24 lutego 2015

Nieruchomości w USA - dwie twarze po kryzysie - główne tendencje

Od czasu pęknięcia ostatniej bańki na rynku amerykańskich nieruchomości wiele się zmieniło. Zaszły też zmiany, możliwe że wręcz kulturowe. Inaczej ciężko jest wytłumaczyć dwie twarze obecnego rynku.



Zanim pokażę główne trendy na amerykańskim rynku nieruchomości przypomnę, że

  • Amerykański Bank Centralny w odpowiedzi na kryzys 2007-2009 przeprowadził na niespotykaną wcześniej w kraju skalę szereg operacji mających na celu zatrzymanie krachu na tamtejszym rynku. FED uruchomił szereg programów pomocowych, w ramach których dokonał m.in. skupu papierów na rynku. Celem było podwyższenie cen aktywów finansowych, zaoferowanie płynności i przywrócenie funkcjonowania rynku oraz zwiększenie inflacji
  • Bank obniżył do rekordowo niskich poziomów stopy procentowe i również słownie starał się oddziaływać na obniżenie oprocentowania amerykańskich papierów skarbowych. To ostatnie jest o tyle istotne, iż wiele pożyczek w Ameryce jest udzielanych w odniesieniu do długoterminowych obligacji. W USA przed kryzysem normą były kredyty oprocentowane na stały procent (np 10 letni - fixed), a tuż przed jej wybuchem modne stało się również zaciąganie kredytu ze zmiennym oprocentowaniem i niskim wkładem własnym (ARM - Adjustable Rate Mortgage)
  • Obecnie największe i najbardziej wpływowe banki centralne na świecie przeprowadzają lub kończą programy niekonwencjonalnej polityki monetarnej. Normą obecnie na świecie stał się tzw druk pieniędzy oraz ujemne stopy procentowe mające zachęcić banki do nietrzymania pieniędzy w banku centralnym i udzielania kredytów konsumentom i firmom
  • M.in. w skutek działań banków centralnych mamy do czynienia z przynajmniej godziwymi wycenami akcji, rekordowo niskimi rentownościami (oprocentowaniem) obligacji krajów rozwiniętych i wybranych krajów gospodarek wschodzących
  • co ważne nieustannie rośnie liczba gospodarstw i amerykanów.

W normalnych warunkach wyceny nieruchomości w USA byłyby już przynajmniej w stratosferze, podobnie jak ilość rozpoczętych budów. Tak nie jest, sytuacja jednak nie jest również zła,a po prostu umiarkowana i rynek cały czas do siebie dochodzi.

Po pęknięciu bańki ciągle spada procent osób posiadających nieruchomość na własność / kredyt:

Oczywiście ludzie muszą  gdzieś mieszkać. Z powodu m.in. "sparzenia" się na poprzednim kryzysie, braku zdolności kredytowej jak i z powodu utraty przez wielu amerykanów celu posiadania mieszkania na własność, rośnie liczba osób wynajmujących mieszkania i spada ilość wolnych lokum. Gdyby spojrzeć na ilość mieszkań pustych  które powinny być wynajęte, to procentowo amerykanie są już na poziomach z 1995 roku:

W tym samym czasie, nadal na rynku amerykańskim mamy do czynienia z rekordowo niskim oprocentowaniem. Trzeba jednak zaznaczyć, iż ostatni najlepszy moment był w kwietniu 2013, kiedy oprocentowanie na pożyczkach 15 letnich ze stałym oprocentowaniem wynosiło 2,5%. W chwili obecnej powrócił trend spadkowy i mimo planowanej podwyżki stóp jeszcze jest szansa na "złapanie" niskiego oprocentowania.

Oprocentowanie kredytów w długim terminie:


Oprocentowanie kredytów w krótszym terminie:


Gdyby spojrzeć na ilość rozpoczętych budów czy nastroje budowlańców to widać duże, niezaprzeczalne odrodzenie gospodarcze jakie dokonuje się na naszych oczach.

Długoterminowo - ilość rozpoczętych budów:

Po niespotykanej po II wojnie światowej zapaści rynek się ożywił ale ciągle daleko mu do poziomów z poprzednich szczytów gospodarczych. Właściwie ilość budów powinna wzrosnąć o 100%.


Samo jednak spojrzenie na ilość budów czy ceny jest bardzo mylące. W USA mamy bowiem właśnie do czynienia z dwiema twarzami rynku. Zupełnie inaczej zachowuje się rynek domów jednorodzinnych a inaczej wielorodzinnych.

Rynek domów jednorodzinnych, szczególnie w ilości rozpoczętych budów ciągle jednak przeżywa kryzys. 

Długoterminowo mamy nadal poziomy z depresji:

Za to rynek mieszkań wielorodzinnych przeżywam już boom z ostatnich lat. Brakuje mu co prawda drugie tyle do boomu z wczesnych lat 80 zeszłego wieku, jednak na pewno nie jest źle.


Obecną zmianę tj duży wzrost budowy mieszkań wielorodzinnych, kosztem jednorodzinnych widać doskonale na wykresie pokazującym procentowy udział budów wielorodzinnych na tle całości. 
Obecnie udział budów wielorodzinnych jest rekordowo wysoki niczym w latach 80.


Wspomniałem na początku o niechęci amerykanów i inwestorów do domów jednorodzinnych. Widać to doskonale po ilości sprzedanych domów.  Szczerze współczuję agentom nieruchomości - sprzedaż ciągle w depresji.

Długoterminowo ilość sprzedanych domów jednorodzinnych:

Sprzedaż domów jednorodzinnych - ostatnie kilka lat

Mogłoby się wydawać, że w takim razie rynek jako całość przeżywa zapaść a ceny mieszkań przynajmniej stoją w miejscu, jeśli nie tracą na wartości - NIC bardziej mylnego.

Ceny mieszkań domów jednorodzinnych już dawno przebiły poziom z 2007 roku i ciągle wznoszą się na nowe poziomy. Poniżej kilka wykresów - mediana i średnia cena

Długoterminowo - mediana

Ostatnie kilka lat - mediana
Ostatnie kilka lat - średnia

Inaczej wygląda sytuacja dla całości rynku - ceny nominalnie ciągle są poniżej szczytu z 2007:


Wzrost cen doskonale jednak tłumaczy ograniczona podaż (inventory) -  po prostu ilość domów na sprzedaż jest nadal rekordowo niska - z recesji 2002. Niskie oprocentowanie kredytów i mały zasób gotowych domów sprawia, że na tym skurczonym rynku ceny idą po prostu do góry (czarna linia podaż, czerwona ceny wg Case Shiller dla 20 miast)

a jeszcze lepiej ograniczoną podaż widać tutaj



Można więc śmiało powiedzieć, że ceny napędza ograniczona ilość domów na sprzedaż. Nie widać na razie perspektyw do zmiany trendu.

W przypadku nieruchomości ważnym obszarem są udzielone kredyty. Amerykanie jednak spłacają kredyty na nieruchomości i nie widać na nie dużego popytu


Gdyby przyjrzeć się bliżej rynkowi kredytów to widać, że rekordowo niskie oprocentowanie, szczególnie w 2012-2013 roku skutkowało duża ilością umów na refinansowanie kredytu po korzystniejszych warunkach


Nowych kredytów jednak zbytnio szybko nie przybywa i od 2010 ich poziom jest na w miarę tym samym poziomie:

O dziwo w kraju słynącym z kredytów obecnie, aż 50% sprzedaży zawieranych jest za gotówkę (czerwony, lewa oś):

To oznacza, że duża część umów kupna domów i mieszkań zawierana jest przez ludzi majętnych oraz inwestorów.

Duży udział inwestorów i osób majętnych nie powinien dziwić gdyż dostępność mieszkań dla statystycznego Smitha jest ciągle kiepska:

Smitha może jednak pocieszyć sytuacja, iż coraz mniej osób ma problem z płatnością na czas raty kredytu:

oraz coraz mniej Smithów jest windykowanych

Co ciekawe, stany które wymagają by proces windykacji przeszedł przez sąd (judicial) nadal przodują w ilości przejmowanych domów w stosunku do stanów gdzie proces przebiega bez znacznego udziału sądu. Wykres dobitnie pokazuje jak prawnicy opóźniają moment "przeczyszczenie rynku":

Na koniec dodam, że wraz ze znaczącym spadkiem domów w windykacji spada ilość domów sprzedanych w tak zwanej krótkiej i szybkiej sprzedaży (poprzez oferowanie dużych zniżek celem pozbycia się pozycji z bilansu instytucji finansowej). Zniżka w szczycie wynosiła nawet 25%.




I na koniec nie mogę nie wspomnieć o akcjach powiązanych z rynkiem nieruchomości.

Przykładowe dwa najbardziej powiązane z rynkiem ETF  ITB (iShares U.S. Home Construction ETF) i XHB (SPDR S&P Homebuilders ETF) radzą sobie coraz lepiej. Ciągle znajdują się poniżej szczytów z 2006 roku, jednak bardzo się do nich zbliżyły.

ITB


XHB


Indeksy rosną z powodu QE i innych programów ale nie da się ukryć, że perspektywy są dla inwestorów kuszące. Jak wspomniałem, gospodarstw domowych przybywa i będzie przybywać:
To oznacza, że budów powinno zdecydowanie długoterminowo (!) przybywać. W końcu gdzieś amerykanie muszą mieszkać.



To co przedstawiłem powyżej to sytuacja dla całej ameryki. Rynek potrafi się zdecydowanie różnić pomiędzy poszczególnymi stanami czy miastami.

38 komentarzy:

  1. kolejny świetny wpis SiP - znasz może jakikolwiek podobny na temat UK przypadkiem ? ewentualnie skąd wziąć takie dane jak projected households and demography ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,

      Dzięki.

      W zakresie UK - to jeden z tematów zaległych jakich wiele. Powinienem jednak to opublikować w ciągu dwóch tygodniu.

      Bazuję m.in. na
      20150114-HSBC-Moving on-The UK Housing Market in 2015
      20150126-Barclays-UK housing market chart book- UK housebuilders chart book
      20150213-HSBC-UK HOUSING MARKET CHARTBOOK (JAN)-JANUARY BLUES

      Usuń
    2. Cześc,

      ja takie raporty i kompilacje robię za darmo a widzę że blogosfera od 1500 do 4000 wycenia.....Chyba muszę wprowadzić ograniczenia tj pełna wersja dla subskrybentów premium. a 25% czy 10% dla każdego....

      hej

      Usuń
  2. mogę Ci wysłać na email pdf z analizą za Q3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podeślij, albo podaj tytuł u imię nazwisko analityka to sobie znajdę :)

      Usuń
  3. Tutaj LastBoyScout (nie bede sie nigdzie rejestrowal bo to glupie)

    Ciekawie ale niepelnie i brakuje mi twoich wnioskow i prognoz z sytuacji jaka przedstawiles.

    Pominales trzy nieodlaczne do tego tematu kwestie: caly obraz kredytowy Amerykanow oraz ich stan placy realnej.

    Nieruchomosci, zwlaszcza domy jednorodzinne kupuja ludzie mlodzi a ci sa w rekordowym stopniu zadluzeni pozyczkami studenckimi, ktore nigdy nie beda w stanie splacic.

    Rzad co prawda oferuje program splacenia za nich pozyczek ale sa to programy dla pracownikow ... rzadowych (%^#!$$?@!). W desperacji niemoralnie poluznia tez efektywnosc weryfikacji prawa do takiej splaty a to tymbardziej fatalnie oddzialywuje na sektor pozarzadowy, ktory az sie gotuje widzac wszelkie przywileje pupilkow wladzy (za coraz agresywniejsza demagogie i metody represji) : nauczycieli, policjantow, pracownikow komunalnych, sluzbe zdrowia itd.

    Wbrew pozorom oprocentowanie pozyczek studenckich jest bardzo wysokie, nawet tych z ograniczonym nastepnymi rzadowymi programami oprocentowaniem.
    NIKT, jak dlugo sie da nie wezmie sie za ten problem (stad historycznie rekorodwo mala ilosc uchwalania aktow prawnych przez kongres..) bo wszyscy doskonale zdaja sobie sprawe, ze uczciwie nie mozna go juz tego rozwiazac (jak np. problem nielegalnej emigracji, itp.) a jawne zgwalcenie zasad rynkowych lub moralnych zagrozi wybuchem 99% i wprowadzi nieufnosc wobec podstawowych zasad funkcjonowania organow panstwa na wiecznosc.

    Drugim, pominietym przez ciebie fundamentalnym problemem jest wysokosc realnej placy, ktora leci od dekad na leb,
    I to MIMO niewyobrazalnego (tymbardziej, ze ograniczonego czasowo!) eksportu inflacji do zoltych.

    Korporacje co prawda zaczely wprowadzac niesmiale masowe podwyzki ale nikt przy zdrowych zmyslach nie uwierzy statystykom, ze realna placa drgnela w gore bo absolutnie zmonomopolizowany/oligopolizowany rynek jest w fazie bezkarnego podwyzszania cen (a rzad namnozonych psudopodatkow) a wiec wchlonie wszystko co da zwiazkowcom (tylko im...).

    Ostatnia sprawa to struktura rynku nieruchomosciowego.
    Starzejace sie spoleczenstwo wygeneruje nadpodaz nieruchomosci ale co najgorsze wiekszosc majatku w postaci roznorakich funduszy bedacego w posiadaniu powojennej generacji jest absolutnie wirtualna poniewaz zalezy wylacznie od tego co bedzie wplacala do tych funduszy mlodsza generacja, ktorej sila majatkowa opisalem powyzej.
    Aha! Obecne rekordowe zakupy gotowkowe nieruchomosc swiadcza o samym najgorszym poniewaz zrodel tej gotowki latwo sie domyslec ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć LBS
      bardzo fajnie że tu wpadłeś.

      Nie musisz się logować bo grunt że się podpisujesz. Minus nie zalogowania to fakt, że ktoś inny przy anonimowym wpisie może się podpisać za Ciebie. Masz jednak charakterystyczny styl więc nie powinienem się pomylić

      W zakresie opisów i trendów - oczywiscie że wszystkiego nieopisałem. Inaczej wpis by mial 40 stron pdf.

      Przykładowo nie ujałem wpływu spadku cen ropy na bardzo rosnący rynek nieruchomosci w texasie (Tam naprawdę jest boom).

      tu masz przykładowe info od JP Morgman
      Complicating matters, however, is the potential negative impact of Texas following the 50%+ drop in oil prices; as the state has generated 16% of 2014’s single-family permits (YTD through Nov.), a 20% decline in this metric – not unreasonable if its economy enters recession, which the J.P. Morgan Economics team views as a risk – would represent a 3% drag to our growth outlook for the year.


      Możliwe że zrobię drugi wpis bo jest trochę tego
      201501-JPM-Homebuilding 2015 Outlook The Recovery Should Continue But Texas Complicates Matters
      20150120-UBS-U.S. Homebuilding - 2015pdf
      20150101-CS-Monthly Survey of Real Estate Agents – December 2014
      201501-DB-4Q14 Preview Favorable conditions
      20150208-CS-Monthly Survey of Real Estate Agents – January 2015
      2015 Housing and Resi Credit Outlook
      201501-UBS-4Q14 US Housing Intentions Survey
      201501-JPM-Horvers Housing Monitor
      201502-Barney-2015 U.S. CAPITAL EXPENSES Outlook
      201502-DB-2015 should be a good year for US
      201502-BRG-Housing Trends- December 2014
      201502-MS-US Housing Tracker February 2015
      201502-Weekly Crossroads Update on Housing Finance and Mortgage REITs


      każdy z tych raportów ma po 30-50 stron......... i tak na kazdy temat można pisać - czy to UK czy inny.

      W zakresie Twoich punktów to Ty wg mnie patrzysz zbyt punktowo - mam tu na mysli kwestie urzędników - wiem że ich nie lubisz i nie lubisz biurokracji ale uwierz mi tego w US jest zdecydowanie mniej niż w europie.

      Ujmę dodatkowo pewnie pensje i zarobki - zwróć jednak uwage że masz wykres Housing Availability – Existing Homes a on dużo mowi o dostępności mieszkań. Wiadomo na niego rzutuje cena oraz koszt pożyczki ale jednak. Skoro pensje nie rosną to wiadomo że dostępnośc będzie mała bo pożyczki są tanie.

      tu masz dodatkowe od jpm
      http://imagizer.imageshack.com/img913/5021/55hLZ0.png

      Usuń
    2. i jeszcze o zarobkach od jpm
      http://imagizer.imageshack.com/img633/3266/brWhsP.png

      Usuń
    3. LastBoyScout pisze:

      >bardzo fajnie że tu wpadłeś.

      Bardzo mi milo byc tak sympatycznie przyjetym :)


      >Nie musisz się logować bo grunt że się podpisujesz. Minus nie zalogowania to fakt, że >ktoś inny przy anonimowym wpisie może się podpisać za Ciebie. Masz jednak >charakterystyczny styl więc nie powinienem się pomylić

      Jezeli bede pisal wiecej to sie dostosuje.
      Wlasny styl ... Czy wiesz, ze Sad Ostateczny bedzie wlasnie polegal wlasnie na wylawianiu z nieskonczonosci tych, ktorym nalezy sie raj? Stworca posluzy sie rodzajem algorytmu, ktory wylowi po stylu/wartosci zycia ziemskie anioly? A jeden z nich to ja a przynajmniej nad tym pracuje ;)



      >>W zakresie opisów i trendów - oczywiscie że wszystkiego nieopisałem.

      Ja nie krytykuje a tylko zachecam abys jeszcze bardziej wykorzystal swoj potencjal.
      Jestes akademikiem i ja jako maly zuczek-praktyk potrzebowalbym czasem szerszego podsumowania twoich danych.


      >W zakresie Twoich punktów to Ty wg mnie patrzysz zbyt punktowo - mam tu na mysli >kwestie urzędników - wiem że ich nie lubisz i nie lubisz biurokracji ale uwierz mi tego w >US jest zdecydowanie mniej niż w europie.

      Tak, jako anarchista mam skrzywienie ale przyznasz, jak dlugo my nie mamy wladzy nad rzadami a rzady maja wladze nad nad nami tak dlugo to rzady ( a dokladnie ich sponsorzy) a nie my ksztaltuja rzeczywistosc swoimi regulacjami. I nie ma znaczenia, ze w USA jest ich mniej. Znaczenie ma, ze jest ich za duzo skoro chaos w kazdej dziedzinie zycia narasta.


      >Ujmę dodatkowo pewnie pensje i zarobki - zwróć jednak uwage że masz wykres >Housing Availability – Existing Homes a on dużo mowi o dostępności mieszkań. >Wiadomo na niego rzutuje cena oraz koszt pożyczki ale jednak. Skoro pensje nie rosną >to wiadomo że dostępnośc będzie mała bo pożyczki są tanie.

      Pozostaje przy swoim zdaniu o rynku nieruchomosciowym opartych na trendach jakie opisalem wczesniej.
      Tutaj wlasnie pokazuje sie slaba strona statystyk.
      Konkretny przyklad z tematu o ktorym piszesz: Nowy Jork.
      Wchodzac np. na Zillow.com widzisz wykresy trendow cenowychroznych czesci NY, ktore przypominaja szachownice. Niektore czesci doluja, niektore zaliczaja sufit. I nie ma to zadnego zwiazku z majetnoscia rezydentow !
      Stare, kapitalistyczne pieniadze nie placa wciaz za nieruchomosci (np. North Shore, LI). Placa za to te zolte, bolszewickie (np. niektore czesci Manhattanu, Queens).
      Przytaczalem niedawno na forum Alternatywy-4 (PiG) dane o ogromie pieniadza pompowanego do Stanow przez zoltych a teraz pewnie rowniez czerwonych.
      To oni. Widze ich prostackie geby teraz wszedzie.
      Czy bolszewik/zlodziej/skorumpowany moze byc w stanie tworzyc jakiekolwiek pozytywne tredy w nowym kraju?
      Nie.
      I dlatego twierdze, ze obecne tredy na rynku nieruchomosciowym (i nie tylko nieruchomosciowym) sa dorazne i tak chwiejne.
      Uwazam, ze ten zolty pieniadz zostanie przejety przez prawdziwy kapital i zaden rynek w tym nieruchomosciowy nie ruszy dopoki korporacjonisci nie uwolnia pieniadza lub nie zostana zmuszeni do jego uwolnienia cos na ksztalt New Deal Roosevelt'a (pisalem o tym na forum Alternatywy-4)
      Na pewno powrocimy jeszcze do tego tematu ;)

      Usuń


    4. tak dokladne mlodzi ludzie sa zadluzen a kredyty studenckie sa wysoko oprocentowane przez banksterow ostatnio mi opowaiadala rodzina jak to wyglada za dlugo tu opowiadac o tym jak bankstery LICHWA skubie STUDENTOW to sie w glowie nie miesci tak jak piszesz "OMAMBO" mial z tym porzadek zrobic by nie byly dwa razy oprocentowywane pozyczki ale cisza bankstera jedzie na tym dalej i zarabia krocie bo takie chore maja przepisy i prawo

      dodajacze mlodzi wchodz w zycie zadluzeni plus te prace slabo platne sa propaganda sukcecu OBAMY tamtejszego rzadu jest taka sama jak U nas TUSKA byla

      Usuń
  4. PAK odezwij się - dostaję maile z Twojego konta że domena nie działa

    Delivery to the following recipient failed permanently:

    pak@.....

    Technical details of permanent failure:
    DNS Error: Address resolution of ....... failed: Domain name not found

    OdpowiedzUsuń
  5. @LastBoyScout, niezly wpis. zyjesz w stanach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LastBoyScout napisal:

      Tak. Mieszkam w Nowym Jorku, Long Island.
      Zycze milego dnia.

      Usuń
  6. China Readies Measures to Counter Housing Market Slump

    http://www.bloomberg.com/news/articles/2015-02-25/china-said-to-prepare-measures-to-counter-housing-market-slump

    OdpowiedzUsuń
  7. China’s Factory Gauge Rebounds in February After Stimulus


    http://www.bloomberg.com/news/articles/2015-02-25/china-factory-gauge-rebounds-in-february-after-monetary-stimulus

    OdpowiedzUsuń
  8. czyli jak pisalem juz kilka razy na programie QE skorzystali najbogatsi !!!!!!
    korzystaja jak zawsze szychy a klasa srednia w USA pomalu ale systematycznie sie zmniejsza!!!!

    USA bazuje na emigracji dlatego aktualnie przybywa gospodarstw domowych ale ci ludzie nie maja az tak duzo kasy zeby kupic dom i jeszcze odkladac do funduszy emerytalnych czy inwestycyjnych
    Mi sie wydaje ze USA jest coraz blizej do JAPONII mimo ogromnych roznic mentalnych pewne prawa sa nie zmienne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @łukasz

      przesadzasz i panikujesz niczym rosyjski hedge.

      Wiadomo że najbardziej na QE i ożywieniu monetarnym korzystają w pierwszej kolejnosci bogatsi gdyż to oni mają więcej aktywów finansowych czy to akcji obligacji czy nieruchomosci.
      Wiadomo że mały żuczek na końcu zobaczy wzrosty bo on nie ma nic, lub mało, a zatem jego główny przychód do płaca za pracę.

      Zwróć jednak uwagę że w przypadku bezrobocia mamy oficjalnie niską stopę procentową. Nowych bezrobotnych (cotygodniowe czwartkowe dane initial claims) są na rekordowo (!) niskich poziomach. Na marginesie przy tych poziomach to był szczyt stóp procentowych i szczyt rozwoju gosp i giełd. Obecnie mimo rekordowych odczytów ciągle stopy zerowe, zero podwyżek itd.

      Podsumowując biedni też mają lepiej co widać po spadającej ilosci windykacji oraz rosnącej podazy ofert pracy i zatrudnienia.

      Najmniej widać jednak konkretnych podwyżek i duzej inflacji wynagrodzeń - tego jeszcze nie ma. Niestety wg mnie amerykanie ulegli iluzji wolnego rynku, jak wiele innych państw, a przez to władzę straciły związki zawodowe. Nie ma juz takich związków jak w latach 60-80 a to oznacza że liberalizacja rynku pracy i niszczenie związków przyczyniło się do utraty wpływu pracowników na pensje. Kiedyś było inaczej.

      Usuń
    2. LastBoyScout napisal:

      Niezupelnie.
      Trzeba odroznic strukture wspolczesnego "rynku" amerykanskiego od tego sprzed dziesiecioleci.
      Dzisiaj jest to juz praktycznie oligopol a wlasciwie monopol, jezeli wiekszosc korporacji ma tylko klony udajace konkurencje.

      W tej sytuacji wymuszenie podwyzek przez zwiazki zawodowe jedynie poglebi zla sytuacje poniewaz korporacje co prawda podwyzsza place zwiazkowcom (nieprawda, ze ich nie ma, juz to robia np. Walmart, Ford itp.) ale automatycznie i BEZKARNIE podwyzszaja tez wlasne ceny.
      Zauwaz, ze zrodlem realnym podwyzek plac moga byc tylko i wylacznie: potanienie surowcow, rozwoj technologii, wzrost wydajnosci pracy i efektywniejszy zarzad przedsiebiorstwami. Pierwsze trzy czynniki od dawna ukladaja sie pozytywnie (czwarty choc z natury megakorporacji musi sie pogarszac wraz z ich wzrostem).
      Jednak tego pieniadza na rynku nie ma a jezeli nawet by sie pojawil w efekcie akcji zwiazkow zawodowych to natychmiast zostanie spowrotem zassany przez korporacje z poprzez wzrost cen.

      Istnieje jeszcze jeden zawor, ktory korporacyjny rzad uzyje w razie zaistnienia zadan placowych lub sygnalow inflacji: regulacje imigracyjne.
      Kazdy projekt ustaw imigracyjnych mowi o wtloczeniu w w gospodarke prawie 12 milionow nowej sily roboczej (a moze wiecej jezeli wlaczono by do tego pracownikow zagranicznych).
      Ludzie ci nie mieliby zadnej szansy ani przynalezec do zwiazkow zawodowych, ani glosowac, ani upomniec sie o wyzsze zarobki czy nizsze podatki.

      Korporacyjny pieniadz moze sciagnac tylko i wylacznie istnienie konkurencji, ktora nizszymi cenami dla swoich konsumentow lub wyzszymi placami dla swoich pracownikow zmusi korporacje do pozostawienia wiecej pieniadza w rekach wlasnych konsumentow i wiecej pieniadza w kieszeniach swoich pracownikow.

      I tylko TEN pieniadz wyjety z korporacyjnej kieszeni moze trwale wplynac na rynek nieruchomosciowy i rynek ogolnie.
      Aby tak sie jednak stalo musialyby zaistniec bardzo powazne zmiany polityczne a wrecz konstytucyjne. Bez tego ZADNE obnizki stop, programy rzadowe i nawet tzw. wzrosty gieldowe niczego nie zmieniaja.

      Usuń
  9. Interesujacy zbior danych ale nie bioracy pod uwage dewaluacji dolara. To zas moze prowadzic do mylnych wnioskow. Dla uzupelnienia radze lekture http://bobolowisko.blogspot.com/2015/02/po-nas-chocby-potop.html .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      a co ma "spodziewana przez Ciebie" dewaluacja dolara to nieruchomosci w USA? Przecież to aktywo fizyczne które jak rozumiem również bardzo lubisz a najbardziej lubisz złoto

      Kiedy dokładnie dewaluacja ma nastapić i jaka bdzie skala ?Slysze te głosy od 2008.

      Rozumiem, nie czytając Twojego wpisu - kup złoto? Czy spada czy rosnie po prostu kup złoto?

      Usuń
    2. Trzeba przeczytac wpis jaki podalem a wtedy dowie sie Pan jak wyglada sprawa dewaluacji USD w przekroju historycznym (rys. 1) a takze jak wygladaja srednie place (realne) (rys. 4) i mediana ceny domu jednorodzinnego (rys.5).
      Jesli chodzi o kupowanie zlota to namawiam tylko tych, ktorzy chca maja zbyteczny kapital i chca go bezpiecznie przechowac. Jest to bowiem jedyna forma pieniadza, ktora nie jest czyims zobowiazaniem dluzniczym. Nieruchomosci pieniadzem nie sa a swoja wartosc zachowuja tylko wtedy gdy ie kupilismy ich w okresie "babla". Teraz istotnie jest szasa na to, ze ceny nieruchomosci (realne) sa bliskie dolej granicy wiec jest to czas na zakup chociaz mnimum juz przeszlo.

      Usuń
    3. Cześć,
      Nie zgadzam się z Twoją teorią a szczególnie zdaniem
      "Jesli chodzi o kupowanie zlota to namawiam tylko tych, ktorzy chca maja zbyteczny kapital i chca go bezpiecznie przechowac"

      Pamietam jak pisało do mnie pare osób w szczycie paniki euro 2011-2012 - czy kupić złoto i jak długo trzymac.

      Napiszę to samo co wtedy - złoto to też aktywo- też wyceniane na rynku. Też może stracić na wartości. Powtarzanie że to bezpieczene aktywo to jawne kłamstwo lub wprowadzanie w błąd.


      Dobitnie świadczy o tym Twoje odrożnienie złota od nieruchomości. Dokladnie złoto jest takie samo jak nieruchomość:
      "Jest to bowiem jedyna forma pieniadza, ktora nie jest czyims zobowiazaniem dluzniczym. Nieruchomosci pieniadzem nie sa a swoja wartosc zachowuja tylko wtedy gdy ie kupilismy ich w okresie "babla""

      Złoto nie jest legalnym pieniądzem. Nie ma strumienia pieniędzy (cash flow), nie ma dywidendy czy przychodów (z najmu). To zwykła rzecz jak diamenty i inne rzeczy których wartość wyraża się w bieżącym pieniądzu prawnie obowiązującym w danym kraju.

      Nieruchomośc wcale nie musi byc czyims zobowiązaniem dłużniczym bo możesz je kupic za gotówkę. Ile kosztuje kilogram złota? Ze 135 tysięcy złotych. Za tyle można w wielu miejscach polski kupić kawalerkę.
      Nei chodzi tu wcale o tym że uważam iż kawalerka to lepsza inwestycja, twierdzę jedynie że złoto jak prawie każde inne aktywo to forma przechowywania pieniędzy.

      Czemu nie powiesz nic o ziemi rolnej, bo jak to mówią ziemia nie krzyczy jeść?

      SiP

      Usuń
    4. Wartosc nabywcza pieniadza jest wyrazoa w zlocie a nie w ziemi rolnej czy domach. Dlaczego tak jest pisalem juz poprzednio wiele razy.(np http://bobolowisko.blogspot.com/2010/01/zloto-dlaczego-wlasnie-zloto.html ). NIe jestem zreszta jedynym, ktory tak uwaza (ostatnim , ktory tak pisal jest James Rickards "The death of money- the coming collapse of international monetary system",2014), poprzednio S. Forbes, ktorego idee recenzowalem w http://bobolowisko.blogspot.com/2014/08/o-jednej-z-przyczyn-obecnego-swiatowego.html ). Zloto ustanawia wzorzec odniesienia dla wartosci pieniadza . Kupujac nieruchomosc istotnie "zamrazamy" kapital ale robimy dobry interes tylko wtedy gdy kupimy w minimum jej realnej wartosci (czyli za minimalna ilosc zlota, ktora moze byc wyrazona w pieniadzu papierowym ale ten reprezentuje pewna ilosc zlota ). Wartosc nabywcza waluty nie moze byc wyrazona w nieruchomosciach ze wzgledow praktycznych nie sa one bowiem pierwiastkiem chemicznym ani towarem obiegowym.

      Usuń
    5. >Wartosc nabywcza pieniadza jest wyrazoa w zlocie a nie w ziemi rolnej czy domach

      A dlaczego? Czym się różni wycena wartosci nabywczej w ilosci kawalerek od ilosci uncji złota? Dla mnie niczym.


      Opisałem tam czemu z metali wybrałeś złoto, ale nie czemu zloto per se, a nie kawalerki czy inną rzecz jako miejsce gdzie trzymasz gotówkę.


      >NIe jestem zreszta jedynym, ktory tak uwaza (ostatnim , ktory tak pisal jest James Rickards "The death of money- the coming collapse of international monetary system",2014),

      O matko, świat jest pełen ludzi i spokojnie znajdziesz maniaków dwóch teorii. To że jest ktoś kto myśli tak samo jak Ty nic nie oznacza. Ludzi jest kilka miliardów (!)

      >Zloto ustanawia wzorzec odniesienia dla wartosci pieniadza .

      Złoto nic nie ustanawia. Tak samo jak nie robi tego kawalerka. Złoto to kolejny przedmiot który można wycenić.

      >Kupujac nieruchomosc istotnie "zamrazamy" kapital ale robimy dobry interes tylko wtedy gdy kupimy w minimum jej realnej wartosci

      A tak samo zamrażamy w złocie i robimy dobry interes tylko wtedy gdy kupimy w minimum jej realnej wartosci

      >Wartosc nabywcza waluty nie moze byc wyrazona w nieruchomosciach ze wzgledow praktycznych nie sa one bowiem pierwiastkiem chemicznym ani towarem obiegowym

      Z tym też się nie zgadzam. A dlaczego przyjąłeś jako pieniądz reprezentanta z tablicy mendelejewa (pierwiastek chemiczny)? Rozumiem że jesteś naukowcem i stąd te skłonności? Ja się z tym nie zgadzam.

      Złotem nikt nie będzie płacił bo jest tak samo niewygodne obecnie jak kawalerka. Serio. Jak twierdzisz inaczej to idź kup batonik do kiosku i spróbuj nim zapłacić. I nie chodzi tu nawet o to sklepikarz go nie przyjmie tylko o to, że takiej kwoty 1,99 nie zapłacisz kawałkiem złota.

      Zaraz dojdziessz do wniosku że chcesz mieć skarbiec i wydać papierek pod zastaw. A stąd już jesteś u mnie bo twierdzę że złoto jest niepraktyczne do wymiany jako takiej. Więc nie pisz proszę takich rzeczy które nie są prawdą.

      Usuń
    6. Nie potrafie Panu wyjasnic jasniej niz to juz zrobilem w cytowanych wpisach. Do wszystkiego trzeba dorosnac. Od poczatku istnienia pieniadza jego wartosc nabywcza okreslala ilosc zlota jaka mozna bylo za niego kupic. Poczatkowo nominal pieniadza byl zdeterminowany iloscia zlota jaka byla zawarta w ,monecie kruszcowej. Potem banki zaczely wystawiac noty z informacja, ze wyplaca okreslona ilosc zlota proporcjonalnie do nominalu. Obecnie mamy nadal otwarty dla wszystkich dostep do zlota ale ile go dostaniemy nie jest gwaratowane. Zalezy od popytu na dana walute oraz od dostepnosci samego kruszcu. Na przyklad w koncu I9 wieku (1849) kiedy wybijano monete "double eagle" miala ona nominal 20 dolarow i zawierala 0.9677 uncji czystego zlota (waga monety 33.4360 g) obecnie ta sama ilosc zlota jest warta okolo 1200 -1300 dolarow.
      Kazdy kto zarobil w swoim czasie monete tej wartosci za swoja prace i utrzymal ja do chwili obecnej (albo jego potomkowie) przechowal kapital wytworzony praca przodka bez zysku czy straty. Ile odlozyl tyle ma teraz. Kazdy jednak, kto wymienil ta monete na 20 dolarowke papierowa ma obecnie tylko 20 dolarow czyli stracil okolo 80 % poczatkowej wartosci nabywczej. Monety kruszcowe (ze zolta, srebra i miedzi) byly z nami przez pare tysiecy lat. Mozna bylo sie nimi posugiwac w kazdej skali. Musi Pan zrozumiec, ze wartosc nabywcza walut nie jest stala i wobec tego nie ma specjalnego sensu przedstawianie wykresow roznych dobr czy indeksow nominowanych np w dolarach (ale takze w PLN czy innych walutach) jako funkcji czasu gdyz nie mowi to nam nic. Wartosc waluty papierowej zmienia sie w czasie i stad biora sie takie nonsensy jak raptowne wzrosty indeksow gieldowych w sytuacji gdy gospodarka ledwo zipie.

      Usuń
    7. Owo "dorastanie" to mi się zdaje przebiega dokładnie w przeciwną stronę ;]

      "Od poczatku istnienia pieniadza jego wartosc nabywcza okreslala ilosc zlota jaka mozna bylo za niego kupic"
      Dla mnie wątpliwe. Jakieś źródła tego twierdzenia?

      "Kazdy kto zarobil w swoim czasie monete tej wartosci za swoja prace i utrzymal ja do chwili obecnej (albo jego potomkowie) przechowal kapital wytworzony praca przodka bez zysku czy straty. Ile odlozyl tyle ma teraz"
      I jaką to użyteczną pracę dla społeczeństwa wykonał trzymając to złoto dziesiątki lat pod materacem? Dlaczego miałby teraz mieć prawo do świadczeń, chociaż nikt z żyjących nie ma żadnego zysku z tego, że w 19 wieku jego pradziad, wyprodukował trochę zboża?
      Aby rzeczywiście przenieść bogactwo w przyszłość trzeba się napracować, czyli zainwestować w moc wytwórczą w przyszłości. Jak ktoś tego nie robi, to bardzo dobrze, że traci z roku na rok siłę nabywczą.
      Jeśli byt ten pradziad zamiast sprzedać zboże chciałby je przechować, żeby mieć je 150 lat później, to przez ten czas by poniósł koszy składowania, a i tak by się wszystko popsuło. To, że trzymając pieniądze stracił tylko 80% to wręcz korzystny układ.

      "Musi Pan zrozumiec, ze wartosc nabywcza walut nie jest stala i wobec tego nie ma specjalnego sensu przedstawianie wykresow roznych dobr czy indeksow nominowanych np w dolarach"
      A jaki sens jest robienie wykresu w złocie, którego siła nabywcza jest jeszcze mniej stała?

      Usuń
    8. Zgadzam się z Tobą ikti - miałem to samo odpisać.

      Z kupowania złota i jego zakopywania jeszcze żaden naród się nie dorobił.

      Ostatnio czytam rękopisy Serra Antonio z 16 wieku włoskiego filozofa i ekonomiste
      http://en.wikipedia.org/wiki/Antonio_Serra

      On juz wtedy zastanawiał się jak to mozliwe ze państewka bez kopalni złota i srebra są bogate. Otóz własnie z niego nie buduje sie bogactwa, tylko z handlu itp.

      Usuń
    9. przykład
      http://books.google.pl/books/about/A_Short_Treatise_on_the_Wealth_and_Pover.html?id=veb-mE3csWsC&redir_esc=y

      Usuń
  10. tak wyglada EFEKT bogactwa stworzony przze FED i BERNAKIEGO PROPAGANDA DRUKU :)

    idmuchanie nastepnej banki na indeksach i obligacjach ze tylko koledzy i bogaci koreporacje na tym zyskaly ia nie zwykly kowalski

    SiP

    dodac d otego mozna jeszcze poczet zadluzonych mlodych ludzi jaki jest i jaka tam banka jest :) mowa o kredytach studenckich ze mlodzi wchodz d ozycia z ogromnym dlugiem na karku a prace dalej marne sa to tak ogolnie do propagandy w USA ze jest dobrze :) ze po kryzysie ostano byla umnie rodzina z USA i opowiadala jak t owyglada kto dostaje najbardziej po du..pie czyli srednia klasa ktorej jest coraz mniej ogolnie propaganda sukcesu taka jak byla tuska :) ne patrzac na indeksy ktore dmuchane sa przez druk a nie majacej odzwieciedlenia tak naprawde w realnej gospodarce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto kazał młodym ludziom iść na studia?

      Ludzie zawsze patrzą w przeszłość - historycznie wyższe wykształcenie pozwalało otrzymać wyższe wynagrodzenie. Stad pęd ludzi do studiów. Koszty na uczelniach poszły mocno do góry, szczególnie w USA (chyba 5 razy w ciągu ostatnich 20 lat).

      Skoro ludzi nie stać na prywatne studia to po co zaciągają kolejne długi? Dlaczego winisz bank który daje kredyt a nie studenta który go zaciągał?

      Widziałem masę reportaży na temat tragedii studentów w USA - nie mogą znaleźc pracy a dodatkowo mają duży dług do splacenia. Jest za duża konkurencja w białych kołnierzykach bo jest nadpoważ studentów.

      W sumie to samo w Polsce - mamy nadpodaż magistrów i spada jakość szkolnictwa.

      Usuń
  11. ”Housing construction continues to lag,” Yellen said. “Activity remains well below levels we judge could be supported in the longer run by population growth and the likely rate of household formation.”
    Greater household formation could be spurred by a strengthening labor market. Payrolls steamed ahead in January, capping the greatest three-month gain in 17 years.
    For those who can purchase a home, there is incentive to lock in historically low borrowing costs. The average rate on a 30-year, fixed mortgage was 3.76 percent in the week ended Feb. 19, according Freddie Mac in McLean, Virginia. It reached a low of 3.31 percent in November 2012.
    Employment gains and rising household formation are underpinning demand for homes as rents rise. Borrowing costs close to historically low levels and easing credit may help attract more first-time buyers, who have been relatively absent in the uneven real estate comeback.

    New-home sales account for about 7 percent of the residential market and are tabulated when contracts are signed, making them a timelier barometer than purchases of previously owned dwellings. The latter are calculated when a contract closes, typically a month or two later.
    In 2014, builders sold 437,000 new houses, the most since 2008. The market peaked at a record 1.28 million in 2005 and slumped to 306,000 in 2011 after the housing bubble burst, the lowest in figures going back to 1963.
    Other data demonstrate a fragile recovery. Existing home sales dropped more than expected in January as prices accelerated and inventory declined, figures from the National Association of Realtors showed Feb. 23. Purchases fell 4.9 percent from December to a 4.82 million annualized rate, the least since April, and first-time buyers accounted for a smaller share of purchases for a second consecutive month.
    The number of previously-owned homes available on the market dropped 0.5 percent from a year earlier, according to NAR Chief Economist Lawrence Yun. Owners are opting to hold on to their homes for about 10 years on average, compared with the more normal seven years

    OdpowiedzUsuń
  12. Mogą mieszkać w namiocie, wynajmowanej piwnicy ew. kupić sobie mieszkanie w bloku. Jeśli ceny są takie wysokie przy 0 stopach i automatyzacji miejsc pracy to powrotu to starej rzeczywistości nie widzę.

    Jedna mapka http://cdn0.vox-cdn.com/assets/4513917/mexico_germany3.gif

    pozdrawiam ze słonecznego Gdańska, ze znajomymi z pracy (25 luty) byliśmy na spacerze i jedliśmy lody. Za to w USA jakieś ostre zimy widzę na mapie od jezior po Texas, czyżby zmiana klimatu ?
    xgda
    xgda

    OdpowiedzUsuń
  13. >Dzisiaj jest to juz praktycznie oligopol a wlasciwie monopol, jezeli wiekszosc korporacji ma tylko klony udajace konkurencje.

    ODP: Tym bardziej mamy nierówną walkę – jednego wielkiego monopolu korporacyjnego z małymi niezorganizowanymi żuczkami. Indywidualni pracownicy nie mają szans.

    >W tej sytuacji wymuszenie podwyzek przez zwiazki zawodowe jedynie poglebi zla sytuacje poniewaz korporacje co prawda podwyzsza place zwiazkowcom (nieprawda, ze ich nie ma, juz to robia np. Walmart, Ford itp.) ale automatycznie i BEZKARNIE podwyzszaja tez wlasne ceny.

    ODP: Podwyżki wallmart i innych firm na razie są symboliczne i głównie widoczne w mediach a nie w świecie realnym.
    Skąd wiesz jak zachowają się korporacje w obliczu podwyżek pensji? Zauważ iż obecnie zyski korporacji są potwornie wysokie w stosunku do PKB – wręcz rekordowe.
    Dodatkowo korporacje zawyżają kurs akcji poprzez skup własnych akcji, zamiast pieniądze przeznaczać na premie pracowników/wynagrodzenia czy inwestycje. Model anglosaski zarządzania firmą gdzie mamy rozproszony akcjonariat oraz zarząd dbający TYLKO o wartość dla firmy dokładnie do tego prowadzi.

    Zwróć uwagę że w Ameryce jest kult zysku i kult akcjonariatu. Przykładowo mało osób wie że największa firma motoryzacyjna (VW) posiada w radzie nadzorczej aż 50% reprezentantów pracowników. Przykład Niemiec czy Skandynawii pokazuje, iż świat może wyglądać inaczej


    >Zauwaz, ze zrodlem realnym podwyzek plac moga byc tylko i wylacznie: potanienie surowcow, rozwoj technologii, wzrost wydajnosci pracy i efektywniejszy zarzad przedsiebiorstwami.

    ODP: Nie zgadzam się – wg mnie źródłem podwyżek mogą być zyski firm które obecnie są nieproporcjonalnie wysokie. Podobnie jak i opodatkowanie 3% najbogatszych osób.

    Musisz pamiętać że konsument jest producentem i na odwrót – w uproszczeniu im wyższe będą pensje amerykanów tym więcej będą konsumowac. Zrozumiał to ford oferując podwyzki pracownikom w latach 19XX. Wtedy jego biedni pracownicy masowo zaczeli kupować samochody. Uczmy się z historii.

    >Istnieje jeszcze jeden zawor, ktory korporacyjny rzad uzyje w razie zaistnienia zadan placowych lub sygnalow inflacji: regulacje imigracyjne.

    ODP: Dokładnie – należy nie umożliwiać swobodnego przepływu osób w dużych ilościach – to nie jest na rękę mieszkańcom danego kraju. Nie mówię o całkowitym ograniczeniu ale o jego regulowaniu.

    Gdyby było inaczej to norweski kierowca autobusu nie zarabiał by wielokrotnie więcej niż jego kolega kierowca w Chinach. Ten drugi najczęściej zamieszkałby w Norwegii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LastBoyScout napisal:

      >Dzisiaj jest to juz praktycznie oligopol a wlasciwie monopol, jezeli wiekszosc korporacji ma tylko klony udajace konkurencje.

      ODP: Tym bardziej mamy nierówną walkę – jednego wielkiego monopolu korporacyjnego z małymi niezorganizowanymi żuczkami. Indywidualni pracownicy nie mają szans.

      Mam wrazenie, ze sie nie rozumiemy a jako, ze temat podstawowy, przytocze jeszcze raz twoja wczesniejsza wypowiedz:

      "Najmniej widać jednak konkretnych podwyżek i duzej inflacji wynagrodzeń - tego jeszcze nie ma. Niestety wg mnie amerykanie ulegli iluzji wolnego rynku, jak wiele innych państw, a przez to władzę straciły związki zawodowe. Nie ma juz takich związków jak w latach 60-80 a to oznacza że liberalizacja rynku pracy i niszczenie związków przyczyniło się do utraty wpływu pracowników na pensje. Kiedyś było inaczej."...

      Liberalizacja rynku (w rozumieniu wolnego rynku a nie tego co nazywa sie liberalizmem w POlsce!) stoi w sprzecznosci z rosnaca rola zwiazkow zawodowych.
      Tak jak napisalem wczesniej, podwyzki plac wyciagniete od pracodawcow moga skutkowac jedynie podwyzka cen finalnych produktow a wiec inflacyjna iluzja bogacenia lub bankructwem pracodawcy.
      Takie "podwyzki" dzialaja wiec DORAZNIE, wyniszczajac w dodatku slaba konkurencje dla monopoli.
      Wprowadzenie wiec obecnie silnych zwiazkow zawodowych to pewne wejscie w depresje podobna do tego co sie dzialo w Stanach w latach 20,30-tych lub w PRL po roku 80 tym. Dlatego napisalem, ze jedynym wyjsciem nie jest przekazanie zwiazkowcom gotowki wyciagnietej strajkami od pracodawcow bo ci szybciej zbankrutuja (i beda zyc z pasywnego zysku z kapitalu) niz cokolwiek oddadza biednym, pozbawiajac jednoczesnie biednych pracy.
      Great Deal progresywnie opodatkowywal "niezatrudniony" kapital w czasie recesji co zmuszalo do inwestowania go AKTYWNIE wystawiajac go tymsamym na naturalne ryzyko inwestycyjne.
      To taka naturalna weryfikacja efektywnosci funkcjonowania/eliminacja monopoli na wolnym rynku.
      Absolutnie konieczna aby cokolwiek sie zmienilo.

      Usuń
    2. DOKONCZENIE;

      LastBoyScout napisal:

      >W tej sytuacji wymuszenie podwyzek przez zwiazki zawodowe jedynie poglebi zla sytuacje poniewaz korporacje co prawda podwyzsza place zwiazkowcom (nieprawda, ze ich nie ma, juz to robia np. Walmart, Ford itp.) ale automatycznie i BEZKARNIE podwyzszaja tez wlasne ceny.

      ODP: Podwyżki wallmart i innych firm na razie są symboliczne i głównie widoczne w mediach a nie w świecie realnym.
      Skąd wiesz jak zachowają się korporacje w obliczu podwyżek pensji? Zauważ iż obecnie zyski korporacji są potwornie wysokie w stosunku do PKB – wręcz rekordowe.
      Dodatkowo korporacje zawyżają kurs akcji poprzez skup własnych akcji, zamiast pieniądze przeznaczać na premie pracowników/wynagrodzenia czy inwestycje. Model anglosaski zarządzania firmą gdzie mamy rozproszony akcjonariat oraz zarząd dbający TYLKO o wartość dla firmy dokładnie do tego prowadzi.

      Dokladnie o tym pisze powyzej.


      Zwróć uwagę że w Ameryce jest kult zysku i kult akcjonariatu. Przykładowo mało osób wie że największa firma motoryzacyjna (VW) posiada w radzie nadzorczej aż 50% reprezentantów pracowników. Przykład Niemiec czy Skandynawii pokazuje, iż świat może wyglądać inaczej.

      Jestes pewny, ze socjalisci z Niemiec i Skandynawii i w ogole Unii moga ostatnio pochwalic sie jakimikolwiek sukcesami?



      >Zauwaz, ze zrodlem realnym podwyzek plac moga byc tylko i wylacznie: potanienie surowcow, rozwoj technologii, wzrost wydajnosci pracy i efektywniejszy zarzad przedsiebiorstwami.

      ODP: Nie zgadzam się – wg mnie źródłem podwyżek mogą być zyski firm które obecnie są nieproporcjonalnie wysokie. Podobnie jak i opodatkowanie 3% najbogatszych osób.

      Mowimy o Z R O D L A C H dobr a nie mniej lub bardziej efektywnym uzywaniu/obrocie tych dobr.

      ODZPOWIEDZ: Musisz pamiętać że konsument jest producentem i na odwrót – w uproszczeniu im wyższe będą pensje amerykanów tym więcej będą konsumowac. Zrozumiał to ford oferując podwyzki pracownikom w latach 19XX. Wtedy jego biedni pracownicy masowo zaczeli kupować samochody. Uczmy się z historii.

      Jezeli niewydajne bylyby ZRODLA dobr (surowce, technologia i zarzadzanie, sila robocza itp. to wtedy Ford nie mialby co rozdawac swoim pracownikom.
      Ford jedynie napedzil konsumpcje na bazie obfitosci dobr.
      I slusznie ! Ale ekonomicznego punktu widzenia, choc moralnie materializm jest pusty i zly.


      >Istnieje jeszcze jeden zawor, ktory korporacyjny rzad uzyje w razie zaistnienia zadan placowych lub sygnalow inflacji: regulacje imigracyjne.

      ODP: Dokładnie – należy nie umożliwiać swobodnego przepływu osób w dużych ilościach – to nie jest na rękę mieszkańcom danego kraju. Nie mówię o całkowitym ograniczeniu ale o jego regulowaniu.

      Gdyby było inaczej to norweski kierowca autobusu nie zarabiał by wielokrotnie więcej niż jego kolega kierowca w Chinach. Ten drugi najczęściej zamieszkałby w Norwegii.

      To o czym piszesz moze byloby dobre gdyby istnial wolny rynek a caly kapital swiata nie znajdowal sie w rekach garstki i to na pewno NIE elity ludzkosci.

      W obecnej rzeczywistosci kapital nieustannie plynie w JEDNA STRONE co sprawia, ze miliardy ludzi bija sie o malejace resztki kapitalu pozostajace w rekach biednych.
      I to wcale NIE JEST dobrze a biedniejacych.
      To jest dobrze dla bogatych poniewaz oni nie konkuruja z NIKIM, to WSZYSCY konkuruja o coraz mniej, ktore im ta garstka laskawie wydziela :(

      Usuń
    3. LastBoyScout napisal:

      Najnowsze dane nie tylko potwierdzaja to co napisalem ale wprowadzaja niezwykle niepokojace elementy.

      Zaczne od rynku nieruchomosci.

      Sprzedaz, tak jak sugerowalem, jednak spada:

      http://www4.rp.pl/artykul/1184344-Ceny-domow-w-USA.html

      Wzrost cen nieruchomosci wrecz znacznie spada a przeciez na ich wzrost (?) ma wspomniana przez ciebie mala podaz.
      W dodatku jedna czwarta to transakcje gotowkowe, ktore nalezaloby wykluczyc z naszych rozwazan bo te najbardziej potwierdzaja postawione przeze mnie wczesniej tezy.

      Podobno wzrosl o 0.8% dochod realny ale pytaniem pozostaje jaka jego czesc jest tylko efektem spadku czesc paliw (ciekawe jak sie go naprade liczy skoro w obliczeniach inflacji bazowej pomija sie ceny energii i zywnosci !) a przede wszystkim czy nie zdrenuje tego rosnaca rownie niemrawo konsumpcja.

      I teraz najciekawsze bo majace kluczowy wplyw na przyszlosciowe trendy rynkowe.

      Spada i to znacznie WYDAJNOSC a rosna KOSZTY PRACY:

      http://biznes.pap.pl/pl/news/pap/info/1245150,wydajnosc-pracownikow-w-usa-w-iv-kw--spadla-o-2-2-proc-

      Obama probuje wpuscic (tymczasowo! ciekawe zagranie!) na rynek (w tym nieruchomosciowy) 5 milionow nielegalnych emigrantow ale osobiscie watpie czy ci Latynosi zdolaja i zechca pobudzic konkurencje na rynku pracy, inwestowac w nieruchomosci czy inne inwestycje. W kazdym razie ten impuls bedzie bardzo dorazny bo potem sie namnoza i wrzuca na rynek nie tworcow a odbiorcow pomocy socjalnej ...

      Pewnym jest, ze jezeli opisane przeze mnie trendy sie utrzymaja to podwyzki stop procentowych stana sie absolutnie konieczne ale wylacznie z bardzo negatywnych wzgledow i wywolujace jeszcze bardziej negatywne efekty wtorne...


      Usuń
  14. Pięknie daliście się wciągnąć w ten Matrix. Na nic zdadzą się te wasze analizy i prognozy. Żyjecie w świecie iluzji wykreowanej przez ludzi, którzy się mienią "władcami tego świata". Myślicie dokładne tak jak oni tego chcą. Obudźcie się, póki nie jest za późno! W Pełni Naszej Miłości
    MiGaAr


    OdpowiedzUsuń


Komentując anonimowo - podpisz się. Łatwiej prowadzi się dyskusję.
SiP