31 stycznia 2015

Gdzie podziała się inflacja?

Kilka wykresów dla Ameryki, Wlk. Brytanii, Strefy Euro oraz Japonii z pytaniem na końcu..



Baza monetarna w lokalnych walutach, rośnie dzięki bankom centralnym i ich QE:


Coraz więcej długu w rękach banków centralnych (% do całej bazy obligacji), w oczy bije Japonia gdzie bank centralny posiada już blisko 40% wszystkich obligacji, po drugiej stronie strefa euro:

Dług publiczny jako procent nominalnego PKB - wszędzie rośnie:

USA:
UK:

Strefa Euro:

Japonia:


Bazy monetarne i inflacja w poszczególnych krajach:

USA
UK:
Strefa euro:
Japonia (chwilowy wyskok inflacji spowodowany osłabieniem jena i wyłączeniem elektrowni atomowych tj zwiększonego importu paliw z zagranicy. Dodatkowo zwiększenie podatku od sprzedaży)

I na koniec na deser - baza monetarna jako procent PKB. W Japonii to już 60% PKB (!):

Zatem gdzie ta inflacja? Dlaczego nigdzie jej nie widać? Dodam, że problem się robi poważny bo przykładowo Bank Centralny Japonii (BoJ) żali się, iż za moment zabraknie mu obligacji państwowych i nie będzie miał kupować (Kuroda Hints at "Many Options" for Shift in Japan Stimulus). Padają propozycje by prefektury (takie jakby samorządy) emitowały więcej długu, to wtedy bank centralny będzie skupował ich dług. Może wtedy skapnie więcej do prawdziwej gospodarki. Na razie kupowanie akcji, nieruchomości i obligacji przez bank centralny nic nie daje - inflacji nie ma.

Kiedy przyjdzie?
Co ją wywoła?
Czy banki centralne w ogóle mogą wywołać inflację?

Wszystkie wykresy za Natixis.

49 komentarzy:

  1. Wzrost cen nie zależy tylko od podaży pieniądza ale też od ilość dóbr jakie ten pieniądz ściga. Jeśli podaż zwiększa się o 5% i produkcja również rośnie o 5% to ogólny wzrost cen wyniesie zero. Po długich latach inflacji wywołanej obniżaniem stóp procentowych i zalewem kredytu, następnym etapem cyklu jest zawsze deflacja i to właśnie się dzieje. Gospodarka pragnie się skorygować i mielibyśmy już od dawna dużą deflację i pękające bańki, gdyby nie właśnie działania banków centralnych które pchają wózek w drugą stronę. Mamy więc działanie przeciwstawnych sił. Oczywiście BC nie mają żadnych szans w walce z rynkiem, natomiast przedłużają agonię. Jak i kiedy się to wszystko skończy też ciężko wyrokować gdyż kreatywność bankierów i polityków wydaje się nieskończona. Jedno co można przewidywać to dużą zmienność w przyszłości na rynkach..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      1. Podpisuj się

      2. "Wzrost cen nie zależy tylko od podaży pieniądza ale też od ilość dóbr jakie ten pieniądz ściga. Jeśli podaż zwiększa się o 5% i produkcja również rośnie o 5% to ogólny wzrost cen wyniesie zero. "

      Czyli twierdzisz że nie ma inflacji bo gwałtownie rośnie produkcja i wydajność? No bo wiesz - spójrz na Japonię - tam baza monetarna eksploduje - chcesz powiedzieć że tam też eksploduje (rośnie wykładniczo) produkcja i przemysł?

      Bo wiesz ja mam inne wrażenie - tam wiele firm pada - jak Nintendo czy Sony, a wygrywają te które bronią swojego rynku i stosują interwencjonizm jak Korea Południowa (LG, Samsung,) czy ChRL (Huawei, Xiaomi, ZTE)

      Usuń
    2. "Po długich latach inflacji wywołanej obniżaniem stóp procentowych i zalewem kredytu, następnym etapem cyklu jest zawsze deflacja i to właśnie się dzieje"

      Czy Ty znasz statystyki? Gdzie są te lata inflacji wywołanej obniżaniem stóp? Nie było przecież żadnych silnych inflacji.

      To że w skurczu kredytowym czy krachu jest deflacji - tak po prostu jako teza - to się zgadzam.

      Usuń
  2. Być może lepszym rozwiązaniem byłby dodruk pieniędzy i przekazanie ich obywatelom, np. 100 euro miesięcznie w prezencie od ECB dla każdego mieszkańca strefy euro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć
      O widzisz, "now you talking". Pełna zgoda dlatego ten dochód gwarantowany to może nie taka zła rzecz? Uchwalasz że np przez 6 miesięcy jest wyższy, na czas rozdmuchania inflacji?

      Usuń
    2. To tylko luźny pomysł, nie jestem wielkim znawcą polityki monetarnej. Patrząc na skutki QE w USA, to poza wzrostem gospodarczym (pytanie: dzięki QE czy mimo QE), jest też druga strona medalu - przeciętny realny dochód obywateli nie rośnie. Wniosek z tego, że beneficjentami wzrostu gospodarczego są najbogatsi: http://www.forbes.com/sites/louiswoodhill/2013/03/28/the-mystery-of-income-inequality-broken-down-to-one-simple-chart/

      Usuń
  3. Inflacji nie ma bo struktura popytu na dobra nie odpowiada strukturze posiadania (dyspozycji) pieniądza. Z tego samego powodu rośnie wartość majątku 1% najbogatszych i pompowane są aktywa.

    Jeśli mamy taką strukturę że 1 osoba ma 100mln$ i 10000 osób ma po 1000$/mc, oraz taką że 1 osoba ma 10mln i 10000 osób ma 3000$/mc, to które z tych jest bardziej pro inflacyjne (inflacja liczona na koszyk) ?

    Dlatego tyle się mówi że gospodarka nie przeszła restrukturyzacji i podniesienie stóp w USA było by bardzo bolesne dla gospodarki - bo zacznie wywoływać niezbędną restrukturyzację gospodarki, spowolni recovery ale struktura powinna się zacząć poprawiać. Jeśli dług będzie znów kosztował to padną bezsensowne biznesy (które miały sens kiedyś ale nie mają dziś bo nie ma na nie popytu), najpierw spadnie wzrost, wzrośnie bezrobocie ale potem powinny zacząć powstawać nowe, wytwarzające to co ludzie potrzebują. Po dłuższej stagnacji pkb (spadku) powinna się pojawić inflacja i zdrowy wzrost. Typowe.

    Innymi słowy powinni dać ludziom znów decydować.

    E.W. (blofi.pl) - Pojawiają się takie pomysły, tylko czy jest sens ten naturalny problem zaburzać.

    Kolejna kwestia - czy my na pewno nie mamy inflacji ? Bo podobno to że 5 lat temu za 2000$ można było kupić 40" a dziś 65" to jest liczone jako spadek cen.

    Zgadłem ? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Xgda
      "Inflacji nie ma bo struktura popytu na dobra nie odpowiada strukturze posiadania (dyspozycji) pieniądza. Z tego samego powodu rośnie wartość majątku 1% najbogatszych i pompowane są aktywa.

      Jeśli mamy taką strukturę że 1 osoba ma 100mln$ i 10000 osób ma po 1000$/mc, oraz taką że 1 osoba ma 10mln i 10000 osób ma 3000$/mc, to które z tych jest bardziej pro inflacyjne (inflacja liczona na koszyk) ?"

      ODP: Ale z czego to wynika, że 1 osoba ma te Twoje 100 mln usd, a reszta klepie biedę (1000 USD w ameryce)? Bo jeśli nie znasz przyczyny i jeśli nie znasz poprawek jakie trzeba wprowadzić to kiepsko to widzę.

      Ty widzisz skutek - brak pieniedzy u Kowalskiego/Smitha./Johnsa
      A ja się pytam "how come" - jak to możliwe i dlaczego wg Ciebie?

      Z teorią że to wina papierowego systemu się nie zgodzę (uprzedzam). Pieniądz to tylko środek wymiany.

      "Kolejna kwestia - czy my na pewno nie mamy inflacji ? Bo podobno to że 5 lat temu za 2000$ można było kupić 40" a dziś 65" to jest liczone jako spadek cen. "
      ODP: Telewizor to zły przykład ja z 5 lat temu kupiłem pierwszy telewizor Smart TV samsunga - czyta filmy z dysku i miał youtube. Za 46 cali modelu B650 dałem wtedy 6500, gdzie na rynku chodził po 8500 więc cieszyłem się jak dziecko.
      Dwa tygodnie temu kupiłem dziecku do pokoju telewizor - za 42 cale - model 6400 Samsung zapłaciłem 1850 pln (!). Kolory i możliwości o niebo lepsze niż w tym moim 5 letnim. 1800 pln (!) wobec 6500 (!). Nowy tv z racji postępu technologicznego ma szereg funkcji jak 3D, kilka razylepsze DLNA, miracast i wiele innych fajnych bajerów.

      Zatem ceny towarów spadły. To co rośnie to cena usług, jeśli ja mam coś dodać. Bardziej tu bym szukał inflacji CPI tj w cenach fryzjera itd.

      Inflacji po prostu nie ma. Mowa o CPI czy bazowej. Znam osoby które chcą liczyć inflacje szeroko tj jako cena aktywów tj akcji, nieruchomości czy cen obligacji i surowców. Tutaj jednak też byłby problem. O ile akcje czy obligacje poszły w górę, o tyle surowce przecież spadają, a ceny nieruchomości tylko lekko rosną (świat, chociaż są miejsca jak Londyn czy regiony Australii czy Kanady Norwegii czy Szwajcarii gdzie ceny eksplodowały)

      Normalnie znikąd inflacji - wszędzie zerowe lub ujemne stopy - spójrz np na popularną wśród Polaków Norwegię.

      Usuń
    2. 1. Automatyzacja pracy. Jestem programistą, tu się mówi że zawód albo jest odstrzeliwany albo jest w kolejce do odstrzału. Fabryki się zmieniają - kiedyś na taśmach byli ludzie, dziś ich pracę robi robo ramię i to coraz bardziej precyzyjną np. układanie rzeczy jadących na taśmie luzem do pudełka. W miarę rozwoju robotyki, nanotechnologii i software-u/AI do odstrzału będą kolejne zawody nawet te "miękkie" i najbardziej perspektywiczne... internista, dermatolog chirurg, psycholog itp. Widząc jak to się wszystko rozwija uważam że jest duże prawdopodobieństwo że to będzie za naszego życia.

      To powoduje że ludzie dysponujący kapitałem do inwestycji w powyższe otrzymują duży zwrot a ludzie tracą pracę. Chętnie sam bym zainwestował w coś takiego, ale raczej nie na giełdzie w obecnych warunkach.

      To wymusza przepływ ludzi w kierunku zawodów bardziej wyrafinowanych i podlegających mniejszej automatyzacji. Pojawiają się nowe - "operator facebooka" ;-), youtoub-er, zyskują inne bardziej zaawansowane - programista. Trudniej automatyzowane - hydraulik, murarz itp. Tylko z tym są 2 problemy.

      To nie następuje z dnia na dzień, to jest proces. Pracownik fabryki w wieku 50 lat nie zostanie lekarzem czy programistą. Jeśli ma talent to może zacznie zarabiać na blogu/vblogu jeśli nie to być może zostanie hydraulikiem. To wymaga czasu na nauczenie się zawodu. Wymaga też dodatkowego popytu na taką pracę, albo ten popyt jest - hydraulików potrzeba albo musi się skądś pojawić i ktoś musi ją wyczuć (youtoub-er).

      Jeśli dla przykładu fabryka zwalnia pracowników powodując 50% bezrobocie to właściciel fabryki ma dodatkowe $$ bo roboty są tańsze od ludzi, ale populacja tego miasteczka ma mniej pieniędzy na usługi. Więc mamy sytuację jak powyższa z tymi $$. Idealnie jak by właścicielem fabryki byli akcjonariusze - mieszkańcy miasteczka. Czemu tak nie jest ? Nie wiem bo ludzie nie potrafią zarządzać pieniędzmi, są roszczeniowi i leniwi - mamy winić kulturę ? być może. Trzeba by się dalej zastanawiać pewnie powodem jest to że wielu startuje od zera i jeszcze nie dorobiło się aktywów, być może powodem jest niestabilność rynków finansowych i błędne przekonania albo to że ludzie PRO na rynkach kapitałowych zawsze wyskubią ich z kasy.

      2. Czy na pewno będzie praca dla wszystkich w tej nowej rzeczywistości. Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Jeśli nie to fatalnie, konsekwencją pewnie będzie jakaś forma socjalizmu.

      Usuń
    3. 3. Na przykładzie Japonii.
      Demografia (teoria że emeryt potrzebuje mniej niż 30latek - osobiście nie jestem przekonany i uważam że potrzebuje inaczej tj. np. usług medycznych)

      To że ludzie Ci wydali już znaczną część tego co mieli w życiu wydać - kupili przewartościowane mieszkania na kredyt. Teraz nie kupują tylko spłacają.

      4. Warunki do rozwoju nie są stałe. Inne były w latach 50 kiedy z USA nikt prawie nie konkurował o zasoby naturalne, nikt nie martwił się CO2, nikt nie produkował konkurencyjnych towarów, łatwo było "kolonizować" resztę świata. Inne są teraz, bardziej wymagające. Trzeba by się zastanowić jak zmiana tych warunków na to wpływa. Obecnie mamy tanie surowce, ale na jak długo mamy tanią ropę ? Jak będzie rozwijała się ekoenergia ? Miedź może tak bo wydaje się że Chińczycy jednak przeinwestowali.

      Napisałeś: "Zwróć uwagę że rozwarstwienie na świecie, a szczególnie USA - ruszyło wtedy kiedy zdjęto masę ograniczeń od Regana (lata 80). Paradoksalnie te ograniczenia służą właśnie Kowalskim. "

      I z tym się zgadzam i nie rozumiem radykalizmu w tej kwestii wielu inteligentnych osób. Komu przeszkadzało to że hipoteke można wziąść na 3 letnie zarobki, co uniemożliwiało bańki na mieszkaniówce ? Problemem wydaje się to że jeśli wprowadzamy regulacje, nawet lekkie to już jest polityka i grupy interesów.
      Należało by też zastanowić się jeszcze czy występujący w tym samym kresie inny czynnik/i nie spowodował tych zmian a my jedynie przypisujemy je zdjęciu tych ograniczeń (i w jakim zakresie).

      ps. Inflacji nie ma ? Być może zmyliło mnie to że w pobliskich mi stołówkach za zupę płacę 5zł - rok temu 3,5zł. Obiad (zestaw) 15zł, rok temu 10zł. Fakt wiele rzeczy tanieje ale nie wszystko. Jeśli pracownicy tam mają minimalną to im koszty pracy jednak sporo rosną więc i cena (to towary z małą marżą) rośnie.

      Usuń
    4. I jeszcze jedno - to nie polityczne ale zmienia się struktura rasowa w USA i EU. To oznacza że ludzie mają inną kulturę i inne geny (talenty). Jedni musieli uciekać przed drapieżnikiem inni przygotować się na zimę. Jedni wygrywają maratony inni szachy. Jedni są mentalnie w świętej wojnie inni mają to >500 lat za sobą. Na ile jest to istotne i czy to ma wpływ na gospodarkę, gromadzenie kapitału przez klasę średnią, bezrobocie już teraz ? Czasami pod artykułami w USA i na forach dotyczących przedmieść można poczytać zagorzałe dyskusje/walki i przytaczanie przeróżnych informacji. W Polsce tego się nie czuje.

      Usuń
    5. Co ciekawe szybki rzut oka na dane pokazuje że USA kolonizują głównie latynosi

      http://media1.s-nbcnews.com/j/newscms/2014_16/322131/140414-infographic-pop-rev_fe5034a798d3fc9e8fa9be877fad6ee1.nbcnews-ux-920-900.jpg

      Latynosi są też ubogą grupą społeczną

      http://www.irp.wisc.edu/faqs/faq3/FAQ3-Fig1-2012.png

      To też jest ciekawe (w celu wyjaśnienia pozostaję neutralny przytaczam co znalazłem)

      http://www.fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/img/race-and-iq.jpeg
      źródło: http://www.fizyka.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog1/10-4-dzialanie.htm (nie weryfikowałem wiarygodności)

      "Średnia wartość IQ co pokolenie może zwiększyć się nawet o 10 punktów; nazywa się to efektem Flynna.
      Wynika to prawdopodobnie z wielu czynników: poprawy warunków zdrowotnych, lepszego odżywiania, bogatszego środowiska (np. zabawek) i wychowania dzieci rozbudzającego aktywność intelektualną.
      ...
      Wyniki różnią się dość istotnie dla różnych populacji. Wśród najbardziej inteligentnych ludzi przeważają obecnie Azjaci (dla IQ>200 prawie wyłącznie).
      Trudno wyciągać jednoznaczne wnioski z takich badań bo zbyt wiele czynników wpływa na wyniki (np. populacja hiszpańskojęzyczna w USA nie jest reprezentatywna bo dominują w niej najbiedniejsi emigranci o niskim IQ). "

      W sumie już z prostej matematyki mamy kumulację bogactwa. Latynosi przybywają do USA bez kasy i startują od zera, mają więcej ubogich dzieci niż biali swoich. Białych jest coraz mniej więc zgromadzone dobra dziedziczy mniej osób....proste wynika z samej imigracji biednych.

      Mimo wszystko ludzi jest coraz więcej (tz tam) więc powinno to być pro inflacyjne jeśli tylko ci ubodzy mają pracę, mają w głowie poukładane wystarczająco żeby się zacząć dorabiać czegokolwiek. Tylko wydaje mi się że z tą pracą mogą być problemy z powodów jw.

      Takich rozważań można pewnie prowadzić wiele, kto wie czy i jaki to ma na prawdę wpływ. Z innej beczki zupełnie - może to moja obserwacja tylko ale wydaje mi się że cała ta technologia i dostęp do informacji zmienia zupełnie nasz pogląd świata i kolejnych pokoleń. Wiedzy mamy więcej niż kiedykolwiek, jest na wyciągnięcie gogli. Dzięki temu być może łatwiej weryfikować co ma, co nie ma znaczenia, mniej dajemy sobie wcisnąć kit z reklam. Więc idąc dalej tym tropem znika popyt na jakieś dobra, a pewnie rodzi się na inne. Korporacje za tym nie nadążają, tam panuje zbyt skostniała, nieefektywna struktura.

      Wydaje mi się też że musi przyjść restrukturyzacja w gospodarce adekwatna do zmian zachodzących w społeczeństwie. Czy taka restrukturyzacja może mieć w pełni miejsce jeśli pieniądz nic nie kosztuje ? Czy tylko podtrzymują życie nieefektywnego potwora bo nie chcą żeby system runął pod własnym ciężarem po etapie kredytowego psucia pieniądza.

      Ja się zastanawiam czy my potrzebujemy tak bardzo tej inflacji, czy może potrzebują jej rządy i banki. Wydaje mi się że ja jej nie potrzebuję.

      Czy mam rozwiązania ? Nie, ale to pewnie zależy od kraju. Dlaczego np. nie podnieść w Polsce kwoty wolnej od podatku tak z 5x. przecież to są biedni ludzie liczący każdy grosz, kupujący najtańsze polskie produkty. Tylko kto na to w Polsce przystanie, była by to niewyobrażalna kwota, którą przecież można rozdać przed najbliższymi wyborami na jakieś bzdury.

      Usuń
  4. W obecnej sytuacji każdy nawet najbardziej ekstremalny pomysł będzie rozważany - drukować i rozdawać ludziom ? Czemu nie. Obecny system (waluty FIAT) ma swoje zalety i wady, ale niestety nie różni się wiele od centralnego planowania w gospodarce. Ludzie po raz kolejny wierzą, że mogą sterować tak skomplikowanym system jak (tym razem) światowa gospodarka i kolejny raz polegną - historia się powtarza i trzeba być naprawdę aroganckim typem, aby wierzyć, że tym razem będzie inaczej.

    Resetem jest jakaś forma wojny czy bankructwo (i jedno z drugim często chodzi w parze). Po takim resecie system zachowuje się na początku stabilnie, ale - może z powodu ludzkiej ułomności - każdy system upada po jakimś czasie. Wszystkie jak do tej pory systemy nie były stabilne w czasie. Obecne czasy niczym się nie różnią i widać niestabilność. Od 2008r kiedy to 1% populacji posiadał ok 40% bogactwa, po kilku latach, mają obecnie 48% bogactwa. Przyrost bogactwa elity (w stosunku do reszty) jest astronomiczny w tak krótkim czasie. Ten system nie jest stabilny. Możliwe, że od zakończenia II wojny światowej jego niestabilność rosła w postępie wykładniczym, a miara jaką się posługuję powyżej jest jednym z efektów/mierników które to uwidaczniają.

    Faktem jest, że ogromna kumulacja bogactwa przez mały % społeczeństwa powoduje, że będą tworzyć się napięcia społeczne. Wg. mnie BC mogą różne czary i gusła odprawiać, ale efektu nie będzie. Ten 1% nie jest w ciemię bity (w końcu nie jest przypadkiem, że tyle nagromadzili), a teraz:

    - nie są w stanie skonsumować tego co nagromadzili,
    - boją się podejmować ryzyka gdyż nie muszą (osiągnęli coś w stylu monopolu), wystarczy jakiś mały bezpieczny projekt który utrzyma status quo ich korporacji i dominacji na rynku,
    - możliwe, że blokują szybki postęp technologiczny poprzez wykupienie patentów które mogą zagrażać ich biznesom,
    - i widzą co się dzieje, napięcia powstają (i nie ma relaksacji), chcą zachować władzę nad swoimi rynkami, a z drugiej strony czują jak "motłoch" prze na wojnę bo szuka winnych zaistniałej sytuacji, albo "motłoch" jest sterowany i dlatego prze na wojnę,


    Obecnie każdy czuje zapach wojny w powietrzu (przynajmniej w naszym rejonie), a jak ogląda się polityków to mam nieodparte wrażenie, że też im zależy, aby doszło do konfrontacji.

    Historia kołem się toczy, historia to cykle - powtarzające się. Może niemoc BC pokazuje nam, że nie da się zapanować nad emocjami ? Może ludzie mają zaprogramowane swoje 1-2-3-4-5-a-b-c w swojej psychice i stąd nasze wnętrze materializuje się fazami prosperity, a później powstaje niestabilność, narost napięcia społecznego, wojny i cykl od nowa ?

    Okresowość zjawisk w przyrodzie jest przytłaczająca, a my jesteśmy jej częścią więc dlaczego mamy jej nie podlegać ?

    Może znów wkrótce wrócimy do podstaw i zaczniemy się bawić w "wolny rynek", zero socjalu, odbudowa kapitału, wzrost bogactwa, realizacja projektów mniej lub bardziej utopijnych, wzrost socjalu, polityka nakazowa, niszczenie wolności ekonomicznej i powstawanie na jej miejscu silnych grup interesu (korporacje, monopole, rząd jako główny pracodawca lub źródło zarobku), powstawanie coraz większych napięć w społeczeństwie i relaksacja w postaci wojny, pogromu, bankructw, itp.

    Podsumowując - BC mimo prób polegną, rozpoczną się czasy niepokojów/wojen/bankructw/izolacji. Na tych zgliszczach powstanie nowy ład i zabawa od początku.

    Wszystkim życzę, aby w miarę bezpiecznie przeszli ten trudny okres który się zbliża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Andrewin M
      "W obecnej sytuacji każdy nawet najbardziej ekstremalny pomysł będzie rozważany - drukować i rozdawać ludziom ? Czemu nie. Obecny system (waluty FIAT) ma swoje zalety i wady, ale niestety nie różni się wiele od centralnego planowania w gospodarce. Ludzie po raz kolejny wierzą, że mogą sterować tak skomplikowanym system jak (tym razem) światowa gospodarka i kolejny raz polegną - historia się powtarza i trzeba być naprawdę aroganckim typem, aby wierzyć, że tym razem będzie inaczej."

      ODP: Zwróć uwagę, że jak nie było systemu centralnego, to banki regularnie upadały z powodu "bank runs". Ostatni sławny bodajże 1907
      http://en.wikipedia.org/wiki/Panic_of_1907

      Usuń
    2. @Andrewin M:
      "Resetem jest jakaś forma wojny czy bankructwo (i jedno z drugim często chodzi w parze). Po takim resecie system zachowuje się na początku stabilnie, ale - może z powodu ludzkiej ułomności - każdy system upada po jakimś czasie. Wszystkie jak do tej pory systemy nie były stabilne w czasie. Obecne czasy niczym się nie różnią i widać niestabilność"

      OD: No własnie - każdy system jest niestabilny bo człowiek wcale nie działa logicznie. Nie ma systemu stabilnego, chyba że potrafisz taki wymienić? Ja nie potrafię - każdy jaki znam, również ten oparty na złocie prowadził do braku stabilności.

      Prędzej czy później politycy, czy inna klasa system rozwalają.

      Co do resetu to ciężko mi w niego uwierzyć skoro ułamek ludzi ma połowę bogactwa. Kolejna sprawa, że reset by był kiedy najsilniejsi mieliby więcej do stracenia, niż kontynuowanie obecnego systemu. Na razie to się nie zapowiada.

      Nie widać zamieszek w dużych gospodarkach jak USA, Chiny, Europa (W tym UK) na tle gospodarczym. W USA pięknie sprawę wyciszył Obama - wybrał go lud, a ten przez 7 lat nic znaczącego nie zrobił :)

      Usuń
    3. @Andrewin M
      "Ten system nie jest stabilny. Możliwe, że od zakończenia II wojny światowej jego niestabilność rosła w postępie wykładniczym, a miara jaką się posługuję powyżej jest jednym z efektów/mierników które to uwidaczniają.

      Faktem jest, że ogromna kumulacja bogactwa przez mały % społeczeństwa powoduje, że będą tworzyć się napięcia społeczne. Wg. mnie BC mogą różne czary i gusła odprawiać, ale efektu nie będzie. Ten 1% nie jest w ciemię bity (w końcu nie jest przypadkiem, że tyle nagromadzili)"

      ODP: Dlaczego łączysz system z wojnami? Jeśli tak to obecny system jest jednym z lepszych. Nie potrafię sobie przypomnieć (ale nie jestem historykiem!) aby w europie, ameryce itp był tak długi okres prosperity. Zwróć uwagę że mija właśnie 70 lat od końca II wojny światowej i dzięki Bogu, nie było nowej, dużej znaczącej. Oczywiście są konflikty jak Afganistan, Bliski Wschód czy teraz ukraina ale one są lokalne.

      Ja śmiem twierdzić że ten system jest pieruńsko stabilny.

      W mojej ocenie mylisz system z podatkami i dystrybucją.
      System dla mnie to obecny sposób działania rynków finansowych, w tym FIAT money.
      Zwróć uwagę że gdyby wprowadzić wyższe podatki dla bogatych i firm, gdyby wprowadzić większy udział pracowników w radach nadzorczych, zarządach i przywrócić rangę związkom zawodowym, gdyby dać znowu większą ochronę pracownikowi to by się okazało że znowu tylko 20% należy do bogatych.

      Bardzo wiele osób popełnia podstawowy błąd - zapomina że konsument jest zarazem producentem. Im więcej ma konsument gotówki tym większy jest wzost gospdoarczy bo konsumenta na więcej stać. Pojedynczy bogacz nigdy nie rozrusza gospodarki tak rzesze "kowalskich". I ja tu nie mówię o jakimś projekcie bogacza jak budowa kolej czy portu - ja mówię o zwykłym funkcjonowaniu Bogacza - on kupi 5 samochodów luksusowych, a rzesze kowalskich kupiły by tysiące z niższej półki.

      Jednym słowem to nie wina pieniądza jako takiego, dla mnie mozę być on CAŁKOWICIE elektroniczny, to tylko środek WYMIANY. Grunt to większy udział pracownika.

      U nas jest też taki problem, piszę o Polsce,że przeważa jedna forma i strona dyskursu. Nie trzeba daleko szukać - wystarczy spojrzeć na Niemcy czy Skandynawię. Przykładowo producent samochodów VW, największy na świecie (!), w Radzie nadzorczej (20 osób), ma aż 10 pochodzących od pracowników. To oczywiście jeden z elementów

      Zwróć uwagę że rozwarstwienie na świecie, a szczególnie USA - ruszyło wtedy kiedy zdjęto masę ograniczeń od Regana (lata 80). Paradoksalnie te ograniczenia służą właśnie Kowalskim. To co piszę może być dla wielu kontrowersyjne. Trzeba być jednak pragmatykiem a nie ortodoksem - lewicowym czy prawicowym.

      Usuń
    4. @Andrewin M"

      "Historia kołem się toczy, historia to cykle - powtarzające się. Może niemoc BC pokazuje nam, że nie da się zapanować nad emocjami ? Może ludzie mają zaprogramowane swoje 1-2-3-4-5-a-b-c w swojej psychice i stąd nasze wnętrze materializuje się fazami prosperity, a później powstaje niestabilność, narost napięcia społecznego, wojny i cykl od nowa ?

      Okresowość zjawisk w przyrodzie jest przytłaczająca, a my jesteśmy jej częścią więc dlaczego mamy jej nie podlegać ?"

      ODP: Bardzo ciekawa koncepcja.

      Usuń
    5. @ SIP

      "Pojedynczy bogacz nigdy nie rozrusza gospodarki tak jak rzesze "kowalskich". I ja tu nie mówię o jakimś projekcie bogacza jak budowa kolej czy portu - ja mówię o zwykłym funkcjonowaniu Bogacza - on kupi 5 samochodów luksusowych, a rzesze kowalskich kupiły by tysiące z niższej półki."

      Pełna zgoda. Właśnie tu widzę problem wszystkich systemów - również obecnego. Jeśli w chwili 0 wystartujemy wszyscy z tego samego poziomu bogactwa to po pewnym czasie wybitniejsze jednostki będą dominować nad resztą. Później naturalnym mechanizmem obronnym tych "na górze" będzie zabezpieczenie swoich interesów w celu zachowania władzy/wpływów. Z tego wynika, że będą tworzyć się "niezdrowe" dla reszty społeczeństwa oligopole, monopole, oligarchie, itp. Efektem tych działań jest to, że:

      - z mojego podwórka - firmy produkujące procesory i odpowiadają za wzrost mocy obliczeniowej komputerów mają plany na dziesiątki lat do przodu w którym roku jaka technologia wejdzie w życie. Mogliby to przyspieszyć, ale nie jest to w ich interesie(no bo po co się śpieszyć). Konkurencji nie ma, bo kto ma z nimi konkurować ? Jest ledwie kilka firm na świecie w tej branży,

      - drugi przypadek - rozwój druku 3D został "zamrożony" na ok 30 lat z tego powodu, że został opatentowany w latach bodajże 70-80` i do tej pory okolic 2008r patent skutecznie blokował rozwój tej technologii. Po kilku latach, po zwolnieniu patentu, każdy może mieć taką zabawkę w domu za śmiesznie pieniądze, a to dopiero początek - w kolejce stoi druk laserowy 3D czy też spiekanie proszków metali. To naprawdę może zrewolucjonizować wiele gałęzi przemysłu i tworzyć nowe kreatywne miejsca pracy zastępując obecne.

      Usuń
    6. @SIP

      Zadajmy sobie pytanie o co chodzi w tym całym "bogactwie" ? Jak słusznie zauważyłeś chodzi o siłę nabywczą jednostki/tek. Bogacz nie jest w stanie wygenerować takiego popytu jak 1000 Kowalskich - taka ironia losu, demokracja i kapitalizm zaprowadziła nas do wniosków, że trzeba teraz zabrać bogatym i rozdać biednym, aby uzyskać wzrost gospodarczy :)

      Jak słusznie zauważyłeś cała zabawa tak naprawdę polega na wymianie dóbr. To jest klucz do zrozumienia o co tak naprawdę chodzi. Pieniądz jest tylko narzędziem do tego, aby ludzie wymieniali między sobą wytworzone dobra. Zajęło nam to tysiące lat, aby na to wpaść i jak na razie jest to najlepsza recepta na "cywilizowane koegzystowanie". Handel czyli wymiana jest czymś co może zastąpić wojny/przemoc w celu uzyskania dóbr.

      Jedynym ograniczeniem, aby ta wymiana dóbr nie była zakłócona, jest ENERGIA. Dostęp do energii pozwala na dowolne przetwarzanie czegokolwiek, aby stawało się czymś innym. ENERGIA to jest "Święty Grall" który pozwoli na nieograniczone przetwarzanie i zapewni prosperity gospodarcze.

      Dostęp do taniej energii (łatwo dostępnej) pozwoli każdemu przetwarzać w celu uzyskania pożądanych dóbr. Te dobra mogą być następnie wymieniane i dzięki temu, bez wojen, możemy uzyskać tego czego pragniemy. Mało tego - znika problem ograniczonych surowców (pierwiastków z tablicy Mendelejewa) gdyż raz wytworzone dobro po zakończonym okresie swojej funkcjonalności (niech będzie to np. żelazko) może zostać ponownie przetworzone w celu uzyskania surowca do wytworzenia następnego żelazka. Kluczem jest tutaj energia. Dostęp do taniej (prawie darmowej?) energii, powszechnie dostępnej jest KLUCZOWY.

      Martwi mnie tylko moje podejrzenie, że i tym razem rozwiązanie naszych problemów leży gdzieś w szafie jako kolejny niepożądany patent który może zaburzyć status quo.

      Tak masz rację - obecny okres po II wojnie światowej jest najdłuższym okresem pokoju na świecie (nie licząc lokalnych konfliktów). Prawdą jest również to, że II wojna światowa była największą ze wszystkich jakie wystąpiły w historii. Może stąd ten "długi" okres pokoju ? Jak sam zauważasz na wykresach giełdowych - im większy impuls tym większa korekta, a później znów "return to the mean" ? :)

      Tak - rozwarstwienie bogactwa jest ewidentne w obecnych czasach i stąd te oburzenie ludzi i przeczucie, że ktoś nas robi w "kaka". Tędy już niestety prosta droga do ekstremizmów które powinny teraz coraz bardziej się uwidaczniać. Problemy w Grecji, problemy w UE, problemy z Rosją, problemy z ISIS, itd.

      Sęk w tym, że aby wyrównać te rozwarstwienie "COŚ" musi się wydarzyć - co to będzie ?Czy zachód zabierze bogatym i rozda biednym ? To przeczy całej idei zachodu - czyli święte prawo własności prywatnej i wolności.
      Jak dla mnie jedynym "eleganckim" rozwiązaniem jest wygenerowanie pokaźnej inflacji, aby oddłużyć biednych i zabrać bogatym - ale czy czasem właśnie tego nie próbują czynić BC od dobrych kilku lat jakoś efektu brak ? (vide 48% w rękach 1% czyli wzrost o 8% w ciągu kilku lat).
      Żyjemy w ciekawych czasach...

      Usuń
    7. @Andrewin M
      "Jak dla mnie jedynym "eleganckim" rozwiązaniem jest wygenerowanie pokaźnej inflacji, aby oddłużyć biednych i zabrać bogatym - ale czy czasem właśnie tego nie próbują czynić BC od dobrych kilku lat jakoś efektu brak ? (vide 48% w rękach 1% czyli wzrost o 8% w ciągu kilku lat)."

      W jaki sposób inflacja ma przyczynić się do redystrybucji dóbr skoro jest ona de facto podatkiem, która uderza właśnie w Kowalskich?

      Usuń
  5. Ja bym trochę przesunął pytanie: gdzie podziały się te masy pustego pieniądza i jakimi kanałami zaleją w przyszłości rynek tworząc tsunami inflacyjne?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anonimowy
    wyciąłem komentarz

    1. nie podpisałeś się
    2. Twój komentarz to jedno zdanie w stylu "Polecam książkę" z linkiem do książki

    Takie komentarze nie przechodzą u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. A kto sprzedawał te obligi ?
    Mam wrażenie że część kasy pompuje giełdy, ale tylko część. Jak popatrzeć np. na JPY ceny obligów nieco wzrosly, a LIBOR spadał. Czyli jakby kasy na ryku jest trochę. Może awersja do ryzyka sprawia, że nie ląduje ona w akcjach z taką siłą jak w poprzednich hossach. A może jeszcze nie zapadła decyzja, na co zrobić nagonkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obligacje sprzedają głównie podmioty publiczne - fundusze emerytalne, inwestorzy zagraniczni oraz banki - to wszystko się różni per kraj. W jednym kraju więcej papierów jest w rękach lokalnych inwestorów (patrz japonia), a w innym jest więcej w bankach (patrz europa).

      Gotówka z obligacji trafiała na akcje. Tylko zwróć uwagę że wzrosty cen aktywów - akcji czy obligacji nie spowodowały inflacji. Piję do Twojego zdania:
      "Może awersja do ryzyka sprawia, że nie ląduje ona w akcjach z taką siłą jak w poprzednich hossach. A może jeszcze nie zapadła decyzja, na co zrobić nagonkę..."

      Oczywiście że gotówka leci z odpowiednią siłą jak nie w obligacji to akcje. Czy chcesz powiedzieć, że jak gotówka ląduje w akcje to wywołuje to inflacje, a jeśli w obligacje to jej nie wywołuje? Na jakiej podstawie? Wyzsze ceny obligacji to niższe rentownosci tj tańsze pożyczanie państwa - można zwiększyć deficyt i wydać więcej niż poprzednio (zaoszczędzisz na kosztach odsetek).

      To wg mnie nie tłumaczy braku inflacji. W moim odczuciu to brak popytu i braku trafienia gotówki do Kowalskiego.

      Opublikuję później parę wykresów z Japonii.

      Usuń
    2. Nie, nie chciałem tego powiedzieć. Luźno dywaguję, co dzieje się w głowach inwestorów . Ale skoro dyskutujemy o inflacji, to dyskutujmy o tym gdzie jest kasa. Część zaangażowano w akcje. A reszta ?
      Twój kolejny wpis pokazuje, że Japończycy są drenowani (podatki, inflacja jednak, choć mała, jest). Realny spadek płac i niepewność zatrudnienia na pewno nie pomagają konsumpcji mimo rosnącego poziomu zatrudnienia.
      Wniosek: państwo zasysa kasę na spłatę długów. Dopiero przekroczenie pewnego progu na rynku pracy (brak pracowników) może prowadzić do realnego wzrostu płac.

      Usuń
  8. Glownym powodem, pomiedzy innymi jak powolny wzrost gospodarki czy coraz nizsza ilosc pracujacych, dla ktorego nie ma inflacji w Usa to brak kreacji pieniadza przez banki w postaci kredytow. "Druk" pieniedzy przez FED niemal zawsze spotykal sie ze zwiekszona podaza kredytow, czyli w naszym systemie frakcyjnej bankowosci, banki otrzymywaly od FED-u wydrukowane pieniadze i uzywajac je jako zabezpieczenie mnozyly je wielokrotnie poprzez udzielanie kredytow. Teraz gdy pozyczki pod zastaw nieruchomosci sa przyznawane bardziej restrykcyjnie, pozyczki na ruchomosci czy karty nie sa tak chetnie wykorzystywane, oraz kredyty biznesowe sa w dolku, banki maja "niewykorzystane" rezerwy na 2,5 biliona. Jesli udaloby sie im wprowadzic te pieniadze przemnozone przez "wskaznik" rezerwy na rynek to inflacja na pewno nabralaby rozpedu.
    Co do Japonii, to zawsze mieli oni najwiecej swoich obligacji jak i wiekszosc ich dlugu jest wewnatrz kraju gdyz niskie oprocentowanie jest atrakcyjne w polaczeniu z deflacja wystepujaca w Japonii, poniewaz zagraniczni inwestorzy nie maja benefitu deflacji, istnieje wiele miejsc gdzie mozna zarobic wiecej niz skromny procent placony przez bank Japonii.

    Pozdrawiam

    Janusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Janusz,

      jesteś wg mnie w błędzie - to się zmienia - chodzi mi o fragment braku pożyczek
      "brak kreacji pieniadza przez banki w postaci kredytow. "Druk" pieniedzy przez FED niemal zawsze spotykal sie ze zwiekszona podaza kredytow, czyli w naszym systemie frakcyjnej bankowosci, banki otrzymywaly od FED-u wydrukowane pieniadze i uzywajac je jako zabezpieczenie mnozyly je wielokrotnie poprzez udzielanie kredytow."

      Otóż pożyczki są i już przebiły lata 2007 :)

      Pisałem o tym tutaj
      Amerykańska gospodarka ma się coraz lepiej
      http://stojeipatrze.blogspot.com/2012/08/amerykanska-gospodarka-ma-sie-coraz.html

      czy tutaj
      Amerykańska gospodarka ma się coraz lepiej - powtórna wizyta #1
      http://stojeipatrze.blogspot.com/2013/01/amerykanska-gospodarka-ma-sie-coraz.html

      Spójrz na ostatnie dane np o pożyczkach tutaj:
      http://scottgrannis.blogspot.com/2015/01/bank-lending-surges-another-sign-of.html

      Usuń
    2. @Janusz

      czemu?
      "poniewaz zagraniczni inwestorzy nie maja benefitu deflacji,"

      Dlaczego inwestor nie ma benefitu deflacji? Przecież:
      1. jen się w deflacji umacniał (zatem ktoś kto trzymał kasę w japonii dodatkowo zyskiwał na kursie
      2. Trzymał gotówkę na obligacjach i potem, po kilku latach mógł kupić więcej aktywów.

      Zmierzam do tego, że nie bardzo rozumiem ,czemu z deflacji mają korzystać tylko inwestorzy lokalni

      Możesz to jakoś rozwinąć?
      hej,
      SiP

      Usuń
    3. Nie jestem w bledzie bo trudno dyskutowac z faktami. Wszystkie twoje przyklady pokazuja odbicie, a nie wzrost, a Scott Grannis - na stronie, ktora zlinkowales, pierwszy wykres ma Excess Bank Reserves to jest dokladnie odpowiedz na pytanie dlaczego nie ma inflacji. Dzieki za pomoc. Ten wykres pokazuje, ze banki zawsze wydawaly zanim zdazyly dostac kase, a tym razem nie - stad moje niemal zawsze. Twoje - to sie zmienia - oznacza, ze jeszcze inflacja nadejdzie i z tym sie zgadzam, ale nadal wielu amerykanow nie moze dostac pozyczek albo dostaja je mniejsze niz za czasow NINJA chociazby dlatego, ze nieruchomosci sa wciaz tansze, nie mowiac ze zbiorowa historia kredytowa tez dostala po pupie i na dodatek jak to po kryzysie ludzie sa ostrozniejsi. Biznesy przez caly kryzys sa oskarzane o przetrzymywanie kasy, takze nigdzie nie spotkalem sie z wykresem pokazujacym podaz pieniadza ponad "stan" wiec nie kreuje to przyrostu vel inflacji.
      Jedyne co mi sie zdarza to czytac kwiatki takie jak; Increased lending is indicative of a decline in the demand for money, because borrowing is the opposite of accumulating money. ale wystarczy juz zartow.
      Jedynie sadze ze po pomyslach prezydenta Obamy - jak Obamacare, darmowy community college - mozemy potrzebowac QE4 i polaczenie skoku na kase i drukowania tejze oraz gospodarka na turbodoladowaniu moze spowodowac inflacje trudna do poskromienia.
      Dodatkowe wyjasnienia i zrodla ponizej;
      http://www.financialsense.com/contributors/matthew-kerkhoff/qe-printing-money-inflation
      http://research.stlouisfed.org/fred2/series/MDOAH
      http://www.cato.org/publications/commentary/hyperinflation-no-inflation-yes
      http://www.nerdwallet.com/blog/credit-card-data/average-credit-card-debt-household/

      Jen czasem szedl do gory a czasem na dol, jesli zarabiasz w jenach to niemal automatycznie masz zysk pochodzacy z deflacji plus jakies tam drobiazgi, ktore miales z posiadania ichnich instrumentow finansowych, ktore byly jak przyklejone do podlogi. Jesli zas byles inwestorem z USA lub Europy to miales drobiazgi i ryzyko kursowe ( odejmujac drobiazgi miales forex) to po co pchac sie w obligacje jego cesarskiej mosci??? Tlumaczyles gdzies tam to frankowiczom... ale nie czas teraz tego szukac. Moze po meczu.

      pozdrawiam

      Janusz
      Go seahawks

      Usuń
  9. Ja widzę dwa powody braku inflacji. Jeden to wzrost nierówności. Drugi to nadmiar oszczędności.

    Przyczyny wzrostu nierówności to moim zdaniem globalny arbitraż płac i automatyzacja, które mocno zredukowały pozycję negocjacyjną robotników w bogatych państwach. To spowodowało wzrost nierówności, ale z tego co wiem globalnie to nierówności się wiele zmniejszyły. Druga sprawa to po prostu kapitalizm w działaniu. Przy braku jakiś przełomów technologicznych jest dążenie do monopolizacji. Widać to zwłaszcza w IT, gdzie mamy miliardowe przejęcie firm bez zysków, których celem jest tylko i wyłącznie zabezpieczenie monopolu.

    Nadmiar oszczędności wynika wprost ze starzenia społeczeństw. Wszyscy próbują jednocześnie oszczędzić na emeryturę, ale po prostu gospodarka nie jest w stanie dostarczyć tyle możliwości na inwestycje. Stąd zerowe stopy i puchnące wyceny, ale popytu na dobra mało. To oczywiście będzie działać tylko do czasu, aż nie zacznie się przechodzenie na emeryturę. Wtedy będzie to działać odwrotnie. Rosnąca rzesza emerytów, będzie gonić kurcząca się grupę osób pracujących. Będzie to ciekawe, bo inflacje będzie płacowa, ale emeryci będą wyprzedawać aktywa, więc nie koniecznie będą rosły akcje czy też nieruchomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi robotnikami to wrzucę jutro ciekawostkę z Japonii - tam jest najwięcej w historii part-time workers czytaj na śmieciówkach. To samo usa i inne kraje. Miejsc pracy jest najwięcej w historii ale połowa prawie to śmieciówki (!)

      Usuń
    2. Peter
      https://www.youtube.com/watch?v=lr4VuumZy5k#t=956

      Usuń
    3. http://www.tradingeconomics.com/united-states/personal-savings
      Oszczednosci nie rosna, a wrecz spadaja. Zerowe stopy ustala Bank centralny czyli rzad, aby pozbyc sie dlugow, a popyt hamowany jest przez opodatkowanie (kiln podatkowy) oraz inzynierie spoleczna. Kapitalizm tu nie ma nic do rzeczy.
      Nierownosci spoleczne jako hamulec inflacyjny nie moga byc brane pod uwage bo inflancja nie jest tak ze wystepuje tylko w krajach ktorych gini jest niski. Moznaby pokusic sie ze jest odwrotnie, ale nie jest to wynikiem jakiejs zaleznosci tylko przy dzisiejszym klimacie politycznym kraje, ktore promuja rownosc ekonomiczna sa na ogol odpowiedzialne fiskalnie.

      Pozdrawiam

      Janusz
      Go Seahawks

      Usuń
  10. Jak by na potwierdzenie

    http://www.theatlantic.com/business/archive/2015/01/young-adults-poorer-less-employed-and-more-diverse-than-their-parents/385029/

    Oglądałem ostatnio video Petera Schiff - powoływał się na słabe dane. Jako przykład był DHL - przeliczyli się na święta, zatrudnili na śmieciówki kurierów i nie mieli co robić. Nie przyszło tyle zamówień na święta. Dlatego że nie ma żadnego recovery, zaraz ich zwolnią i znów będzie bezrobocie. Swoją drogą ciekawe koleś uważa że FED blefuje z podwyżkami stóp.

    ikti - a co z babyboomers rozbijającymi właśnie skarbonki ? Oni teraz przechodzą na emeryturę i są bardzo liczną grupą. Nie inwestowali tyle prywatnie ?
    Jeśli ludzie są na śmieciówkach teraz to inwestują w emerytury ? Ja otwierając IKZE w grudniu 2014 czułem się jakoś wyobcowany ;-), wątpię żeby ktoś z moich znajomych miał fundusz 3 filaru(raczej dobrze zarabiająca grupa jak na Polskę). Żeby było śmieszniej to trzymam te 4500pln na funduszu pieniężnym na <3%...za bardzo spadkowo to widzę wszędzie żeby przejść na WIG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego tylko prywatnie? Wszystkie formy oszczędności, czy to przymusowe jak nasze ofe, czy też dobrowolne. I nie koniecznie zaraz ikze. Pieniądze na koncie, akcje czy nieruchomości to też oszczędności.

      Problem starzenia jest globalny, więc nie ma co się akurat skupiać na baby boomers, ale masz rację - oni nie zbyt dużo odłożyli i teraz jest parcie na nadrobienie tego w ostatnich latach.

      http://ngam.natixis.com/docs/724/617/natixis_401k_web,0.pdf

      Usuń
    2. Przecież nikt nie ma obowiązku kupowania niemieckich 10 latek płacących 0.3%, a popytu nie brakuje. Nawet na ujemne oprocentowanie są amatorzy i to wcale nie z sektora publicznego.

      Gospodarka jest otwarta i globalna, więc nie ma wielkiego znaczenia, że w jakimś małym kraju są mniejsze nierówności. Liczy się globalny stan.

      Usuń
    3. Co do wskaźnika oszczędności, to on nie pokaże tego o czym mówię. Oszczędności są z definicji równe inwestycjom. A jak nie ma dostatecznej ilości dostępnych inwestycji to się nadmiar oszczędności inaczej objawia. Poleca artykuł Pettisa

      LINK

      Usuń
  11. witajcie:)
    i ja dorzuce swoje 3 grosze do dyskusji
    brak inflacji bierze sie z braku popytu na prace ale prace platna tak zeby starczylo na podstawowe potrzeby i jeszcze zostalo na wydatki ekstra oraz zeby miec czas na te rozrywki!!!! Oczywiscie brak tego popytu na prace bierze sie z postepu technologicznego (automatyzacja), zmian spolecznych(brak duzej liczby dzieci slaby przyrost naturalny) oraz nadmiaru aktywow w posiadaniu waskiego grona ludzi( ci wlasnie ludzie to taka arystokracja sredniowiecza).
    Osobiscie nie zgodze sie ze swiat zyje w pokoju od ostatniej II WS > EUROPA zyje w spokoju zludnym bo wystarczy popatrzec jugoslawia kosow teraz ukraina wczesniej teroryzm w hiszpani w UK i wiele innych. Osobiscie uwazam ze wojny i konflikty sa sterowane po to aby rozladowywac napiecia spoleczne i straszyc spoleczenstwa (bo jak teraz popatrzymy na ukraine to czy chcielibysmy walczyc z tymi co pociagaja za sznurki??) ci co siedza wysoko nie gina i nic nie raca z nich ginie ten szarak tak bylo 500 lat temu tak jest i teraz tylko metody sa bardziej wyrafinowane

    OdpowiedzUsuń
  12. Inflacja?
    He, heeee....!
    To już nudne ..... TO! słyszę od 2008/9r! Właśnie to - Inflację - w panice wszyscy wieszczyli. O ... początku ... llolara i rychłym końcu $$$!
    Skąd ona - Inflacja - ma się brać? Pieniądz w tym główny - $$$ się umacnia?
    Co wpływa na wzrost inflacji?

    Inflacja – proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce.
    Skutkiem tego procesu jest spadek siły nabywczej pieniądza.
    Owszem siła drukowanego pieniądza - $$ - spadała ale ... tylko względem "drożenia" aktywów na giełdach. Surowce? Te stały w miejscu, a teraz ... krach.

    Przyczyny inflacji?
    1. nadmierne zwiększanie podaży pieniądza poprzez jego emisję przez bank centralny lub kreację w bankach komercyjnych,
    2. niespodziewany i gwałtowny wzrost kosztów produkcyjnych (np. surowców energetycznych!), który prowadzi do ograniczenia podaży,
    3. wzrost popytu w gospodarce,
    4. niezrównoważony budżet państwa (wydatki z budżetu przewyższają wpływy),
    5. przeinwestowanie gospodarki ale .... przez państwo (nadmierne rozwinięcie procesu inwestycyjnego finansowanego przez państwo),
    6. wadliwa struktura gospodarki,
    7. import inflacji (wraz ze wzrostem cen artykułów importowanych przez dany kraj, surowców następuje wzrost kosztów produkcji, a co za tym idzie wzrost cen).
    O Inflacji zapomnijcie ale ... nie w tym "tu i teraz" k'raju ...
    Zapomnieliście o .... CYKLACH?
    Wszystko żyje, powtarza się cyklicznie, ewoluuje ale i .... powtarza. Przyroda - człowiek - gospodarka - ekonomia .... Nie zapominajcie o tym. Tu teorie ekonomii na nic.To po prostu samo życie .... to rozwój - dwa, trzy kroki do przodu. Potem jeden w tył. Cykle!
    Po wzroście, prosperity następuje - Re'cesja!?
    Globalna gospodarka! Tu zagrożenie. To jest nie do opanowania, bo .... jest GLOBALNA!
    Armageddon także nastąpi - to już się zaczęło, jest nie do zatrzymania!
    Może tego nie widać ale to już trwa ....
    ******
    Nie ma wojen?!
    A PO co wojować? Skoro można przejąć za .... niewiarygodnie małą kasę, a często (patrz POlandja!) za bezcen cały rynek! W tym medialny! Wystarczy bajer, PO wynagrodzić kogo trzeba. Korupcja zawsze daje lepsze skutki niż wojowanie (uzbrojenie kosztuje! więcej niż obiecanki) ale wszystko ... do czasu! Wojenka? Ta przed .... Niestety!
    Nie dajcie się znowu oszukać nachalnej re'kłamie! O tym, że ... jesteście bez'pieczni! Bezkarni??
    Myśl''lenie To nie boli!

    LJ3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... A PO co wojować? Skoro można przejąć za .... niewiarygodnie małą kasę, a często (patrz POlandja!) za bezcen cały rynek! ...

      1. Jakieś konkrety?
      2. Jak nie dać wykupić IM, to komu? Zadłużyć się i samemu? Czy kasa jest tylko KLASA nie widzi bezcenu? Czy nie zadłużać się, nie dać kupić, ale dać upaść?

      Jedynie ciekawość!

      Usuń
    2. LJ3

      Wszystko zgoda ale Twój punkt właśnie jest błędny
      "1. nadmierne zwiększanie podaży pieniądza poprzez jego emisję przez bank centralny lub kreację w bankach komercyjnych,"

      Bank centralny nie jest głównym miejscem kreacji pieniądza - są to banki komercyjne - tj wszystko pko bp, pekao sa itp. To one głównie kreują pieniądz z rezerwy.
      Teraz to widać doskonale - nie ma popytu na kredyt i nie ma podaży kredytów. Koło się zamyka.

      Inna sprawa że inflacja bierze się z pieniądza który parzy i musisz go wydać, gdy za dużo kasy goni zbyt mało produktów. Ludziom spadają zarobki, boją się o przyszłość i znowu koło się zamyka.

      Usuń
    3. @Olek
      "1. Jakieś konkrety?"
      Odnośnie prywatyzacji w Polsce? Sprzedaliśmy się za bezcen, to jasne.


      "2. Jak nie dać wykupić IM, to komu? Zadłużyć się i samemu? Czy kasa jest tylko KLASA nie widzi bezcenu? Czy nie zadłużać się, nie dać kupić, ale dać upaść?"

      Wystarczy popatrzeć na inne mądre narody np Chiny. Indie właściwie chyba też. Trzeba było ustanowić prawo, które mówi że obcy podmiot nie może kupić 51% udziałów w spółce a tylko 49%. To jeden z prostych trików w Azji. Chiny nie sprzedały swojego rynku. Coca cola i wiele innych spółek mimo chęci nie kupiło firm tyle ile chciało.

      Poza tym zapory celne i inne udogodnienia dla lokalnych firm. Nie wystawiasz w globalizacji dziecka do walki z Goliatem. Chiny dopiero teraz się otwierają, uwalniają kurs powolutku jak mogą zacząć walczyć z USA. Wcześniej cła, zaniżanie kursu waluty itd.

      Dłuuuuga historia.

      Usuń
  13. Zaczynają już nawet płacić korporacjom za możliwość pożyczenia im pieniędzy. Szaleństwo :)

    Link

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo realnie zyskają:) Tzn przewidują większą deflację :)

      Usuń
  14. Witam gospodarza oraz wszystkich dyskutantów. Piszę po raz pierwszy. Czytam od dawna. Sporadycznie lecz zawsze z zainteresowaniem.
    Przechodząc do tematu, zacznę od nakreślenia modelu:
    Świat dzieli się z grubsza na dwie grupy:
    - Większą, dla której troska o stabilny, szeroko rozumiany, codzienny byt jest podstawą pracy zarobkowej,
    - Zdecydowanie mniejszą, która tego problemu nie ma.
    Powoduje to istnienie dwóch, istotnie odmiennych koszyków wydatków, które jednak posługują się tym samym zasadniczo mierzalnym narzędziem transferu wartości, jakim jest pieniądz.
    Rynki zaspakajające potrzeby obu tych grup, są w miarę zbilansowane, stąd brak inflacji.
    Czas na tezę:
    Zakładając, że "rynek potrzeb podstawowych" pozostanie w miarę ustabilizowany, stawiam tezę, że o procesach inflacyjnych zdecyduje nierównowaga "rynku kapitałowego".
    Paradoksalnie więc, powstrzymanie dodruku przez USA, w sytuacji, gdy nie zostanie to podjęte przez inne ośrodki emisji (pardon - dodruku), może spowodować nierównowagę - być może nawet lawinowo narastającą - jako że jest to świat wielkich liczb, krótkich czasów i ogromnych emocji. Nierównowaga ta ostatecznie, rozleje się na wszystkie rynki. Aby tego uniknąć należałoby wprowadzić dwie waluty, odrębne dla każdego z koszyków. Ich wymienialność podlegałaby regulacjom wprowadzanym przez ośrodek decyzyjny, którego umiejscowienie miałoby dla sprawności tego filtru kluczowe znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześźć Flagin


      Napisałeś:
      "Świat dzieli się z grubsza na dwie grupy:
      - Większą, dla której troska o stabilny, szeroko rozumiany, codzienny byt jest podstawą pracy zarobkowej,
      - Zdecydowanie mniejszą, która tego problemu nie ma. "

      Masz na myśli dwie grupy: jedna posiadająca kapitał, a druga trudniąca się pracą?

      Skąd wniosek:
      "Rynki zaspakajające potrzeby obu tych grup, są w miarę zbilansowane, stąd brak inflacji."

      Skąd wiesz że rynki zaspokajają potrzeby grupy pracowników?


      Piszesz:
      "Paradoksalnie więc, powstrzymanie dodruku przez USA, w sytuacji, gdy nie zostanie to podjęte przez inne ośrodki emisji (pardon - dodruku), może spowodować nierównowagę"

      Ale co masz na myśli pisząc nierównowagę tzn jaki jest tego efekt? Dyskutujemy o inflacji, czyli czy chcesz powiedzieć że obniżenie QE przez FED i podwyżka stóp spowoduje inflacje? Dosyć dziwna teza, masz jakieś uzasadnienie?

      Usuń
  15. Niełatwy ze mnie dyskutant. Nie dość, że sprawia mi kłopot posługiwanie się językiem stricte ekonomicznym, to jeszcze zaglądam tu raz na dwa tygodnie. Wybacz.

    Nie napisałem, że rynki zaspokajają potrzeby pracowników, a tylko, że są one zrównoważone. Kompozycja chleba, igrzysk i niepokoju sprawia, że rynek "pracowników" zadowala się tym co ma i marzy, aby tak pozostało.
    Całkiem inaczej wygląda sytuacja na rynku kapitałowym. Tam jedyne źródła wzrostu to te pompowane przez QE. Gdy ich zabraknie, wszystkie te derywaty czy instrumenty pochodne staną się gorącym kartoflem, a ich właściciele, w chwili większego wstrząsu będą je porzucać, próbując ulokować swoje środki w świecie wartości realnych: złota, nieruchomości, zboża, czy paliw. Lecz nie będzie tyle ropy i nie będzie tyle zboża które pozwoliłoby ulokować w nich wszystkie wydrukowane przez lata dolary. I właśnie wtedy, gdy pieniądze z rynku kapitałowego będą przelewać się na rynek "wartości realnych" zobaczysz inflację. Z tych powodów upatruję w zahamowaniu QE długofalowy impuls do jej uruchomienia.
    A co do podwyżki stóp: Czy wierzysz, że FED zdecyduje się na taki krok? Zwłaszcza, gdy obligacje skarbowe nadal sprzedają się dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  16. Przyszło mi na myśl, że skuteczniejszym działaniem proinflacyjnym byłoby sensownie uzasadnione wprowadzanie pieniądza bezpośrednio do konsumentów. Pytanie, czy po pierwszym obiegu zostałyby na rynku, czy przepłynęły z niego na rynek kapitałowy i tam zostały? Chyba decydowałaby o tym wielkość zysków osiąganych na jednym i drugim rynku.
    I tak miałoby to co najwyżej wpływ na płynność procesów dostosowawczych, nie rozwiązując problemów kryzysu systemowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - helikopterowy ben tj zrzut gotówki do konsumenta. Elektroniczny pieniądz by na to pozwolił - wstajesz i masz więcej o 10% elektronicznego pieniądza.

      Usuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP