09 lutego 2013

Ceny państwowej ziemi rolnej ciągle rosną - ostatni rok?

Wiadomość w całości za ANR - coroczny wzrost ziemi rolnej sprzedawanej przez ANR rosną 12% rocznie. Wg mnie w dużej części spowodowane to jest dopłatami oraz dofinansowaniem przez nas (Państwo) rolników - oprocentowanie na kredyt jedyne 2% rocznie. Na szczęście to ostatni rok rozdawania gotówki.


Rok 2012 był kolejnym, kiedy ceny gruntów rolnych sprzedawanych przez Agencję Nieruchomości Rolnych rosły. Średnia cena 1 ha wyniosła 19 288 zł, i w porównaniu ze średnią ceną za rok 2011, która osiągnęła poziom 17 165 zł, była wyższa o 12%.


W ubiegłym roku wzrost cen okazał się identyczny jak w 2011 r., gdyż wzrost średniej ceny za 1 ha gruntów rok do roku w latach 2010-2011 wyniósł również 12%. Ceny gruntów sprzedawanych przez Agencję rosną nieustannie od 2004 r., kiedy to Polska przystąpiła do UE

Analizując ceny uzyskiwane przez Agencję w ujęciu regionalnym, widoczna jest znaczna dysproporcja. Ceny w najdroższych województwach, czyli dolnośląskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim osiągały poziom ponad 24 tys. zł/ha, natomiast na terenie województw świętokrzyskiego, lubelskiego i lubuskiego były prawie dwukrotnie niższe i wynosiły nie więcej niż 13,5 tys. zł/ha.

Warto również odnotować, że najwyższe średnie ceny uzyskiwano w grupie obszarowej dla nieruchomości o powierzchni 300 ha i więcej – 21,3 tys. zł/ha, oraz w dla nieruchomości do 1 ha – 20,5 zł/ha, natomiast najniższe w grupie obszarowej od 1 do 10 ha – 16,2 tys. zł/ha.

Na wzrost cen wpływ ma dosyć dobra sytuacja ekonomiczna w rolnictwie, funkcjonujący system dopłat bezpośrednich i innych form wsparcia w ramach wspólnej polityki rolnej, wsparcie nabywania ziemi przez rolników przez państwo za pośrednictwem dopłat ARiMR do oprocentowania kredytów i rozkładanie przez ANR ceny sprzedaży na raty. Trzeba dodać, że kupno ziemi rolnej od Agencji na preferencyjny kredyt z banku lub na niskooprocentowane (2%) raty możliwe będzie – zgodnie z ustaleniami z UE – maksymalnie do końca 2013 roku. W bieżącym roku należy spodziewać się dalszych wzrostów cen.

Warto również odnotować, że oferta Agencji ulega systematycznemu zmniejszeniu, ponieważ co rok sprzedawane jest ponad 100 tys. ha gruntów. W 2011 r. Agencja sprzedała ponad 125 tys. ha, a w ubiegłym roku sprzedała rekordową powierzchnię gruntów, największą od 2002 r. – ponad 132 tys. ha. Największe powierzchnie sprzedano w województwach: zachodniopomorskim (14,8 tys. ha) i warmińsko-mazurskim (14,3 tys. ha). Natomiast najmniej ziemi zakupiono na terenach województw: mazowieckiego (2,9 tys. ha) i łódzkiego (2,9 tys. ha). 

Według stanu na koniec 2012 r. w Zasobie WRSP pozostawało niewiele ponad 1,8 mln ha, z czego ponad 1,32 mln ha (73% powierzchni Zasobu) stanowiły grunty wydzierżawione. Największe powierzchnie w dzierżawie znajdują się na obszarze województw: zachodniopomorskiego – 250,7 tys. ha, wielkopolskiego – 204,3 tys. ha, dolnośląskiego – 187,1 tys. ha, i warmińsko-mazurskiego – 159,5 tys. ha.







11 komentarzy:

  1. Czuję się wywołany do tablicy SiPie, ponieważ w tej działce pracuje i bardzo dobrze znam realia rolnictwa w Polsce.

    Oczywiście kredyty dołożyły się do rosnącej ceny w sposób znamienity, tym nie mniej jednak ja w głównej przyczyny upatruje jednak w patologicznym systemie dopłat bezpośrednich i systemie ubezpieczeń społecznych (nie tyle patologiczny jest KRUS, co ZUS - kto normalny będzie płacił ten HARACZ jak można opłacić składkę ubezpieczeniową w rozsądne europejskiej skali).

    O ile uważam, że do produkcji rolnej powinno się dopłacać (i to nie po to by wyrównać poziom życia rolników, ale by ceny żywności kształtowały się na OGÓLNODOSTĘPNYM poziomie, co zresztą było głównym powodem wprowadzenia WPR UE - przeciwnikom przypominam jak na psychikę wpływa perspektywa odebrania schabowego - Grudzień `70:-)
    To jednak system opłat obszarowych (czyli do hektara, a nie do wyprodukowanego kilograma produktu) jest afirmacją lenistwa, alkoholizmu i główną siłą napędową utrzymywania struktury gospodarstw rolnych ukształtowanych de facto po powstaniu styczniowym.
    Wsparcie UE zostało de facto w znakomitej części zamienione na pomoc społeczną i kapitał spekulacyjny klasy, która się uwłaszczyła po `89, reprezentuje filozofie TKM i ma układy(http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=50316&wid=8285900&rfbawp=1145948380.981&ticaid=110092&_ticrsn=5)W sumie trzeba dodać, że proces spekulacyjny ziemia-dopłaty został przyjęty w całej UE i ja osobiście traktuję go jako przekręt idealny, bo całkowicie legalny.

    Odnośnie kredytu preferencyjnego, który był przeznaczony na inwestycję. Widziałem magię taniego kredytu, magię która pozwoliła wielu stanąć na nogi i zacząć produkować na europejskim poziomie. Nie powstałby takie firmy jak Mlekovita, Mlekpol (łaciate) i Piątnica (do tego trzeba dodać know how z USA - tj. akcja szkoleniowa na początku lat `90). To powinno chyba dać przykład jak powinno się wykorzystywać pieniądze z UE. Nie jako dotacje 50% procentowe tylko jako tani kredyt. Kredyt ten bowiem wspaniale wpływa na motywację - nie byłoby lipnych stron internetowych, za nieprawdopodobne pieniądze, bo kredyt jednak trzeba spłacić. W samym rolnictwie zwrot kosztów też nie jest najszczęśliwszy, ale chyba ma w większym stopniu rekompensować ograniczanie produkcji.
    W każdym razie Polską wieś w przeciągu dwóch najbliższych dekad czeka zderzenie z asteroidą, którą przetrwają odpowiednio duzi, a przede wszystkim odpowiednio wydajni.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Gruby Miś:
    "...do produkcji rolnej powinno się dopłacać... by ceny żywności kształtowały się na OGÓLNODOSTĘPNYM poziomie...".

    Z całym szacunkiem, ale to chyba jest żart. Dopłacamy z własnych kieszeni do biurokratów, którzy połowę przeżrą, a połowę dadzą rolnikom, którzy z kolei połowę przechleją. Efekt jest taki, że żywność jest o wiele droższa niż by być mogła, tylko tego nie widzimy bo jest to ukryte w vacie i innych podatkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. CZeść,

    GRubyMisiu dziękuję za wpis - zgadzam się z nim częściowo - w zakresie np cen ziemi.

    Co do żywności to jednak mam pogląd taki jak @Unknown - wg mnie bez dotacji i WRAZ z otwarciem granic na żywność spoza UE było by taniej (chociazby z Ukrainy). Wg mnie WPR UE konserwuje ceny, bezproduktywne dotacje jakich wielu. Zresztą mnie znaczna część dotacji UE to legalna defraudacja pieniędzy (zakup lasów i pieniadza za zalesianie itp).
    pozdrawiam,
    SiP

    OdpowiedzUsuń
  4. @Unknown

    Właśnie, ze bez dopłat ceny żywności byłyby znacznie wyższe, bo rolnicy dzięki tym dopłatom sprzedają swoje towary taniej niż kosztuje ich wyprodukowanie. Wliczając dopłaty i tak wychodzą na plus, a mieszczuchy się cieszą, ze żywność jest tania. Jest to bardzo dobry sposób walki z inflacja. Płaci się po prostu rolnikom pieniądze by sprzedawali poniżej kosztów produkcji. Bez tego ceny żywności poszybowałyby od razu o co najmniej kilkadziesiąt %, a najprawdopodobniej ze 100%, aby produkcja znów stałaby się u nas opłacalna. Piszecie, ze wzrost cen uniemożliwiłby zwiększony import. Jednak według mnie to tylko pogorszyłoby sytuacje. Tania żywność głównie ze wschodu zalałaby Europe, co spowodowałoby kaskadę bankructw rodzimych producentów. Brak konkurencji z ich strony doprowadziłby do znacznego wzrostu cen żywności. Tamtejsi producenci mogliby sobie dyktować ceny. Byłoby podobnie jak z cenami gazu w Polsce.

    Żeby nie było, ja tez jestem za likwidacja wszelkich dopłat bezpośrednich. Ja tam żadnej inflacji się nie boje, a przede wszystkim niech zlikwidują te bezsensowne limity produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. @SiP
    Co do tej tańszej żywności z spoza UE to nie specjalnie w nią wierzę. Thomas ma rację nie można uzależnić się od dostępu żywności. Poza tym nadwyżki istnieją chyba tylko w UE i Stanach. Azja ma niedobory i będzie miała je jeszcze bardzo długo.
    Dostęp do żywności trzeba bezsprzecznie zapewnić, zwłaszcza gdy prognozy przyrostu demograficznego na Ziemi mówią o 9 mld ludzi na koniec wieku, a trzeba pamiętać, że produkcja rolna to nie fabryka komputerów, odtworzenie dzisiejszego potencjału genetycznego np. krów mlecznych trwałoby kilkadziesiąt lat. Dochodzą do tego zmiany klimatu, które są faktem (a czy jest to wywołane działalnością człowieka czy przyczynami naturalnymi to już nie istotna w tej dyskusji działka).
    Jak napisałem dopłacać trzeba nie po to żeby rolnikom się jakoś strasznie opłacało tylko by:
    - produkować w miarę zdrowo - kto nie widział ferm Cargilla, ten niech nie opowiada o wolnym rynku w produkcji żywności.
    - nakłady inwestycyjne w rolnictwie są ogromne (byle jaki ciagniczek 100 km - 200 tyś netto)
    - nasze warunki klimatyczne (wegetacja, niskie opady, słaba jakość gleb).
    Limity - mleko do 2016 (wbrew pozorom ma to jednak drugorzędne znaczenia moim zdaniem), cukier Niemcy i Francja zapewniły swoim maksymalny zysk. Myślę, że tamtejsi przedstawiciele filozofii TKM mieli trochę dobrej ziemi i byli zainteresowani produkcją o stosunkowo niskim zapotrzebowaniu na siłę roboczą.
    Napisałem więc, że powinno się dopłacać do produkcji. W Polsce 80% produkcji jest wytwarzane przez 20% gospodarstw. Dziękuje. Reszta to nie WPR tylko socjal i administracja. Tylko zdaje się, że WY miejscy też macie z tym problem (jak ktoś chce polaryzować mieszkańców Polski to niech podzieli na nierobów i resztę, która ten burdel utrzymuje). Napisałem też, że jestem zwolennikiem innej formy dopłacania do produkcji żywności i przede wszystkim zmian systemowych WSI, nie rolnictwa tylko WSI.
    Dziś produkcja rolna wymaga know how. W nadchodzącym dziesięcioleciu będziemy mieli rzeź gospodarstw, które ze względu na brak wiedzy/ nieumiejętność zarządzania/ mentalność będą doprowadzone do bankructwa. Przyszłość wsi jest bardziej skorelowana z losami gospodarczymi tego kraju niż wam się wydaję. Brak rozwoju wsi nie tkwi w jakichś specjalnych przyczynach - problemem jest jak wszędzie po pierwsze ZUS po drugie ZUS, po trzecie ZUS i biurokracja. Poza tym znam też system dotacji z UE poza rolnictwem - nie jest dobrze.
    Tani kredyt szanowni państwo, tani kredyt na 10-15 lat to powinna być docelowa forma dotacji nie tylko w rolnictwie.
    Ogólnie problemy trapiące rolnictwo są bardzo podobne do reszty gospodarki, wynikają ze słabości gospodarczej tego kraju. Trzeba zjechać na dół, do zmian mentalnościowych. Widząc wiedzę o zarzadzaniu ryzykiem, o optymalizacji kosztów, o formie prawnej działalności gospodarczej wśród jak się wydaje już poważnego biznesu. Ale jak się żyje w państwie, w którym oszczędności emerytalne obywateli są wydane już przed pobraniem, a nie inwestowane w rozwój gospodarki to czego można się spodziewać… Ale jak już kiedyś napisałem – codziennie pić nie można…

    P.S. Trzeba rozdzielić cenny w poszczególnych województwach, tam gdzie można kupić po kilkaset hektarów przewiduje jednak ciągle wzrosty,( pytanie jak zachowa się ANR wobec protesu rolników przeciwko słupom kapitału zagranicznego), załamanie cen widać np. na Podlasiu gdzie bez kredytu preferencyjnego nie będzie kapitału, a inwestorzy z kapitałem „o pochodzeniu nie rolniczym” nie będą zainteresowani ze względu na małą koncentrację. W moich stronach z 50 tysi za ha zleciało do 30, bo niema kapitału w związku z jednak istotnym przeinwestowaniem (PROW, ogromne zapóźnienie inwestycyjne, ogromne różnice w wydajności gospodarstw sięgające nawet ½). W ogóle rynek jest wyjątkowo niejednolity i trudny do zgeneralizowania.

    OdpowiedzUsuń
  6. @GrubyMisiu
    Dobrze mi się Ciebie czyta. Pisz częściej. Jak masz ochotę oddam miejsce na blogu w zakresie rolnictwa - statystyk, tabelek, zestawień.Sam odpiszę Tobie jutro. Dzisiaj nie mam już czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Gruby Miś & Thomas

    Panowie cały czas nie rozumiem jak dopłaty do rolnictwa mają sprawić, że żywność będzie tańsza. Żeby dopłacić to komuś trzeba najpierw zabrać (koszt poboru podatku). Później przydzielić (koszt obliczenia komu i ile + koszty transakcyjne). Weźcie pod uwagę, że są to ogromne koszty administracyjne. Następnie państwo dopłaca do rolnika, który sprzedaje poniżej kosztów produkcji i jak to mawiał Bastiat "to widać". To czego nie widać, to koszt jaki ponosi społeczeństwo na dopłaty. Nawet jeśli żywność bez dopłat poszłaby 100% do góry, to i tak w sumie zapłacilibyśmy mniej. To, że zwykłemu zjadaczowi chleba byłoby to trudno zrozumieć i politycy musieliby obniżyć podatki o sumę dopłat pomijam. Mówię tylko o zwykłej matematyce.

    Tani (preferencyjny) kredyt, o którym pisze GrubyMiś to też nie jest cudowne wyjście z sytuacji. Pamiętaj, że tani kredyt obniża ryzyko inwestycji co może ludzi skłonić do przeinwestowania. Przykładu z tematu rolniczego nie mam, ale przedstawię inny. W krajach anglosaskich studia są płatne, ale można na nie dostać tani kredyt. Jest on tak tani, że część ludzi zapisuje się na studia tylko po to by go dostać. Ze studiów oczywiście natychmiast rezygnują, a kasę wpłacają na konto. To nie jest żart ani sporadyczny przypadek. Po drugie chyba nie muszę pisać, że ludzi na studiach jest za dużo i to nie tylko w Polsce. To z kolei rodzi szereg innych problemów, których nie będę opisywał. Z poniższego wykresu nie sprawdzałem danych osobiście, ale pasuje to do tego co napisałem wcześniej:
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/2/29/College_tuition_cpi.jpg/400px-College_tuition_cpi.jpg

    P.S.
    Przepraszam, że występuję jako Unknown.

    Grisha

    OdpowiedzUsuń
  8. @Sip @Gruby miś

    Na cenę żywności niewielki wpływ ma polityka rolna UE dopłaty itd.
    Popatrzcie na wykres cen pszenicy.
    Od 1990 roku cena pszenicy w PLN USD nie wzrosła więcej niż 2 krotnie natomiast podaż pieniądza kilkukrotnie do 10X.
    Dlaczego tak jest?
    Prawdopodobnie dlatego, że państwa importerzy płacą za produkcje rolną obligacjami USD Chiny i Japonia itd. Wszystko odbywa się w formie bezgotówkowej. Chińczyk robi produkcję przemysłową poprzez sztywny kurs yuana za darmo władza nie płaci gotówką za import gotówką tylko nagromadzonymi obligacjami. Zatem cena pszenicy kukurydzy innych płodów nie rośnie.
    Do tego badania genetyczne GMO. Żywność musiała być tania aby konsument miał zdolność kredytową.
    Dzięki temu, że chińczyk nagina za darmo konsolidacja i unowocześnianie sektora rolniczego musiało postepować. Z negatywnymi tego konsekwencjami w postaci jakości zywności
    Teraz czasy taniego jedzenia kończą się bo mamy schyłek akcji kredytowej. Będzie drożej i gorzej jakościowo a jak po drodze trafi się kilka chłodniejszych i mokrych lat???
    @Gruby miś
    konsolidacja sektora rolniczego stanie a cześć mniejszych rozumniejszych rolników przestawi się na produkcje ekologiczną.
    Latem kupiłem maliny z marketu 1,5 - 2 funty za 150 gram. Wszystko obite i porozgniatane. Później zerknąłem jak sie to zbiera i otrząsa z krzaka maszynowo. Więcej nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Unknown

    Napisałem przecież na końcu, ze jestem przeciwnikiem dopłat dla rolników z przyczyn, które właśnie opisałeś.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Grisha

    W tym sęk, że ten kredyt był fajnie zorganizowany - państwo dopłacało jedynie do odsetek, resztę prowadziły banki - głównie spółdzielcze. Banki wymagały rozliczenia inwestycji fakturami - spekulacja bardzo, bardzo ograniczona.
    Przeinwestować można zawsze i to jest ryzyko banku, więc nawet w preferencyjnym kredycie to bank powinien ponosić ryzyko i właściwie je oceniać.
    Ostatnio odnoszę wrażenie, że świat Regana i Thatcher się wyczerpał. Koniec wiary wielkie, nieograniczone złudzenie braku pochodzenia kapitału. Niemcy posiadając swoją klasę posiadającą, silnie związanych ze swoją gospodarką ukazują jak nią zarządzać. Na przykładzie Solorza widać jak można przywiązać człowieka do państwa. Musi inwestować działać, ciągnąć rynek do przodu, bo musi spłacić Plusa. Musi być jednym słowem innowacyjny. I to widać w jego działaniach. Trzeba wytworzyć wreszcie możliwości inwestowania w tym państwie, ale skoro zakłady chemiczne wolą inwestować w sport niż rozwój. (ciekawy wywiad: http://wiadomosci.wp.pl/page,2,title,Prof-Marek-Chmielewski-polscy-naukowcy-zostali-wycieci,wid,15181085,wiadomosc.html )
    Poza tym ciągle słyszę jacy to amerykanie głupi - żyją na kredyt drukują i zaraz z głodu pozdychają. A moim zdaniem to za cały ten dodruk zapłacą posiadacze obligacji. Jak zbankrutują to co? Dwa lata stagnacji? Ktoś złupie ich militarnie? Ktoś się na nich obrazi? Maja najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwa, najbardziej rozwiniętą technikę, jednym słowem swoją polityką kredytu i dodruku bezczelnie wszystkich wydy... zaczynąjąc od ZSRR

    OdpowiedzUsuń
  11. @GrubyMiś

    Zgadzam się z resztą przedmówców. Też pracuję w branży rolniczej. Jakiekolwiek dopłaty państwowe do czegokolwiek, to czysty idiotyzm.

    Dopłaty do sprzętu - chore marże na rynku sprzętu rolniczego i ceny z kosmosu

    Dopłaty do ziemi - chore cenny 1 ha, których perspektywa zwrotu sięga 20-30 i więcej lat (bez dopłat)

    Dopłaty do kredytów - słyszałeś może o jeśli dobrze się wyrażę "mislokacji kapitału"? Tani kredyt sprzyja podejmowaniu bardziej błędnych decyzji inwestycyjnych, przy obniżonym ryzyku. Po prostu pieniądze są częściej wydawane na nietrafione inwestycje.

    Co do USA - to wszystko do czasu, "Rzym też upadł".

    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP