21 sierpnia 2012

Włoska Unia Monetarna

Analitycy z Commerzbank przedstawili ciekawą wizję rozwoju wypadków, którą nazwali Włoską Unią Monetarną.

Analitycy wskazują, że jednym z głownych problemów krajów PIIGS jest utrata konkurencyjności przez wskazane gospodarki. Konkurencyjność została utracona m.in. przez rosnące koszty pracy. Do tej pory kraje takie jak Włochy radziły sobie z tego typu problemem poprzez dewaluację własnej waluty, w tym wypadku Liry.

Dobrze widać to na dwóch poniższych wykresach. Warto zaznaczyć że sytuacja nie jest nowa dla PIIGS i dla przykładu koszty pracy w stosunku do Niemiec, również rosły w latach 70 i 80 zeszłego wieku. Wtedy jednak pomogła słaba Lira:




Takie podejście do rozwiązywania problemów związanych z konkurencyjnością tj nie wprowadzania porządnych reform powodowało m.in. wyższe oprocentowanie obligacji jak i wyższą inflację.

Obecnie takie rozwiązanie nie jest możliwe, gdyż euro jest wspólną walutą i nie może zostać zdewaluowane na życzenie Banku Centralnego Włoch. Koszty pracy nadal rosły i w konsekwencji w latach 1999 - 2011 zwiększyły się o 75% podczas gdy w USA o jedyne 16%, w przeliczeniu do dolary. Problem jest więc znaczący.

By rozwiązać problem najlepiej przeprowadzić reformy. Niestety zaoferowana pomoc wraz z potencjalnym finansowaniem długu rządów przez ECB oznacza, iż kraje PIIGS znacząco zaczynają opóźniać zmiany. Wydaje się wręcz, że zaoferowanie takiej pomocy prowadzi do znacznych opóźnień, które powinny nastąpić i zdejmuje presję z polityków. By więc zapobiec rozpadowi strefy euro fundusze EFSF i ESM zostały zwiększone, Niemiecki Bank Centralny przymyka oko na rosnące zobowiązania w TARGET2 oraz ECB zaczyna skup papierów PIIGS. To prowadzi de facto do wspomnianej Włoskiej Unii Monetarnej.

Analitycy w swoim raporcie za bazowy scenariusz przyjmują uwspólnotowienie długów w tej czy inne formie. Nawet bez euroobligacji, wykorzystanie finansowania  w ramach TARGET2, funduszy pomocowych ESM, EFSF czy w końcu nielimitowanego skupu nielimitowanych obligacji krajów PIIGS prowadzi tylnymi drzwiami do mocno połączonej fiskalnie i monetarnie strefy euro. To powinno przynajmniej częściowo odłożyć w czasie problem rozpadu strefy euro.

Taka Unia nie będzie nowością dla PIIGS, w tym Włoch. Będzie ona bowiem nosiła następujące dwie cechy:

1. Wyższa inflacja w trzonie strefy euro. Zbyt luźna polityka monetarna, w tym skup obligacji musi doprowadzić do poprawy w gospodarce, wzrostu kosztów pracy oraz inflacji. Zamiast deregulować gospodarkę i obniżać udział wydatków rządowych w PKB będą nasilały się tendencje odwrotne. Będzie presja na większe interwencje, większy udział rządów w gospodarce oraz większa kontrola aktywności biznesowej. Zwiększy się również siła przebicia związków zawodowych, szczególnie że zwykli Niemcy nie będą chcieli zaciskać pasa gdy w tym samym czasie Grek popija Ouzo. To doprowadzi do utraty konkurencyjności trzonu strefy euro i zbliży je do krajów peryferyjnych.

2. Słabe euro. W związku z podjętymi działaniami w tym drukiem pieniędzy analitycy uważają, że waluta europejska pozostanie słabsza w stosunku do innych i będzie tracić na wartości podnosząc konkurencyjność europy, tak jak za dawnych lat lira włoska podwyższała konkurencyjność Włoch.

Jednakże wskazane podejście do rozwiązania problemu niesie ze sobą i znaczące koszty.
Po pierwsze - Jak wskazuje doświadczenie Włoch z lat 70tych i 80tych, również i wiele innych badań wskazuje, że podwyższona inflacja hamuje wzrost gospodarczy.

Po drugie - i co ważniejsze - inwestorzy będą żądać większej premii za ryzyko w związku z większym ryzykiem walutowym. By temu zaradzić, wzrośnie realne oprocentowanie jak i realne koszty finansowania w całej strefie euro. W konsekwencji tak jak za danych lat podwyższone oprocentowanie ograniczy aktywność biznesową.

Dla krajów peryferyjnych nie będzie to niczym nowym. Znajdą się w tej samej sytuacji co Włochy w latach 70tych i 80tych, której to sytuacji chcieli za pewne uniknąć wchodząc do strefy euro tj uzyskując tańszy kredyt i stabilną walutę. Wydaje się jednak, że wyższe oprocentowanie i słabsza waluta dla krajów peryferyjnych jest jednak bardziej atrakcyjne, niż stabilna waluta i konieczność przeprowadzania niepopularnych reform. Łatwiej bowiem po cichu przenieść ukryty koszt na obywateli, niż wprowadzać jawnie reformy gospodarcze.

Z kolei kraje trzonu strefy euro znacząco stracą we Włoskiej Strefie Euro. Jednakże negatywne efekty pojawią się za kilka,kilkanaście lat i nie od razu. Krótkoterminowo agresywnie luźna polityka monetarna doprowadzi do boomu a w między czasie ucichnie kryzys w strefie euro. Dopiero długoterminowo elektorat w trzonie strefy euro zorientuje się w sprawie ukrytych kosztów - wysokiej inflacji, niższej aktywności biznesowej oraz nieelastycznego rynku pracy.

Jak długo może wytrwać Włoska Unia Monetarna?
Analitycy podkreślają, że długoterminowo taka unia monetarna nie jest stabilna z wielu powodów. Jednym z nich jest ciągłe znoszenie uwag przez PIIGS na temat ich gospodarek od trzonu strefy euro, a z drugiej strony podwyższona inflacja w  Niemczech i np. wysokie ceny mieszkań. Analitycy wspominają, że taka unia spokojnie może potrwać 5 czy nawet 10 lat jednak docelowo pokaże ona swoje złe gospodarcze oblicze.

Raport tutaj, dla innych osadzony:

7 komentarzy:

  1. Trudno wymagac aby kraje Europy czy USA mialy porownywalne koszty pracy z krajami azjatyckimi. Euro, tak jak i USD, dewaluuje sie od czasu gdy zostalo wprowadzone. Przyspieszenie dewaluacji nie doprowadzi do konkurencyjnosci krajow UE z np Chinami Ludowymi nawet jesli chinski jen nie jest automatycznie zwiazany z EC (tak jak to ma miejsce z USD). Po prostu zubozy ludnosc i byc moze w ten sposob ograniczy import. Jedynie powrot do protekcjonistycznej polityki handlu zagranicznego moze ocalic sytuacje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chodzi tu o koszty pracy, tylko o koszty / wydajność (jeszcze dochodzą różnice kosztów transportu). Tak, można wymagać, żeby to było porównywalne, bo jaka jest alternatywa?
    Protekcjonizm spowoduje własnie zubożenie społeczeństwa, ponieważ oznacza mniej towarów i gorszą jakość, za większą cenę.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ikti
    Protekcjonizm spowoduje własnie zubożenie społeczeństwa, ponieważ oznacza mniej towarów i gorszą jakość, za większą cenę.

    Ale jednoczesnie oznacza wzrost produkcji i usług oraz powstawanie nowych miejsc pracy oraz wzrost płac, który rekompensuje wyższą cenę. Polemizowałby przy tym z tą gorszą jakością.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardziej chodziło mi o wyższą cenę i/lub gorszą jakość. Inaczej nie było by potrzeby wprowadzania protekcjonizmu.

    Ogólnie to jasne jest, że produkcja musi wrócić. Aby wróciła, płace realne muszą spaść. Można to zrobić na sposób protekcjonistyczny: zachowujemy ceny nominalne, ale wszystko drożeje. Lub na sposób rynkowy: spadek kursu waluty i/lub obniżka płac nominalnych.

    Nie ma możliwości zachowania poziomu życia, ponieważ było to życie na kredyt. Z pozoru rozwiązania wydają się podobne, ale oczywiste jest, że inne kraje w odwecie za cła zaporowe wprowadzą też takie u siebie i handel międzynarodowy zamrze, na czym wszyscy stracą.

    Co ciekawe, mechanizm rynkowy zadziałałby już dawno temu w przypadku np. Polski, gdyby nie ciągłe zadłużanie. Tylko zadłużając się możemy mieć deficyt na CA od ... właściwie zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ikti
    Tylko zadłużając się możemy mieć deficyt na CA od ... właściwie zawsze.

    Deficyt na CA jest wynikiem polityki rządu. Obecnie zaczynamy mieć deficyt nawet w handlu zywnością.-) Wynika to miedzy innymi z faktu, że własciele hipermarkietów wolą zamówić towar w swoim kraju nawet za nieco wyższą cenę niz kupić go na rynku lokalnym. W ten sposób np w Lidlu eliminowane są konkurencyjne produkty żywnościowe od polskich producentów żywności. Problem ten pogłębiany jest przez polityke UE, dla której np znikome cła na czosnek z Chin nie są problemem, ale generuje to problemy dla producentów z Polski czy Wegier. Dodatkowo zmiana struktury na wsi prowadzi do eliminacji częsci upraw, np ziemniaków.

    Inną sprawą jest, że deficyt generowany jest głównie za sprawą importu surowców energetycznych i stanowi to średno 60-70% z ok 15-20mld dolarów deficytu i nie widze specjalnie na horyzoncie czegoś, co ten deficyt miałoby ukrócić, o ile państwo polskie nie pójdzie w kierunku małej geotermii, wiatraków, biogazu i biopaliw.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Hans
    Może tak, może nie, ale pamiętaj, że istnieje coś takiego jak bilans płatniczy i niezależnie od tego ile wiatraków wybudujesz to będziesz miał deficyt na CA, jeśli przepływy kapitałowe (inwestycje zagraniczne, zadłużanie) będą dodatnie.

    OdpowiedzUsuń

  7. Mario Monti's exit is only way to save Italy
    Italy has only one serious economic problem. It is in the wrong currency.

    link

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP