanych na giełdzie w Warszawie wielokrotnie przekracza liczbę ETF-ów). Również porównanie wartości obrotów ETF-ami w tym samym okresie na GPW w Warszawie (72,2 mln euro) z obrotami tymi instrumentami finansowymi na giełdach w Wiedniu (48,4 mln euro) i Atenach (27,5 mln euro) (według danych FESE) wskazuje, iż plasujemy się na czołowym miejscu wśród najmniejszych giełdowych rynków funduszy ETF w Europie (dystans do średniej wielkości rynków tych instrumentów w Hiszpanii, Turcji i Norwegii jest jednak jeszcze olbrzymi). [...] Choć inwestorzy mają od końca maja br. do dyspozycji ETF-y dające ekspozycję na największe amerykańskie i niemieckie firmy, to jednak zdecydowanie najpopularniejszym instrumentem w tym segmencie warszawskiego parkietu pozostaje Lyxor ETF WIG20. W ostatnich trzech miesiącach (czerwiec-sierpień) udział tego funduszu w obrotach sesyjnych ETF-ami ogółem sięgnął 97,5%, natomiast w przypadku liczby przeprowadzanych transakcji wskaźnik ten wyniósł 81,8%. Wyniki te prowadzą do dwóch ważnych wniosków. Po pierwsze inwestorzy na GPW w Warszawie (także ci wykorzystujący w swoich strategiach ETF-y) zdecydowanie preferują instrumenty związane z krajowym rynkiem akcji – powinni to wziąć pod uwagę emitenci ETF-ów planując wprowadzenie na rynek w Warszawie kolejnych tego typu instrumentów. Według sondy przeprowadzonej przez portal etf.com.pl inwestorzy najbardziej czekają na fundusz ETF typu „short” na WIG20, pozwalający zarabiać na spadkach tego indeksu (o potencjale funduszy realizujących tego typu strategię można było przekonać się w sierpniu na przykładzie tradycyjnych funduszy inwestycyjnych Quercus short i Alior Short Equity); stosunkowo dużym zainteresowaniem mogłyby cieszyć się również ETF-y na WIG i mWIG40. Po drugie zdecydowana dominacja funduszu odwzorowującego indeks WIG20 pokazuje, iż rynek ETF-ów w Polsce należy obecnie do krajowych inwestorów indywidualnych. Potwierdzają to również dane na temat wartości transakcji ETF-ami (średnio statystycznie jest to 29,6 tys. zł, choć często jest to zaledwie kilka tysięcy złotych) oraz liczby transakcji pakietowych (tylko 10 w minionym roku). [...]Inwestorzy, którzy nabyli tytuły uczestnictwa funduszu Lyxor ETF WIG20 na pierwszej sesji stracili przez rok (do 14 września) 13,6% (WIG20 w tym samym czasie zniżkował o 14,7%). To oczywiście skutek gwałtownej przeceny jaka dotknęła nasz (i nie tylko) rynek na początku sierpnia – do tego momentu rynkowe wyceny ETFW20L utrzymywały się bowiem powyżej wyceny z pierwszej sesji (w najlepszym dla dużych spółek okresie, tj. w kwietniu br., przekraczały ten poziom o ponad 10%). Nie należy też zapominać, iż faktyczna strata z inwestycji w Lyxor ETF WIG20 jest mniejsza, gdyż fundusz wypłacił na początku marca br. każdemu jego uczestnikowi 4,59 zł dywidendy (na 1 walor). Bardzo pozytywnie ocenić należy także stopień dopasowania wyników funduszu do wyników naśladowanego przezeń indeksu – potwierdza to m.in. bardzo wysoka wartość współczynnika korelacji (0,99). Mówiąc o dywidendzie wypłaconej przez fundusz Lyxor ETF WIG20 należy też przypomnieć, iż jest to główny czynnik „odpowiedzialny” za istniejące różnice między notowaniami jego tytułów uczestnictwa a wartością indeksu WIG20 [...]

Wybory 2011 - Ballada o bandzie czworga

Wpis zawiera podtekst polityczny i dotyczy nadchodzących wyborów parlamentarnych 2011. Po rewelacyjnej piosence i teledysku o długu publicznym (klik) DjFunkyKoval znowu przygotował dobry materiał. Tym razem jest to ballada o tzw bandzie czworga (PIS,PO,PSL,SLD). Oddając głos autorowi: Ponieważ w sieci pojawiły się mylne informacje o balladzie, chciałbym je sprostować. Ballada nie jest spotem wyborczym. Nie została zamówiona ani sfinansowana przez Nową Prawicę. W utworze wyrażam własne poglądy i opinie. Znamienny jest refren: === W koło i w koło polityka upiorna, Nie znudziła się jeszcze banda czworga? Urządź bandę czworga na cacy. Niech poszukają normalnej pracy. Urządź bandę czworga na szaro. Niech wynik wyborów kojarzą z karą. Urządź bandę czworga na dobre, Wpuść im w nogawkę wyborczą kobrę. Nie chcesz być nadal ofiarą losu, Po prostu na nich nie głosuj. === Koniecznie przy tym należy przeczytać przekaz autora na końcu klipu, w którym jasno stwierdza na kogo zagłosuje, ale zachęca również do głosowania i na inne mniejsze partie [mam przy tym jedynie uwagę, iż mam nadzieję nie załapie się na to Palikot:) ]. Klip: Treść: Partia zawsze robi coś dla rolników, A teraz naprawdę bez ogólników. Od lat program mamy dopracowany, Brzmi: "Głosujta na nas barany". My jak Wałęsa damy sto milionów, Wybudujemy trzy miliony domów. Samotne matki będzie stać na wszystko, Na wsi peron i torowisko. My chcemy zrobić wyspę czerwoną, By facet z mężem i kobieta z żoną, Mogli pokazać pośladki bezpiecznie, Niech powiewa tęcza na wietrze. My mieliśmy też wyspę w planach, Niestety nastąpiła drobna zmiana. Każdy już wie, że królowie są nadzy, Nasz program: "Pozostać u władzy". W koło i w koło polityka upiorna, Nie znudziła się jeszcze banda czworga? Ref.: Urządź bandę czworga na cacy. Niech poszukają normalnej pracy. Urządź bandę czworga na szaro. Niech wynik wyborów kojarzą z karą. Urządź bandę czworga na dobre, Wpuść im w nogawkę wyborczą kobrę. Nie chcesz być nadal ofiarą losu, Po prostu na nich nie głosuj. Z płodów rolnej ziemi wyborca nasz żyje, My żyjemy z niego, tego nikt z nas nie kryje. Dzięki nam rolnik jak kaleka, Jego krowa bez dopłat nie daje mleka. Zabierzemy bogatym i damy sobie, Nasi kandydaci mają mało w głowie. Ale dobrze wyglądają no i są młodzi. W czerwonym im do twarzy, o nic więcej nie chodzi. My jesteśmy przeciw prywatyzacji, Niech każdy dopłaca do biurokracji, Bo najlepiej nie gdy firma jest znana, Tylko znacjonalizowana. Nam jest dobrze gdy mamy pełnię władzy, Kradzieży, kłamstw większość nie zauważy, Bo wyborcom w TV beret już zryto, Nasz program: "Utrzymać koryto". W koło i w koło polityka upiorna, Nie znudziła się jeszcze banda czworga? Ref.: Urządź bandę czworga na cacy. Niech poszukają normalnej pracy. Urządź bandę czworga na szaro. Niech wynik wyborów kojarzą z karą. Urządź bandę czworga na dobre, Wpuść im w nogawkę wyborczą kobrę. Nie chcesz być nadal ofiarą losu, Po prostu na nich nie głosuj. Za naszej kadencji będzie praca od rana. My obiecujemy dać małpom banana. Wszystkim po równo tłustej kiełbasy. Damy rolnikom na zagraniczne wczasy. My rozdamy jabłka i bułki. U nas gospodarka jak za Gomółki. My będziemy was mieć głęboko. Kto nie jest ze wsi, temu kij w oko. Walka z układem albo o krzyże. A u nas dziołchy są całkiem chyże. Byle się dostać na posady w Unii. Oficjalnie u nas już Moskwy się nie lubi. Ref.: Urządź bandę czworga na dobre, Wpuść im w nogawkę wyborczą kobrę. Nie chcesz być nadal ofiarą losu, Po prostu na nich nie głosuj. == P.S. Uwaga SiP- nie należę i nie jestem w strukturach żadnej partii

Liczba dnia - derywaty - złoto - 120 mld dolarów

Ukazał się najnowszy kwartalny raport OCC’s Quarterly Report on Bank Trading and Derivatives Activities Second Quarter 2011 w USA. Sprawę poruszył już HeroZedge na swojej stronie (klik). Z danych wynika, iż top pięć banków amerykańskich posiadało łącznie pozycje nominalne w derywatach na złoto na ponad 120 mld USD. Niestety nie wiadomo ile wynoszą pozycje netto bo podano jedynie, iż wszystkie derywaty znoszą się w ponad 90%. Zakładając przelicznik 90% otrzymujemy pozycję w derywatach na około 12 mld dolarów na rynku złota. Powstaje pytanie czy to znacząca pozycja - oceń sam. Jak polecał Trystero w artykule z FT (klik)
zgodnie z wynikami badań The London Bullion Market Association na rynku giełdowym (10%) i pozagiełdowym (90%) złota zawarto w I kwartale transakcje na prawie 11 mld uncji o wartości 15,2 bln USD. To 125 razy więcej niż wartość rocznej produkcji złota na świecie i dwa razy więcej niż wartość całego złota kiedykolwiek wydobyta. Dzienne obroty na londyńskim rynku złota to około 240 mld USD, zaledwie 5% mniej niż dzienne obroty na franku szwajcarskim (wszystkich parach) w kwietniu 2010.
Od siebie dodam, że liczby mogą być mylące. Kontrakty mogą być bowiem zawierane z dużą dźwignią. Nie zdziwiłbym się gdyby nawet mowa była o skali 1:50 i więcej. To tak jak z rozliczeniem na PIT8C otrzymanym z domu maklerskiego, gdzie spokojnie widnieją miliony i wyższe kwoty w przypadku spekulowania na kontraktach terminowych na WIG20. W przypadku omawianego raportu dwa banki dominują na rynku derywatów powiązanych ze złotem - JP Morgan oraz HSBC. Banki te dominują również w innych metalach szlachetnych. Poniżej zmiany roczne i kwartalne w ilości derywatów na rynku złota i innych metali szlachetnych dla komercyjnych banków US. Zwracam uwagę, że zdecydowana większość dotyczy terminu krótszego jak rok, podobnie jak w przypadku obrotu w Londynie gdzie vast majority of the trading – roughly 90 per cent – was in the spot market, rather than forwards, options or swaps.

23 września 2011

BGK wkracza do akcji

Dzisiaj na rynku forex miała miejsce skoordynowana interwencja walutowa dokonana przez Narodowy Bank Polski (NBP) oraz Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Dwa krótkie komunikaty poniżej: Komunikat NBP W godzinach popołudniowych NBP dokonał sprzedaży pewnej ilości walut obcych za złote. oraz Radziwiłł: Sytuacja uzasadnia sprzedaż większej puli walut oczywiście i tym razem padły słowa zapewniające o wymianie walut po korzystnym kursie;) Zgodnie z prognozą HSBC prezentowaną wcześniej na blogu, interwencja miała miejsce na poziomie 4.5 EURPLN. Techniczne wskaźniki również sprzyjały interwencji więc jest szansa na uspokojenie słabości złotówki. Przypominam, że w NBP siedzą kompetentni traderzy, którzy też patrzą na wykres i też znają wsparcia i opory. W całej serii o Kucharzu Roku nie raz wspominałem o możliwości skupu polskich obligacji i innych papierów skarbowych przez BGK. Skup obligacji miał nastąpić w momencie tragicznej sytuacji w finansach publicznych oraz w momencie ucieczki kapitału zagranicznego z naszego rynku kapitałowego. W czasie ostatniej wyprzedaży na rynkach dilerzy walutowi i analitycy prześcigają się już co do poziomu EURPLN czy USDPLN przy którym nasze zadłużenie przekroczy 55% PKB co z kolei wymusi zmiany w budżecie. W tym samym czasie udział inwestorów zagranicznych w strukturze podmiotowej zadłużenia krajowego nieprzerwanie rósł i bił ostatnio nowe rekordy (klik). Odnoszę wrażenie iż taka bardzo zła sytuacja właśnie ma miejsce. 5 letnie CDS dla polski kierują się w kierunku rekordowych poziomów z 2009 roku: Linkowałem wcześniej również materiał o zmianach ustawowych BGK co do "stabilizacji długu" - czytaj - skupowania długu polskiego w momencie ucieczki kapitału zagranicznego. Treść artykułu o BGK poniżej: BGK kupi rządowe papiery
Widzimy możliwość wykorzystania Banku Gospodarstwa Krajowego do wspierania rynku obligacji, gdyby pojawiły się na nim napięcia niezwiązane z oceną fundamentalną. BGK mógłby wówczas kupować na rynku wtórnym papiery skarbowe – stwierdził Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów w rozmowie z Reutersem. Dodał, że zachętą dla banku może być deklaracja odkupienia przez rząd kupowanych instrumentów w przyszłości. – Działania BGK byłyby bardziej odpowiednie w sytuacji „małych perturbacji” na rynku finansowym, mających źródło bardziej w psychologii rynku niż fundamentach – dodał. Dyrektor w MF zasugerował również, że interwencja państwowego banku na rynku długu może nastąpić w razie odpływu inwestorów zagranicznych, których zaangażowanie w polskie obligacje przekracza 140 mld zł. – Ze względów bezpieczeństwa musimy posiadać instrumenty ograniczające negatywne skutki na przykład wycofania się 20 procent kapitału zagranicznego, czyli około 30 miliardów złotych z rynku papierów skarbowych – wyjaśnił Piotr Marczak. W styczniu okazało się, że dzięki zmianie prawa BGK może bez zgody rządu brać udział w aukcjach długu – mimo że nie ma statutu dilera skarbowych papierów wartościowych. Wtedy przedstawiciele MF, jak i dyrektor zarządzający BGK Wojciech Kowalczyk (wcześniej diler obligacji w Banku Handlowym) zastrzegali, że nie będą to duże kwoty. Resort finansów zastrzegł, że nie będzie informować, kiedy BGK będzie skupować obligacje z rynku, jednak nałożyło na siebie obowiązek podawania, kiedy będzie ewentualnie odkupowało papiery skarbowe od BGK. Tegoroczne potrzeby pożyczkowe brutto rządu szacowane są na 154 mld zł (kwota uwzględnia cięcie składek do OFE).
Przypominam, że w Strategii Zarządzania długiem na lata 2011-2014 nie było mowy o takim zagraniu przez BGK. Właśnie dzisiaj miała miejsce interwencja BGK na polskim rynku dług. BGK skupował bowiem polskie obligacje głównie długi koniec krzywej - więcej w PAP. Jeśli szybko po wyborach nie powstanie rząd z odpowiednim kworum, które będzie w stanie dokonać dużych zmian w polskiej gospodarce, agencje ratingowe zapewne w pierwszym kwartale 2012 obetną rating kredytowy Polski (klik). To z kolei zapewne spowoduje jeszcze większą wyprzedaż polskich aktywów przez inwestorów portfelowych, gdyż polski obecny rząd nie pozyskał długoterminowych inwestorów w ramach bezpośrednich inwestycji zagranicznych. To z kolei zmusi najpierw do wyprzedania rezerw walutowych NBP, w tym może i złota, skorzystania z linii kredytowej FCL z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a na końcu do możliwego drukowania pieniędzy przez polski rząd poprzez BGK (patrz seriia Kucharz Roku). To jest oczywiście bardzo czarny scenariusz, w którym zagraniczny kapitał całkowicie wycofuje się z naszego kraju sprzedając wszystko "jak leci" do zera. Takiego scenariusza, nie można jednak wykluczyć. Zwracam przy tym uwagę iż sami rządzący i ludzi władzy czują jednak co może się wydarzyć w związku z obecnymi problemami w europie, gdyż zostaliśmy poinformowani przez Kucharza Roku iż "prezesa wielkiego polskiego banku",miał mu powiedzieć, że obawia się wojny i "poważnie się zastanawia nad tym, by uzyskać dla dzieci zieloną kartę w USA". Powodem potencjalnej ogromnej wyprzedaży w kraju jest najtrudniejsza sytuacja w budżecie państwa od czasów początku III RP. Prawdopodobnie czas braku zmian i "nicnierobienia" powoli dobiega końca. Przyznam szczerze, iż wolę nie pokładać nadziei w gazie łupkowym - nie chciałbym bowiem aby Polska, śladem Rosji spętana była kaftanem biurokracji, korupcji i braku innowacyjności w gospodarce, gdzie największe korzyści odnoszą oligarchowie i ich świta. Mam nadzieję, iż gaz łupkowy nie stanie się klątwą, a zarazem zostaną przeprowadzone zmiany i wszystko co tu napisałem okaże się jedynie gdybaniem, czego sobie i Wam życzę. Obecnie prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza określam na jedynie 20%, nie mniej jednak osobom chcącym zaciągnąć obecnie znaczący kredyt, szczególnie w walucie obcej, np na cele mieszkaniowe, radziłbym zaczekać do wiosny 2012. Wiele się może bowiem zmienić, oby na lepsze. P.S. Obecnie trwa bessa, która jak pisałem na wiosnę 2011 może przypominać rok 2008. W związku z brakiem drukowania pieniędzy przez FED doświadczamy bowiem obecnie skurczu kredytowego i wszystkie pozycje są likwidowane. Królem znowu jest dolar jakże wyśmiewany i poniewierany w ostatniej hossie przez "szpeców" i "doradców finansowych". W tym tygodniu doszło nawet do gigantycznej wyprzedaży na rynku srebra, złota i innych metali szlachetnych czy przemysłowych. O spodziewanych problemach na tym rynku pisałem wcześniej w związku z brakiem napływu nowych pieniędzy na rynek - kto miał kupić to kupił. Jakże humorystycznie brzmią teraz słowa o braku korekty cenowej, linkowane przeze mnie 12 września -klik. Co ciekawe po 4 miesiącach ostrej wyprzedaży bessę zaczynają dopiero dostrzegać "renomowani specjaliści z TFI" - klik. Panowie, gdzie byliście i mówiliście na wiosnę 2011? A tak wiem - kupuj akcje, wychodź z lokat bo zje je inflacja, hossa trwa i idziemy na rekord, nie przejmuj się brakiem druku pieniędzy przez FED.

21 września 2011

Czy ma szasnę przetrwać powiązanie CHF z EUR?

Od początku wydania decyzji przez SNB skłaniam się że tak pod warunkiem BRAKU bańki w Szwajcarii, więcej w raporcie Can currency pegs succeed poniżej. Zainteresowanych zachęcam do tłumaczenia i opracowania plików graficznych PNG z pomocą darmowego programu Jshot. The Swiss National Bank (SNB) has just pegged the Swiss franc to the euro at aCHF/EUR rate of 1.20. This raises the question of what conditions must be met forpegs to succeed. Past experience shows that:
  • pegging a weak currency to a strong currency (Spain and Italy to Germany during the European Monetary System, South Korea and Thailand to the United States in the mid-1990s) fails; the central bank of the weak currency country loses its reserves by defending the peg, which leads to its abandonment and success of speculative attacks;
  • pegging a strong currency to a weak currency (China to the United States, now Switzerland to the euro) can succeed if it is credible, otherwise the central bank of the strong currency country must accumulate huge foreign exchange reserves, leading to excessive monetary creation which forces it to abandon the peg;
  • moreover, the countries' economic cycles and long-run growth and inflation must be close: pegging the exchange rate requires that the interest rates must not be too different, otherwise massive capital flows would threaten the peg; there cannot be any major differences between monetary policies, which means that the cycles, long-run growth, and longrun inflation must be similar.
Lastly, we seek to identify the effect on the reference country's currency, to which the other country pegs its exchange rate. In the case where a strong currency country pegs its currency to that of a weak currency country, if there is an increase in capital mobility between the two countries and if the strong currency country - which is normally the case - has a trade surplus and capital inflows, the currency of the weak currency country's is likely to appreciate because of the peg. All in all, based on this analysis, we believe that the SNB's action could be credible and efficient.

19 września 2011

Wykres dnia - słabnie napływ pieniędzy na rynki surowców

W cotygodniowym raporcie o surowcach analitycy IB BarCap zwracają uwagę, iż mocno słabnie napływ pieniędzy na rynki surowców. W tym roku napłynęła jedynie połowa środków w porównaniu z rokiem ubiegłym:
Analitycy zwracają szczególną uwagę na produkty powiązane z metalami szlachetnymi, na które zawsze w niepewnych i burzliwych czasach pojawiał się popyt (szczególnie koniec 2008, początek 2009 czy połowa 2010). Co ciekawe tym razem, pomimo kryzysu w strefie Euro rynki te nie doświadczyły spektakularnego napływu pieniędzy. Napływ pieniędzy do tych produktów skurczył się o 2/3 w porównaniu z rokiem ubiegłym. Co więcej, w tym roku, nastąpił największy odpływ pieniędzy z rynku metali szlachetnych w okresie pojedynczego miesiąca i miało to miejsce w styczniu, maju oraz sierpniu. Nie tylko rynek metali szlachetnych ale i inne rynki doświadczyły odpływu pieniędzy. Dobrym przykładem jest rynek produktów rolnych na którym miał miejsce miesięczny odpływ pieniędzy po raz 5 z rzędu i skumulowany największy od kwietnia 2008 roku. W sprawie samych surowców to pomiędzy bankami inwestycyjnymi panuje brak spójnej wizji rozwoju sytuacji. Zdecydowana większość wskazuje na zbytnie wyprzedanie rynków nieuzasadnione fundamentami (odczyty różnych wskaźników gospodarczych) a spowodowane głównie paniką i przyspieszonym handlem elektronicznym, z drugiej strony wiele z nich wskazuje na nadchodzące/trwające spowolnienie które nie ominie i tego rynku. Jeśli FED nie ogłosi druku pieniędzy (QE3 w formie LSAP na kwotę conajmniej 450 mld USD w okresie 1 roku) czy Chiny nie poluźnią swojej polityki monetarnej i fiskalnej to zwyżki nie będą mieć miejsca. Niektóre banki wskazują nawet na dosyć znaczący potencjał spadków w dłuższym terminie, pomijając ewentualną euforię w związku z rozwiązaniem sprawy Grecji, gdyż jej bankructwo jest obecnie całkowicie w cenach. Ostatnim argumentem nie wspierającym cen surowców jest wyceniana przez rynek obniżka stóp procentowych w wielu krajach DM/EM. Rynki zdają się wyceniać, iż szczyt inflacji jest już za nami: Pełny raport poniżej:

16 września 2011

Humor dnia - europa

Jak widzi innych i siebie europa: za Macro man. Jak powiększa się dług Grecji: za Open Europe Blog P.S. Postaram się w ciągu następnych 48 godzin odpowiedzieć na wszystkie zaległe komentarze.

14 września 2011

Cytat dnia - Fitch - rating kredytowy Polski - kluczowe pytania

Potrafią się znaleźć o dziwo analitycy, którzy twierdzą, że polityka i "nasze wybory (przyp. SiP - parlamentarne) mają zerowe znaczenie dla zagranicy".
Wyznaję inny pogląd, szczególnie w kontekście napływu inwestycji portfelowych z zagranicy. Wystarczy spojrzeć na opinię agencji ratingowej Fitch na temat reform w naszym kraju: Poland Needs Budget Measures to Ease Credit-Rating Pressure, Fitch Says
Poland’s government must press ahead with measures to cut the budget deficit as slowing growth threatens revenue and pressures the country’s debt rating, said Piotr Kowalski, the head of Fitch Ratings’s local unit. [...] To alleviate negative pressure on Poland’s rating, we want to see steps that are feasible, are implemented in reality and not just on paper and are sustainable [...] The election is important to us because we’ll see afterwards if and how serious the new government is about implementing public finance consolidation,” said Kowalski.
więcej w bloomberg. Obcięcie ratingu Polsce najpóźniej w I kwartale 2012 roku to kolejny aspekt, który może doprowadzić do wyprzedaży aktywów finansowych w Polsce. Więcej pisałem o tym w listopadzie 2010: Pełny raport Fitch Rating - Nie będzie reform? Polsce grozi irlandzki scenariusz. W kontekście wpisu Źródło słabości złotówki czyli czego nie powiedzą Ci polscy analitycy - doszło dzisiaj do dalszej wyprzedaży złotego (para EURPLN osiągnęła 4.40). Widać doskonale po rentowność jak z Polski "wychodzi" kapitał zagraniczny (obligacje są sprzedawane, rentowność rośnie):
Poland Government 10 Year Note Generic Bid Yield <== klik Z kolei 5 letni CDS w dolarach dla Polski można śledzić tutaj - klik. Na koniec dodam, że praktycznie żadna z partii przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi nie odniosła się jak dla mnie do 5 kluczowych kwestii: 1. Czy rząd i dana partia gotowi są zmienić konstytucję by zasady księgowości polskiego długu były zgodne z europejskimi (European System of Accounts 1995 w skrócie ESA 95, zwany również w Polsce General Goverment)? Tym samym zostałyby częściowo ograniczone sztuczki księgowe a la Kucharza roku np. z Krajowym Funduszem Drogowym? Oczywiście ESA95 ma swoje minusy - klik. Polska stosuje inną metodykę, różniącą się w detalach, co powoduje, iż Minister Finansów ukrywa długi poprzez np. Krajowy Fundusz Drogowy poza oficjalnym polskim rejestrem. Opis różnic za NIK: Dodam, że gdyby stosując statystykę unijną, a nie Polską kreatywną księgowość Kucharza Roku, to już w zeszłym roku przekroczyliśmy ustawowe 55% zapisane w konstytucji: Za oficjalnym dokumentem rządowym: STRATEGIA ZARZĄDZANIA DŁUGIEM sektora finansów publicznych w latach 2011-14" poruszanym we wpisie: Kucharz Roku czuje pismo nosem czyli o spodziewanych kłopotach na polskim rynku długu. 2. Czy rząd i dana partia zamierzają zostawić zapis w konstytucji na temat limitu zadłużenia do PKB? Pytanie istotne gdyż np PSL przebąkiwał o jego zniesieniu: PSL: Progi zadłużenia to tępa siekiera
Poseł PSL Janusz Piechociński jest zdania, że Polska powinna rozważyć wycofanie się z dopuszczalnych progów zadłużenia, przyjętych w ustawie o finansach publicznych. Progi te, chroniące nas przed niekontrolowanym przyrostem długu zapisano na poziomie 50 i 55 proc. zadłużenia w relacji do PKB. Link Piechociński zwrócił uwagę, że za taką decyzją przemawia sytuacja dużej niepeLinkwności gospodarczej i spekulacji na rynku walut. Zastrzegł też, że wycofanie się z wysokich progów zadłużenia wymagałoby szerokiego porozumienia sił politycznych. - Pytanie, czy nie rozważyć tego, co sami zapisaliśmy w Konstytucji, czyli sztywnej granicy, która wymusza natychmiast na rządzie przedłużenie budżetu zrównoważonego. Bo to takie narzędzie jest, jak tępa siekiera do przycinania paznokci - mówi poseł PSL.
Osobiście nigdy nie oddam głosu na partię, która jest za zniesieniem limitów zadłużenia. Tylko nadmienię, iż europa dąży do wprowadzenia takich limitów w całej strefie euro (European leaders call for action as economy hits wall oraz Merkel i Sarkozy dyscyplinują członków strefy euro) 3. Jak rząd i dana partia zamierza zreformować KRUS dla rolników, który zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego jest niekonstytucyjny. Więcej KRUS do reformy. Równe składki rolników niekonstytucyjne. Niesprawiedliwe społecznie jest finansowanie z budżetu składek zdrowotnych bogatych rolników - stwierdził dziś Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie.). Przypomnę, że zmiany w KRUS muszą być dokonane już w pierwszym kwartale 2012! 4. Co rząd i dana partia zamierza zrobić z podatkami, a w szczególności VAT? Polska obecnie znajduje się w czołówce krajów o najwyższym VAT ( a la Szwecja) jednak Polacy nie mają takich luksusów jak Szwedzi (mieszkania......). Przypomnę, że VAT w budżecie państwa stanowi prawie połowę dochodów podatkowych(klik), a PIT to jedynie 16 procent! (za wpisem Atakujemy 1 bilion pln! czyli Wieloletni Plan Finansowy Państwa 2010 – 2013.) 5. Co rząd i dana partia zamierza zrobić z emeryturami w Polsce? Czy zamierza kompletnie zlikwidować OFE i inne formy inwestowania? Niestety zdecydowanie ważniejsze są żony, dzieci, krawaty przyszłych "mężów stanu", czy kto co myśli o aborcji, niż kluczowe sprawy dla gospodarki. Przypomnę, że w/w sprawami można się zająć jak spełnione zostaną potrzeby z hierarchii Masłowa. Niestety nie jesteśmy społeczeństwem bogatym, i nie powinniśmy zajmować się bardziej przyziemnymi sprawami.